-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Jak dla mnie Milan używa masy waty słownej i bełkotu, a wiem coś o tym jako osoba pracująca w korporacji i filolog obcy w jednym, :) Przejmowanie w posiadanie drzwi/podwórka, kierowanie sie do "posiadania zdominowanego i uległego psa", jak często powtarza (przynajmniej w polskim tłumaczeniu), przesyłanie odpowiedniej energii - dla mnie to jest bełkot. Poważnie. To, co on nazywa energią, to są zwykłe emocje, nastawienie, postawa, mowa ciała, ale nie energia. Energię mamy elektryczną, a czujemy ją fizycznie, jak wsadzimy widelec w gniazdko. W każdym razie ja to tak rozumiem. Przejmowanie w posiadanie - ok, fajnie, ale jak dla mnie to jest po prostu pewność siebie, swoboda. On niestety traktuje to jako zastraszenie psa - odsyłam do odcinka z dwoma młodymi skaczącymi goldenami, które na jego widok się po prostu panicznie bały i nie interesowała ich energhia, branie w posiadanie, a ucieczka jak najdalej od tego faceta, który je kopał. Zaskoczyło mnie wykorzystanie obroży elektrycznej i mat wywołujących impuls przy psie z lękiem separacyjnym oraz wtłaczanie suki w sumie na siłę do klatki kenelowej (odcinek, w którym ludzie mieli 3 wyżły, w tym suke, która panikowała zostawiana w domu). Efekt był, na dodatek szybko, ale pies nie pozbył się lęku, po prostu miał zmniejszone pole manewru. No i kolczatki, również wiszące jak korale u psiej szyi. Zakaz wchodzenia do pokoju noworodka, zakaz zbliżania się na mniej niż 2 metry do noworodka itd. Jak dla mnie to troszkę nie tędy droga w wychowaniu psa, szczególnie via TV. No i sytuacja z bardzo agresywnym psem trzymanym w piwnicy. Wchodzi obcy facet i od razu blokuje psu wszystkie drogi ucieczki nogą, ręką. Pies wpada ze strachu w totalny amok, a ten zupełnie dla niego obcy gość łapie psa za kark i bęc na ziemię - relaksuje go. Psu oczy wyąłziły z orbit. Rozumiem, że w Meksyku tak macho rozwiązują problem, ale to naprawdę było chore. Gdyby ktoś taki podszedł do mojego psa i zrobił by mu coś takiego, dostał by w pysk tak, że by się kopytami naktył, bo własnie wzięła bym w posiadanie jego przestrzeń życiową. Ciekawe, jak by sobie z tą energią poradził :P Dodam, ze 3 z 6 moich psów miałyu powazne problemy z agresją wobec wszystkoego co się rusza, a kolczatka (znaleziona 20 lat temu) szła w ruch jako obroża awaryjna od momentu znalezienia psa do chwili dojścia do sklepu zoologicznego i kupienia odpowiednich szelek i obroży.
-
Nie mam żadnego doświadczenia w opiece nad kotami. Zawsze miałam psy, a na koty połowa mojej rodziny jest uczulona. Od jakiegoś czasu na terenie mojej firmy pojawia się, a w zasadzie koczuje, rudy kot. Nie wiem, czy to chłopak, czy dziewczyna, zawsze mam do czynienia z jego górną częscią, więc nie miałam wglądu w podwozie :) Kot jest chudy, dostaje jeść, ale wystaje mu miednia, czuć żebra. Łasi się do wszystkich, kiedy go głasakałam, siedział i lizał mnie po ręce. Dziś leżał na wycieraczce pod drzwaimi do firmy i usiłował wejść do biura. Mam wrażenie, że to jest kot, który mieszkał w domu, ale z bliżej nieznanych powodów został wywalony lub się zgubił. Jest baaardzo miły, towarzyski, jak widzi ludzi, natychimast do nich biegnie z ogonem w górze. Lubię go, nawte bardzo, gdybym nie miała dwóch psów i TZ z mocną alergią na koty, pewnie bym go wzięła. Jednak nie mam możliwości nawet go przechować. Czy ktoś może ma pomysł, co z nim zrobić? Teraz jest fajnie, ciepło, ale zimą może być problem. Co prawda ochrona zawsze siedzi w swoim biurze i kot tam wchodzi, ale jednak boję się, ze stanie mu się krzywda. Poza tym niepokoją mnie małe brunatne kropki na czubkach jego uszu. No i w tej okolicy jest masa kotów z kocim katarem. To jest Textorial Park, Fabryczna 17, obok Księzego Młyna. Tu jest masa kotów, wiele chorych. Powoli się oswajają, wiele zaczyna krążyć przy ludziach, więc może ktoś od kotów by chciał zerknąć na nie, moze jakieś dało by się wyadoptowac... [IMG]http://img842.imageshack.us/img842/7580/kot1.png[/IMG] [IMG]http://img685.imageshack.us/img685/734/kot6.png[/IMG] [IMG]http://img26.imageshack.us/img26/7527/kot9.png[/IMG] [IMG]http://img856.imageshack.us/img856/9731/kot8.png[/IMG]
-
Przynajmniej je oddadzą po tych 7 tygodniach... Suka ma chyba kleszcza na łapie, widać chyba na 3 zdjęciu.
