Rozmawiałam dziś z panią Romą - jest już spokojna, bardzo boi się operacji ale wie,że bez niej nie ma dużych szans...Stwierdziła,że i tak będzie, co ma być i że dziękuje za słowa otuchy, bo dodają jej odwagi. Bardziej martwi się o swoje psy, a szczególnie o trzy malutkie suczki, które zawsze są przy niej i pewnie z tego powodu są mało lubiane przez pozostałe psy...Mówi,że pan Franio nie da rady ich przypilnować ...Weroniczko, może udałoby się załatwić hotelik dla tych suczek na czas pobytu Romy w szpitalu? Gdyby zajęły wspólny boks, to może policzyłby taniej? A przy okazji zrobiłoby się im porządne zdjęcia i założyło wątek?
No i potrzebny jest worek karmy suchej,tak na wszelki wypadek....
Tak ciężko jest słuchac, jak Roma mówi,że tak naprawdę to tylko psy będą płakały,gdyby nie wróciła ze szpitala...