-
Posts
170 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by soti
-
Zapomniałam jeszcze dodać, że na PT bardzo podobały mi się wszystkie ćwiczenia wykonywane w kółeczku. (na PTT na razie byłam na 3 lekcjach z posłuszeństwa, w tym tylko na jednej były 4 psy, a tak to indywidualnie :)) Czytałam, o jednej takiej wariacji - psy w środku kółka, właściciele na zewnątrz wymieszani. Wszyscy na raz przywołują swojego psa, tak, że muszą się wyminąć. Czegoś takiego nie próbowałam, a chętnie bym zobaczyła jak się zachowa mój pies, bo przeczucie mi mówi, że spiąłby się z jakimś samcem, który mu stanął na drodze... Ale kto wie... W każdym bądź razie zawsze chętnie wystawiam mojego psa na próby, nawet te ciężkie, bo już się przekonałam, że komenda czy zadanie początkowo niewykonalne staje sie z czasem bułką z masłem, a ja bym chciała aby wszystko było bułką z masłem :)
-
My do tej pory mieliśmy 3 szkolenia. W wieku 6 miesiecy szkolenie stricto pozytywne i klikerowe i mogę powiedzieć, że z następnym psem już bym tam nie poszła. Ale tylko dlatego, że były to właściwie proste rzeczy, których mogłabym nauczyć sama z małymi podpowiedziami i korektami szkoleniowca. W zamian za to poszłabym już w 3 miesiącu na psie przedszkole (aby miał kontakt z psami) a w 6 na PT. Drugie szkolenie to PT - metody mieszane. Czyli dopuszczalna kolczatka, wciąż smakołyki i zabawa, ale egzekwoanie polecenia w każdej sytuacji - nawet jesli trzeba to zrobić podniesionym głosem lub szarpnięcięm. Jestem zadowolona z metody bo pies mi sie poprawił. Powstała taka śmieszna zależność, że na placu szkoleniowym zachowuje się jak prymus, chodzi pięknie przy nodze, kontakt wzrokowy, nie zwraca uwagi na inne psy, a jak tylko wyjdziemy to o wszystkim zapomina. Tzn nadal jest posłuszny - komende stój i siad potrafię wyegzekwować chyba zawsze, ale np już nie ignoruje tak innych psów. Moje smakołyki go nie interesują i nie ma możliwośći chodzenia przy nodze z takim samym kontaktem. W szkoleniu tym nie podobały mi się 3 rzeczy: 1) szkoleniowiec nie zwrócił mi uwagi, że mam złą kolczatkę i w ogóle nie powiedział nic na temat jej stosowania i zagrożeń 2) przymusowo druga część każdego spotkania to praca z zabawką, a mój pies niestety nie jest na nią aż tak nakręcony, i ja zresztą tez nie, więc ta część mnie nie bawiła. Czytałam, że nasza zabawa z psem musi być ogromną frajdą nawet dla nas (bo pies wyczuje fałsz) i musimy się bawić całym sercem. Ale ja całym sercem bawię się przez parę minut bo przeciąganie się z 32kilowym klockiem wyjątkowo szybko mnie męczy 3) i najważniejsze - nie podobało mi się takie ogólne traktowanie psów. Przykład - komenda siad i odejście. za pierwszym razem odejście na 1 sekunde, za drugim na 3, za trzecim na 5 a za czwartym na... minutę. Nie podobało mi się to, że każdy pies miał taki sam czas, a przecież z tym jest różnie. Jestem zwolenniczką tego, aby pozwolić aby się udalo psu. I nawet skrócić ten czas kiedy czuję, że pies mi nie wytrzymuje i lada moment zmieni pozycję. Teraz jestem na szkoleniu PTT i jeszcze nie mogę nic powiedzieć. MEtody są bardzo podobne. Poszłam do tej szkoły bo słyszałam same pozytywne opinie, żadnej negatywnej. Co więcej widziałam 2 psy. Bigielkę po szkoleniu PT, która była posłuszna bardzo. Oczywiście nie ślepo wykonywała każde polecenie, ale była naprawdę posłuszna. Drugi pies szkoli się w tej szkole już 3 rok!! i ten to dopiero jest posłuszny - jak na wiecznym egzaminie PT. Podobało mi się to, że od razu powiedzieli nam jak to jest z tymi kolczatkami, jaka jest dobra a jaka zła, że tak naprawdę posłuszeństwo na egzamin to posłuszeństwo sportowe, w życiu codziennym nie zawsze przydatne, albo np te same genialne psy na codzień zachowują sie inaczej. Co prawda serce mnie boli, kiedy mój pies ma taką ciasną kolczatkę i trzeba