Czesiu
[*] biegaj szczęśliwy za TM. Odszedł jako KTOŚ, nie jako bezimienny psiak. I co ważniejsze - odszedł przy kimś, nie był sam. Ostatnie chwile swojego krótkiego życia spędził przy człowieku, przy kimś, kto dał mu dom, chociaż tymczasowy, ale dom. Na szczęście dla nas, ludzi, zdążył przekonać się, że nie wszyscy są tylko źli i bezduszni. Dzięki kilku osobom, które mu pomogły, odzyskał (mam nadzieję) trochę wiary w człowieka. Nie umierał w samotności, a to chyba najważniesze.