Przed wrzosowiskami, tymi, gdzie krwawnik pobrązowiały zamyka się w domki pajęcze,
są muszelki. Nie wiem co to za pomór padł na ślimaki w tym miejscu, ale jest ich całkiem sporo.
Rozrzucone przez wiatr, pochowane miedzy nikłą trawą, zatopione w glinie.
Czasami je zbieram i potem odkładam na pustym miejscu pod pewnym drzewkiem,
które kiedyś było zajęczą ubikacją, bo znajdowałam pod nim sterty słomkowatych kupek.
Mam tam więc kolekcję muszelek.
Czasami się zastanawiam, czy ktoś tam jeszcze czasami wędruje i czy się dziwi,
co to za ślimacze cmentarzysko i jaka siła i potrzeba przygnała ślimaki w to miejsce żeby zaschnąć..