dorobella
Members-
Posts
5536 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by dorobella
-
Asiu :) Danusia miała na myśli Bla bla car https://www.blablacar.pl/wspolne-przejazdy?comuto_cmkt=PL_ADWORDSBRAND_ALL&gclid=Cj0KEQjw_rytBRDVhZeQrbzn_q0BEiQAjnbSHMW3YAYlW09u3uN5vUccxMOXZWtRyik_553KECU6chkaAjB48P8HAQ
-
Ja byłam wczoraj wieczorem z tymczasem na echu serca, jestem lżejsza o 120 zł, 20 kosztowało 10 tabletek, gdyby miał je dostawać razem z tymi, które już dostaje to wyjdzie ok. 75 zł na miesiąc za same tabletki. Wada może być genetyczna. Pies ma do tego spłaszczony mostek i musi mieć też RTG klatki,żeby ocenić co ma jeszcze zdeformowane. Najpierw wystawię bazarki na jego długi. Teraz to już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek ktokolwiek go zaadoptuje. Tymczasy wyleczyły mnie skutecznie z posiadania zwierząt w tym życiu :( I powinnam mu dać na imię Feler.
-
Odwiedzam :) Jak mogłam się spodziewać mój ostatni tymczas jest chory na serce, do tego problemy ze struwitami, alergia, sikanie w mieszkaniu, gryzienie i szczekanie. I nadziąślak. To jakaś nieszczelność, zresztą potwierdzają to zapaści, które miał, okresowo fioletowiejący język. Powinnam mu usunąć kamień i nadziąślaka, ale to serce. Blade nigdy nie był daleko na wycieczce. Wczoraj był :) Może na ostatniej, ale był :) Był na Równicy. Wniosłam go. Widział góry, kucyka. Jadł lody ;) Widział targ, wszedł do Wisły. W sumie prawie cały czas niosłam go na rękach, wypił hektolitry wody. Obserwowałam kolor języka. Nie mógł mieć zbyt wielkiego wysiłku. A ja widziałam ludzi bez wyobraźni. Psy bez obroży i smyczy. Zagubiona suczka west w czarnej obroży, obcięta. Właściciela brak. Pseudoowczarek szczekający na Blade'a, który podrapał mi ramię i przedramię. Ostatnio znalazłam dwa jeże, tegoroczne, wysuszone na wiór, wychudzone, odwodnione. Upał daje im w kość. Rozkładam niskie pojemniki z wodą, suchą karmę, żeby zwiększyć ich szansę. Moja podróż do i z Ustronia i Wisły polegała na obserwacji potrąconych istnień :(
-
Ty się śmiej ;) Bazyliusz potwierdzi, że narkotyki są super i jak się źle czuje to walerianka go ożywia (prawie jak galerianka). Szyneczka ożywia. Przynajmniej na razie. Póki środki działają to wiem, że chłopak jeszcze chce żyć. Pomijam, że ma mnie za wariatkę, która co chwilę sprawdza jego level życia ;)
-
Mój Bazyl ma dzisiaj 15 lat. Parę dni temu nawet nie myślałam, że uda nam się dociągnąć do dzisiaj. Zastrzyki pomogły. Upały dały nam w d.... Sprawdzanie co chwilę, czy kot jeszcze żyje, masakra. I myślę sobie jakie to głupie ;), bo przecież i tak nie wiem jakiego dnia się urodził, a 9, bo 9 do mnie przyjechał. W książeczce zdrowia napisano tylko czerwiec 2000. Ostatnio mówię do Bazyla- Bazyliusz i Bazylia. Bardziej mu się podoba Bazyliusz, bo wydaje mi się, że Bazyl wie, że bazylia rośnie w doniczce ;) W każdym razie trening czyni mistrza i Bazyl się nauczył odpowiadać "Bazyl żyjesz?"- "Miaaaau". Więc mu tłumaczę, że sprawdzam, czy żyje. Na początek nie wiedział, czemu tak panikuję, ale wydaje mi się, że zorientował się, że jest to dla mnie sprawa najwyższej wagi i jak się wydzieram "Żyjesz?" to on się teraz drze jeszcze bardziej :) Przedtem był za słaby i mrugał tylko oczami. Pewnie myślał "Co ta wariatka znowu ode mnie chce" ;) Jak jest źle to daję mu walerianę na szmatce, narkotyki wpływają na niego pozytywnie ;) i robię mu test szynki, karmię go, jeśli ją je to nie jest źle. Bazyl jest z nami 6 lat i 5 miesięcy.
