Jump to content
Dogomania

KrystynaS

Members
  • Posts

    5940
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by KrystynaS

  1. [quote name='DuDziaczek']To ostatnie zdjecie jest straszne eh... :-(:-(:-( Nie jest straszne ..... jest prawdziwe. Straszne byłoby to którego nie ma ........ jak było tydzień później. Lizo ............... Dlaczego????? :placz: :placz: :placz: :placz:
  2. Na początku choroby była taka ale potem to już tylko taka :placz: :placz: LIZO [*] .................
  3. Wczoraj (czwartek) o godz. 15:15 po kilkunastogodzinnym ataku padaczki (trzeci atak) LIZA [*] przeszła przez Tęczowy Most. Widziałam ten atak przez kilkanaście minut. Zasnęła na szpitalnym posłanku z głową na moich kolanach. Głaskałam Ją po policzku. Nie zobaczyła swojego domu, nie poleżała na swoim kocyku, nie zjadła ze swojej miski. Nie zdążyła ............ choroba była szybsza. Tak się zakończyła historia Lizy - mojej suni ze schronu. LIZUNIU [*] ................................
  4. Dziękuję wszystkim Przyjaciołom Lizy [*] za to, że byli Jej przyjaciółmi, że towarzyszyli Lizie [*] i mnie na tym wątku i że są tu teraz. Dziękuję Wszystkim za pomoc okazaną Lizie. Kochani przegraliśmy tą walkę o życie i szczęście Lizuni [*] :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-(
  5. „TĘCZOWY MOST” Właśnie ta strona Nieba nazywana jest Tęczowym Mostem. Kiedy umiera zwierzę, które było w szczególny sposób bliskie komuś tu na ziemi, wówczas odchodzi na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza dla wszystkich naszych Wyjątkowych Przyjaciół więc mogą biegać i bawić się razem. Jest tam mnóstwo, jedzenia, wody i słońca – nasi Przyjaciele żyją w cieple i dostatku. Wszystkim zwierzętom, które były chore i starsze zostaje przywrócone zdrowie i wigor. Ranne i okaleczone zostają uzdrowione i są znowu silne, tak jak wspominamy je w naszych snach z dni, które minęły. Zwierzęta są tam szczęśliwe i zadowolone z wyjątkiem jednej, małej rzeczy: każde z nich tęskni za kimś wyjątkowym dla nich, kogo musieli pozostawić. Wszystkie razem biegają i bawią się wspólnie, ale przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy patrzą uważnie a jego ciało zaczyna drżeć. Nagle oddziela się od innych, zaczyna biec przez zieloną trawę a jego nogi niosą go szybciej i szybciej. Poznał Cię!! I kiedy Ty i Twój Przyjaciel wreszcie się spotkaliście, przytulacie się do siebie w radości ponownego połączenia – już nigdy nie będziecie rozdzieleni. Deszcz szczęśliwych pocałunków na Twojej twarzy, ręce znowu tulą ukochaną głowę, znów spoglądasz w ufne oczy Twojego Przyjaciela, które tak dawno odeszły z Twojego życia, ale nigdy nie zniknęły z Twojego serca. Wtedy przechodzicie przez Tęczowy Most – razem. Paul C. Dahm "The Rainbow Bridge" Do widzenia LIZUNIU !!!!!! Wierzę, że spotkamy się gdy ja przekroczę mój Tęczowy Most. Poznasz mnie i przybiegniesz radośnie na zdrowych łapkach. Do widzenia Lizo moja ukochana suniu ze schronu http://www.youtube.com/watch?v=az94E3RPB8w&feature=related
  6. [quote name='kikajerry']jak lekarz mowi ze ja uspi a ty Krysiu pytasz o DT? jak dziala ten przeklety wirus?????? Jeśli nie będzie w lecznicy to decyzja o eutanazji na razie nie zapadnie i może stanie się cud, może Liza jakimiś siłami pokona tego wirusa
  7. ZADAM TERAZ PYTANIE, KTÓRE MUSZĘ ZADAĆ Czy znajdzie się ktoś, kto podjął by się opieki nad Lizą w takim stanie. Do końca roku. Ja teraz nie mogę wziąć urlopu bo go już nie mam, a zostawić Lizę samą w domu z moimi dwoma psami na 12 godz. gdy jestem w pracy jest rzeczą niemożliwą. I chyba niebezpieczną dla Lizuni. Opieka nad Lizą w tej chwili to rzecz szalenie trudna, wymagająca wielkiego poświęcenia i oddania. To nie opieka - to wyzwanie rzucone w twarz okrutnemu i niesprawiedliwemu losowi Lizy. Po Nowym Roku Liza zamieszkała by w moim domu, choć wet uważa to za czyste szaleństwo w krystalicznej postaci. Może ma rację, mieszkam z dwoma psami w małym mieszkaniu w wieżowcu. Zakupiłabym dla niej wózeczek inwalidzki i wynosiłabym ją na spacer. I żyłaby dotąd, aż życie nie byłoby dla niej zbyt wielką udręką i nie postanowiłaby sama odejść.
