natalijo
Members-
Posts
1766 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by natalijo
-
To trzeba ZROBIĆ wszystko, żeby to jej życie odmienić!!! Rzuciłam parę pomysłów, ale jak do tej pory nikt tego nie podchwycił. Ja wczoraj zgłosiłam chęć adopcji Dabi. I Moni nie adoptuje, chyba, że z jakiegoś powodu adopcja Dabi nie dojdzie do skutku. Ale dziewczyny zróbmy coś z Monią! Jeszcze troche czasu w schronisku i Monia całkiem zdziczeje. Proszę, może razem uda nam się coś wymyślić!!
-
Mieszkam w małej miejscowości na Górnym Śląsku. Nazwa nic Wam nie powie :) Takie większe miasta a wokolicy to Pszczyna, Bielsko - Biała, Jastrzębie Zdrój, Żory. Jasne, że będę mogła po nią podjechać, tylko będziecie musiały mi powiedzieć jak mam przystosować samochód (jakieś szelki czy coś, nie znam się na tym). Mnie by ratowalo jakby Dabi dowieziono nawet do Katowic, albo Gliwic. Zresztą dajcie znać gdzie dacie radę ją dowieźć, a potem ja będę kombinować jak tam po nią podjechać.
-
Mam jeszcze pytanie. Czy jeśli moja adopcja Dabi doszłaby do skutku, to czy byłaby możliwość przyjęcia do hotelu innej suczki na jej miejsce? Sunia jest w schronisku w Orzechowcach. Brałam ją pod uwagę gdy szukałam psiny do adopcji, jednak nie zareagowała dobrze na "koci test". Byłabym w stanie pokrywać część kosztów, a reszte jakoś by się uzbierało. Szkoda mi suni, warunki w których przebywa nie są najlepsze ;(
-
Co z Dabi? No więc tak. Przeglądałam forum w poszukiwaniu suczki. Trafiło na Dabi i Monie. Którąś z nich na pewno zaadoptuje. Ważny dla mnie był wynik testu "na kota", który Dabi zdała zdecydowanie lepiej (nie zareagowała agresywnie, raczej z zaciekawieniem). Po Waszej informacji, że Monia nie bardzo zareagowała na koty zgłosiłam chęć adpocji Dabi, ale jak dotąd nikt sie w tej sprawie do mnie nie odezwał. Co do klatki....Nie miałabym chyba serca trzymać Moni w klatce... Nie wiem, jestem rozdarta. Ale jak narazie skłaniam się ku adopcji Dabi. Co nie zmienia faktu, że bardzo chciałbym pomóc w jakiś sposób Moni. Dabi jest teraz w jakimś hotelu dla piesków koło Poznania. Z tego co wyczytałam, to miesięczny koszt wynosi 100 zł, co nie jest chyba jakąś zbyt wygórowaną sumą. Nie ma u Was w pobliżu takiego hotelu? Byłabym skłonna pokrywać część kosztów, a resztę pewnie by się jakoś uzbierało. Dajcie znać co wy na to.
-
;( Bardzo mi przykro.... Ja nie bardzo mam czas na oswajanie ich ze sobą. Nie dostanę z tego tytułu urlopu:( A w osobnych pokojach nie ma sensu ich trzymac, bo sunia szybko sie nauczy otwierać drzwi.... Powiedzcie w jaki sposób mogę pomóc Moni. Mogę np. zapłacić za ogłoszenie. A moze by tak urządzić "zrzutkę" na sterylkę dla suni? Może wtedy znalazł by się wkońcu ktoś kto chciałby ją adoptować... Swoją drogą nie rozumiem dlaczego jeszcze nikt jej nie wypatrzył, przecież ona jest niesamowicie piękna!!!!! Porozsyłam jej zdjęcia po moich znajomych, popytam, ale nie wiem czy coś z tego będzie. Niemniej będę na bieżąco przeglądać ten wątek i w miarę możliwości pomagać finansowo, jeżeli powiecie mi co i jak. A nie dałoby się jej jakiegoś DT załatwić? Sunia by się socjalizowała z ludźmi... Nie wiem, pewnie już to nie raz przerabialiście, ja się tak tylko głośno zastanawiam. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Monie. P.S. Płakać mi się chce jakoś ;(
-
Ja też czekam z niecierpliwością na wynik "testu kociego" :) Co do tej sterylizacji to jak tylko zapadnie decyzja pozytywna (mam nadzieję) to zaraz idę do wetki umawiać na zabieg. Bidulka będzie tak cierpiała (pamiętam jak to było z kotkiem. a kot po kastracji za 3 godziny już biegał. My kobiety (jak widać wszystkie)całe życie mamy się gorzej od facetów):) Ale trudno, jest to wyższa konieczność.