-
Pamiętam taką scenę, jak jechałam podczas wakacji SKM w obrębie Trójmiasta (już nie pamiętam gdzie dokładnie) z mamą, siostrą i moimi psami - Fifi, która wtedy miała jakies 7-8 lat i Felkiem, który miał chyba ze dwa lata. Generalnie tak wyszło, że w przedziale było chyba siedmioro dzieci, w tym chłopiec z zespołem Dwona. Dzieciaki zaczęły koło nas delikatnie krązyć pytając, czy mogą Fiśkę pogłasakać. Zanim cokoliwek odowpiedziałyśmy, Fiśka wepchnęła się między dzieciaki, uwaliła na boczku i wystawiła podwozie do miziania, a Felicjan wpakował się zaraz chłopcu z Downem na kolana. Wszyscy byli szczęsliwi - rodzice, bo dzieciaki z głowy, my, bo psy z głowy, psy, bo miziane na wszystkie strony, a dzieciaki, bo mogły miziać dwa miękkie, miłe, przytulasne psy :D Tylko kontroler był średnio zadowolony, bo musiał skakać nad tą watahą, ale też pomiział Fiskę. Niestety latem ona pomimo codziennego wyczesywania działała jak dmuchawiec - jak się dotknęło, to sierść latała wszędzie. Zreszta ona by się nadawała na dogoterapeutę - była serdeczna, baaardzo cierpliwa, pozwalała się dzieciakom przy sobie kłaść, tulić się. Jak miała dosć, delikatnie się odsuwała. Felek natomiast z wiekiem stracił cierpliwosć. Tzn lubi się bawić z małymi dziećmi, turlać z nimi po ziemi, a najbardziej ubóstwia ich plastikowe i gumowe zabawki, ale np. na ulicy nie lubi być nagabywany, bo kładzie się na brzuchu, ale pokazuje zęby (generalnie panikuje). No, a Filipa nie puszczamy do dzieci, bo nie mamy takich zaprzyjaźnionych cywilizowanych dzieci - jak już, to takie, które sama mam ochotę udusić :|
-
Jest coś takiego w Łodzi?
-
Szukałam co nieco na jego temat, ale nie wygląda na to, by był szkodliwy. Po prostu białko i chityna. Moje psy czasem przekąszą, ale nie miały po tym problemów.
-
Tak co do Cezara Milana, używa kolczatki, między innymi na psie o imieniu Casanova było (i kilku innych też). Akurat w weekend widziałam tam na 10000% kolczatkę, którą sam zaproponował. W Polsce używa się wielu "ułatwiaczy" wychowania, w tym kolczatek na flexi, co naprawdę powinno być zabronione, albo zeby chociaż przy kolczatkach była instrukcja obsługi z obrazkami...
