Jump to content
Dogomania

zula131

Members
  • Posts

    2109
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zula131

  1. A w sosenkach rydzyki, maślaczki... ech... Zawsze marzyłam o własnej chałupce, najlepiej leśniczówce. Się już nie spełni. Dzięki, Dziewczyny, że jesteście z nami, niezawodne :lol:. Dinuś raz lepiej, raz gorzej. Pogoda chyba też ma wpływ na jego zwyrodnienia i serduszko. A może zdarzy się cud i doczeka swoich 16-tych urodzin...
  2. Dzięki, Szuwar, za pociechę i dobre słowo. Dzisiaj minimalnie lepiej.
  3. Chyba już opanowana. Natomiast lewa tylna łapka całkowicie odmawia posłuszeństwa. Mam nadzieję, że po południu będzie lepiej. Zawsze rankiem jest gorzej...
  4. Obawiam się, że już to się dzieje :-(. Dzisiaj forma jest o wiele słabsza, Dino traci równowagę, łapki się rozjeżdżają... W dodatku od kilku dni ma paskudną biegunkę. Mam wyrzut sumienia, bo chciałam mu zrobić przyjemność i ugotowałam kurze udko z ryżem i marchewką. Naskubałam mu tylko chudziutkiego mięska bez skórek. Zjadł z apetytem jedną niedużą porcję, potem drugiego ranka kolejną- i zaczęła się biegunka :-(. Od wczoraj podaję mu nifuroksazyd w tabletkach, mam nadzieję, że zadziała. Wetka jest za granicą, wróci dopiero w połowie miesiąca. Przed wyjazdem powiedziała, żeby w razie problemów dzwonić do niej na komórkę, ale na razie nie chcę jej zawracać głowy na urlopie. Zresztą co to za pomoc na odległość... Mam nadzieję, że te małe żółte tabletki jakoś utrzymają Dinusia do jej powrotu. A że mają w sobie moc, przekonałam się osobiście - wetka leczyła nimi również mój nadgarstek - z niezłym skutkiem. Edit: Wieści z wieczora - jest lepiej ruchowo, koopy jeszcze nie było od nocy. Za to przespał prawie cały dzień. Idę zrobić mu kolację, bo się upomina.
  5. No i powitaliśmy. Nawet nie w łazience, przytępiony słuch ma swoje dobre strony. Był Dinuś trochę niespokojny, ale obyło się bez ogromnej paniki. Jakoś się trzyma. Nasza wetka ma urlop do połowy stycznia, wyjeżdża za granicę. Dzisiaj już nie przyjmowała, ale syn był u niej wieczorem po "zestaw przetrwania" dla Dino. Proszę, trzymajcie kciuki, żeby nie nastąpił kolejny rzut choróbska.
  6. Od wczorajszego wieczoru Dinuś czuje się lepiej. Przestał charczeć, pewniej stoi na łapkach. Jestem psychicznie wykończona.
  7. Wychodzimy, Agatko. Znoszę go ze schodów i wnoszę przy pomocy Taksikowych szelek. Już od dawna. Przed chwilą wyjechała od nas wetka. Wybadała Dinusia bardzo dokładnie. Niestety, nie mam dobrych wiadomości :-(. Serduszko bardzo źle pracuje, wątroba bolesna, stawy bardzo nabrzmiałe i gorące :-(. Zaczyna mu się zbierać woda w organizmie. Powiedziała... powiedziała, żebyśmy święta spędzili razem, a potem... powinniśmy pomóc Mu odpocząć :-(:placz::-(, zanim zacznie się dusić... Przepraszam, nie potrafię więcej pisać.
  8. Przez trzy dni było bardzo źle, Dinusiowi siadła cała lewa strona, nie mógł ustać na łapinach, co chwilę się przewracał :-(. Od wczoraj jest nieco lepiej. Huśtawka nastrojów - od totalnej załamki po nieśmiałe przebłyski nadziei. Schudł, nie jakoś masakrycznie, ale boczki mu się zapadły. A je mniej więcej tak samo, jak wcześniej. Nawet więcej, bo jak zapachnie mu jakieś domowe jedzonko, to też mu daję skubnąć :oops:. Uwielbia pierogi i naleśniki. W tym roku wetka odpuściła mu szczepienia.
