Jump to content
Dogomania

agata_lodz

Members
  • Posts

    202
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by agata_lodz

  1. Mam 2 huskie i układanie ich (choć mam je od szczeniaka) było jednym wielkim problemem. Mieszkamy w dużym lecz WYNAJMOWANYM mieszkaniu które psy nieźle zdemolowały. Przeszliśmy z nimi naprawdę wiele jeśli mowa o niszczeniu zaczynając od wyciągania nitek z dywanu, poprzez zdzieranie tapet, wyżeranie drewnianych płyt na ścianach, kompletne zdemolowanie drzwi wejściowych, wyżarcie dziury w ścianie, w łóżku (jedynym jakie mamy), przegryzanie mniej i bardziej ważnych kabli, obgryzienie nowiutkiego fotela, zeżarcie "n" par butów, kapci, ubrań, kocy, zrzucanie rzeczy z półek i stołów (w tym monitora lcd). To nie było nigdy demolowanie w stylu mojego poprzedniego kundelka czyli obgryzanie przedmiotów, tylko totalna masakra - zamienianie wszystkiego w wiór. Psy pierwotne mają silny instynk stadny i nie znoszą gdy pan i pańcia wychodzą bez nich. W związku z tym mój pies (suka całe szczęscie nie) podczas naszej nieobecności, oprócz obowiązkowej demolki, uskuteczniał uciążliwe dla sąsiadów wycie. I nie miało w tym wypadku dla niego znaczenia że jest wybiegany, wymęczony, padnięty. Wył i demolował aż wróciliśmy do domu. Oprócz tego nie mogę narzekać bo psy są bystre i wszystkie komendy które je uczyłam umieją i pamiętają, ale wykonują gdy zechcą. Aby wymyśleć co zrobić by zechciały też trzeba się też nieźle napocić. Jak się nie wymyśli to pies niestety musi chodzić na smyczy albo trzeba się liczyć z tym że ucieknie/zginie. A huskiego na smyczy cieżko jest wybiegać. Jak ktoś ma gorszą kondycję i za dużo nie przebiegnie to można spróbować wybiegać psa przy rowerze. Oczywiście pod warunkiem że pies jest bezwzględnie posłuszny i biegnie tam gdzie każemy bo w innym wypadku może albo nam zrobić krzywdę albo uciec. Uwielbiam moje psy, jakoś je ułożyłam i jestem w miarę zadowolona, ale gdybym wcześniej wiedziała co dokłądnie mnie czeka nie wiem czy bym się na nie zdecydowała (choć biorąc je do domu miałam śwadomość potrzeb rasy). Mam takie szczęście że wszyscy - ja, TZ i właścicielka mieszkania które wynajmujemy - kochamy zwierzęta i każdy potrafi z jakimśtam spokojem znieś pomysły tych psów, ale nie wyobrażam sobie co by było gdybym sprowadziła psiaki do domu wbrew czyjejś woli i działy by się takie rzeczy...
  2. [quote name='Greven']A może do psychologa ;)[/quote] Na terapię rodzinną, gdyż jak widać cała rodzina ma problem. Swoją drogą już sobie wyobrażam moje psy żalące się psychologowi że biegać nonstop nie mogą bo albo za ciepło, albo zbyt deszczowo albo szeleczki upijają :lol: a przez to wszystko to rano nie chce im się wstawać na poranny spacerek :lol:
  3. W pewnym sensie jest to daltonizm, bo daltonizm nie oznacza wyłącznie nierozróżniania barw w ogóle, tylko zaburzenie polegające na nierozróżnianiu niektórych barw (a w szczególności wszystkich). W przypadku psów jest to czerwień, natomiast ciężko jest mówić o zaburzeniu gdy psy tak po prostu w standardzie nie mają na siatkówce czopków wrażliwych na czerwień :) A z widzeniem w ciemności to prawda, tzn. w ciemności widzą lepiej niz ludzie. Oprócz tego mają też znacznie szersze pole widzenia. Ale i tak najważniejszym psim zmysłem jest węch...