-
Jako właścicielka psa z problemem agresji wobec innych powiem tak: to mój psi obowiązek pilnować mojego psa, nawet, kiedy inny podbiegnie. Od tego mam buzię, by powiedzieć, głośno i wyraźnie, że nie życzę sobie, by pies podchodził. Zresztą jak widzę, ze obcy pies kieruje się ku nam, staram się całą sobą dać do zrozumienia, że to mi nie pasuje - biorę psa na krótką smycz, cofamy się, jeśli się da, a jak nie, to pies ma nakazane siadać na zadzie. Szlag mnie ostatnio trafił co prawda, jak wielki owczarek niemiecki zaczął dosłownie włazić na mojego ważącego 14 kg psa, bo chciał go powąchać, a potem usiłował bawić się moim drugim, mniejszym, bo dziesięciokilowym, niskopodwoziowym Felkiem, który był luzem, bo nie zdążyłam go zapiąć. Właściciel wyłonił się po jakimś czasie z komentarzem do mojego psa "oooo... niegrzeczny", a ja była tak wściekła, ze nie mogłam wyartykułować zdania. Jednak to mój obowiązek dopilnować, by mój agresywny pies nie zrobił krzywdy. Jeśli pies jest łagodny, ma prawo latac luzem i jest to zgodne z przepisami. Akurat z tamtym owczarkiem problemy mamy co rusz, bo pan absolutnie niereformowalny, ale inne psy są zwykle łapane, jak pojawimy się na horyzoncie i generalnie kulturalnie się mijamy. Mój Felek na przykład przez 90% czasu chodzi luzem, bo nie oddala się na więcej, niż 5 metrów, nigdy nie podchodzi do obcych psów, osiedlowe koty mają go gdzieś, a jedyny problem z nim jest taki, ze jeże nie chcą sie z nim bawić (stoi, patrzy na nie i robi "mmmm.... mmmmmmmmmmmmm..." jak na piłkę), więc zaczął je olewać dosłownie, jak krzaki. Na to musimy faktycznie uważać, więc wieczorne spacery są pod kontrolą, ale luzem.
-
Ja tak dodam, że mój TŻ ma psa, który musiał zostać odebrany od matki w wieku 4 tygodni i trafił do niego (suka miała ostre zapalenie sutków i większosć miotu szybko umarła, zostały 2 maluchy, suka znajdka). Ami ma 14 lat i jest okropny, zupełnie nie umie porozumiewac się z innymi psami, wysyła mylne sygnały ciałem. Jako szczeniak był przez 2 miesiące izolowany od psów, więc teraz jest niezbyt fajnym zwierzakiem. Tak więc radzę działać, ale rozsądnie, nie na siłę. Pamiętaj, ze sama też byś nie chciała być zmuszana do robienia czegoś, czego się boisz, raczej wolała byś pewnie powoli zapoznawać się z zagrozeniem. Tak przy okazji , jak nie masz rodowodu suni, a chcesz wziąć pieska miniaturkę do rozrodu, to poza wszystkim innym istnieje dość spore ryzyko, że te pieski będą blisko spokrewnione, np. że mały będzie młodszym bratem suni po stronie ojca, matki lub obojga. To jest chów wsobny i powoduje wiele bardzo poważnych wad wrodzonych (polecam lekturę w wikipedii o rodzie Habsburgów, doskonały przykład chowu wsobnego wśród ludzi). Poza tym to nie są chomiki, tylko psy łowiące szczury, a w tej chwili te "miniaturki" (nie ma takiej rasy, nie istnieje w związku kynologicznym, to jest tani chwyt reklamowy) były by mniejsze od szczurów, które miały łowić. Tak tak, teriery to albo psy myśliwskie, albo bojowe. Twój miał być psem myśliwskim. Radzę zapoznać się z historią rasy, żeby ps abardziej nie krzywdzić.
-
Ja karmię moje psy tą karmą, ale do końca paczki, a potem zmieniam. Po dłuższym karmieniu moje psy jakby zmieniły zapach, ich skóra pachnie lekko karmą. Poza tym sama karma jakby zmieniła swoją jakość przez te 2 lata, jak ją kupowałam, teraz jest bardziej sucha, choć była oleista, ma jaśniejszy kolor i słabszy zapach. Postanowiłam przejść na joserę, jak porównałam listę składników, to josera jest mniej wzbogacana, raczej naturalne składniki, niż ulepszacze. Duzo dobrego o niej słyszałam i jest tańsza od RC
-
Akurat ostatnio w Arturówku, takim terenie leśno-stawowym koło Łodzi, widziałam chłopaka z czarnym labradorem. Uprawiali jogging koło 13 w upale 30 stopni. Pies czarny, zgrzany jak nie wiem, cały spocony, chciał do wody. I co? Kolczatka i flexi i zakaz kąpieli ze strony pana. Obłęd.