go podszarpywać, ale wydaje mi się, że ta metoda lepiej do niego pasuje. Nie jest to delikatny piesek, wytrzymały na ból i wiem, że trzeba na niego czasem nieźle ryknąć aby dotarło. Poza tym muszę mieć nad nim kontrole. I kiedy juz wypracujemy te posłuszeństwo - kolczatka zniknie. Dla mnie na szkoleniu ważna jest obecność innych psów i rozproszenia. Chciałabym aby każdy pies był tez traktowany indywidualnie i żeby szkoleniowiec zainteresował się i pomógł rozwiązać inne problemy - np doradzić co zrobić gdy pies skacze na ludzi. Słowem - zrobić wywiad o każdym psie a nie ślepo uczyć siadów i warowań... Ale tego to chyba powinnam szukać na innym szkoleniu a nie na PT
-
Czy jest tu ktoś zorientowany dobrze w tym targu będzińskim? Jaki tam jest wybór dla psów i jakie ceny? ALbo w ogóle czy ktoś wie, gdzie na Śląsku można kupić mięso dla psa najlepiej wołowe (lub inne niż drób i wieprzowina) tak do 10 zł za kg? Bo na razie kupuję mięso mielone wołowe w lidlu. Wbrew pozorom jest to chyba najlepsze marektowe mielone bo jest w nim aż 87% mięsa... No ale chciałabym jakiejś zmiany...
-
Powiedzcie mi prosze jak to jest bo już się pogubiłam. 15miesięczny pies powinien dostawać 2-3% aktualnej wagi, czy wagi dorosłego psa?
-
Właściwie to nie tego - pierwotnie chciałam aby się "wyostrzył" tylko na pukanie do drzwi a nie na psy... Ale ponieważ pomysł szybko upadł i nic w tym kierunku nie robiłam, to rzeczywiście sam się wyostrzył
-
W sumie fajny jest ten wątek - można się tu pożalić :) Pamiętam dwie sytuacje, któe strasznie podniosły mi ciśnienie. Niestety należe do osób, które po "akcji" całą drogę idą i w myślach powtarzają świetne, błyskotliwe odzywki i jak ja to mogłam się odciąć... Zaraz za ulicą mam park. Na ławeczce siedzą sobie dwie starsze panie ze spanielem i rozmawiają. Chcę koło nich przejść bo idę w tamtym kierunku. A ponieważ wiem, jak się może zachować mój chojrak biorę go na zewnętrzną i pakuję smakołyki i tak sobie idziemy... Widzę, że pani spaniela podciąga na smyczy, tak, że siedząc przednimi łapami prawie nie dotyka ziemi. I gdy się mijamy spaniel już nie pamiętam czy się rzucił, czy zawarczał. Mojemu na tamtym etapie wiele nie brakowało, coś na zasadzie "żaden kundel nie będzie sobie na mnie warczał" i zareagował tak samo. I nagle spaniel urwal się z łańcuszka i podbiega do nas. Zaczyna krążyć w okół i chyba próbował ugryźć Kendo w łapy. Nie mogłam iść dalej bo pies mi się wyrywa, rzuca. Pani oczywiście próbuje złapać spaniela i wreszcie jak jej się to udaje mówi: taki agresywny pies powinien mieć kaganiec, bo mój jest młody i chciał się tylko bawić... Druga sytuacja mija nas pan z małym yorkiem bez smyczy. MAły podbiega, ale pan metrów od nas bierze psa na ręce i puszcza gdy jest za nami. Ja już wcześniej skracam smycz na tyle aby pies był blisko przy mnie, tak aby go kontrolować... W momencie podnoszenia psa na ręce mój się nim zainteresował i warknął, ale na tym koniec idziemy dalej... A pan na to, że taki niebezpieczny pies powinien mieć kaganiec. Dodam, że u mnie w mieście pies ma być albo na smyczy albo puszczony wolno ale w kagańcu. Chyba jedynie psy ras agresywnych muszą mieć kaganiec choć nie jestem pewna. Wiem, że mój pies nie jest święty, dlatego zawsze go pilnuje i kontroluję, ale te dwie sytuacje nauczyły mnie jednego: Że mały piesek ma prawo biegać wolno, podbiegać do psów bo przecież i tak jak wyrządzi jakieś szkody to będą one niewielkie, natomiast duży pies ma miec kaganiec, krótką smycz i broń boże nie może nawet okazać niezadowolenia, że jakiś pies do niego podbiega... Spotkałam w Tychach tylko jednego psa, malutkiego, który miał kaganiec i biegał wolno. Pan wtedy powiedział: - proszę się nie bać, on nie jest agresywny, ale ostatnio dostaliśmy kolegium za brak kagańca i już wolę nie ryzykować...
