-
Posts
4601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by pinkmoon
-
Astka Nefra uratowana przed śmiercią!Już szczęśliwa w DS!! :)
pinkmoon replied to Wala2006's topic in Już w nowym domu
Czyli jednak aniołek? :o Kochana dziewczynka :) byle tylko z tym krztuszeniem nie było nic poważnego. -
Próbowałam się zarejestrować na forum bassetów żeby tam napisać, ale od kilku dni nie mam aktywowanego konta. Może więc ktoś tam to przekleić? Do adopcji jest 3-letni basset (nie rodowodowy, z pseudo), wychowany od szczeniaka w mieszkaniu, z innymi psami i kotami. Trochę rozpieszczony, ale generalnie fajny, przyjazny i niekłopotliwy psiak kanapowiec. Ma 2 tygodnie do wyjazdu właścicieli za granicę... :angryy::angryy::angryy: Pies jest w Lęborku. Mam niestety tylko takie zdjęcie: [IMG]http://i944.photobucket.com/albums/ad283/pinkmoon4/Lebork/basset.jpg[/IMG] kontakt do mnie - 695 435 270, [email]pinkmoon4@gmail.com[/email]
-
Słowem, właściwy pies na właściwym miejscu :)
-
Astka Nefra uratowana przed śmiercią!Już szczęśliwa w DS!! :)
pinkmoon replied to Wala2006's topic in Już w nowym domu
Zuza, cierpliwości teraz :) Pewnie się przyda :diabloti:, a Nefrunia tak niewinnie na zdjeciach wyglądała! Trzeba będzie pannicę wychować! -
Pabianice - amstaf z odciętą łapą - po wypadku - MA DOM!
pinkmoon replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Magia Szczecinka ciągle działa :multi: :) :) -
Pabianice - amstaf z odciętą łapą - po wypadku - MA DOM!
pinkmoon replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Wcale nie byłoby dziwne, bo Łapek to cudowny przesłodki psiak jakich mało! -
zakładanie schroniska - szukam opinii i pomysłów na ten temat
pinkmoon replied to wiosna's topic in Schroniska
Z tego co wiem, unijnych dotacji na schroniska i bezdomne zwierzęta nie ma. Mariamc która prowadzi naprawdę świetne schronisko (o takim standardzie, że szczęka mi opadła jak tam pojechałam) napisała na innym wątku, że budowa kosztowała ponad 4 mln. Ale oni 10 lat walczyli o to schronisko i wreszcie się udało. -
Kiedyś był owczarkiem - Moon za TM...
pinkmoon replied to Frotka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jaki zadowolony i uśmiechnięty :) -
Dixon mógłby się w końcu doczekać... :)
-
Amstaff do kochania, przełagodny 8-letni Wiki
pinkmoon replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Znawcy mówią że ast, to ast ;) Przy okazji poszukamy tatoo jak będą następne odwiedzinki. -
Taki film zrobiłby furorę :diabloti:
-
Sandy [Pieczarka:)] -pogryziona staffiko-astka.Ma super DS
pinkmoon replied to AngelikaXD's topic in Już w nowym domu
Piczka oczekuje siostrzyczki :loveu: -
Amstaff do kochania, przełagodny 8-letni Wiki
pinkmoon replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Wikuś ma ode mnie wyróżnione trójmiasto. Szukamy dla niego naprawdę idealnego domu z platynowymi klameczkami, żaden inny nie wchodzi w grę :) -
Amstaff do kochania, przełagodny 8-letni Wiki
pinkmoon replied to pinkmoon's topic in Już w nowym domu
Dziękuję bardzo za ogłoszenia Zeberka :) Psie Pustyni, przy adopcjach psów w typie rasy (a do tego tak pięknych jak Wiki) niestety trzeba się przebić przez ileś procent ludzi, którzy po usłyszeniu że pies jest wykastrowany, rzucają słuchawką albo mówią "to ja dziękuję", a Wiki ma iść tylko do najlepszego domu a nie do rozmnażalni :) -