-
Bazyl dużo chorował. I tak się cieszę, że przerwał 6 lat. Miewa problemy z chodzeniem, z kręgosłupem. Różnie jest. Po narkozach zbiera się kilka miesięcy, jest na granicy życia i śmierci. Karma musi być szczelnie zamknięta i mieć zapach, bo inaczej nie zje ;) Trzeba się cieszyć każdym dniem, bo nie wiadomo ile ich zostało.
-
Ja miałam mądrego kota :) Jak przeprowadziliśmy się do bloku wychodziłyśmy z nim na dwór. Raz zwiał i nie potrafił wrócić. Ogłoszenia były zrywane. Potem się okazało, że kota przygarnęła dziewczyna i straszyła mnie milicja. Stałam czasami pod jej oknami i krzyczałam jego imię. W każdym razie kotu udało się uciec. I szukał nas chodząc od klatki do klatki, od drzwi do drzwi. I znalazł :) Bazyl nie miał lekko. Był czas, że długo karmiłam go ręcznie, bo nie jadł, to były miesiące, może zsumowane dałyby ponad rok. Trzyma się, zobaczymy jak długo.
-
To ja się dołączę i opowiem o braku kociej miłości. Tylko się najpierw pożalę, że nikt nie chciał jeża bez nogi. Nikogo jego historia z dziurą w brzuchu nie wzruszyła. Bazyl jest u mnie ponad 6 lat, jeśli dożyje to będzie miał w czerwcu 15 lat. Najprawdopodobniej był bity za wchodzenie do łóżka. Przez pierwsze pół roku nikt ze znajomych nie widział kota, bo ukrywał się przed obcymi. Nie reagował na imię, po dwóch tygodniach zorientował się, że Bazyl to on, miał prawie 9 lat.Spał ze mną kilka razy, w nogach. Za każdym razem jak się bał przed Sylwestrem i parę nocy jak był chory i chyba się bał, że umrze. Fajerwerków przestał się bać. Położony na łóżko- uciekał jak poparzony. Bał się też spać na legowiskach, bał się, że dostanie wpier...... Potem zrozumiał, że może. Potrafi przejść przez łóżko, ale woli się na nim nie kłaść. Lęk został. Na starość mizia się więcej ;) W środę jak wróciliśmy do domu leżał na łóżku syna. Na luzie. Ja o mało nie dostałam zawału jak zobaczyłam puste legowisko, bo myślałam, ze go znajdzie :( Lubi jak się go mizia, ale na łóżko nie przyjdzie. Na początku moje dziecko bardzo ubolewało nad tym, że kotek nie chce z nim spać, nie chce się przytulać. Ja ubolewałam, że nie je i trzeba go karmić ręcznie. Czasem noszę go na rękach jak małe dziecko ;) Ostatnio woli być tam, gdzie przebywamy. Nie zostaje sam. Czasem myślę, że boi się śmierci. Wiem, że na swój sposób nas kocha, jest z nami związany. Kiedyś wydawało mi się, że chciałabym, że jakieś zwierzą po prostu odeszło. Może we śnie, może jak wyjdę. Bo ciągle jakieś poddaję eutanazji. Kiedy jednak patrzę jak Bazyl się boi :( to chciałabym go przeprowadzić chociaż do początku Tęczowego Mostu. Potrzymać za łapkę, pogłaskać po głowie, utulić, pocałować. Tam już będą na niego oczekiwać jego przyjaciele.