-
O jezu! Ty mnie nawet nie strasz! Ja tam optymistycznie myślę że nam się uda. Skoro udało mi się prawie całkowicie oduczyc psa warczenia czy rzucania się na mijane psy to może uda mi sie i to... Na razie mam w planach ograniczenie spotkań smyczowych z psami, aby za bardzo się nie wyrabiał w tym "mierzeniu" - choćby nie wiem jak przyjaźnie merdał ogonem i zachowywał się jak szczenior... A potem zobaczymy... Kurcze - szkoda, że nie mamy żadnego zaprzyjaźnionego, czy zaufanego psa...
-
No tak... później przeczytałam w innym wątku, że to przez hormony i dojrzewanie... Żywię tylko cichą nadzieję, ze mu to z czasem przejdzie...
-
Och - mam dokładnie ten sam problem i takiego samego psa (prawie, ma 15 miesięcy). Obserwuję, czytam i próbuje zrozumieć co jest powodem takiego zachowania. Wiem, że kiedy mieszkałam z rodzicami i moja mama pod moją nieobecność wychodziła z psem, to na widok innego psa skracała smycz i brała go między nogi - w obawie, że go nie otrzyma. Nie wiem czy to w efekcie tego, ale pies rzucał się na każdego mijanego psa. Teraz już nie mieszkam z rodzicami i problem właściwie zniknął. Potrafi spokojnie przejść koło psa. Ale pojawił się inny problem. Kiedy jest na smyczy a podchodzi do nas inny pies, luzem czy na smyczy - obojętne, rzuca się na niego. Jeszcze do niedawna było tak, że awantura zaczynała się tylko wtedy, kiedy dwa psy miały podobny charakter, albo gdy któryś z właścicieli musiał iść i wystarczyło, że lekko pociągnął za smycz... A od kilku dni jest masakra - każde spotkanie z psem kończy się awanturą. I nie ruzmiem czemu - kładzie się, zaprasza do siebie a jak tylko pies podejdzie to się rzuca. Albo jak wyczuje, że piesek się boi to zachowuje się jakby specjalnie chciał go nastraszyć... juz naprawdę nie wiem. A było juz tak dobrze... Macie jakieś pomysły? ps - do suk i szczeniąt jest spokojny...
-
Nie mam pojęcia - nie zwróciłam uwagi na firmę... Etykieta jest miała w czerwono czarne napisy i jest na nich rysunkowy piesek, tak mi się przynajmniej wydaje...