  8. I jeszcze rozmowa jaką dziś przeprowadziłam w lecznicy. Liza miała w nocy atak padaczki. :-( Był dość silny, trzęsło nią i rzucało. Podobno cierpiała. To już drugi atak, pierwszy kilka dni temu był słabszy. Czy ją poddam eutanazji???? Nie jestem w stanie wydać na nią wyroku bo to przekracza moje możliwości. To moja ukochana suczka o którą tak walczę. W przypadku następnego silnego ataku padaczkowego lekarz dyżurny podejmie decyzję o eutanazji z humanitarnego punktu widzenia, bo lekarz nie może pozwolić na to aby pies tak cierpiał. :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: Czy mam pozostawić tę decyzję lekarzowi????? Tylko on i Liza????? Czy mam wtedy być z Lizą, trzymać na kolanach jej głowę i delikatnie ją głaskać dokąd nie zaśnie????
  9. Lizunia czuje się bez zmian. Nie wstaje, nie chce jeść karmy, ale rogalika zjadła i pudełko serka waniliowego to owszem. Lubi to. Prowadziłam ją dziś na szaliku. Szalik podłozyłam jej pod brzuch i podtrzymywałam jej te chwiejące się biodra. W ten sposób przeszłyśmy jedną alejkę i dwa razy wokół bloku. Więcej nie było sensu jej męczyć. Cały czas drżenie obu tylnych łapek i drżenie lewego boku. :-(
  10. LIZUNIA DOSTAŁA SUROWICĘ ODPORNOŚCIOWĄ !!!!!! Rozmawiałam z Szefem, poprosiłam o podanie surowicy bez względu na koszty. Usłyszałam, że teraz to już za późno, że ........ ale żebym miała poczucie, że zrobiłam wszystko co było w ludzkiej mocy surowica będzie podana. To był Caniservin. Około 10 ml. Głaskałam Lizunię po łapce a lekarka robiła zastrzyk. Teraz zostaje już tylko czekać na cud wielkości XXXXXL. :-( :-(
  11. Dziś (30.09) Lizunia otrzymała kolejne pieniądze Julie (bazarek) - 100,00 zł :modla: Bardzo dziękuję Darczyńcy !!!!!!
  12. NIE. Testy na nosówkę nie były robione. Suczka była w schronisku i to nie wiem jak długo tak naprawdę. Z powodu ran w schronisku przez 5 tyg. była leczona dużymi dawkami antybiotyków i to może zamaskowało trochę objawy nosówki. Być może zaraziła się w szpitalu schroniskowym bo nie dezynfekowano tego pomieszczenia. Grallinka na wiele pytań po prostu nie znam odpowiedzi, mogę jedynie wymyślać możliwe hipotezy wiedząc tylko skąd ją zabrałam. Objawy wystąpiły dokładnie 2 tyg. po opuszczeniu przez Lizę schroniska. Było to utykanie na tylną łapkę. Dziś mija tydzień od pojawienia się tych objawów.