Jakoś nigdy nie myślałam że założę temat w tym dziale, ale może ludzie mądrzejsi ode mnie coś doradzą. Sprawa dotyczy Bezy, którą pół roku temu adoptowałam ze schroniska gdzie byłam wolontariuszką. Beza ma około 3-4 lat, przed adopcją spędziła w schronie około 3 miesięcy, przedtem żyła (nie wiem czy od dawna) na dziko - koczowała przy ośrodku letniskowym, gdzie dokarmiali ją turyści. Tak wygląda moja Bezunia :loveu: [IMG]http://i944.photobucket.com/albums/ad283/pinkmoon4/PsyLato/lato2004.jpg[/IMG] Od pierwszego dnia w domu, nie było z nią żadnych typowo "poschroniskowych" problemów - nigdy nie załatwiła się w mieszkaniu, bez problemu zostaje sama, nigdy nic nie zniszczyła, w żadnej sytuacji nie pokazała zębów. A więc w czym kłopot? Problemem jest lękliwość, która - myślałam - stopniowo będzie zanikać, natomiast wydaje mi się że po tych 6 miesiącach jest coraz gorzej. W schronisku Beza była otwartym, radosnym psiakiem, biegła do wszystkich nowych osób, ufna, kontaktowa, zawsze roześmiana. Pierwsze dni w domu - wiadomo, stres, nikt jej do niczego nie zmuszał, chciałam aby w swoim tempie przyzwyczaiła się do nas i nowego otoczenia. Jednak Beza wciąż bardzo boi się ludzi, ludzi których zna - mnie, całej rodziny. Oczywiście - piszę to tylko dla porządku ;) - nigdy w domu nie spotkało jej nic złego, nie została uderzona, skrzyczana czy skarcona, (bo nie było za co- to bardzo grzeczny, spokojny pies), nie miała żadnych negatywnych przeżyć. Nie ma też osób które uskuteczniałyby nachalne, natarczywe pchanie się do psa z głośnymi i hałaśliwymi czułościami. Beza boi się wyciągniętej ręki, kiedy ktoś do niej podejdzie, natychmiast przewraca się, ostatnio coraz częściej sika pod siebie (na początku było to znacznie rzadziej), cała jej postawa jest jednym wielkim błaganiem "nie bij mnie". Zdarza to się również w codziennych rytuałach, które zna - przykładowo, każdego ranka zwyczajowy krótki spacer na siusiu, zwykle idzie normalnie, parę dni temu wpadła w panikę, trzy razy uciekała spod drzwi do legowiska, czołgała się po podłodze przy próbach zapięcia na smycz, kilka razy się posiusiała. Beza jest bardzo karna, za każdym razem przychodzi na zawołanie, jednak często robi to naprawdę z przerażeniem - na ugiętych łapach, przykurczona, czołgająca się, z odwróconym pyskiem. Kiedy tak na nią patrzę, wydaje mi się, że ona żyje w permanentnym stresie, a ja nie mam pojęcia co jest tego przyczyną. Często sama przychodzi po pieszczoty i mizianko, ale nawet wtedy widać po niej, że nie jest do końca wyluzowana, jest spięta, niepewna. Dużo lepiej zachowuje się na dworze - w ogrodzie lub na spacerach - jednak tam też zdarza jej się skulić i przewrócić pod moimi nogami kiedy ją zawołam. Od 3 miesięcy Beza ma "siostrzyczkę", szczeniaka setera - Gamę, uwielbia się z nią bawić (tak jak ze wszystkimi innymi psami), wtedy jest wesoła i wyluzowana - dopóki ktoś jej nie zawoła, wtedy zaczyna znowu "przepraszać że żyje". Generalnie Bezunia jest mało aktywnym psem, poza spacerami i czasem kiedy szaleje w ogrodzie z drugim psem, większość dnia przesypia w swoim legowisku. Na dworze biega, skacze, buszuje w trawie. Nie oddala się za mocno ode mnie, zawsze przychodzi na wołanie. Tak teraz widzę że z tego opisu wyłania się bardzo ponury obraz.. Na szczęście nie jest tak non stop. Czasami uda mi się pogłaskać mojego psa tak, żeby nie uciekł :p Są chwile kiedy jest szczęśliwa, cieszy się jak wariatka kiedy rodzina wraca do domu, kiedy za wykonane polecenia dostaje smaczki, czasami po zabawie z Gamą "zapomina się" i przy ludziach też przez chwilę jest normalnym wesołym psem. Zawsze jednak w którymś momencie wraca do tego lęku. Po przybyciu do nas Beza miała też kilka innych lęków (ruch uliczny, jazda samochodem), jednak te obawy wygładziły się bezproblemowo na przestrzeni paru miesięcy, przyzwyczaiła się. A przy ludziach wciąż nie moze poczuć się pewnie :-( No dobra, wylałam tutaj wszystkie swoje żale :p I zastanawiam się - co mogę zrobić, aby pomóc jej budować pewność siebie. Co zrobić, żeby stała się kiedyś otwartym, wesołym psem, czy to jest w ogóle możliwe? Nie jest to palący problem dla nas, nie chodzi o czas, kochamy Bezunię taką jaka jest - ale wciąż martwię się tym, dlaczego dla niej pobyt tu jest tak stresujący. Co można zrobić, aby poczuła się bardziej komfortowo?