Jump to content
Dogomania

filodendron

Members
  • Posts

    7523
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by filodendron

  1. Lika, to jest Twój tekst? Został gdzieś opublikowany? Jest bardzo dobry.
  2. No właśnie, z wzorcami trzeba uważać :) Jest takie powiedzonko: dziecko jest jak walizka - nie wyjmiesz z niej nic, czego wcześniej nie zapakowałeś. Trochę podobnie, jak z psami, nie? :)
  3. Abstrahując od tego konkretnego przypadku, żeby się już nie posunąć za daleko w analizach i interpretacji ;) ;) to jednak niezależnie od przemocy, z którą w ten czy inny sposób mamy do czynienia, statystyki wykazują, że dzieci są bite, karane klapsami przez rodziców, którzy sami w ten sposób byli wychowywani.
  4. Nie wiem, myślę że trudno o coś takiego, bo nikt nie żyje w szklanej bańce. Ale jest zasadnicza różnica, czy podgryza Cię świat, czy mama ;)
  5. [quote name='Beatrx']a znasz kogoś, kto za czasów dzieciaka nie doznał nigdy żadnej przemocy? bo ja nie;)[/QUOTE] No, ja ze strony rodziców nigdy.
  6. [quote name='Beatrx']ale przemoc pt. "ugryzę dziecko, żeby mu wytłumaczyć, ze pieska boli" ani krzywdy dziecku nie zrobi, ani go nie skrzywi na przyszłość[/QUOTE] Tego nie wiesz, czy go nie skrzywi na przyszłość ;) Nikt tak naprawdę nie wie, w jaki sposób przetwarza dane pamięć niespełna dwulatka, bo to wiek, w którym sprawy dla nas oczywiste dla niego mogą być kompletną abstrakcją - potem w dorosłym życiu wychodzą różne hocki klocki, ludzie poddają się regresingom, bo np. boją się kobiet, no i bach! Wychodzi, że mama pogryzła :D Trochę żartuję oczywiście, ale tylko trochę ;)
  7. filodendron