  4. Kiedyś mała dziewczynka na widok mojego dorosłego huskiego i huskiej jeszcze wtedy szczeniorki krzyknęła do mamy: "Mamo zobacz! Mały lisek i duży lisek". Powiem wam że w życiu wcześniej nikt nie użył takiego porównania i to w tak uroczy sposób. Tak mnie to urzekło, że określenia "mały lisek" i "duży lisek" funkcjonują w moim domu do dziś. Innym razem jakaś pani mnie spytała o imię psa. Mówię więc że wabi się Sucre. Pani na to ze zdziwieniem "Suflet?". Ksywka suflet również używana jest do dziś :) Nacodzień ludzie oczywiście pytają mnie czy faktycznie takie psy muszą codziennie przebiedz masę kilometrów (absurdalne wartości wachają się od 50 do 100 km) Kiedyś ktoś mnie nawet zapytał czy 300 przebiegają ale to chyba było przejęzyczenie. Kiedy im tłumaczę że muszą mieć tyle aktywności żeby się zmęczyć (co u moich psów akurat oznacza zwykle długi spacer + kilku - kilkunasto minutowe brykanie luzem lub inne aktywności) to mi nie wierzą bo czytali/słyszeli że ten pies poprostu musi poprostu nonstop biegać. Już tyle razy o tym słyszałam że kiedy widzę moje psy wylegujące się w fotelu to zastanawiam się czy nie powinnam iść z nimi do weterynarza :evil_lol:
  5. To też nie jest tak do końca że jak człowiek ufarbuje psa to jest gorszy od Paris Hilton. Na osobę w jej typie składa się szereg zachowań, m.in: - kupowanie psów na potęgę (pod kolor garderoby, odpowiedniego do rozmiaru torebki modnej w danym sezonie), - bezwzględne noszenie psa w torebce (brak świadomości że pies ma nogi i wie jak ich używać :) ), - brak potrzeby uczenia psa czegokolwiek (w tym czystości), - nieświadomość podstawowych psich potrzeb (w tym jedzenia i wydalania), - porzucanie psów (np. zapominanie na amen że zostawiło się psa przywiązanego do drzewa). - itp.... Farbowanie psa jest chyba nieszkodliwe o ile jego potrzeby są poza tym zaspokajane a jego zakup ma sensowny cel :)
  6. Masz rację - większość właścicieli ma mniejszy lub większy problem z odwołaniem psa. Niedaleko mam łąkę na której zbierają się psiarze z psami. Czasem tam chodzę, przyłączam się do jakiejś grupki i puszczam psiaki by bawiły się z innymi. Zawsze jeden jest puszczany a drugi na smyczy, a później zmiana - takie stosuje zabezpieczenie przed tym jakby oba zaczęły uciekać, każdy w inną stronę a ja nie umiałabym się rozdwoić :) Kiedyś, gdy po raz kolejny tłumaczyłam dlaczego nie chcę puścić obu, jeden z panów stwierdził że wszystkie psy trudno przywołać, ale nie ma się co martwić bo one trzymają się razem i blisko właścicieli. Tego dnia puściłam obydwa na raz i przyznaję że z tym że trzymają się razem miał rację, z tym że trudno przywołać również, z tym że będą blisko nas nie do końca... Tragedii żadnej na szczęście nie było - psy się oddaliły. Szła pani z wózkiem więc wołam moje zarazy. Kiarka natychmiast odłączyła się od grupy i przybiegła (troche im kopary opadły jak to zobaczyli, a ja byłam z niej przedumna :) ) Cała reszta psów miała nasze przywoływanie w głębokim poważaniu. Trwało to może z pół minuty i psy zaczęły biec wreszcie w naszym kierunku, nawet nie bezpośrednio do nas ale dobre i to. Dla wszystkich właścicieli była to normalka. Tylko ja jedna byłam zdenerwowana i wyegzekwowałam od mojego psa (tego drugiego) "do mnie" do końca (czego sens był dla nich zresztą nie do końca zrozumiały). Założyłam wątek jakiś czas temu. Od tamtego czasu pracuję nad Sucre i jego bezwzględnym "do mnie". Efekty niewielkie a może i wielkie :) To bardzo dominujący pies i w związku z tym można się zastanawiać nad wielkością postępów. Do tej pory najlepiej sprawdza się linka. Pies zapamiętał że niereagowanie na "do mnie" = szarpnięcie i nie ociąga się z reakcją. Tzn. najlepiej pracuje się z nim na smaczki (najchętnie wykonuje komendy, wręcz z dziką pasją) jednak jeśli nie wyczuwa nic do jedzenia to na w nosie wykonywanie do mnie. Linka wywołała natomiast u niego pewien odruch "muszę zareagować". Połączenie jednego z drugim daje niezłe rezultaty. Jednak jeśli nie ćwiczę z nim z 2 dni to stare nawyki natychmiast wracają. Myślę (a w zasadzie taką mam nadzieję) że jeśli poświęcę dziennie 10 minut na trenowanie komend to damy radę. Zauważyłam też ostatnio problem nadmiernego dominowania u Sucre. Pomijając już fakt że stara się zdominować mnie, widzę jak dominuje inne psy (tak mi się przynajmniej wydaje). Ostatnio na spacerze spotkaliśmy sunię - Goldenkę. Psinka była bardzo przyjacielska. Puściłam jej najpierw do zabawy Kiarkę i luz - poobwąchiwały się, poganiały. Później puściłam Sucre i co widzę - przewraca ją na plecy i trzyma za gardło. Za chwile znowu i znowu. Zabrałam go bo nie wydawało mi się aby to było ok, ani aby Goldence podobała się taka zabawa. Dodam że nie była to próba zagryzienia (Sucre tego typu agresji w ogóle nie wykazuje) jednak było to lekko niepokojące. I moje pytanie jest takie: czy takie zachowanie mam uznać za normalne, czy powinnam jakoś na to reagować? No i jak? Bo szczerze mówiąc nie mam pojecia jak taki problem ew. rozwiązywać.
  7. Cytuję artykuł napisany na podstawie w/w książki: "Na siatkówce mają tylko 2 rodzaje czopków- wrażliwe na kolor niebieski i żółty, brak jest tych reagujących na czerwień." Czyli jak ufarbujemy psa na niebiesko to inne psy zauważą że ma kolor różniący się od kolorów większości psów. Jak na czerwono czy różowo to chyba będzie dla nich szary... czy niewidzialny? :evil_lol:
  8. Psy widzą kolory ale nie w takim zakresie jak człowiek. Zdaje się że widzą niebieski i żółty ale czerwony jest już dla nich szarym. W związku z tym fiolet jest dla psa ciemnym niebieskim a pomarańczowy - ciemno żółtym. Krótko mówiąc wszystkie mieszanki czerwieni z żółtym lub niebieskim są widziane przez psy inaczej przez człowieka. Kiedyś o tym czytałam ale ręki uciąć sobie za to nie dam.
  9. Pani się nie ostatnio odzywała, chociaż ja wysłałam jej maila z tym samym pytaniem. Pewnie psiaki znalazły już domki, a jak nie to ja bez kontaktu z jej strony też nie wiele zdziałam. Dzięki za zainteresowanie :) Pozdrawiam!
  10. Mój pies świetnie wyglądałby w różu. Pasowałby mu do różowej skóry, poduszek i zaróżowionego czubka nosa :) Patrząc na zdjęcia chętnie bym mu zafundowała jakiś kolorowy akcencik. Myślę że jeśli psiej skórze nie szkodzą tego typu zabiegi to nie ma co się bulwersować. Kupuję psiakowi szpanerskie szelki i obróżki to czemu nie fantazyjne farbowanie czy strzyżenie? Myślę też że pies przyzwyczajony do codziennej pielęgnacji futra wcale się przy tym nie męczy - daje mi się wyczesywać to pewnie też dałby sobie machnąć wzorek na grzbiecie. kwestia przyzwyczajenia psa że jak pani coś robi z futrem to pies grzecznie stoi / siedzi / leży. No przecież nikt nie uważa wyczesywania czy kąpania psa za maltretowanie, a takie opinie na temat opisywanych zabiegów pojawiły się wcześniej w wątku.
