-
Posts
745 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by yamayka
-
Ja tez uważam kliker za narzędzie pomocne w wielu sytuacjach. Ale to wszystko.
-
Z tego trzeba sie cieszyć. Praca na łup jst fajna. Jedyny problem - to trudne! ;) Na smaczki też można psa fajowo wkręcić, ale.. nie w "klikerowy" sposób. W podawanie żarcia trzeba wkręcic więcej zabawy, emocji, frajdy, polowania, łapania smaczków. Dawanie wprost do ryjka... to nudne.
-
...tak odnośnie nauki aportu (zanim jeszcze pojawisz sie u nas na treningu ;) ), wrzucę jeden z najpiękniejszych filmików z treningu aportowania, jaki widziałam Przewodnik - pan Zbyszek Górecki. Aż ciary chodzą... [URL]http://www.youtube.com/watch?v=HGOZkQISoZ0[/URL]
-
Kurcze, zeby też nie wyszło, że odrzucam karmienie psa z ręki! Broń cie Panie Boże! ;)
-
Hm hm... To nie do końca to, ale bardzo fajne: [URL]http://dog-sport.pl/content/view/491/155/[/URL]
-
Nie jestem fanką "karmienia z ręki, zamiany." Tak, zgadzam się, że głownie chodzi o odpowiednia relację. Uwagi dotyczące wiary w bajki o spaleniu miski to chyba nie pod ten adres, SAIKO... Ale w tym nie da sie pomóc przez internet, nie bedac na miejscu z danym człowiekiem i psem.
-
Kochana! :) Ale to o każdym psie trza by osobny filmik nagrać! Z każdym futrem pracujesz inaczej. Wal, z czym macie problem ;)
-
No, postanowiłam, ze dziś się uda :) Otóż... Ten pierwszy start w "jedynce" wywołuje we mnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony bardzo cieszy mnie w pewnych aspektach, z drugiej - wywołuje żal i rozczarowanie. Ale po kolei. Bardzo cieszyłam się na te zawody, szykowaliśmy się do nich bardzo długo, bo powyżej roku. Między starą zerówka i jedynką jest spora przepaść, dochodzi dużo trudnych ćwiczeń, wymagających szlifowania (odłozenie z kryjówką, aport, drewienka, zatrzymanie, chodzenie bez smyczy, wysyłanie do kwadratu), do tego sam wystep jest sporo dłuższy, co wymaga od psa zdolności dłuzszej pracy bez nagrody, a od przewodnika umiejętności utrzymania motywacji psa przez cały start. Przed wystepem miałam przekonanie, że może nie jest idealnie, ale pod względem ćwiczeń jesteśmy dobrze przygotowani. Jeśli czegoś się najbardziej obawiałam, to zachowania Soccera wobec obcych psów różnej maści, których na zawodach kręci sie masa, a niestety mój pies wciąż reaguje na psy dość nerwowo. Bałam się, że widok psa może wytrącić go z trybu pracy. Celowo zrobiłam mu wcześniej dwa treningi na hali, wśród psów - było zupełnie ok, co nie powinno dziwić, gdyż mój pies-zagadka nie wykazuje żadnej regularności jeśli chodzi o reakcje na psy czy inne nowości i elementy środowiska... Przed startem czułam się świetnie. W porównaniu z moim samopoczuciem przed wystepem w zerówce, byłam wręcz zrelaksowana. Sama rozgrzewka przed wejściem na ring tez bardzo sie udała (a to połowa udanego występu) - pies był mega nakręcony, zmotywowany jak cholera, całkiem skupiony na mnie, wręcz piszczał i merdał ogonem z chęci robienia czegoś :) Na ring wszedł skupiony, socjalizację z obcymi facetami zrobił ładnie, pomachał ogonem do sędziego, dał się pogłaskać bez stresu. Czułam, że mamy szansę na fajny występ :) Warowanie do odłożenia - i odłożenie - super. Oba chodzenia przy nodze nie idealnie, ale i tak dla mnie bardzo zadowalająco. Co prawda przerywał kontakt sekundami, ale nie powinnam marudzić wspominając, gdy 5 kroków w motywacji to było wyzwanie...i znając podejście Soccera do tego ćwiczenia - najprościej można powiedzieć, ze woli inne... ;) ..i po drugiej zetce podszedł do nas sędzia Roszkiewicz, by poczynić jakąś drobną uwagę... I to był TEN moment. Pies puścił ogon, zgarbił się, zrobił unik, cicho mruknął pod nosem. Oho... Idiota wystraszył się człowieka, który przed momentem dotykał go po głowie i do którego merdał... :shake: Instynktownie zadziałałam, by "zgarnąć" psa do nogi i skupić go ponownie na pracy. Udało się, choć moje działania były jak na jedynkę za mało dyskretne. Pies zaczął duży kwadrat całkiem całkiem, ale