-
Ja na szczęście nigdy jeszcze nie zostałam proszona o zapięcie psa, sama tez nigdy nie prosiłam. Kieruję się po porstu zasadą, że jak pies jest na smyczy to ja zapinam swego, a jeśli jest wolny to po przeanazliowaniu innych warunków też ewentualnie mogę mojego zostawić wolno (co się dzieje rzadko). Ale przyznam, że jeśli już się zdarzy sytuacja, że zostane zaskoczona, albo nie zdąrzę i już mój jest przy innym psie - to najlepszą metodą jest odwrócenie się i odejście lub nawet odbiegnięcie w inną stronę. Gdybym podeszła i jeszcze złapała za obroże - awantura byłaby na pewno. Zresztą mój jak biega wolno to zawsze w kagańcu. Nigdy też nie zdażyła mi się sytuacja by podbiegł do nas pies z ewidentną chęcią bójki. To pewnie wina tego że mam ONa więc większość ludzi zabiera zaraz swoje psy, a ponieważ rzadko spotykamy psy większe od mojego - zazwyczaj małe kundelki - to niewielu z nich ma odwagę podejść nawet mimo tego, że Kendo się kładzie. I w sumie nie przeszkadzają mi te podbiegające psy. Dla mnie to jest możliwość nauczenia mojego psa kulturalnego zachowania w stosunku do psów (bo o to, że nie zaatakuje suki czy szczeniaka jestem spokojna). Oczywiście nie odbywa się to na zasadzie poszukiwania po mieście piesków do konfrontacji, bo może teraz mój nie rozerwie go na strzępy. Ale jestem dumna z postępów jakie czyni. Żałuję, że nie ma psich kumpli i że nie ma miejsc gdzie można puścić psy niech biegają. Zawsze (co mnie bardzo denerwuje) jak jest duża łąka, z dala od dzieci, samochodów i ludzi, idealne miejsce do wybiegania psa - to na środek właduje się ktoś z pieskiem na smyczy. Wtedy muszę zapiąć mojego bo może do niego polecieć, a przecież skoro nie mam zamiaru spuszczać psa to mogę z nim iść w każde dowolne miejsce - po co od razu na dużą łąkę z której i tak nie "skorzysta" No niestety mój nie jest posłuszny w obecności innych psów. Mam dokładnie ten sam problem co dziewczyna kilkanaście stron wcześniej - będę musiała zakupić polecaną książkę. Mam nadzieję, że to ogromne zainteresowanie pieskami przejdzie mu z wiekiem
-
A ja ostatnio widziałam w naszym tyskim l'eclercu (więc nie wiem jak reszta) lodówkę z psim jedzeniem. Są to kilowe lub półkilowe woreczki z zamrożonym jedzieniem - jakieś skrawki mięsa, podroby, chyba tez kości. I różne rodzaje - wołowina, cielęcina. Nie ma niestety składu procentowego. Co prawda te woreczki trzeba gotować 20 minut, ale może można podać też na surowo. Ja się nie skusiłam, bo półkilowy worek 4 zł, więc ja wolę za ta samą cenę sama kupić podroby i mięso.
-
Talia, mój pies też linieje dosłownie cały rok a od jakiegoś czasu przestał. Może nie zupełnie, ale naprawdę dużo, dużo mniej. Już chyba 3 miesiąc jestesmy na barfie i nie wiem, czy to wina diety, czy może po prostu jakoś tak się samo zrobiło :) W każdym bądź razie ja dodaję mu tylko algi (które wcześniej też dostawał). Z wielu źródeł słyszałam, że na wypadanie sierści dobry jest gammolen. Jeszcze sama nie testowałam, bo nie widziałam tego w normalnych sklepach zoologicznych, a odkąd jesteśmy na barfie - nie robię już zakupów w sklepach internetowych. Jednej rzeczy się nie opłaca kupować... No, ale jak problem powróci to na pewno wypróbuję
-
ooo... ja tez dawno tu nie zaglądałam, ale chciałabym się pochwalić, że ustaliłam już ostateczny termin wyjazdu - 1 listopad. Na razie na miesiąc bez psa Ależ jestem podekscytowana i ciekawa co to będzie i co tam się w tym Londynie zmieniło... Nie mogę sie doczekać :)
-
Pies pod namiotem, na campingu (problem spania)
soti replied to MandM's topic in Podróże i wypoczynek
No i niestety nasz wyjazd nie wypalił ze wzgledu na złą pogodę i zatrucie... Ale w sumie moge polecić Międzybrodzie bialskie/żywieckie. Wiem, że znajduje się tam pole namiotowe o jakiejś takiej egzotycznej nazwie, typu - tropicana, czy miami... Nie wiem czy mozna tam z psem, bo my byliśmy tam na jeden dzień. Na pewno mozna zabrać psa na rowerek wodny :) -
"praca z trudnym psem polega na prowokowaniu różnych sytuacji, w których pokazujemy mu jak ma się zachować. Znieczulanie na pewne sytuacje przez nagradzanie i kojarzenie z przyjemnością, ale także z pokazywaniem czego nie może robić. Korekta i szybkie nagrodzenie za spokój" Też tak robię!