  11. Jeżeli chodzi o kradzieże jedzenia to mój Cukruś jest na prawdę mistrzem. Ja przez długie miesiące nie zdawałam sobie sprawy że on ciągle coś gdzieś podjada. Myślałam że chipsy / paluszki / orzeszki które stały w domu w charakterze przekąsek zjada mój chłopak. Wprawdzie zawsze dziwne mi się wydawało że jest w stanie aż tyle tego pochłonąć, ale jakoś nie umiałam tego połączyć z faktem że mój pies nie ma ochoty na suchą karmę. Bardzo długo żyłam w przekonaniu że mój chłopak to żarłok a pies to niejadek... aż do wcześniej opisanej historii z obiadem. Raz udało mi się go przyłapać na podkradaniu żarcia. Siedziałam sobie w kuchni i coś czytałam. Wchodzi Cukruś, idąc wzdłuż blatu sprawdził noskiem gdzie zlokalizowane jest coś pysznego, a następnie, absolutnie bezgłośnie :) , stanął jedną łapką na blacie i wyciągnął szyję niczym żyrafa żeby poczęstować się ptasim mleczkiem. Jaki był zaskoczony moim fe! Chyba wydawało mu się że jak będzie cicho to go nie zauważę :D To było niesamowite - normalnie jak oglądanie niemego filmu :)
  12. Jezusicku... Ubawiłam się jak rzadko kiedy :) Mam jeszcze pare historyjek. Może nie koniecznie z serii najgorszych chwil w życiu, ale też zabawne. Pamiętam też jak kiedyś Kiara, jako szczeniaczek, ze stoickim wyrazem pysia wmaszerowała do sypialni, wskoczyła na łóżko, przykucnęła i sie wysiusiała... normalnie jakby to była najnaturalniejsza sprawa pod słońcem, że wchodzi się na łóżko załatwić fizjologiczne potrzeby :D Innym razem, również jak Kiarka była jeszcze mała, domagała się wyjścia na spacer. Ja właśnie zaczynałam jeść obiad, ale jak szczeniak się domaga to nie ma zmiłuj... Wzięłam więc psinę pod pachę, drugiego (Cukrusia) zostawiłam w domu i wyszłam na z małą "szybkie siku". Wracam a obiadu nie ma.. ani ziemniaczków, ani kotlecika ani surówki, ani nawet kapki sosu - talerz czysty jak by dopiero został wyjęty ze zmywarki... i nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że sztućce leżały nietknięte na samym środeczku talerza, tak jak je zostawiłam. A Cukruś? A Cukruś na łóżku z minką "Nie patrz na mnie - ja nic nie zrobiłem... A teraz wybacz bo muszę sie zdrzemnąć..." Oczywiście jak pomyślał tak zrobił :)
  13. Co można zrobić z jednej suczki w ciągu 3 lat... Dopuszczamy suczkę i rodzi się powiedzmy 8 szczeniąt: 4 psy i 4 suczki. 5 suczek (mamę i córeczki) po upływie roku znów można dopuścić. Każda ma powiedzmy po te 8 szczeniąt: 4 psy i 4 suczki. Mamy już 48 psów w tym oczywiście połowa to suczki. Z 25 suczek (mama i jej 24 dzieci i wnuczki) mozemy już za rok mieć kolejne 200 szczeniąt, Czyli w sumie 249 psów! Czy uważasz że ludzie rozmnażają się tak samo szybko by każdemu z tych psiaków byli w stanie zapewnić dom? Ile jedna kobieta będzie potrzebować czasu aby mieć 250 dzieci, wnucząt i prawnucząt. Ten oto temat pozostawiam do przemyślenia autorowi wątku jaki i innym którzy poczuli nagłą potrzebę rozmnożenia swojego psa...
