Jeśli uda mu się znaleźć domek po świętach, czy Nowym Roku, to już ta osoba zdecyduje gdzie chce go leczyć. Ja tam nie mam nic do tej lecznicy, w ogóle jak wet czytał to co jest napisane na kartce to powiedział, że tak po doktorsku napisane, bo sie przecztać nie da, może stąd ta wscieklizna.
No fakt, był wet, asystentka, ja i tańczący Krecik. Uspokoił się, jak został "powieszony" na szelkach za smycz nad podłogą, wtedy było ok, a potem jak znowu na stół to taniec, warczenie, chciał ugryźć mimo zawiązanego pysia, obsiusiał weta i okupkał i stół, eh, mały wariat.