ja widziałam, że jego uwaga i głowa nie są w 100% ze mną. Tego skutkiem jest pomyłka na zwrocie - pies był w połowie w swoim świecie, nie szedł "ze mną", nie zrobił zwrotu. Samo zatrzymanie zrobił bardzo dobrze, choc bardzo mu pomogłam ciałem, lecz potem - gdy odchodzę - widac, co się dzieje, jak pies mi się "sypie", czuje sie coraz bardziej niepewnie - opuścił ogon, nie pozostał w miejscu (co już mu się nie zdarza na treningach). Tak samo szybko, jak zeszła z niego para, wszedł z powrotem w motywację, gdy sie z nim zrównałam. Za przywołanie sędzia dał mi 10 punktów - max, choć dla zorientowanego oka ćwiczenie to nie jest dobre. Samo dojście na punkt do odłożenia psa - musiałam mocno dopingować psa, mimo to widać, co sie dzieje z ogonem i cała resztą. Dobiegnięcie do mnie - za wolne jak na Soccera, znów z opuszczonym ogonem. Ogólny obraz - dla mnie przykry i smutny. Pies cały czas czas był mocno speszony sytuacją między ćwiczeniami (po dużym kwadracie), gdy krążyli wokół nas komisarz z sędzią. Dla mojego psa ci faceci wokół (nie psy!), co sami, którzy byli obojętni podczas socjalizacji, okazali sie zbyt dużym obciążeniem... Cieszę się, że udało nam sie mimo to jakoś ćwiczyć dalej - wysłanie do kwadratu, całkiem ok, udało mi sie go zawarować, ale tam - kundlisko zwęszyło coś mega niepokojącego... Widać, jak aż obraca głową, wykręca się, wietrząc. NIE MAM POJĘCIA, co poczuł. Do zapachu koni był przyzwyczajony, ćwiczył na tej hali kilka razy, ludzie i psy byli tam cały czas... Zgasiło go to na tyle, że dobiegł do mnie po przywołaniu do nogi w taki sposób, że aż mam dreszcze... Jestem z niego dumna, bo potem udał nam sie aport i przeszkoda. Natomiast dwa ostatnie ćwiczenia - to właściwie ćwiczyła sama, pies, mimo, że niby był na miejscu, był nieobecny... Po drewienka co prawda pobiegł, ale mocno speszony obecnością komisarza w drodze na punkt rozpoczecia ćwiczenia, ale tam znów zaczęło się węszenie w powietrzu, w końcu wrócił do nogi. Pozycje waruj i siad na odległość- miałam wrażenie, ze mówię do ściany. Powtórzyłam komendę trzy razy, mego wyraźnie pomagając ciałem, pies patrzył nawet na mnie - ale jakby mnie nie słyszał. O ironio - to ćwiczenie mieliśmy obcykane chyba najlepiej i Soccer bardzo je lubi... Po występie czułam sie okropnie. Po części zła na psa, że odchrzanił mi taki numer akurat na zawodach... Miałam świadomość, ze przy innym sedziowaniu prawdopodobnie zaliczyłabym dyskwalifikację - pies burknał podczas występu, bał się, przez moment był "poza ręką". Takie zachowanie psa to smutne i przykro to oglądać. Rozżalona z tego powodu, że chocbym pracowała najciężej, starała się najlepiej, to przy psie z taka psychiką (o tym moze innym razem, dokładniej) zawsze może coś takiego wyskoczyć... Potem zaczęłam dostrzegać, ile było dobrego w tym występie, ile ładnej pracy pokazał - mimo wszystko w warunkach zawodów. Wiem, że spaliłabym sie ze wstydu, gdybym wyszła na zawody z psem ćwiczącym jak wiele ONków czy borderów za tych zawodach, które mimo, ze zrobiły wszystko, to były smutne i znudzone cały start...Bez werwy i pasji. Dodatkowo - momenty, gdy Soccer był przy mnie, były OK - czuł się niepewnie z dala ode mnie. Ciesze się, że ja czułam sie na siłach aby wystąpić z dobrym nastawieniem. Wiem, nad czym musze pracować. Ciekawe, co nam wyskoczy wiosną na zawodach... ;)
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
yamayka replied to evel's topic in Foto Blogi
Evel, pełna skrzynka? :) -