  9. Jesteśmy, Agatko. Tylko co tu pisać... Walczymy. Cieszymy się każdym kolejnym dniem. Cholerna starość, cholerne choróbska...
  10. Nie wiem, co napisać :-(... Współczuję Ci bardzo, Agatko, rozumiem i chyba wiem, co czujesz... Przechodziłam już przez to i wiem, że to jest jedna z najtrudniejszych decyzji. Cholernie przykry jest ten świat... Dinuś wczoraj dostał przesyłkę od pani wet - leki nasercowe i małe żółte tableteczki na te swoje przypadłości łapino-kręgosłupowe. Dino w marcu skończy 16 lat...
  11. Bardzo Ci współczuję, Agatko. Trzymacie się tam jakoś z Holką? My z Dinkiem jako-tako, ale jest coraz gorzej :-(, ta cholerna niemoc nabiera tempa. Dino coraz częściej traci równowagę, przewraca się, tylne łapki się rozjeżdżają, coraz trudniej go podnieść, już prawie wcale nie kontroluje fizjologii... Bardzo się boję, czepiam się tych chwil, kiedy wydaje się, że jest ciut lepiej... Psychicznie jest z nim nie najgorzej, interesuje się otoczeniem, ludźmi, innymi psami, ustawia kociambry (a te, durne, garną się do niego jak najęte), tylko te łapiny nie chcą słuchać :-(. Od ok. 2 tygodni zaczęto wycinkę naszych lasów. Na szczęście nie do imentu, tylko bardzo mocno je przerzedzają. Codziennie chodzimy z Dino oglądać pobojowisko. Płakać się chce, wszystkie te drzewa znaliśmy jak własną kieszeń, a teraz większość z nich leży poćwiartowana, poukładana w sągi, walają się gałęzie, runo stratowane, ech...
  12. Witam. Trafiłam na wątek i przypomniał mi się Orzeszek mojej przyjaciółki. Miał podobne objawy i też z przejawami agresji, był leczony na padaczkę. Objawy nie ustawały, Ola pojechała z nim do innego weta i zdiagnozowano nosówkę neurologiczną. Niestety, było już za późno... odszedł :(
  13. Tak, agatko. Dinuś już sam nie potrafi się podnieść :-(, trzeba mu pomagać. Dino sam prosi o pomoc, gdy, np. chce wstać, by napić się wody. Szelki są bardzo pomocne, bez nich ani rusz. Wczoraj razem z synem dopięliśmy przed spacerem drugą część uprzęży, ale jakoś nie bardzo potrafię obsługiwać cały zestaw :shake:. Pewnie trzeba nabrać wprawy. Było dość chybotliwie, uchwyt na schodach zaczął trzeszczeć, bałam się, że się złamie. Schodzenie ze schodów jest coraz trudniejsze. Przydałaby się trzecia ręka, bo jedną muszę trzymać się poręczy, cobyśmy się obydwoje nie sturlali. W ubiegłym tygodniu była u nas wetka. Zostawiła jakieś tabletki do podawania Dinusiowi, leki nasercowe i obcięła jeden dziki pazurek, który rośnie szybciej od innych i w dodatku się zawija. Akurat wtedy nie było mnie w domu, poszłam do lasu na grzyby i wyrzucić z siebie emocje, bo rankiem było z Dinkiem bardzo źle. Ale po spacerze jakoś się pozbierał, a mi został stres, którego musiałam się pozbyć. Muszę być teraz silna za niego i za siebie. EDIT: Widzę, że kilka nas pisało równocześnie ;)
  14. Agatko, czy czujesz, że Holka cierpi? :-(
  15. Dzisiaj Dinuś też musiał być cały wykąpany. Zwieracze całkiem odmawiają posłuszeństwa :-(. Podkłady nie spełniają swojej roli - fruwają po całym mieszkaniu, za to, o dziwo, często korzysta z nich Maks, więc jakiś pozytyw jest. Szira z naprzeciwka ma cieczkę i ten mój donżuan jest bardzo zainteresowany :roll:.
