Jump to content
Dogomania

Charly

Members
  • Posts

    15120
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Charly

  1. jest i co z tego, skoro większość producentów jej nie używa, tylko wciskają dorosłym i dzieciom jakieś pokolorowane, przemielone, przetworzone resztki ciał zwierzęcych w postaci rozkosznych misiów. Zysk musi być i nawet "odpady" można gdzieś upchnąć. wedel ma cukierki galaretkowe w czekoladzie ciemnej. Uzywają agar agar, zamiast zelatyny. Można przyjąc, ze te cukierki są wegańskie. Odnośnie koziego mleka..nie skomentuję, bo wszystko na ten temat jest powyżej. z roślinnego mleka też można fajne pralinki zrobić czekoladowe i nawet nutellę itd:)
  2. Jak dla mnie- weganin ma dużo gorzej niż mięsożerca i wegetarianin. Jako wegetarianka nie miałam nigdzie i nigdy problemów z jedzeniem wegetariańskim- wystarczy odstawić mięso i sos, zamówic inna pozycję z karty i wszystko gra. Weganizm to zupelnie coś innego. Na mieście nie zjesz, zaproszona w gości nie zjesz, do restauracji nie pójdziesz, a i pączków w tłusty czwartek w firmie nie zjesz- chyba, ze upieczesz sama wegańskie i przyniesiesz. Tutaj faktycznie nie jest prosto- ale jak się chce, to się da. Oczywiście w przypadku dzieci sprawa się komplikuje (wycieczki szkolne, obiady w szkole itp) ps. z tym, ze współczesny wegetarianizm wegetarianizmem nawet nie jest. Miśki, żelki oraz inne produkty zawierają zelatynę zwierzęcą- czyli przemielone, przerobione odpady z rzeżni. Do serów dodaje się podpuszczkę- czyli coś tam z żołądka cielaka (jakos tak, bo nie wglębiam się w to- nie muszę;):)). Witamina D w margarynach jest często pochodzenia zwierzęcego itd itd.
  3. @Filodendron: To prawda. Nie jest łatwo. Przede wszystkim na początku. Sniadania roślinne, obiady, kolacje, podwieczorki- to wszystko trzeba przeorganizować i to wymaga czasu i wysiłku. Na początku- a potem wchodzi się w rytm i prawie nie zauważa się już weganizmu. Ja poniewaz nie lubię półsrodków przeszłam sobie z dnia na dzien na weganizm, ale inni zaczynają od np jednego posiłku roślinnego raz w tygodniu. Sniadanie, czy obiad albo kolację. Potem dwa razy w tygodniu. Potem raz na dzień, no a potem całkowicie. W Polsce zyją dzieci wegańskie- także te w wieku przedszkolnym i szkolnym. więc jakoś tam można. Przynajmniej próbować, bo w przypadku chociażby wycieczek, to faktycznie na dzien dzisiejszy nie wygląda optymistycznie. Ale wycieczka jest raz, a życie toczy się dalej.
  4. Fauka tym weganom, których ja znam, nie przelewa się. Wręcz przeciwnie. Przepisy z podanego linku nie muszą być droższe od "zwyklego" jedzenia. Jako weganka wydaję dokladnie tyle samo ile wcześniej. Oczywiście mleko sojowe- nawet te z biedronki jest droższe-ale to wyrówna się w innym miejscu (np. nie jem już (tyle) słodyczy, bo po prostu wegańskich brak;))- a jesli nie, samemu można to wyrównać, rezygnując z innych rzeczy dla tej, która jest (jeśli jest) najważniejsza. Czyli wegański styl życia. Oczywiście jeśli zyje się z rodzicami, sprawa wygląda zupelnie inaczej. Nie piszcie proszę, ze weganizm to kapusta z grochem, bo to nieprawda. Wegańska kuchnia jest wyśmienita i zróżnicowana. ps. zgodzę się, że przepisy specjalną okazję wymagają większych nakładów pienięznych: np bita smietana, która weganska jest b. droga, a zrobiona samemu tańsza, ale też droższa od zwykłej itd. Tak naprawdę problematyczne porzucenie przyzwyczajeń: czyli rano bułka z masłem i serem, do tego jajko na twarto. Ale warto odkryć kuchnię na nowo- w stylu roślinnym. Gdzieś na fb widzialam blog studentki weganki, która jak to studentka musi liczyć każdy grosz. Jak znajdę link to wstawię. edit: tu jest ten blog http://nomeatjustcook.blogspot.com/2012/01/z-cyklu-w-czasie-sesji.html fakt jest, że trzeba się zaopatrzyć co najmniej w blender (im droższy tym lepszy). Ale większość z Was pewnie ma, ja nie miałam;)
  5. Handel ludzmi istnieje. Także w Europie. Także tu handluje się dziećmi. Nie jest to legalne i nikt z tych ludzi nie opisuje swoich działan publicznie, próbując przekonać innych, że jest miłosnikiem ludzi i działa w obronie ich praw
  6. to juz prawie brzmi jak wolontariat... Odnośnie ludzi- handel niewolnikami i w ogóle handel ludzmi jest zabroniony od jakiegoś czasu. Rozmnażanie zwierząt pozaludzkich dla dobra rasy też należy już do przeszlości. Nikt także nie hoduje kobiet, nie zabiera ich dzieci, nie wysyła do rzeźni i nie odbiera mleka. Więc nie rozumiem porównania.