-
Ależ zazdroszczę... Ja dopiero w sierpniu i to na tydzień... A chciała bym już natychmiast.
-
A może border collie? W sumie idaelnie pasuje do opisu. Albo australian cattle dog? Oba fajne, aktywne, szybko się uczą, doskonale współpracują, pojętne i niezbyt trudne w pielęgnacji.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Omry, psa mojego faceta cięto, jak miał prawie 11 lat, w tym wieku warto szczególnie ze względu na duże szanse na raka prostaty. Alternatywą jest naprawde częste kontrolowanie psiej prostaty, bo naprawdę rak tego narządu jest dramatyczny. Sama musiałam uśpić mojego psa, bo rak go wykończył, a jak się połapaliśmy, ze coś jest nie tak, było za późno, bo guz był wielkości dużej pomarańczy, pies nie sikał bez cewnika, nie robił kupy, cierpiał. Teraz wszystkie kastrujemy, zeby tego uniknąć. Dwa znajome psy właśnie kastrowano w wieku 10-11 lat ze względu na początki cyrków z prostatą. Warto popytać lub trzymać rękę na pulsie.
-
engelina, nie nie zgłosiłam, bo powiedzmy, że po obu wyskokach to on miał większą traumę, bo baba mu się postawiła i baaaardzo dokładnie opisała, co zrobi z tym pistoletem, jeśli on spróbuje nim jakkolwiek zadziałać. Zatkało go i zwiał ;)
-
Wiecie, jak mi w psa stary dziad przykopał, bo pies śmiał iść jego stała drogą, a potem bronią mi chciał po raz drugi już grozić, to owszem, jego agresja zrodziła moją. I to jest fakt, ale w tym wypadku, podobnie, jak w tych opisanych wyżej z babuszkami, wina jest zdecydowanie po jednej stronie. Jaka to wina? Kompletny brak wyobraźni i podejscie "ja tu mieszkam 60 lat i to jest MOJE osiedle!" Bardzo popularny argument, przynajmniej w moich okolicach. Zawsze żądam wtedy okazania dowodu zakupu niniejszego osiedla. Dobija mnie doszukiwanie się winnego w osobie, która po prostu idzie, a ma prawo iść, jeśli w danym miejscu wytyczona jest ścieżka. Obca_zouza, wiek nie ma nic do rzeczy, każdy z nas tak samo zasługuje na szacunek, na prawo do spokojnego spaceru z psami, na SPOKÓJ w miejscu publicznym. Dodam, ze oragnicznie nienawidzę dziada, który kopnął mojego psa, dwukrotnie groził mi bronią, a jak się dowiedziałam, obmacywał moją znajomą emerytkę (bardzo elegancką kobietę) i groził bronią kilku innym. Tak, to wzbudza agresję, obrzydzenie. Podobnie, jak osoby, które uważają, ze mają wszelkie prawo robić to, co akurat uznają za stosowne. Mam [rawo takich osób nie cierpieć. Nie ma w tym nic złego. W miłości, jak w serze, muszą być dziury, inaczej miłość stała by się płaska i nudna jak produkt seropodobny. Ludzie, chyba jednak mam dziś udar cieplny...
-
Z tego, co widzę, masz wilczarza, tak? O luuudzie, jak one mi się podobają :D No, zwykle obowiązek kagańca dotyczy ras z listy agresywnych i ich kundli, nie chartów.
-
Ok, a może zamiast psa faszerować sztucznymi, a więc słabo przyswajalnymi witaminami zacznij psu dostarczać pełnowartościowej karmy, która na pewno nie zaszkodzi. Pies, jesli grymasi, może zostać nauczony, że albo je to, co jest, albo głoduje. Łaski nie robi. Podobno Josera jest dobrą, smaczną karmą. Poza tym odrobaczenie zbyt często bywa szkodliwe. Raz na pół roku wystarczy. Pazurki powinny się same ścierać, jeśli nie ma wad postawy. Zbędny tak częsty weterynarz, zbędne sztuczne witaminy. Wiesz, że psa można przedbać?