    Barf

    [quote name='panbazyl']a ja szukam piór z ogona bażanta - do czapki szlacheckiej. Dostałam już ze skrzydła (za co wielkie dzięki!!!!) ale jak szaleć to szaleć. Więc jakbyś znalazła cd bażanta to pamiętaj o mnie :diabloti:[/QUOTE] Można na allegro kupić. Albo popytać na forum.bazanty.pl
  8. [quote name='Beatrx'][B]chodziło mi o pokazanie, ze 2latek jest w stanie pewne rzeczy zrozumieć, jeśli ich sam doświadczy.[/B] a akurat gryzienie psa to nie jest najlepszy pomysł i lepiej żeby dziecko dowiedziało się jakimikolwiek metodami, ze tak robić nie wolno, zanim pies mu to "wytłumaczy".[/QUOTE] Zgadza się - dlatego mówi się, że przemoc stosują ludzie, którzy sami jej doświadczyli w dzieciństwie - niektórzy uczą się, że jest skuteczna o ile dorwie się słabszego od siebie ;)
  9. [quote name='farabutto']Łatwo powiedzieć ale jak to zrobić? W Polsce średnio jeden myśliwy przypada na ok. 400 obywateli. W parlamencie jeden myśliwy przypada na 40 posłów.[/QUOTE] Tia, i każdy gania do tego lasu z solą, siankiem i liczyć zwierzątka ;) Niestety trudno mówić o "marginesie" w kontekście myśliwych nastawionych wyłącznie na łup. (Wrzućcie sobie w google "oprawa trofeów myśliwskich - ile firm wyskakuje). Prędzej skłonna jestem uwierzyć, że margines stanowią ci opisywani przez Vectrę czy Asiak Kasię. * Asiak Kasia - dzięki za info o kurkach. Faktycznie kury z dzieciństwa przypominały tę pierwszą rasę. A na wystawie to były jeszcze całkiem inne cudaki, z wielkim żółtym ptakiem z ulicy sezamkowej włącznie - jakaś taka rasa z wielką kulą pierza na głowie, w kolorze żółtawym. Ładne.
  10. [quote name='Mapi']Ja swojego , co prawda starszego syna, miał wtedy trochę poniżej 2 lat, ugryzłam po tym ja On ugryzł psa- ON. Wcześniej mówiłam, tłumaczyłam, że pieska boli, że tak nie wolno, ale nie działało. Dopiero jak poczuł ból po ugryzieniu, czyli po tym samym co On robił psu, to zrozumiał.[/QUOTE] No nie, takie metody to mnie jednak przerastają :crazyeye: Nie jestem pewna, co niespełna dwuletnie dziecko może zrozumieć z takiej lekcji, ale jak się wygada jakiejś nadgorliwej opiekunce, to możesz mieć policję na karku. Nasz pediatra usłyszawszy coś takiego na pewno powiadomiłby kogo trzeba.
  11. Wszyscy są zrzeszeni w związku. Niezrzeszeni są kłusownikami nie tylko "po godzinach", tylko tak ogólnie i po prostu. PZŁ powinien wziąć się za siebie - tak jak powinien ZKwP, o piłce nożnej nie wspominając :) Jeszcze trochę, o jedno pokolenie, odskoczyć od tej peerelowskiej "historii łowiectwa" i może nastroje by się poprawiły a sprawa byłaby mniej dyskusyjna.
  12. Mnie tam się podobało. Fajna rodzinna atmosfera, zabawa i to, że dzieci są ważne nawet jak psa się pokazuje. Ładnie razem wyglądaliście na ringu :)
  13. [quote name='Sybel']Litterka, ja wiem. Po prostu dość często łapię się na tym, ze szlag mnie trafia na myśl o dzieciach, z którymi mój Wit się będzie hodował...[/QUOTE] Nie daj się trafić szlagowi. To ma dobre strony ;) Można na żywym przykładzie pokazać, jak nie należy robić i podbudować samoocenę dzieciaka - "bo ty byś tak nie zrobił". To jest o wiele skuteczniejsze niż metoda "a dlaczego nie możesz być jak Zuzia?!" (w sensie układna, porządna, dobra, pilna, pracowita, empatyczna - niepotrzebne skreślić) ;) ;)
  14. Fajnie dzieciaki wyglądają z ogrem. Widziałam je na żywo - ale jak się do mamy tuliły :)
  15. [quote name='asiak_kasia'] Kiedyś zrobię fotę jak wygląda jaja od mojej kury, a jak wyglada zerówka ze sklepu, po ugotowaniu. I tu nie chodzi o wielkość, tylko o jakoś jajka. Inny kolor, zapach i smak(no tego na focie się nie odda). [/QUOTE] Od wiosny do jesieni kupuję jajka od takiego starszego pana, który przyjeżdża do miasta na taki mały targ w pobliżu "Stokrotki". Gospodarstwo prowadzi jego córka. Mają ok. setki kur, ale też sporo hektarów. Wiadomo, że to nie jest to samo, co swoich własnych 15 kur, ale nawet po tych jajkach widać różnicę, nawet w porównaniu z zerówkami. Większe żółtko, o znacznie bardziej nasyconej barwie, no i same jajka takie "normalniejsze", jedno większe, drugie mniejsze, jedno trochę bardziej krzywe :) Skoro zrobił się już taki kurkowy off, to od czego zależy wielkość jajek? Od rasy, żywienia? W weekend byłam na zootargach, gdzie wystawiane były różne rasy kur, niektóre bardzo ozdobne i bardzo duże - a jajka miały maciupeńkie.
  16. [quote name='motyleqq']nie wiem jak inni, ale ja siebie samej nie oszukuję. jajka bierzemy od pewnej pani i bywało, że nie tylko jajka trafiały do nas na stół z jej kurnika. no tak to już jest. zawsze można mieć własne kury i decydować o tym, że nikt ich nie zje :diabloti:[/QUOTE] Można mieć własne ale albo kupisz pisklęta kur niosek (wiadomo co się stało z kogutkami) albo sama przeznaczysz część na wylęg (a wtedy coś trzeba będzie zrobić z kogutkami). Ale dla siebie to ok - dla siebie, dla znajomych itd. Miasta jednak w ten sposób nie da się wyżywić. Ja do znajomej pani mam 20 km - 40 w obie strony ;) Zatruwam planetę spalinami ;)