  7. Jajka od kur- z wolnego wybiegu czy też nie, są okupione cierpieniem. Po pierwsze, nawet rolnicy na wsi, zakupują swoje kurki nioski w większości w fabryce kur. Tam mordowane są koguciki. Kupując więc jajka od takiej "szczesliwej kury" wspieramy to, co dzieje się z kogucikami. To są malenkie kurze dzieci- tak jak szczeniaczki. A one są gazowane i mielone.... Kilka stron wcześniej podalam link do filmu, który to obrazuje. Poza tym -kury nioski po jakimś czasie znoszą jajek już mniej- wtedy są zabijane. Oczywiście jeśli ktoś ma kilka kurek tylko dla domowego użytku, sprawa może wyglądać inaczej. Ale to w kwestii zapotrzebowania na jajka, białko kurze nie ma żadnego znaczenia. Przy tym weganizm sprzeciwia się wszelkiej formie zniewalania, dominacji, używania, eksploatacji oraz traktowania pozaludzkch zwierząt jak surowiec. jak własność. Gary Yourofsky świetnie to ujmuje. Polecam. Napisy są po polsku http://www.youtube.com/watch?v=t3DPCQjlanM
  8. Istnienie kosmetyków wegańskich nie jest tajemnicą. Nie wiem czy istnieje lakier do paznokci wegański, bo nie używam (innych malowideł zresztą też raczej nie). Buty te co mam są ze skóry- są z czasów "przed". Im dłużej na diecie wegańskiej, tym dziwniej się czuję wkladając stopy w skórę innych, pozaludzkich zwierząt, ale myślę, że donoszę te buty, a potem już kupię inne. Myślę jednak, że gdyby nie kwestia finansowa, nie czekałabym i wywaliła od razu. Nie do odparcia jest argument leków- mam to szczęście, że jestem zdrowa i nie zażywam i od zawsze unikałam (nie ze względów zwierzęcych, a raczej...dla zdrowia;)). Gdybym jednak poważnie zachorowała, pewnie bym coś wzięła. Nie mam wyboru. Tam gdzie wybór mam- dokonuję go. W ostatnich miesiącach za pośrednictwem Vivy w W-wie odbyło się spotkanie zagranicznych naukowców- (Niemcy i chyba Wielka Brytania) w sprawie odejścia od testowania leków na zwierzętach, jako nieetyczne,ale także niewymierne. Warto zainteresowac się tematem i wspomóc, jak kto może.
  9. Nie chcę Ciebie atakowac, ale zauważ jak w powyższej wypowiedzi pojechałeś/aś miesożercom.. Natomiast tutaj uwazasz, że jest całkiem ok hodować kozy, odbierać im mleko, przeznaczone dla ich dzieci, które to sprzedajecie, wiedząc, ze tam gdzie idą, będą wykorzystywane i mogą trafić do rzeźni. To wszystko jest bardzo smutne. Miłosnicy zwierząt rozmnażają, wykorzystują, sprzedają zwierzęta jak rzeczy. Czego oczekiwać zatem od tych, którym one sa całkiem obojętne i którzy miłośnikami się nie zowią. Jeśli tak ma wyglądać ochrona i prawa zwierząt, to powinniśmy wymyślić nową definicję ochrony.