  13. Ta cisza to przez to Dogo- :wallbash: . Znów nie mogłam wejść na wątek. Nie byłam u Lizy dziś bo pracowałam 12 godz. DuDziaczek dzwoniła do lecznicy zapytać o Lizunię, usłyszała, że nie jest gorzej. Odnośnie surowicy - krótko po co ona jest. To gotowe przeciwciała (immunoglobuliny=Ig) przeciwko danemu wirusowi. Działają we krwi, czyli wtedy gdy wirus wniknie do organizmu i krąży z krwią. Po paru dniach umiejscawią się w tkankach (u Lizy w układzie nerwowym) i wtedy surowica czyli p/ciała nie działają na wirusa bo jest w komórkach. Te Ig zabijają wirusy w krążeniu a nie w komórkach!!!! Nie dochodzi wówczas do wnikania wirusów do komórek i do niszczenia tkanek i narządów. Gdy wirusy są już w komórkach mogą je zniszczyć tylko komórki własnego układu immunlogicznego i dlatego stymuluje się układ odpornościowy psa. Jeśli wirusy nie zostają zniszczone to w komórkach organizmu namnażają się i następuje ich wyrzut do krwi (=wiremia) i nowe wirusy atakują następne komórki. W ten sposób niszczone są tkanki i narządy. U Lizy jest taki typ wirusa, który ma powinowactwo do komórek układu nerwowego, wnika do neuronów i je niszczy. Stąd niedowłady. Czy podawać teraz surowicę odpornościową???? Według mnie TAK, bo to nie zaszkodzi w niczym. Jedynie może nie pomóc. Uważam również, że jeśli p/ciała mają długi okres półtrwania w krążeniu to w chwili kolejnej wiremii te nowe wirusiki zostaną zniszczone przez Ig z surowicy i nie będą niszczone następne komórki układu nerwowego czyli nie będzie dalszych niedowładów. Ale to ja tak uważam, natomiast decyzję o podaniu surowicy podejmuje lekarz a nie pacjent, niestety. Porozmawiam jutro z wetką, powiem, że bardzo proszę o podanie surowicy. Jeśli nie mają to powiem, że ktoś z miłośników psów skontaktował się ze mną i chce przekazać Lizuni surowicę aby ją ratować do końca. Jeśli się zgodzą to natychmiast dzwonię do DuDziaczka aby skontaktowała się z osobą która może przysłać surowicę. Przesyłka będzie na koszt odbiorcy z napisem "preparat na ratunek PILNE" i wysłana kurierem. Dopisek aby kurier zadzwonił do mnie że jedzie abym była w domu. Gdy tylko będę miała to w ręce jadę biegiem do lecznicy i podajemy Lizie. Tylko warunek - Wet nie będzie miał nic przeciw temu. Niech uważa, że to bez sensu, że nic nie da, ale niech poda tą surowicę. Bo to ja pokrywam koszty. Kochani czy mogę zrobić coś więcej w sprawie tej surowicy?????
  14. Tak kobix - eutanazję uważam tylko w wypadku gdy widzę cierpienie, mękę i żadnych szans na uzdrowienie. Ale gdy wirus zaatakuje mózg to raczej wyjścia nie ma. Mózg to "centralne sterowanie" organizmu. Wierzę, że jeśli zatrzyma się tego cholernego wirusa to po jakimś czasie niedowłady się cofną jeśli nie całkiem to na tyle, że Lizunia miałaby znośny komfort życia (będzie chodzić nawet ułomnie ale będzie). W końcu nie po to o nią walczyłam aby teraz poddać się dokąd jest choćby 1% szans.
  15. Andzia wyleczenie to co???? zwalczenie wirusa??? zahamowanie dalszego paraliżu ???? cofnięcie paraliżu???? Paraliż to raczej rzecz nieodwracalna w dużym procencie.
  16. Andzia co rozumiesz pod pojęciem wyleczenie???? wyzdrowienie???? Zadzwoń Andzia, proszę. A gdzie jest ten Twój wet?
  17. Andzia, a co będzie jak P. Przemek takiej Lizy jak jest teraz nie przyjmie???? A jaka może być za 2 tygodnie???? Bóg to tylko raczy wiedzieć. Kto nam jeszcze może pomóc????
  18. DuDziaczku Liza nie walczy o siebie. Czemu???? nie wiem. Ona tylko patrzy na mnie takim wzrokiem. Inna sprawa, że wet powiedział mi że nie udało się jeszcze wyleczyć psa z nosówki typu nerwowego. Komu się nie udało???? nie wiem. Jemu, nikomu w Polsce, nikomu na świecie?????
  19. Witaj moniko!!!! Pamiętam co Ci mówiłam "nadzieja to to co umiera ostatnie a wiara czyni cuda". Dlatego proszę weta aby decyzję o eutanazji odłożyć na ostateczną ostateczność. Wierzę, i mam nadzieję, że cud w rozmiarze XXXXL się zdarzy i powiem do Lizy - Liza idziemy do domu. I pójdziemy. Boję się tylko, że pewnego dnia On już nie będzie widział możliwości trzymania dłużej Lizy w szpitalu. Co wtedy?????