  14. Ostatnio zabraliśmy psy na plażę nad zalew sulejowski. Pojechaliśmy w odludne miejsce, tak żebyśmy i my i psy mogli się zrelaksować. Po tym co się tam wydarzyło już wiem że do Mielna to ich raczej nie zabiorę... Psy jak to psy, spuszczone ze smyczy ganiały się jak szalone, sypiąc przy tym nam piach do oczu, uszu, buzi itp. Kiarze - suczce zachciało się w międzyczasie kupkę i specjalnie wlazła do wody żeby ją zrobić... Później zaczęło się wielkie szukanie skarbów w piachu... no bo przecież nie możliwe żeby w taaakiej piaskownicy nie było żadnego skarbu. Pieski więc kopały - najchętniej tak żeby trafiać piachem pani do buzi :) Oczywiście po kąpielach w wodzie następowało turlanie się w piachu a następnie otrzepywanie się ze wszystkiego na panią lub kocyk :) Ogólnie było wesoło, tj. ja bawilam się przednio. Natomiast wyobraźcie sobie coś takiego na zatłoczonej plaży... A tu wspomnienia z tamtego dnia uwiecznione na zdjęciach: [IMG]http://photos.nasza-klasa.pl/1733500/23/other/std/a773f0eb64.jpeg[/IMG]
  15. Rauni - właśnie popłakałam się ze śmiechu i ukrywam się za monitorem, żeby ludzie w pracy nie myśleli że mi odbiło. Najlepsza była chyba historia z zapchlonym kotem w tramwaju :lol: Moja mama jak zobaczyła wczoraj w jakim stanie jest moje mieszkanie stwierdziła że dlatego właśnie nienawidzi mieć zwierząt w domu. Ale tak szczerze to już nie wyobrażam sobie bez nich życia. Czasem jak wracam z pracy a psiaków nie ma w domu to czuje się strasznie nieswojo.
  16. Moje łażą non stop z nochalami przy ziemi. Często znajdują w trawie różne wspaniałości które można przytargać do domu - patyczki, kasztanki, kamyczki :cool3: Pies czasem skubnie sobie mleczyka, a sunia najchętniej jakąś kupkę :shake: Jest pod tyn względem maksymalnym obrzydliwcem. Muszę non stop kontrolować czy w pobliżu jej nosa nie ma kupy, bo dla niej połknięcie czegoś takiego to jest dosłownie moment. Czasem ma okresy że przestaje to robić na jakiś czas ale potem zaczyna od nowa. Nie wiem skąd się u niej bierze ten apetyt na kupę... ble
  17. :D A ja do tej pory byłam przekonana że tylko moje psy robią takie głupoty. Serio - na spacerach wszystkie inne sprawiają wrażenie takich poukładanych a po moich na pierwszy rzut oka widać że coś kombinują w swoich psich główkach :) Moje psiaki często prowadzają się "za patyczka" tj jak jeden niesie sobie patyczka to drugi się pod niego podłącza i tak sobie idą z jednym patykiem w dwóch pysiach. Kiedyś wieczorem dorwały właśnie patyczka (tak mi się przynajmniej na początku wydawało), ale były jakoś niezdrowo podniecone. Ja patrzę a to nie patyczek ale gołąb. :crazyeye: Żywy gołąb... No i się zaczęło "fe, zostaw, fe zostaw" Pies natychmiast puścił gołębia a sunia wcale nie zamierzała. Najdziwniejsze było to że sunia była jeszcze dość mała, miała mały pyszczek, więc żeby chwycić tego gołębia musiała otworzyć pysk chyba niczym kobra... i chyba niczym kobra chciała go też połknąć.... Oczywiście udało mi się z niej w końcu wytrząsnąć biednego ptaka, ale strasznie najadłam się wtedy strachu. Podejrzewałam że gołąb był chory skoro dał się tak złapać i bałam się że moje głupole też się mogą pochorować, ale, jak w większości przypadków, nic im się nie stało.
