-
Posts
28801 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
28
Everything posted by Ewa Marta
-
Po tylu latach to już domownik jest
-
Do "Klubu Feniksa" dołącza ślepy i zagubiony w schronisku staruszek, który trafił tam wyciągnięty z rowu, bardzo wycieńczony. Jest w hotelu, gdzie ma nowe życie, może po raz pierwszy normalne - jest badany i leczony. Makary prosi o pomoc. Żegnaj Cudny....
Ewa Marta replied to agat21's topic in Już w nowym domu
Przy takim stanie to będą pewnie 3 dawki co miesiąc. -
FIDO - Stary, rudy, zaniedbany, mały piesuś za TM [*]
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Dokładnie tak Elu -
FIDO - Stary, rudy, zaniedbany, mały piesuś za TM [*]
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Z całego serca dziękujemy Dorocie Ś. za pomoc finansową dla Fidusia. Fidulek dostał 100 zł z kwoty, którą dostałyśmy do dowolnego podziału na psiaki w potrzebie. -
Zdecydowanie tak! Przy cimalgexie trzeba podawać osłonowo omeprazol (do kupienia w aptece pod różnymi nazwami np. polprazol). Dla psa wielkości Micha to nawet 2 tabletki dziennie. W ostatnią sobotę zawoziłam do weta niechodzącą sunię bezdomnych. Dostała 3 zastrzyki (Melovem, Catosal i Vecort), a do domu właśnie cimalgex z omeprazolem. Po 2 dniach podniosła się i czuje się dużo lepiej. Mam też inne doświadczenia z cimalgexem i zawsze pozytywne. Elu, trudno doradzać cokolwiek nie znając psa i hoteliku i nie mając innej propozycji rozwiązania problemu. Ja nie chcę się odzywać, bo nie mam już możliwości wsparcia finansowego. Jednak nie zdecydowałabym się chyba na umieszczenie go w małym kojcu, bo tam będzie głównie leżał nie mając co robić. Spacery nawet 3 dziennie nie zaspokoją potrzeby rozruszania stawów. W mieszkaniu cały czas może się przejść, poruszać. Ania napisała dzisiaj, że może zaczekać u niej na bezpieczne miejsce, ale też nie wiem, czy sytuacja nie zmieni się nagle jak kilka dni temu. Rozumiem jej rozterkę, bo z jednej strony biedny Michu, z drugiej biedne jej psiaki. Tu nie ma dobrego rozwiązania na już
-
Baloo miał maleńkie skaleczenie, chyba nawet zakłócie między poduszkami. Początkowo nawet tego nie zauważyłam, bo nie utykał. Niestety kilka dni temu w nocy rozlizał sobie to tak, że rana zrobiła się spora, drugi palec też zrobił się czerwony i pojawiła się ropa. W niedzielę chłopak pojechał do weta, który zalecił nasączanie rany Ozonella i bandażowanie, żeby dalej nie lizał. Ozonella pięknie rozmiękczyła ropę i rana się oczyściła. Wczoraj u weta jeszcze raz to obejrzeli, czy nie ma tam żadnego kolca. Rana czysta, ale po usunięciu ropy zrobiła się dziurka. Teraz to musi zziarninować i potrwa kilka - kilkanaście dni. Do tego czasu Balutek ma robione opatrunki, a na ranę nakładam Solcoseryl. Oczywiście usiłuje się do tego dobrać, więc zmieniamy opatrunki 3 razy dziennie. Nie spodziewałam się, że z takiej maleńkiej ranki zrobi się taki kłopot, ale damy radę. Poza tym wszystko u nas gra. Psoiaki są coraz grzeczniejsze, chociaż 2 dni temu Luka przeżyła duży stres. Na spacerze byliśmy z naszą grupą spacerową plus kolejny psiak - terier. Spotykaliśmy go już wcześniej i wszystko było dobrze. Tym razem zaczął dosyć intensywnie zaczepiać Lukę. Ona lubi gonitwy z psami, ale tu zauważyłam, że opędza się od niego. Wszyscy się śmiali, że wreszcie się oboje wyganiają, ale ja przyglądałam się temu i dwa razy zawołałam Lukę, żeby pokazać jej, że jak do mnie podbiegnie, to ją ochronię i Enzo nie będzie jej zaczepiał. Niestety w pewnym momencie on zaczął na nią polować. Ruszył do niej ze skowytem psa, który złapał trop i jak szalony próbował ją złapać za łapę i przewrócić. Pozostałe psy też ruszyły słysząc ten skowyt. Luka uciekała przerażona nie na żarty. Ruszyłam po nią pędem i wołałam. W końcu mnie usłyszała i zaczęła do mnie biec. Wpadła między moje nogi, a Enzo dalej starał się ją atakować. Złapałam gościa za szelki i podniosłam do góry. Chciał mnie gryźć, ale się nie dałam. Oddałam go właścicielce i sama poszłam z Luką kawałek dalej, żeby się uspokoiła. Niestety po kilku minutach Enzo znowu biegał i ponownie zaatakował Luśkę. Tym razem Luka zareagowała na to, że biegnę do nich i ją wołam i przybiegła po pomoc. Znowu go złapałam, ale tym razem było trudniej, bo on też wiedział co chcę zrobić. Stanowczo powiedziałam, że nie będę z nimi chodzić, bo wypracowaliśmy intensywną pracą w Luce poczucie bezpieczeństwa i chęć zabawy z innymi psami, a teraz taka akcja może ją cofnąć lub co gorsza nauczyć, że będzie ze strachu atakowała inne psy. Luśka w domu przyszła na przytulanki i była trochę inna niż normalnie. Na szczęście rano na spacerze spotkaliśmy jej ulubioną koleżankę i bawiły się super.
-
Myślę, że wystarczy poprosić o zajrzenie do karty Micha w lecznicy. Musieli zapisywać co było robione. Ewentualnie napisz oficjalnie do Pani z hotelu i poproś, żeby wyjaśniła co było robione i skąd taki koszt. Czy oni go wtedy nie usypiali do jakiegoś badania? Edit: Wróciłam na wątku do 4 stycznia i tam od razu po wynikach była wstawiona ta sama faktura. Robiona była morfologia, biochemia i ten podstawowy profil zazwyczaj mieści się w 120 zł. Dodatkowo był robiony poziom T4 (wydaje mi się, że nie powinno kosztować więcej niż 50 zł) i TLI (nie mam pojęcia ile może kosztować). Możliwe, że to jakieś drogie badanie. Dotyczyło trzustki.