-
No tak, wiedziałam, ze zapomniałam o coś zapytać. Ale już nie muszę:) Mój owczarkowaty kolega ma umówioną kastracje w lutym. Jaki mam stosunek do sterylizacji? Uważam, że jakby Monia trafila do mnie, to jest to zabieg konieczny. Tylko jeśli o to chodzi, to potrzebuję Waszej pomocy - nie znam się na tym zupełnie. W jakim wieku można sunie sterylizować? Kiedy i jak często suczki przechodzą cieczke? Jak to dokładnie się odbywa? Czy wtedy kiedy sunia nie ma cieczki to pies "czuje do niej pociąg"? Może to głupie pytania, ale trzeba wziąść pod uwagę, że w takim przypadku dopóki Moni nie wysterylizuje to nie będą mogli się razem bawić (nie chcemy, żeby Maks "zakosztował zakazanego owocu" bo podobno potem nawet jak go wykastrujemy, to będzie "szalał" za suniami). Nie mam żadnego doświadczenia jeśli chodzi o suki, więc z góry przepraszam za głupie pytania. Aha, czy to się odbywa podobnie jak u kotów (kotka mojej mamy miała ogoloną prawie połowę brzucha i straszliwie cierpiała przez pierwszą dobę, aż z mamą nad nią płakałyśmy bidulą). No ale coś za coś. Znów mam o czym myśleć. :)
-
Przperaszam, że zawracam głowę, ale co to znaczy? ;) Co do "testów" to trzymam kciuki. Nie liczę na to, ze Monia okaże się wielką wielbicielką kotów, ale mam nadzieję, że nie będzie okazywać zbyt duzej agresji, reszta jest do "urobienia". Bardziej zależy mi na braku kłopotów w kontakcie z psem. Jeśli z psem mojej mamy by się dogadała, to zniknął by problem zostawiania jej samej w domu podczas mojego pobytu w pracy. Biegałaby by wtedy z Maksem po ogrodzie. Qrde, łapie się na tym, że myślę już jak pełnoprawna posiadaczka psa:) Dziś na zakupach nawet oglądałam smycze, obroże, legowiska, itp. :) Co do jej ewentualnego transportu do mnie, to jak by to wyglądało? Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na informacje:) Już widzę, że cały weekend będę myślała o "teście":)
-
Zanim niepotrzebnie rozbudzę nadzieje kilka pytań:) Czy wiadomo jak Monia reaguje na koty? Czy dogaduje się z innymi psami (płci - pies). Mieszkam w bloku, pracuję, sunia w najgorszym razie musiałaby zostawać ponad 8 godz. sama (z kotem). Piszę w najgorszym, bo moja mama niedaleko mnie ma dom z ogrodem, po którym biega przygarnięty ON-kowaty kundelek 1,5 - roczny i myślę, że jak by się dogadali to mama pozwoliłaby jej na czas mojej pracy zostawać u niej na ogrodzie (i w domku, bo pies mieszka w domu, ale większość czasu spędza w ogrodzie). I najważniejsze pytanie - pochodzę z G. Śląska, czy byłaby ewentualnie szansa na przetransportowanie Moni gdzieś bliżej mnie (dojazd do Orzechowca jest dla mnie problemem nie do przeskoczenia). Pozdrawiam!