-
Nie wiem czy to możliwe, bo ja z kolei zauwazyłam, że mój odgrywa się za lata szczenięce... Jak był młody często bawił się ze starszym i większym goldenem. Golden bawił sie z nim leżąc, ale i tak "wygrywał". I teraz kiedy mój przerósł tamtego i może się z nim mierzyć to mu pokazuje kto tu rządzi. Czy to możliwe, że teraz kiedy jest świadom swojej siły i już byle jaka sarenka nie przewróci go, to teraz to wykorzystuje? Czy to zbyt skomplikowane dla psa?
-
Ja również zgadzam się z tym, że powinny być jakieś kompromisy. W skrajnych przypadkach, kiedy pies jest rzeczywiście bardzo agresywny powinien być zapięty na smycz i mieć kaganiec jeśli jest w miejscu publicznym. Jednak nie widzę nic złego w tym aby zachowac trochę rozsądku i uczyć dzieci jak mają się zachowywać w stosunku do psów - że np mają pytać właściciela o pozwolenie czy mogą pogłaskać psa. Zgadzam się, że to właściciel ma panować nad psem, ale nie zgadzam się z tym, że pies ma być zupełnie transparentny. Wygląda na to, że jako ludzie mamy specjalne prawa i przywileje, że wszystko nam wolno a inne gatunki jeśli tylko odrobine nas ograniczają powinny być natychmiast likwidowane czy zamykane. ps - a kiedy byłam młoda i miałam pierwszego psa, to wcale nic nie wiedziałam o szkoleniu, o szkołach dla psów. I to nie dlatego, że nie chciałam. Wypozyczałam książki o wychowaniu psów, ale nie było w nich mowy o smaczkach i klikerze. Nie miałam internetu więc moja wiedza była mała. Psa wychowałam na wyczucie (w sumie to nie do końca ja wychowałam bo to był pies brata) i co prawda był bardzo posłuszny, niegdy nie chodził na smyczy, ale wiem teraz jak wiele błędów popełniłam..
-
Rozmawiałam z moją terenerką wczoraj i omówiłam z nią ten ekperyment... Na szkoleniu również stosujemy smaczki i zabawki, ale ona twierdzi, że to niedobry pomysł, aby dawać psu mozliwość niewykonania komendy. Trzeba za każdym razem ją egzekwować. I oczywiście nie trzeba tu na psy wrzeszczeć czy bić, wystarczy lekkie (lub mocniejsze) szarpnięcie smyczą lub nieco głośniej czy dobitniej wypowiedziana komenda. Pies się uczy, że za każdym razem i tak musi wykonać komendę... Przy tym siadzie w marszu jeśli po wydaniu komendy pies natychmiast siada, to po trzech krokach mogę wrócić, szybko nagrodzić i spowrotem odejść... - rada trenerki Ale oczywiście dog_master masz też rację. Są psy wrażliwe czy strachliwe i takie metody mogą spowodować, że zamkną się w sobie. Rzeczywiście do każdego psa trzeba podejść indywidualnie.