Reaktywność, emocjonalność, temperament, ciętość, próg reakcji...itd. - to w głównej mierze po prostu kwestia genów. Tak, idealna będzie wizyta szkoleniowca w domu :) Tak, to zwykle spory koszt... ;) Dobre, ze macie fajne relacje, że pracujesz z psem. Ale opisany problem powinien zostać przepracowany, bo takie reakcje lubią się utrwalać i nasilać (głównie przez to, że pies na dany moment zwykle osiąga to, o co mu chodzi - człowiek odruchowo sie wycofuje i sam "wybuch" przynosi niejako ulgę, zmniejsza napięcie - efekt samonagradzania), a to w przyszłości może okazac się niebezpieczne nawet dla osób trzecich. Nie zaszkodzi, gdy popracujesz jeszcze nad tym "pozytywnie", gdy pies dysponuje czymś mało atrakcyjnym (kawał chleba, marchewka...), a ty dysponujesz czymś zdecydowanie lepszym. Przybliżasz się pomalutku, bokiem, nie patrząc na psa, po kroczku, podrzucając kawałeczki żarcia, budując pozytywne skojarzenie z bliskościa człowieka. Rada "przylej mu" w jakimś aspekcie nie jest głupia... ;) Zdarza się tak, że musi dojść do konfrontacji człowieka z psem, bywa, że trzeba pokazać psu w wyraźny, dosadny sposób, że takie zachowanie absolutnie nie będzie tolerowane... ;) Ale nie ma to nic wspólnego z ogólnie rozumianym przez Kowalskiego "przylej mu." I w żadnym wypadku nie należy się za to zabierać samodzielnie.
-
Miałam dziś siąść do dłuższego wpisu na temat zawodów, ale padam na twarz, nie chce tego robić "po łebkach"... Znów się odwlecze, ale nie uciecze :) jefta - hehe, tak, tym zwrotem (i ogólnie motywacją na drugiej zetce) nawet mnie zaskoczył ;)
-
Każdy normalny pies będzie bronił dostępu do zasobów, które uznaje za cenne: żarcie, zabawki(odpowiednik łupu), miejsce odpoczynku itd. Z różną intensywnością, zależy to od osobowości psa i doświadczeń. To naturalne zachowanie. Ale oczywiście nie mozemy godzić się na nie żyjąc z psem pod jednym dachem i można nauczyć psa kontrolowania zaborczości. Pies, który [B]ufa[/B] swojemu człowiekowi i [B]szanuje go[/B], nie powinien przejawiać takich zachowań. Opisana intensywnośc reakcji w sytuacji z uchem jest niepokojąca, pies jest prawdopodobnie mało zrównoważony, porywczy, nie waha się używać zębów wobec człowieka. Prawidłową relację tworzy wieeele elementów zycia z czworonogiem. Dlatego trudno dać szybką receptę. Póki co unikałabym podawania psu rzeczy, które wywołują agresywne reakcje. No i koniecznie kontakt z dobrym szkoleniowcem, bo gdy atakuje Cię szczenię, to nie jest dobrze.
-
Do poczytania :) , poza wszystkimi książkami Z. Mrzewińskiej, S. Corena, P. Mc Connell, I. Sjosten. (darowac sobie J. Fennel): [URL]http://dog-sport.pl/content/view/1201/158/[/URL] [URL]http://www.owczarek.pl/zofia/journal/default.asp[/URL]
-
Ludzie, młody psiak jazgoczący na wszystko i wszystkich, bojący, nie zwracający uwagi na przewodnika (który nie potrafi się z nim porozumieć), prawdopodobnie niestabilny emocjonalnie, być może rozpieszczony - tu potrzeba zmiany całego życia z psem (począwszy od rezygnacji z flexi ;) ), a nie pojedynczych rad... ;)
-
Spoko, liczyłam na to, że po obejrzeniu tej specyficznej (dla w miare wprawnego oka) pracy pojawią się jeszcze jakieś pytania... Pogadamy jeszcze o tym filmie ;)
-
...obejrzał ktoś jeszcze filmik...? Jakieś uwagi? :)
-
Moim zdaniem samo zatrzymanie nie jest tak czytelne dla psa jak zmiany kierunku. Nie bój sie krótkiego, wyraźnego szarpnięcia z luźnej smyczy przez zmianą kierunku (lub gdy zapatrzy sie głupio na psa, zawęszy) ZANIM pies ją napnie. To nie to samo co nieskuteczne, zwykle wzmagające chęć odciąganie. To moze być pomocny dla psa wyraźny znak. Zdecydowanie zmieniłabym szelki na obrożę. Zmiany kierunku nie muszą być tylko w jednej płaszczyźnie przód-tył. Baw się z suką w podążanie za Tobą gdy "uciekasz" w różnych kierunkach. Wyraxnie ciesz się i nagradzaj gdy suczka jest blisko. A z drugiej strony... Czy ta lekko napięta smycz to faktycznie problem...? O ile pies nie ciągnie Cie za soba gdzie mu sie podoba, to może nie jest to aż tak istotne? Szczególnie, ze potrafi iśc przy nodze (tak zrozumiałam. Na luźnej smyczy? Chodzenie przy nodze gdy smycz jest napięta niczego psa nie uczy)
-
Reakcje lękowe często pojawiają sie jakby znikąd w wieku ok 3 lat. Nie chodzi docelowo o samo faszerowanie smakołykami psa podczas pracy zmywarki. Jeśli przyjmuje smaczki to da sie pewnie z nim popracowac z ich użyciem - nauka komend, sztuczek. Nagradzana praca z przewodnikiem pomoże zająć psi mózg, dodać pewności siebie, odwrócic uwagę od strasznego dźwięku.
