Ech, tak pisać komuś co ma robić jest ciężko, ale to trudno bo Ty jesteś z tym psem, my to sobie możemy gadać i dawać dobre albo złe rady. Gdyby był w schronie umierał by w cierpieniu, a tak jest w cieple, może tu musi umrzeć, może w Święta...
Słuchajcie (właściwie czytajcie) rozmawiałam właśnie z Martulinek, ktora jezdzi do tego przytuliska. Sytuacja wygląda tak, że jedna i druga strona mowila prawde, ale tez nie do konca. Pani Ewa miala swoje warunki o ktorych mi przez tel nie powiedziala, a i Panie jej nie odmowily tylko martwiąc sie o Prinsa powiedzialy czego oczekuja. Martulinek po swietach bedzie wreszcie miala polaczenie z netem i wszystko opowie ze swojego punktu widzenia i po rozmowie z paniami z przytuliska. Nie wiem jak ta sytuacja wyglada juz naprawde.