  16. Popołudniowy spacer był lepszy, być może rano chodziliśmy zbyt długo, albo nadepnął na szyszkę... Kiedyś już tak było, że szyszka weszła mu między poduszki w łapie. Przewrócił się i nie chciał wstać. Parę chwil upłynęło, zanim znalazłam przyczynę, ale przeraził mnie wtedy ogromnie...
  17. Dokładnie. Będę się powtarzać, ale ciągle uważam, że starość jest paskudna. A właściwie wszystkie te przypadłości, które idą za nią krok w krok, skazują na łaskę lub niełaskę opiekunów, często pozbawiają godności. Wesołe jest życie staruszka? - to chyba dane tylko nielicznej grupie zwierząt i ludzi. Nasze psy mają nas, staramy się, jak potrafimy, poprawić komfort ich życia, a ile jest wyrzucanych lub zatłuczonych, gdy zaczną się dolegliwości... :-(. Ile kończyło tak, jak u tej niesławnej czarodziejki... W kupach, sikach i odleżynach... Deszczowa pogoda dała się Dinkowi we znaki. Przez dwa dni ciągnęło go bardzo na prawy bok, chodził ukosem :-(, bałam się, że zacznie się przewracać. Od wczoraj jest lepiej, chociaż na dzisiejszym spacerze zaszwankowała mu lewa tylna łapka, bardzo utykał.
  18. Rankiem się udało, ale w nocy i tak nas zalało. Dziadostwo ma najwidoczniej opóźnione działanie.
  19. Przestań z tym imponowaniem. Głupiego zastrzyka nie umiem podać. Dzisiaj byłam z kotką u wetki i dostałam do podania Dinkowi steryd w strzykawce. Tak długo się do tego przymierzałam, że nadszedł wieczór, a ponieważ to dziadostwo jest moczopędne, postanowiłam przełożyć akcję na rano :oops:, coby w nocy nie było potopu.
  20. Mea culpa :oops:, dzisiaj zaspałam. Rano biedny Dino leżał cały utytłany w sikach i koopie :-(. Do tej pory wystarczał nam "bidet" - miska z wodą i szamponem podstawiona pod poopsko do mycia i z samą wodą do płukania. Dzisiaj trzeba było go całego wykąpać i to było wyzwanie. Mam wysoki brodzik, do którego kiedyś sam wchodził, a teraz była to przeszkoda niemal nie do pokonania. Jeszcze gorzej było z wyjściem. Ręcznik kąpielowy, którym wyścieliłam brodzik, w kilka chwil znalazł się w rogu i zrobiło się bardzo ślisko. Nie było szelek do podciągnięcia (zdjęłam je do prania), myłam go leżącego. Po kąpieli nie chciał dać się wyciągnąć z kabiny, leżał tam dość długą chwilę. W międzyczasie wyprałam szelki (na domiar złego zepsuła się pralka). Na całe szczęście syn przyszedł mi z pomocą. Drzwi kabiny, które rozsuwają się na dość wąskim odcinku, utrudniały pole manewru. Nie wiem, jakim cudem wynieśliśmy go stamtąd. Szelki wyschły na kaloryferze. Teraz Dinuś jest czysty, pachnący i puchaty.Boję się jutrzejszego ranka. Agatko, coś się wykombinuje.
  21. Coś krótkawy miałaś ten urlop, Agatko. Następnym razem zapraszamy do nas - grzybów ci u nas dostatek. My z Dino drepczemy niemal w miejscu, zbieramy resztki po tabunach grzybiarzy i mamy już trzy 5-litrowe słoje zasuszonych podgrzybków. Za to mało na zawał nie zeszłam, gdy po jednej mroźnej nocy wszystkie pomidory na działce diabli wzięli. Odechciewa się wszystkiego :placz:. Holka pewnie tak, jak starzy ludzie, najlepiej i najbezpieczniej czuje się w swoim domu. Mam nadzieję, że w Łodzi noce macie spokojniejsze. Brazowa, głosowałam przykładnie, każdego dnia po 5 razy, ale widocznie za słabo :oops:, niewiele pomogło... Szkoda chłopaków, tak blisko byli wygranej...
×
×
  • Create New...