-
No i teraz jestem w kropce. W sumie nie spodziewałam się jednoznacznej odpowiedzi.... A Wy co mi radzicie? Część z Was zna Dabi... Ja, tak jak Fruzia uważam, że Dabi dałaby radę zaprzyjaźnić się z kotem, ale ja jej nie znam.... Czy Dabi jest usłuchanym pieskiem? Bo tak sobie myślę, że jeśli na początku znajomości miałabym ich na oku i reagowała na wszelkie próby zaczepienia kota, to wkońcu Dabi chyba by zrozumiała.... Może poradzi mi ktoś, kto takie "oswajanie" zwierząt przeszedł? Ja mimo wszystko gotowa bym była zaryzykować. Nie biorę pod uwagę "zwrotu" Dabi, jeśli okazałoby sie, że nie są w stanie ze sobą mieszkać, to....coś bym wymyśliła. Chyba, że macie inne zdanie i będziecie chcieli mi to wyperswadować?? Liczę na Wasze opinie i ewentualne porady. Przyznam się szczerze, że ja już pokochałam Dabi i bardzo bym chciała ją mieć już u siebie:):)
-
Co do wody, to nie zabrałam, ale nie widziałam, żeby do niej sięgał. Bardzo się martwię, właśnie ze względu na moje podejrzenia co do tego gołębia. Jemu co jakiś czas zdarzają sie wymioty jak zje coś dziwnego (kiedyś ziemniaka surowego), ale zwykle mu mija po ok 24 godz. Dziś trzeci dzień jego dolegliwości. Rano był osowiały, ale to też może wina głodu, bo mimo wymiotów głód odczuwa dość intensywnie. Nie dałam mu jedzenia. Teraz jestem w pracy, pies w domu z siostrą, która ma na niego oko. Cały czas śpi bidulek. Co do Smecty to nawet się nad tym zastanawiałam, ale wolałam nie ryzykować. Teraz bym mu podała, ale siostra nie da rady "wlać" jej Maksowi do gardła, bo pies nawet osłabiony, pozwoliłby na to tylko mi, a i to nie bez protestów. Po pracy jadę z nim do wetki, zobaczę co powie. Jestem bardzo zaniepokojona, że się biedak męczy już trzeci dzień, ale pocieszam sie myślą, że jak nie dostał jeść, to wymiotować nie będzie, więć męczyć go będzie wyłącznie głód (nie wydaje mi się, żeby coś go bolało). Bardzo dziękuję za rady i słowa otuchy. Straszna ze mnie panikara, ale zawsze wolę dmuchać na zimne. Nie wyobrażam sobie co bym zrobiła, gdyby się okazało, że to coś poważnego :(
-
Dzień dobry! Pisze do Was bo niepokoi mnie stan mojego pieska. Maks ma 1,5 roku jest kundelkiem takim ON-kowatym troche. Od wczoraj wymiotuje po posiłkach (ryż+kurczak+marchewka). Jest jakiś osowiały. Zwraca posiłek po ok 1 godz. W wymiotach nie widać niczego osobliwego, niestrawione resztki posiłku, a właściwie większość tego co zjadł. Dziś jak wróciłam z pracy zachowywał sie lepiej, bawił się ze mną, nie był tak osowiały, Dałam mu więc troche jedzonka, bo apetyt ma taki jak zwykle. Tylko wygląda na to, że jego żołądek nie potrafi utrzymać jedzonka, bo po 2 godzinach zwrócił (nie było mnie przy tym, mama mówiła, że bardzo brzydko "pachniały" te wymioty). Od razu uprzedzam pytanie - nie wiem jak z jego wypróżnianiem, bo pies biega sobie po ogrodzie, a po moim powrocie było już zbyt ciemno, zeby udać się na poszukiwanie "skarbów". Dzwoniłam do Wetki, (bo u nas przyjmuje tylko dwa razy w tygodniu), powiedziała, zeby zabrać mu wodę i jedzenie i jutro przyjść do niej. Ogólnie była bardzo niezadowolona, że ktoś zawraca jej głowę takimi "bzdurami". Nie lubię baby, ale jest to jedyny Wet w okolicy, więc chcąc nie chcąc jestem na nią skazana. Macie jakieś pomysły co może dolegać Maksowi? Wetka nie ma rentgena, diagnozy stawia bardziej "indukcyjnie" więc chciałabym przynajmniej troche orientować się w temacie, żeby nie zbyla mnie byle czym. Aha, rzecz która mnie zaalarmowała, to mnóstwo gołębich piór na podwórku. Mam jeszcze dwa koty. Podejrzewam, ze któryś z nich mógł gołębia upolować, a Maks się poczestował. Jak myślicie, jest to możliwe? Jeśli tak, czy to może być groźne? Poza piórami nie znalazłam żadnej części ciała ptaka, więc koś (mam nadzieję, że nie Maks) spałaszował go całego. Przepraszam, ze pisze trochę bez składu, ale jestem bardzo zaniepokojona i nie umiem jakoś zebrać myśli. Z góry dziękuję za wszelkie rady.