-
O! to ja też mam pytanie o te egzekwowanie... Czyli jeśli nie pomagają "uprzejmości" należy to zrobić siłą? Właśnie jestem na szkoleniu PT i tam tak właśnie uczy się psy. Komende wypowiadać raz, jak nie zadziała to np wyegzekwowac warowanie chocby biorąc go za przednie łapy. Jest w tym sens bo przecież pies musi się nauczyć, że każdym razem ma wykonać komendę i już... Ale ostatnio mam wątpliwości. Dochodzę do wniosku, że mój pies chętniej pracuje kiedy mówię do niego spokojnie niż kiedy krzycze lub uzywam siły. Ostatanio mamy problemy z szybkim siadem w marszu. Spróbowałam nowej metody: idziemy... mówię siad i idę dalej... pies stoi (lub nawet siada ale z ociąganiem)... wracam do niego, biorę smycz i idziemy dalej. Trudno, smakołyka nie ma - zaprzepaściłeś szanse.. kolejny raz mówię siad i idę dalej... pies siada natychmiast... (oczywiście nagradzam). Na razie w tym jednorazowym ekperymencie co drugi raz jest ociąganie a co drugi szybkie wykonanie komendy. I nie wiem teraz czy w to brnąć. Jednocześnie widzę, że to przynosi większe efekty, ale z drugiej strony nie tak do końca jestem przekonana, że należy psa uczyć wykonywania komendy bo to mu się opłaca. Przecież czasami może być takie rozproszenie, że i mój pasztecik, i ja z patyczkiem będę dla niego o wiele mniej opłacalna niż dana pokusa... Czy nie lepiej jednak uczyć psa, że to nie on decyduje kiedy mu się coś opłaca i kiedy wykonuje komede, ale ja? Co o tym myślicie?
-
Tak naprawdę nie ma zbyt wielu rzeczy do poprawy. Tylko (lub aż): 1. żebranie przy stole 2. zachowanie wobec innych psów gdy jest na smyczy
-
xxxx52 szkoda, że każdego, kto się z tobą nie zgadza od razu obrażasz...
-
w takim razie dla wyjaśnienia :) psem zajmuję się ja. Decyduję o wszystkim. Jednak pod moją nieobecność pies jest z mamą w domu. Gdy był mały mama wychodziła z nim kilka razy. Teraz, gdy potrafi wytrzymać, mama ma właściwie zakaz chodzenia z nim na dwór, chyba, że bardzo mu się chce. Za niedługo przeprowadzamy się Kendo do chłopaka, który "mnie słucha" w odróżnieniu od moich rodziców, którzy zupełnie nie stosują się do moich zasad przez co bardzo mi psują psa... Chciałabym zaznaczyć jeszcze raz, że moim zdaniem hodowca wcale nie chciał z psa-cieple-kluchy zrobic psa-agresora-rzucajacego-sie-na wszystko-co-sie ruszy. Ja sama myślałam, że skoro do tej pory udawało mi się osiągnąć u niego porządane przeze mnie zachowania, to jesli wprowadze nowe zmiany cały czas bacznie obserwujac jakie one maja wplyw na psa to nic sie zlego nie stanie. Zakladalam tez ze to nic strasznego, ze jak ktos zapuka do drzwi to pies szczeknie. Nie myslałam... nawet bym nie doprowadzila do sytuacji (bo przecież zawsze są jakieś objawy wcześniej i dane zachowanie nasila się stopniowo, a nie od razu-z wlasnych obserwacji) ze z takiego szczekania dojdzie do sytuacji, ze pies bedzie gryzl kazdego kto wejdzie do domu albo w ogole bedzie gryzl kazdego na ulicy...
-
KArjo2 "co do Onka Soti, moze hodowca widzac 2 babeczki, mial wrazenie, ze nie bardzo sobie z psem radza," jakie dwie babeczki??? Trochę to dla mnie bez sensu... Jeśli zakładam, że ktoś sobie z psem nie radzi, to nie podsuwam mu nowych pomysłów dzięki którym nie poradzi sobie jeszcze bardziej...