-
Merlin niewiele dni mu pozostało. Merlin za TM [']
dorobella replied to dorobella's topic in Kotki już w nowych domach
Minęło pół roku od śmierci Merlina :( Niedawno odszedł dokarmiany bezdomny kocur. Kolejna śmierć. Mój Bazyl już nie ma tyle sił co kiedyś. Jakoś się trzyma.... jeszcze. -
dubel dogo szwankuje
-
Iza, ale przecież pomogłaś mu. Umarł godnie. Weszłam kiedyś na ulicę, żeby zabrać z niej jerzyka. Udało mi się nakarmić go przed śmiercią jajkiem, a potem go zawiozłam do weta, żeby go uśpił, bo nie dało się mu inaczej pomóc. Przynajmniej nie zginął rozjechany przez samochody. Żaden kierowca się nie zatrzymał. Drapieżniki mają swoje ciemne strony. https://www.youtube.com/watch?v=g_-A2JRmZZM
-
W czwartek uratowałam szpaka. Goniłam kotkę przed klatka, która trzymała szpaka za tułów, ptak miał rozpostarte skrzydła. Biedak się nie ruszał, wyglądał na pogodzonego z losem, jakby stracił nadzieję. Może wyczuł, że chcę go ocalić. Kot się wystraszył człowieka, tupnięcia nogą, ptak zaczął się wyrywać, kotka go wypuściła i ptak odleciał na drzewo. Kotka mieszka dwa bloki dalej, jest wychodząca. Dumna właścicielka cieszy się, że jest taka łowna i wymienia bezbronne ofiary. Nie ma mowy o obroży z dzwoneczkiem. Kiedy byłam dzieckiem to chowałam ptaszki w kartonowych pudełkach-trumnach, były modlitwy i krzyże z patyków i tabliczki na grobach. Przygarnęliśmy wtedy kota, kot w dowód wdzięczności przyniósł sikorkę, oczywiście martwą. Biedak pojęcia nie miał po co ją grzebię w ziemi, wyjąc przy tym w wniebogłosy. W każdym razie wykład na temat zabijania ptaszków poskutkował i nikt nigdy nie widział go goniącego za ptakami, żadnego też nie przyniósł. Jeż potrafi przejść ok. 7 km w nocy. Niektóre nie przeżyją. Niektóre koty zginą potrącone, otrute. Nie da się wszystkiego przewidzieć. Okolica, gdzie została potrącona Lusia- jest spokojna i co, potracił ją samochód. W zeszłym roku na działkach utopiła się mama jeżynka z dwójką jeżątek, bo ktoś wkopał na działkach beczkę , ale nie zabezpieczył. Jeże weszły, ale nie wyszły. Sypią trutkę na ślimaki, wykładają zatrute mięso, żeby pozbyć się sikających na grządki kotów. W zeszłym roku zabrałyśmy 11 jeży w fatalnym stanie. Pani ich nie chciała wypuścić i tak się jakoś nazbierało dużo. Dla każdego wolność ma inny wymiar :)
-
Gwoli wyjaśnienia :) Jeże są zwierzętami, które powinny żyć na wolności, one cenią sobie wolność i to widać. Nieważne, czy u da się mu żyć na wolności dzień, pięć dni, dwa tygodnie. Przez ten czas będzie wolny. Wypuszczając jeże składam im życzenia, żeby miały szybką śmierć. Niedawno wypuściłam jeża, który trafił do mnie w styczniu, skóra i kości. W kwietniu się posypał, przestał chodzić, nie potrafił utrzymać równowagi. Wyleczyłam i wypuściłam. Teraz mam dwa, jeden miał ranę na grzbiecie, też się posypał i ten bez łapki, który ma dziurę na brzuchu, też się posypał, dusił się. On miał pchły, kleszcze. Leczymy świerzba, grzybicę, pasożyty płucne i tasiemca... i dziurę w brzuchu. Ponieważ nie ma chętnych na przetrzymanie Tetrisa i danie kąta Robocopowi, po zakończonym leczeniu wypuszczę je na wolność. Ja mam szczęście do tymczasów, które chcą mnie pogrążyć finansowo, niszczą rzeczy i jeszcze można się od nich czymś zarazić. Postanowiłam sobie odpocząć od jeży. Od kocich tymczasów odpoczęłam. Mój prawie 15 letni rezydent coraz słabszy. A mój psi tymczasowicz jak mi jeszcze coś zniszczy dostanie wilczy bilet i go osobiście wywalę. 19 maja minie pół roku jak nie żyje Merlin, a 17 kwietnia minął rok jak nie żyje Kenji.