  20. [quote name='andzia69'] Powiedzieli również, że przychodzą ludzie którzy wzięli psy ze schroniska i okazywało się, że w zasadzie wszystkie to albo były chore na nosówkę albo na parwowirozę. Dlatego Szef zarządził, że Liza będzie odseparowana od innych psów i będzie na kwarantannie aby mogli ją obserwować przez parę tygodni czy nie zaczyna się u niej nosówka. Inaczej pozwolił by ją zabrać. Powiedział mi dziś, że musimy się przygotowywać do podjęcia decyzji o eutanazji. Proces chorobowy niestety postępuje, tkanka nerwowa jest cały czas niszczona, leki nie zahamowały postępu choroby. Tak. Drugiego dnia pytali mnie czy w schronie miała tiki nerwowe. Powiedziałam, że nie widziałam bo nie widziałam. Andzia Liza już wie, Wy jeszcze nie ale Lizunia ma już dom i jeśli przeżyje to zamieszka w tym domu ale dopiero po Nowym Roku:-( Liza dostaje wit B. Szef mówił mi o tej padaczce jako efekcie choroby. Mówił, że wtedy bardzo często powstają urazy narządów wewnętrznych które stają się przyczyną śmierci (np. uszkodzenie serca czy płuc itd).
  21. Iwonko dziękuję. Zaglądaj tu proszę, bardzo tego potrzebuję.
  22. Gdy przyszłam do niej i zawołałam ją Liza, Lizuniu, nawet nie podniosła głowy. Zapięłam smycz, lekko pociągnęłam raz i drugi nawet się nie ruszyła. Podniosłam ją i postawiłam na nogi. Nie mogła prosto ustać. Ma już paraliż obu tylnych łapek. :-( Zrobiła 2 kroki i bezwładnie upadła na pupę. Nie podniosła się sama. Podniosłam ją, zrobiła 2 kroki i znowu klap. Miednica chwiała się na boki, brak koordynacji ruchów. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam na trawnik. Przeszła z 5 m. i znów upadła. Liza leżała sobie na boku na trawie a ja siedziałam obok niej. Położyła mi głowę na kolanach :-(. Przytuliła się :-(:placz: :-(:placz: :-(:placz: W ciągu ostatnich kilkunastu godzin musiała być wiremia i całe stado nowych wirusów zaatakowało następne odcinki układu nerwowego. Obie tylne łapy niewładne, łapa przednia cały czas drżała a więc za dzień - dwa też będzie paraliż. :-( Szef mówił, że był dziś również paraliż szczęki ale jak przyszłam to już ustąpił. Zaczął się ślinotok, z nosa pojawiła się wydzielina. :-( Zjadła swojego ulubionego rogalika maślanego - całkiem spory ten rogalik. Chciała potem na trawkę pospacerować, nie dała rady. A do tego oczy, jej oczy. Błyszczące, bystre, pełne życia, miłości, wdzięczności. :-(:placz: :-(:placz: Koło lecznicy spotkałyśmy Sagę. Widziała Lizunię. Zaniosłam ją do szpitala, położyłam na posłanku. Ona bardzo lubi ten pokój i to swoje posłanko. Jakby to było to jej wymarzone miejsce na ziemi.
  23. Od wczoraj stan zdrowia Lizy dramatycznie się pogorszył. :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( :-( Muszę zebrać myśli aby coś więcej napisać
  24. Andzia ja nie mam książeczki Lizy. Nie wydali mi nic. Poczytałam o tym leku w internecie. Opinie są bardzo zachęcające. Dzwoniłam do hurtowni weterynaryjnej w Kielcach, mają go. Ale kupić go nie można tak wprost, tylko na receptę od weterynarza a właściwie to tylko weterynarze mogą zakupić na fakturę do lecznicy. Tyle uzyskałam, że lek jest i jeśli lekarz zadzwoni i zamówi go, poda moje nazwisko to mogę podjechać do tej hurtowni i mi go wydadzą. Jadę teraz do Lizy, może zastanę Szefa albo lekarkę, która się najbardziej zajmuje Lizunią i porozmawiam o tym leku. Andzia oby tylko nie było gorzej niż wczoraj. Nie masz pojęcia ile mnie kosztuje to aby tam jechać, zapukać, wejść i spytać - jak z Lizą. :-(
×
×
  • Create New...