  17. [quote name='asiak_kasia']Ja mam kuraki i zimą tez mają wolny wybieg, polaża pokrecą się, wrócą do kurnika ogrzeją i dalej w tango. Tu nie chodzi tyle o poszukiwanie pożywienia co o zapewnienie ruchu i możliwości wyjścia poza kurnik. Także serio nawet zimą i przy mrozie wielkim kuraki mogą sobie połazić. ;)[/QUOTE] A, w ten sposób - no ok, to rozumiem :) Pytałam, bo ktoś się ze mną wykłócał (młody bardzo człowiek), że jak zerówki, to znaczy, że kury jedzą sobie robaczki, nasionka i takie tam. Próbowałam jakoś wytłumaczyć, że zimą to raczej niemożliwe i rozmowa rozbiła się o to, że na opakowaniu jest napisane "chów wolnowybiegowy" :)
  18. [quote name='motyleqq']co nie znaczy, że w związku z tym dobrze jest kupować jajka od kur, które żyły w fatalnych warunkach. może alternatywy które mamy nie są idealne, ale jedne są lepsze, drugie gorsze.[/QUOTE] Nie no, jasne że tak. Tylko nie udawajmy, że z tego przemysłu nie ma mięsa. A co z tym chowem wolnowybiegowym zimą?
  19. [quote name='bezag']łał, jest nas za dużo? serio> Ponad połowa upraw jest przeznaczona na paszę dla zwierząt ubojowych, wystarczy zamienić te uprawy w coś innego. Jest również nadmiar jedzenia.[/QUOTE] Bezag, już to przerabiałyśmy. Wystarczy wrócić do tamtych postów. Nie chce mi się wszystkiego od nowa. Utopie mnie nie interesują.
  20. [quote name='bezag']Mylisz pojęcia myśliwy z leśnikiem...[/QUOTE] Nie. Ale leśnicy sami chyba by jednak nie dali rady. A może?
  21. [quote name='bezag'] A nie lepiej starać się wprowadzić tylko hodowle ekologiczną? to by rozwiązało problem.[/QUOTE] Jest nas za dużo. Musielibyśmy podnająć tereny od tej niby Norwegii ;)
  22. [quote name='motyleqq'] jak ktoś mieszka w 10piętrowcu, to pewnie nie mieszka w małym mieście i nie musi tłuc się 40km by znaleźć się w sklepie z eko żywnością.[/QUOTE] No może (choć akurat u mnie można kupić tylko zwykłe "zerówki" - parcie na żywność eko jest tak minimalne, że sklepom z taką żywnością nie opłaca się handlować towarami o stosunkowo krótkim terminie przydatności do spożycia. Ale nawet jeśli, to nioski, które znoszą jaja eko, nie przyszły na świat jak w Seksmisji, dzięki partenogenzie ;) Kupując zerówki mogę mieć nadzieję, że poprawiam jakość ich życia (nawiasem mówiąc - co to jest chów wolnowybiegowy zimą, gdy śnieg i mróz?), ale nie długość ani nie los i braci kogutów, które musiały się wylęgnąć, skoro one się wylęgły. Koguty się utylizuje, kury też, gdy spada ich nieśność poniżej poziomu opłacalności. Niestety na dzień dzisiejszy nie ma sposobu humanitarnego pozyskiwania jaj na skalę masową. [quote name='asiak_kasia']a ja do tych anty-mysliwych mam pytanie. Ilu myśliwych znacie osobiście? Z iloma osobami mieliście okazje rozmawiać?[/QUOTE] Osobiście nie jestem bardzo anty, rozumiem, że częściowo ich działalność jest potrzebna, ale też wiem, jak powszechne jest nadużywanie prerogatyw. Tych "dobrych" znam niestety tylko z opowieści. Osobiście znam trzech i nie przynoszą chluby nikomu. Ewidentnie lubią zabijać - bez dorabiania do tego filozofii. Coś tam czasem plotą o etyce, ale bardzo to mało przekonywujące. Kompletnym zaskoczeniem było dla mnie, gdy dowiedziałam się, że jeden z nich poszczuł swojego psa na kota - celowo i dla fanu - długo z miasta nie wyjeżdżał i chyba go już rozsadzało od środka. I nie wiem, co jest sportowego w rozjeżdżaniu komuś zasianego pola czterokołowcem, żeby się prędzej dostać do ambony. No ale może, może, gdzieś tam w stosunkowo mało ucywilizowanych regionach spełniają swoją funkcję. Wydaje mi się (może się mylę), że na polską skalę wystarczyliby leśnicy i trochę miejscowych myśliwych z nimi współpracujących. Takich, którzy żyją blisko lasu, naprawdę znają się na rzeczy i współpracują z rolnikami a nie utrudniają - zamiast tego całego blichtru, że miastowy ściąga złote sygnety, żeby w naciskaniu na cyngiel nie przeszkadzały, zabiera srebrną piersiówkę i jedzie w las odpocząć od zgiełku życia codziennego.
  23. Głęboko eko to można być gdzieś w kanadyjskich lasach. Tam też przydadzą się myśliwi, bo u nas zapewne wystarczyliby leśnicy, szczególnie przy tym tempie zabudowy, jaki mamy ostatnio (i przebudowy nowozbudowanego). Ale już - wydaje mi się - była z Bezag rozmowa o sensowności ideologicznego odmawiania sobie mięsa i pocieszania się jajeczkiem w globalnej aglomeracji miejskiej, jeśli nie ma się własnych kur i kawałka ziemi. Bez sensu - na jedno wychodzi. Inaczej się na to patrzy, gdy ma się kurki zielononóżki we własnej zagrodzie, a inaczej z perspektywy 10-cio piętrowca i hipermarketu. Jeśli co tydzień zacznę się tłuc samochodem 40 km po jajka od szczęśliwych kurek, to na pewno będę bardzo eko ;)
  24. A my na targi w Lublinie pojechaliśmy jak ostatnie trąby. Od początku miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam - i jak już weszliśmy na halę to olśnienie: aparat fotograficzny! :shake:
  25. Zawsze jeszcze można zwrócić się do "perfekcyjnej pani domu" w sprawie zapanowania nad stanem blatu. Do blatu też można podejść pozytywnie. Ew. domownikom poklikać, żeby po sobie sprzątali :evil_lol:
×
×
  • Create New...