-
A smakołykami wyjątkowo atrakcyjnymi podczas pracy zmywarki będzie zainteresowany? (jeśli zabawki nie wchodzą w grę)
-
Reniak - tak na szybko i z daleka - moim zdaniem bardzo dobrze sprawdza się spacer składający sie z początku z bardzo wielu zmian kierunku marszu - nawet co kilka kroków. Dla postronnych wygląda to idiotycznie ;) ale ładnie uczy psa pilnowania Ciebie i nogi. Gdy tylko pies zamierza napiąć smycz - szybki zwrot, zachęcenie psa do podążania za Tobą, pochwała, nagroda. I tak w koło Macieju. Do tego całkowity brak promowania napiętej smyczy - nie ma, że pies pociągnie nas do interesujących siuśków na trawce. To już jest wzmocnienie napiętej smyczy. Nie wiem do końca - czy chcesz po prostu luźnej smyczy czy chodzenia przy nodze? Moim zdaniem pies powinien umieć obie rzeczy - częśc spaceru przy nodze i tylko marsz, część spokojny spacer na luzie, z sikaniem, kupą, węszeniem itd. Jak dokładnie pracujesz nad ta luźną smyczą?
-
Niestety, to kosztuje... I nie każdy zechce zapłacić chocby 20 zł za spotkanie, świetnie to rozumiem.
-
[QUOTE] [INDENT]yamayka, niestety trudno o dobrego, szkoleniowcy typu CM robią sobie reputację magika wśród zwykłych laików, a przecież tam informacja najszybciej się rozchodzi [IMG]http://www.dogomania.pl/threads/images/smilies/icon_smile.gif[/IMG] najlepiej znać kogoś doświadczonego, kto potrafi kogoś polecić. [/INDENT] [/QUOTE] Bardzo proszę: [URL]http://www.marekfryc.pl/index.html[/URL]
-
...dobry szkoleniowiec i tyle... Póki co - jeszcze dołożyłabym kaganiec fizlolog., o ile ktoś zdoła go założyć... [QUOTE]jestem zagubiona, przerażona, przybita, i wachluję się właśnie stosem książek na temat układania psa, który chce się dać układać - i nijak nie mogę tego dopasować do biegającego w kółko wariata z agresją. jakie pozycje powinnam przeczytać? czego się dowiedzieć? [/QUOTE] To są te momenty, kiedy wszystkie podręczniki można sobie w ty..ek wsadzić, bo potrzeba wielkiego DOŚWIADCZENIA, INTUICJI, WYCZUCIA I ODPOWIEDNIEJ OSOBOWOŚCI. ;)
-
Prezentujesz niezbyt częste fajne podejście do problemu - chcesz pomóc psu,bo wiesz, że on z tym czuje się fatalnie :) I do tego masz na tyle wyobraźni i rozsądku, by unikać "zapalnych" sytuacji. :) W przypadku wrażliwego, miękkiego psa nawet jeden taki incydent może mieć ogromne znaczenie. Ważna jest też psychika psa i emocje przewodnika, ogólny obraz życia ludzi z psiakiem. Nie powinnaś narażać suczki na ZADEN kontakt z psem, w którym ona nie czuje się komfortowo, boi się. Inaczej nigdy nie uzna, że przy tobie jest bezpiecznie choćby nie wiem co. W miarę możliwości unikaj podbiegaczy jak tylko się da (wiem, że to niezła gimnastyka), w ostateczności lepiej wziąć ją na ręce (ale nie nerwowo!) niż pozwolić na to, by pies wprawił ją w przerażenie. Stanowczym nakazaniem spokoju - bez cumciania i żałowania psa - też można wiele osiągnąć (to przydaje się gdy pies nie jest w stanie przyjmować nagród i współpracować), ale tego ktoś mądry musi nauczyć ;)