  18. Hi hi :) Monia - wyobraziłam sobie tego ugównionego psiaka przepasanego smyczą i nie mogę powstrzymać się od śmiechu :D Ja wypsikałam dom odświeżaczem do toalety i zrobiło się nieco przyjemniej. Dywan już nie śmierdzi ale łóżko ma jakiś taki niepokojący zapach. Czyściłam je dwukrotnie vanishem do dywanów ale mam wrażenie że to nie wystarczy... Dywan natomiast czyściłam Ludwikiem i powiem wam że jest baaardzo skuteczny! Ale najważniejsze że psiakowi się poprawiło - rozweselił się, pije wodę więc ma mu się na życie :)
  19. Dziś postanowiłam wyżalić się, gdyż był to jeden z najgorszych dni w moim życiu z psiakiem... Wróciłam po pracy do domu wraz z mamą którą zaprosiła na kawkę i ploty, a tu wszystko obsrane! No wszystko: podłoga w kuchni, dywan, łóżko, pościel, tapeta, kable od komputera, drukarka, skaner... skaner był obsrany nawet w środku!!! Boże - załamka. Sprzątanie zajęło mi kilka godzin a i tak mam wrażenie że wciąż w domu śmierdzi kupą! Ale psiak i tak dostał buziaka w czółko ;) bo to przecież nie jego wina że się pochorował. Bardzo mu współczuję bo jest typem psa który w życiu nie załatwia się w domu i musiał do baaardzo boleć brzuszek, że urządził taaaką masakrę.
  20. Podnoszę wątek! Psiaki są już na pewno zaszczepione i czekają na domki :( mam nadzieję że nie będą długo czekać...
  21. Podobno jakaś pani z Warszawy ma ochotę na jednego ze szczeniaków, Ale pozostałe 2 na pewno wciąż potrzebują pomocy. W najbliższych dniach psiaki będą już po szczepieniu :) Prosimy o pomoc!
  22. [B]Jak to się stało, że sunia jest w ciąży (wklejam opis p. Agnieszki): [/B] "Misiek, czyli tata szczeniaków został przeze mnie przygarnięty z ulicy - komuś się już znudził i wyrzucił go z samochodu u mnie pod domem( mieszakam w 2 pietrowym ogrodzonym domu komunalnym, a na przeciwko jest las) Było to przed świętami Bożego Narodzenia a niestety moja kochana Pusia, którą mam już ponad 4 lata na początku stycznia miała cieczkę :((.( Pusia też jest psem po przejściach, została zabrana ze wsi gdzie była psem na łańcuchu, karmionym pomyjami i suchym chlebem). Po zabraniu Miśka z ulicy najpierw mieszkał na podwórku, miał budę i kojec, z którego moi "kochani" sąsiedzi go wypuszczali, żeby sobie polatał. I niestety jak wyszłam z suką (w rui), był to jeden z takich dni gdzie Misiek latał luzem, Próbowałam przywołać go do porządku ale niestety był jeszcze za krótko żeby się słuchać i uciekł do lasu a przez to i suka która wystraszyła się moich krzyków na psa :(. jak już je dogoniłam było za późno :(( i tak przez złóśliwośc sąsiadów zotałam "babcią" a oni oczywiście nie czują się winni, " bo pies to sobie powinien pobiegać". W najbliższych planach mam też sterylizację suki, żeby nie było znowu takich niespodzianek." Wszystkie informacje jak zawsze aktualizuje również w pierwszym poscie (wersja dla leniwych :) )
  23. Dzięki :) Ja dziś wyjeżdżam i wrócę jutro lub pojutrze. W tym czasie najlepiej będzie dzwonić do p. Agnieszki (numer w pierwszym poscie). Dziś otrzymałam dodatkowe informacje od p. Agnieszki. Jedna sunia (3 - rozczochrana kluseczka) znalazła już nowy domek z ogródkiem! Zostały więc jeszcze 3. Wiem już które to suczki a które psiaki - informacje umieszczam w pierwszym poście. Oczywiście w wątku też piszcie! Po weekendzie szczeniaki zostaną odrobaczone i zaszczepione :) P. Agnieszka przygotowała już umowy adopcyjne, a 3 szczeniaczki pytają kiedy przyjdzie po nich nowy pan :) Pozdrawiam!
×
×
  • Create New...