-
Mój przygarnięty w wieku 9 lat Bazyl był kotem wychodzącym. Ma 15 lat. U mnie nie wychodzi. Nie będzie mu dane pójście gdzieś, na ostatnią drogę. Ma dwa wyjścia, albo umrze w domu, albo uśpię go w lecznicy. Większość zwierząt musiałam poddawać eutanazji. Jak Bazyl biegnie na balkon- zawsze mi się wydaje, że on chce, żeby go wypuścić na ostatnią drogę. Taka schiza. W domach z betonu nie ma wolności.
-
    Widać różnicę :)
-
Nie wiem co to było. On ma nawracające zatwardzenia. Nie chciał jeść saszetek ostatnio. Nie wiem. Co ma być to będzie. Kiedyś wydawało mi się, ze lepiej jak zwierzak odejdzie sam np. we śnie i wtedy nie muszę go usypiać. Jednakże im dłużej o tym myślę, to nie jestem w stanie wymyślić co jest lepsze. Więc będzie to, co musi być, innego wyjścia nie ma. Jeże przychodzą na wyżerkę. Mam wyrzuty sumienia, że tak mało jedzenia im zostawiam, bo nic nie zostaje. Delikwenci czekają na poprawę pogody, dwójka przysypia. Rana się goi, ale trochę minie nim odrosną kolce i go wypuszczę.
-
Asiu będę wredna. Dobrze, że Misio zginął na miejscu, a nie leżał na poboczu sparaliżowany, czekający na śmierć. agat21 najważniejsze, żeby nie bolało. Mój 15 letni Bazyl dzisiaj zwymiotował, a potem go zgięło w pół, nie panował nad tylnymi łapami, zaczął robić kupę.... To nie był luźny stolec. Potem już nie miał siły. Dostał mega dawkę no-spy forte. Wieczorem przeszedł pozytywnie test szynki, czyli zjadł plasterek. Rusza się powoli, ale jest słaby. Chciałabym, żeby dociągnął do swoich 15 urodzin, które ma w czerwcu. Na razie go obserwuję, ale się nie nastawiam. Zastanawiałam się nawet jakby sobie radził sparaliżowany, czy byłby szczęśliwy.
-
He he... jeże mam cztery. Dwa mam w domu, dwa w nie mojej altanie. Plus te co dokarmiam na dworze, a o bezdomnych kotach nie wspomnę, o ptakach na dworze też, a jedzą więcej karmy niż w zimie. Jak się ogarnę to może wystawię fanty. Najpierw muszę pozbierać kręgosłup do kupy. Rehabilitację mam mieć w styczniu. Muszę się sama zrehabilitować. Może za dwa tygodnie uda się je wypuścić, a trzeba odrobaczyć, zabezpieczyć przed pasożytami. Temu z raną i temu, który trafił do mnie na początku stycznia muszę kupić vetoskin, żeby poprawić im okrywę włosową. I modlić się, żeby nie trafił do mnie kolejny w potrzebie.
-
Taaa, tymczasy mogą zarżnąć człowieka finansowo. Na razie nie mam głowy do bazarów. Ogarniam jeże, bo może chociaż dwa/trzy uda się wypuścić w ciągu dwóch tygodni. Ten z raną musi trochę poczekać. Tymczasowi powinnam wyczyścić zęby i usunąć nadziąślaka, parę zębów pewnie jest do usunięcia. Jakieś fanty na bazar mam, ale muszę się ogarnąć. Na razie muszę zabrać się za własne zdrowie. Rana Tetrisa wyglądała na stara, część igieł.... zgniła w środku. Jeż też już gnił. Zgon w męczarniach był kwestią czasu. Dobrze, że nie było much, bo pewnie jeszcze larwy much zjadałyby go żywcem. I na szczęście miałam w domu antybiotyk i od razu dostał zastrzyk. Oczyszczanie rany było najgorsze. I na drugi dzień do Kasi. Mam nadzieję, że się boroki pozbierają.