  10. i takie jaja są dostępne w sklepie jako jaja oraz w dużej ilości gotowych produktów (sosy, sałatki, majonezy, makarony (nie wszystkie) ciasta, ciasteczka, czasem lody, słodycze, także takie, które jajka wcale nie potrzebują ( np chałwa z biedronki ma bialko kurze nie wiadomo po co), pączki...- (tak a propos tłustego czwartku) i nie tylko..itd itd itd. tak. dla rodziny to może wystarczyć. a na sprzedaż? Hodowca rolnik , z którym ja rozmawiałam całkiem otwarcie powiedział, że jego kury są z fermy i po okreslonym okresie idą pod nóż (sprzedaje lub sam uwali łeb na rosół)
  11. No własnie nie wiadomo. Dlatego także jestem przeciwna rozmnażaniu zwierząt. Niepewność losu to trzeci argument po uprzedmiotowieniu i mięsożerności ( w przypadku psów i kotów)
  12. ok. Ty wierzysz, ja nie mam podstaw. Po prostu mamy inne podejście do sprawy. Miłość do zwierząt, czczenie zwierząt itp najczęściej idzie w parze z ich eksploatacją. Mimo, że przecież nie musi tak być.
  13. Sprzedajecie więc kóżki dalej. Więc kózka jest towarem. Rzeczą. To po pierwsze. O tym własnie był ten tekst do którego podałam link i to jest to, co dla mnie osobiście jest nie do przyjęcia w XXI wieku. Po drugie, osoba która ją zakupi może mieć produkcję mleka koziego na większą skalę. I ona już będzie sprzedawać kozy do rzeźni- młode jak i te starsze wyeksploatowane. Także Wasze. Czy nie? A zielononóżki jak przestaną już nieść jaja? Co z nimi będzie?
  14. Dokładnie. Odnośnie kur niosek i wolnych wybiegów w ogóle, zapytalam kiedyś będąc na wsi rolnika, skąd ma swoje kury nioski, które grube i zdrowe łaziły po ogrodzie (ale nie łudzmy się, one też trafią pod nóż- jak tylko spadnie ich wydajność) A rolnik odpowiedział, że kury nioski kupuje na ....fermie kur. One nie wykluwają się u niego. Na fermie kur wykluwają się z jajek kurki i kogutki. Kogutki są niepotrzebne, zbędne- więc przychodzi osoba od selekcji, rozdziela wedlug płci. Kogutki są gazowane (śmierć przychodzi po okolo 30 sek) lub po prostu ładowane do worków foliowych, zawiązywane i wyrzucane. Umierają dusząc się. Kurki idą do produkcji jajek. Wszystkie pisklęta, które urodzą się "za pózno" tzn po selekcji, są mielone- ma się rozumieć- żywcem. Poniżej filmik jak to się odbywa. Akurat po niemiecku. Ale nie trzeba rozumieć języka. W samych Niemczech w ten sposób zabija się rocznie około 48milionów kogucików. http://www.youtube.com/watch?v=lGpJ7J8ReJ4
  15. Nie wiem jak to wygląda w temacie kóz. Gdzieś czytałam, że one i bez zaciązania i porodu mogą mieć mleko. Ale skoro Ty się orientujesz to zapytam:) Jak często trzeba zaciążać kozę, żeby odbierać jej mleko? I co robicie z młodymi, jeśli nie sprzedajecie dalej? O i temat jajek się pojawił. Kury nioski też własne macie?
  16. Czyli one wszystkie sobie żyją- piją mleko matek, ciekawe skąd wtedy hare krishna biorą mleko dla siebie. No i też ciekawe jest, jakie duże są ich stada i skąd mają tyle miejsca na stałe się ich rozrastanie. Brzmi ironicznie (nie zamierzałam), ale taka kwintesencja tej dyskusji. Powiedz skąd masz te informacje? Czy można o tym poczytać gdzieś? Pytałeś, żyjesz tak? czy po prostu zakladasz? Pytam, bo interesuje mnie dyskusja o faktach. Mało śmieszne dla mnie. Wyobraż sobie psa w tej roli i zrozumiesz, co mam na myśli.