-
Ja od lat stosuję szelki i jestem zadowolona, bo moje psy zawsze wychodziły z obroży - miałam hopla, że się uduszą, jak źle zapnę, więc zapinałam za luźno. Podobno -ale nie wiem, czy naprawdę - obroża może powodować zapalenie tchawicy, jak za ciasna, zbyt często pies ciągnie itd. Mozliwe, że to tylko mit - nie wiem. Szelki dla mnie osobiście są super, sprawdzały się i na psach powyżej 30 kg i poniżej 5 kg.
- 566 replies
-
Ta, o ile trafi na mądrych właścicieli... Akurat owczarki są bardzo wymagającą rasą, łatwo popsuć psa, jeśli się go zaniedba wychowawczo, tym bardziej, że te psy muszą pracować.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Owszem, ale z Warszawy w takim świetle będzie się jechało lepiej :D Pamiętam, jak jeździłam z mamą, siostrą i dwoma psami na miesiąc nad morze do Kopalina (polecam serdecznie! jadę w tym roku, ale bez psów) za czasów pociągów. To było tak: o 5 rano wyjazd z Łodzi Kaliskiej, o 14 z hakiem dojazd do Gdyni, tam przesiada w skm, i godzina ponad do Wejherowa, a z Wejherowa jeszcze pksem godzina. I tak, mama, ja i sis (wtedy powiedzmy 12 i 14 lat), dwa psy (do 30 kg) i 3 plecaki, bo tam wtedy nie było za bardzo sklepów, kuchenka gazowa etc, tak więc co się dało, to na plecach. Teraz zapakujemy z moim TZ rowery i plecaki do naszego mega super uno bez wycieraczki z tyłu (pojemność silnika 0.89 litra... szaleństwo, wyprzedają nas traktory...) i spokojnie sobie w te 5-6 h dojedziemy. Co do psów, ja bym je wzięła, ale wtedy wypadało by wziąć i moje i jego psy, a to 4 sztuki. Troszkę ciężko by było opanować hałastrę nad morzem...
-
Niestety nie. Pocieszę Cię, że pociąg z Łodzi do Trójmiasta jedzie od Zagórza, a więc chyba 18h, w Łodzi już zawsze jest pełny na maksa.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Sybel replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ja mam tak z każdym psem, że jak sobie idzie, to ja do mojego TZ "Patrz, jaki łaadny!". No i są sytuacje, że np. taki mały, samodzielny piesek sobie łazi pod sklepem, cały z siebie zadowolony, zobaczył nasze rowery i je obszczekał, a ja właśnie do mego lubego mówiłam patrząc na psa, jaki on ładny i w ogóle dzielny. A pies co? No zmiękł, od razu dosłownie uśmiech na na pysku, łeb wyżej "TA-DAAAAM, jaki jestem piękny" i przyszedł się jednak do tych strasznych rowerów pomiziać. Swoją drogą jak się idzie i patrzy na psa i mówi, jaki on ładny, czy fajny, czy coś tam, to widać, ze one wiedzą doskonale, że o nich mowa. Od razu zainteresowanie na pysku, uśmiech od ucha do ucha i się prezentujemy :) -
Ja, jak byłam niemowlakiem, zawsze celowałam ludziom w oko, jak mnie przewijali :P Wczoraj akcja co prawda nie u weta, a w domu, ale czyszczenie awaryjne uszka, bo swędziało. Zawołałam Felka do kuchni, kazałam usiąść. Liczył na ciacho, a ja, zła kobieta, wyciągnęłam płyn do uszu. Nalałam mu płynu - wrzask, jakby go mordowali. No dobra, pomasowałam, zrobiło się miło, a tu nagle -WACIK. I znowu wrzask i skowyt, mama przyleciała, a Felek w nogi - po piłeczkę. Od razu zaznaczę, że nie zrobiłam mu wacikiem krzywdy, a ucho po płukaniu jest ok, chyba kłaczek go łaskotał wewnątrz, on po prostu tak ma. Jak miał złamany pazur, to skowyt był przy przemywaniu wodą utlenioną... Bo on taki delkatny jest.