-
Myślę, że widać różnicę. Tu rana po częściowym oczyszczeniu z martwicy, zgniłe tkanki, igły. Tu po zastosowanym leczeniu. Zdjęcie z dzisiaj. Przytył z 384 do 508. Tak, Tetris pojawił się przy mojej klatce, w biały dzień. Mam jeszcze Przecinka, którego imię jest od jego chudości. Słabo przybiera na wadze, ale żyje. Niestety wychudzone biedaki, które nie znajdą pokarmu mają nikle szanse. Jeże, które dokarmiam na ogródku działkowym są zaokrąglone. Mam nadzieję, że najgorsze za nimi. I szybko uda się je postawić na nogi i wypuścić.
-
Jeż jest w trakcie leczenia, cały czas dostaje leki, do tego ma pasożyty, ale najpierw rana. Przyznaje, że nie dawałam mu szans. Wychudzenie i głęboka rana z martwicą. Leczenie potrwa. Byłam z nim u Kasi w czwartek i twoja mama też miała być, a znalazłam go pod klatką w środę. Minął tydzień.
-
Ja wam pokaże Tetrisa 384 gramy w momencie znalezienia, jeż został pogryziony, być może przez psa. Rana zasklepiona, pod spodem martwica. Teraz jest trudny okres dla zwierząt. Większość ludzi przestała karmić ptaki jak zrobiło się ciepło. A nie ma jeszcze nowego pokarmu. Wiele z nich nie przeżyje. Jeże wybudzone z hibernacji również mają problem z pożywieniem. Bezdomne koty i psy też nie mają lekko :(
-
Nie da się wszystkiego przewidzieć, może by żył, a może nie. Mozę twoje kombinowanie z kratą niczego by nie zmieniło. Miałam jakieś 6 lat, gdy kot sąsiadki przeprowadził się do nas, bo ona zamykała go w piwnicy ze szczurami. Pewno wieczoru nie wrócił. Nie było go też o 23. Ani rano. Chodziłyśmy, szukałyśmy. Pewnego ranka powiedziałam mamie, że już nie będę płakać za Burkiem, bo on nie wróci, bo nie żyje. Moi kuzyni znaleźli go w lutym, były roztopy. Ktoś go powiesił na płocie z siatki. Wokół głowy miał drut. Szukałyśmy tam wiele razy, wcześniej go tam nie było. Burek nie przypominał kota zaginionego w listopadzie. Widok był straszny. Pamiętam jakby to było wczoraj. Nie wiem komu się naraził i jak długo ów ktoś na niego polował. Miał u nas dach nad głową, pełną miskę i głaski. Nikt nie zamykał go w piwnicy, żeby żywił się szczurami. Sąsiadka mnie raz w tej piwnicy zamknęła. Koszmar. Misiu miał u was dom i był szczęśliwy. Przytulam
-
Nie znaleźli, czy nie szukali. Jest na dogo wątek o zaginionym psie Bono, który trafił do Miedar, ale chipa nikt nie raczył sprawdzić, rodowodowy bokser. Oczywiście, że masz prawo do psów, jeśli jesteś w stanie to udowodnić. zgłoś sprawę na policję. Masz trzy lata na odzyskanie swojej rzeczy, bo pies jest w prawie traktowany jako rzecz ruchoma. Tu masz opis przypadku, co prawda piesek należał do radnego, ale policja stanęła na wysokości zadania http://wyborcza.pl/1,76842,9799763,Pies_Pimpek_jak_dzialacz_opozycji_za_komuny.html http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35610,9813078,Zabrali_Pimpka_sila__Brawurowa_akcja_policji.html Możesz też napisać do gazet, powiadomić prokuraturę rejonową w Tarnowskich Góach, gdzie toczy się postępowanie w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Jeśli nie zrobisz dymu, nie zainteresujesz jak największej liczby ludzi- może być ciężko. Tu masz link do artykuły http://wstaw.org/m/2013/02/18/Scan0001.jpg Kolejny link http://www.serwisprawa.pl/porady_prawne,28,354,postepowanie-windykacyjne-w-sprawie-wydania-psa http://www.collie.drlucy.pl/index.php?topic=287.0;wap2 Prawo stoi po twojej stronie, ale musisz je wyegzekwować. link do wątku na dogo http://www.dogomania.com/forum/topic/119548-bono-wr%C3%B3ci%C5%82-do-domu/page-9 Powiadomiłabym też gminę, że schronisko nie sprawdza czipów.