  17. a kto ma taką krowę utrzymywać? Ona sie zwyczajnie nie oplaca. Przemysł mleczarski to interes- musi się opłacać. I jak wyżej- bez cielaka nie ma mleka. co jakiś czas, krowę trzeba zaplodnić- ile ich ma sobie brykać przy matce, gdzie? Nie ma miejsca- jest- w rzeźni. Warto sobie zdać sprawę z tego, że my, ludzie, spożywamy ogromne ilości mleka i produktów mlecznych. w sklepach jest dział mięsny, a potem dział z nabiałem, dział ze słodyczami (99% z produktów mlecznych). Krowy dziś to fabryki. ciąza, poród, kilkanaście miesięcy pobierania mleka, ciąża, poród, mleko, ciąza, poród itd itd. Kilka takich cyklów i rzeźnia.
  18. nie wypowiem się, bo nie wiem nic na ten temat. Natomiast wiem, że krowa bez zaciązenia i urodzenia cielaka mleka nie ma. Gdzie trafia ten cielak? Gdzie one wszystkie trafiają?
  19. ale to nie ich wina. Dajmy spokój zwierzętom.
  20. podaj linka do tych doświadczeń. Naukowe. Udokumentowane. chętnie przeczytam. Soja może wywołać alergię. Może być odpowiednia, ale nie dla wszystkich zwierząt. Nie każdy pies lubi takie jedzenie. Mamy zmuszać? Głodzić? Tak z miłości do zwierząt? Rozmnażać mięsożerne zwierzęta dla naszego widzimisię, po to, zeby karmić soją?.. krowy hodowane na mleko nie umierają ze starości, tylko po około 5 latach lądują w rzeźni.
  21. Po co? Po co psy rasowe, po co psy w ogóle? To jest zwierzę udomowione do takiego stopnia, że jest całkowicie zależne od człowieka. Odnośnie kwestii uprzedmiotowienia (opisaną bliżej pod podanym linkiem) nie myślę, że rozmnażanie (kundelków, papierowych czy bez) jest opcją, którą człowiek szanujący zwierzę jako istotę samodzielną powinien popierać. ps. pozostaje jeszcze do przemyślenia argument wyżywienia tych zwierząt. Jaki sens ma wegetarianizm, czy weganizm, jesli popieramy rozmnażanie zwierząt mięsożernych? Odnośnie zniknęcia kundelków- proponują wizytę w najbliższym schronisku. I w każdym na całym świecie. Nad tym ja ronię łzy.
  22. spoko. Być może używam skrótów myślowych. Tutaj jest wersja rozszerzona;) http://empatia.pl/str.php?dz=127&id=839&str=2 (dyskusja -wszechobecna na dogo, w TV, gazetach itp- czy kupić psa z pseudhodowli czy z papierami nie ma wobec powyższych przemyśleń większego znaczenia. To miałam na myśli;)) wegańskie- proste oraz wykwintne polecam tu: https://www.facebook.com/EmpatiaPL a jeśli ktoś nie ma fb, to też na stronie empatii.
  23. Brzmi pysznie:) serów masełek itp nie używam, jako ściśle powiązane z cierpieniem i zabijaniem zwierząt. Dokładnie tak jak mięso.
  24. [quote name='bezag'] Po czwarte, hodowle psów rasowych musza istnieć, zbyt mała populacja jakieś rasy byłaby tragiczna w skutkach. Wazna jest nowa krew. Na zachodzie nie ma z tym problemów, ale tam panuje inna mentalność człowieka, który kocha to co robi, anie pieniądze które może zarobic kosztem zwierzat. Po piąte, chyba nie wiesz po co są hodowle psów rasowych.Pomijając zyskowców, hodowcy chcą udoskonalac rasę, tworzyć jak najzdrowsze i najpiękniesze psy. [/QUOTE] Czemu muszą istnieć? W jakim celu muszą istnieć hodowle psów?
  25. Część ludzi w azjatyckich krajach (i na polskich wioskach tu i ówdzie) hoduje psy na mięso-przy tym oczywiście tak jak i u nas wykorzystywane są także skóra zwierzęcia, którą potem jako rękawiczki made in China nosimy, a futerko na modnych botkach zimowych i nie tylko.... Argumentacja jest zawsze taka sama; (Mój talerz- mój wybór) Wystarczy tylko w miejsce świnia, krowa, koza, owca, koń wstawić pies, czy kot.
×
×
  • Create New...