-
To może i ja powiem o moich doświadczeniach z różnymi "przyrządami". Jeśli chodzi o szelki to pies w nich znacznie mniej ciągnął niż na smyczy. Dodatkowo kiedy był mały i bardzo zalezało mu iść w innym kierunku niż ja, to po prostu kładł się na ziemi. Na obroży mogłam go siągnąć i ciągnęłabym go po ziemi, w szelkach, pociągnęłam raz i pies od razu wstawał. (Gdzieś czytałam, że pies ciągnięty za szyję ma naturalny odruch odwrotny zapierania się. Ciągnięty w miejscu łopatek ma skojarzenia z matką, która tak przenosi szczeniaki). Niestety niegdy nie miałam dość funduszy aby zainwestować w dobre i drogie szelki (zresztą cały czas rósł więc wydawało mi się to bez sensu). Jednak szelki za 18 zł szybko się niszczyły albo przecierały. Po 3 parze zrezygnowałam i jakoś o nich zapomniałam... Kantar sprawdza się świetnie. Pies w wogóle w nich nie ciągnie nie odbiega i nie szczeka na inne psy. W miejscach zatłoczonych można go mieć bardzo blisko siebie. Na długie spacery się nie nadaje bo wolę aby pies miał swobodę wąchania i chodzenia, a w zapiętym kanatrku smycz jest w sumie dość krótko. Poza tym łatwo go pies może ściągnąć.. Ale może do niego wrócę. Na kolczatkę zdecydowałam się nie dawno. Długo byłam przeciwnikiem, ale zmieniłam zdanie i spróbowałam. Kupiłam ją aby mieć większą kontrolę nad psem. Kiedy zaczął skakać na inne psy obszczekując je. W kolczatce wystarczy jedno szarpnięcie i pies się uspokaja. Kupiłam ją też aby moja mama, która z nim chodzi mogła nad nim bardziej zapanować. Nawet gdy niespodziewanie odskoczy za kotem lub gołąbkiem - będzie mogła go utrzymać. Słyszałam i sama to widzę, że kolczatki tak naprawdę nie są tak bolesne dla psów (przynajmniej niektórych). Psy mają większy próg bólu, dużo sierści i gdyby bardzo ich bolało - nieciągnęłyby. Nie są jednak dobrym rozwiązaniem bo pies szybko się przyzwyczaja. Na początku była mała kolczateczka, która nawet przy mocnym pociągnięciu pękała. Była dobra na początku. Potem większa również sprawdzała się przez jakiś czas itd... Słyszałam, że nawet niektórzy potem ostrzą kolce jak już pies nie raguje, no ale co dalej? tak nie da się w nieskończoność... Obecnie wróciłam do obrozy. Niestety za póżno zapisałam się na szkolenia. Ale chcę spróbować jeszcze raz z większą konsekwencją (oj trudne to czasami) metod drzwek i smakołyków. Smakołykami oduczyłam biegania za rowerzystami i skakania na biegaczy (prawie). Mam nadzieję, że to moja zasługa a nie tego, że np wyrósł i mu się znudziło. Podobno ta metoda jest dobra, gdy stosuje się ją zawsze i sytematycznie. A ja wiem, że na spacerach z mamą czy tatą jak jestem w pracy oni się nie stosują do moich zasad, więc wszystko na nic (teraz jednak się wyprowadzam). Mój pies nie ma nawyku ciągnięcia cały czas. Przez 70-80% chodzi na luźnej smyczy, ale czasami coś mu się odwidzi i po prostu pruje do przodu. NAszym problemem jest też naskakiwanie i rzucanie się na inne bardzo blisko będące psy tylko gdy jest na smyczy. Nie mam pojęcia co jest przyczyna tego zachowania. Przeczytałam tu, że kolczatka jest powodem agresji, że psy kojarzą obecnośc innego psa z bólem - trudno mi powiedzieć jednak co było pierwsze i czy "ataki" nasiliły się gdy miał kolczatkę. Zobaczyny - może spróbuje jeszcze łańcuszka zacikowego... Ale czy to nie będzie to samo? Pojawi się pies i zaciśnięcie czyli ból? (oczywiście smycz ma tak długo luźno dopóki idzie normalnie, zazwyczaj skok jest w ostatnim momencie, kiedy już np okazuje się, że nie ma możlwiości przywitać się z psem bo np przechodzi zupełnie obok, albo odchodzi w innym kierunku. Kiedy psy się witają, Kendo jest ostrożny ale nic nie robi do czasu "jednego fałszywego kroku" psa, właściciela lub mojego). Troszkę sie rozpisałam...