-
Wyobrażam sobie, ze nie będzie to łatwe. Chodzi mi tylko o to, czy nie reaguje z agresją na koty. Mój mały szkrab jest jeszcze młody, zabrany z ulicy (a właściwie z piwnicy mojego bloku). Pewnie ma niedobre doświadczenia z psami, ale z racji jego młodego wieku wszystko jest do "zrobienia". Bardziej zależy mi na początku o cieniu akceptacji, albo przynajmniej ignorancji ze strony Dabi - jest większa od kotka, więc nie chciałabym, żeby zrobiła mu krzywdę. Kotek w najgorszym razie postraszy pazurami i schowa się gdzieś poza jej zasięgiem, a z biegiem czasu albo się zaprzyjaźnią albo chociaż zaczną się tolerować. Trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na wynik testu. Pozdrawiam!
-
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Troche czasu mi zajęło przeczytanie całego wątku o Dabi i powiem szczerze łza mi się w oku kręciła. Głęboko zastanawiam się czy czasem nie przygarnąć tej słodkiej suni....Chwilami jestem zdecydowana i myslę, że wkońcu to uczucie we mnie przeważy. Jest tylko mały problem (dla mnie duży). Jestem z Górnego Śląska i podjechanie po pieska do Elbląga, Warszawy, czy gdzie ona wkońcu jest:) nie jest możliwe. Jeśli uda się Wam jakoś załatwić transport do mnie, albo przynajmniej troche bliżej, to byłabym bardzo wdzięczna. Jestem nawet gotowa pokryć większość lub nawet całość (w zależności od wysokości) kosztów tego transportu. Tak wogóle to najpierw musiscie ocenić, czy nadaję się na opiekunkę dla suni :) Wysłałam do Rybci maila z opisem mojej sytuacji. Pokrótce Wam ją przybliże. Mieszkam w bloku, w mieszkaniu M-4. Mam od niedawna przgarniętego młodego kotka, myślę że jakoś się z sunią dogadają. Ze względu na to, że pracuję od godz. 7 do 15 psinka musiałaby w tych godzinach zostawać sama w domku (właściwie nie sama tylko z kotkiem):), oczywiście po wyczerpującym spacerku. Niedaleko mnie mieszka moja mama, ma dom z ogrodem i młodego (1,5 roku) owczarka niemieckiego (również przybłęde), który mieszka w domu, a większość dnia spędza biegając po podwórku. Jako, że codziennie bywam u mamy, Dabi miałaby zagwarantowaną dawkę ruchu, ponieważ Maks (piesek) kocha suczki (kastracja zaplanowana na luty, ale póki co nie wykazuje chęci do TAK bliskiego kontaktu), lubi się z nimi bawić, ganiać po całym podwórku. Myślę, że na pewno by się dogadali. Cóż jeszcze mogę dodać? Choć martwię się, że nia nadaję się na opiekuna dla psa, ze względu na moją pracę i to, że tak długo mnie nie ma w domu, to jestem pewna, że zapewniłabym Dabi ciepły, kochający (choć chwilami pusty)dom. Bardzo proszę o kontakt w tej sprawie i może o parę zdjęć :) Napiszcie co o tym wszystkim myślicie i czy wogóle Dabi nie znalazła czasem już nowego właściciela. Pozdrawiam, ściskam mocno! Buziaki dla Dabi!!