-
Posts
7053 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by shanti
-
Dziękuję Ciotki, bardzo się przyda Wasza pomoc, bo ja muszę jutro po pracy zapierniczać do domu. Mam ważne spotkanie. W ciągu dnia się umówimy, dobrze? Bo na razie nie wiem co będzie. O 8.00 rano będzie Ola-Mona i dopiero dowiemy się kiedy Lusi dostanie następne kroplówy, czy w lecznicy, czy w schronie, zobaczymy. Dziękuję Fundacji Dr.Lucy za chęć wsparcia finansowego, możliwe że się przyda.
-
Monika i Mona siedzą z maleńką u weta. Słaba bidulka. Jak przeżyje noc to jutro o 8.00 będzie z nią Mona, ja muszę być na schronisku, później będziemy myśleć co dalej.
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj wzięłam Totka na spacer i .............zaskoczenie. Totuś zapiernicza jak torpedka, trudno go dogonić;) Natomiast niestety kompletnie nic nie widzi, kieruje się głównie węchem, więc co chwilkę w coś łupie głowiną. Trzeba pilnować. Natomiast bardzo szybko zapamiętuje przeszkody i drugi raz już pamięta jak ją ominąć. Na człowieka nie reaguje w dalszym ciągu, nie widziałam u niego jeszcze machnięcia ogonkiem, ani innych oznak radości. Dostał dziś oprócz puszki ryż z kurczaczkiem, żeby nie wprowadzać drastycznych zmian w żywieniu, będzie dostawał na razie po troszku. Zjadł w mgnieniu oka i szukał jeszcze:lol: Bardzo się jednak o niego boję, bo mamy na schronisku przypadek krwotocznego zapalenia jelit. Jeśli to złapie to szanse ma kiepskie.:shake: -
Dopiero wróciłam od weta. Nie mogłam odebrać. Lucy walczy dalej. Po 15.00 daliśmy jej jeszcze jedną kroplówę. O 17.30 będzie u weta Monika55 i potrzyma maleńką do następnych. Dziękuję Ci Moniko. Jestem padnięta psychicznie. Napisze więcej jak zjem śniadanie i nakarmię moje stado.
-
Nie, to ta sama. Tylko chyba gdzie indziej mieszka młoda a gdzie indziej rodzice. Czyj jest w końcu pies też trudno ustalić.
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja również :lol: Kurcze, gdybym nie pracowała.......:angryy: -
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Był wet, widział Totka, ale stwierdził że w jego przypadku wiele nie może zrobić. Psiak jest stary i zabiedzony, potrzebuje na gwałt domu i tyle. Dostał zastrzyk przeciwświądowy, bo te strupy to najprawdopodobniej od częstego i intensywnego drapania się z powodu pcheł. Odpchlony jest powtórnie, odrobaczony. Biegunki na razie nie ma, jedzonko przyswaja, więc wszystko co można zrobić to Toto dobrze, po troszku i często karmić i obserwować. Kupię dzisiaj psince mięsko, na schronisku mam szczęśliwie przywieziony przez kogoś preparat witaminowy Omegan i wiecej zrobić przynajmniej na razie nie mogę. Dom, dom na już jest potrzebny. Dziękuję wszystkim, którzy Toto wspierają:loveu: -
[quote name='Andzike']Odnośnie adopcji polskich i zagranicznych - to ja chyba jestem najgorsza - nie oddaje swoich tymczasowiczów poza Warszawę, bo muszę ich mieć na oku!!! ;)[/QUOTE] Godne pochwały, ale masz pewnie jednorazowo najwyżej kilku tymczasowiczów, prawda? A co byś zrobiła widząc codziennie 90 par oczu wpatrzonych w Ciebie z nadzieją że dziś wyjdą ze schroniska? W tym kilkadziesiąt, których na pewno nikt nie zechce bo są o wiele starsi, bardziej zwariowani i nieadopcyjni niż Nuka i dokonają żywota w schronisku? Kilku chorych, starych w takim stanie że masz obawy czy przezyją do jutra? Oj, gwarantuję że zmieniło by Ci sie podejście do adopcji, nawet zagranicznych. Jeden tylko przykład: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/206996-Nikt-nawet-miski-wody-nie-podał.-Umierał-na-oczach-ludzi.-Co-dalej[/URL] Na FB podobno lawina współczucia, ale jakoś zgłoszeń od chętnych na polską adopcję nie ma. A to tylko [U]jeden przykład. [/U] Może u Was w stolicy jest inaczej, może ludzie mają inną świadomość, ale u nas na prowincji mentalność ludzka jest tragiczna. Pies trzyletni to już starzec nieadopcyjny, do roku, półtora to jeszcze warto adoptować, starszego nie, bo zaraz bedzie chorował, a to kosztuje.
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Totuś bez zmian. Zero reakcji na dotyk. Jakby żył we własnym świecie. Zjadł troszkę puszki. Dzis jeśli wet nie przyjedzie pojadę z nim do lecznicy. Jednak przede wszystkim trzeba mu zmienić dietę, bo puszkami rozwalę mu całkiem wątrobę, jeśli już nie ma zniszczonej. Pomyslałam że kupię mu udek z kurczaka, nagotuję psiego rosołku z ryżem i poobieram mięsko. Będzie to na pewno zdrowsze niz puszka. Jest na skarpetce jedna wpłata na Totusia 20 zł od Aleksandry Katarzyny P, więc niech dziadziuś sobie podje czegoś zdrowszego. Co Wy na to? -
[quote name='alina71']Ja za wpadanie podziękuje. Się już nawpadałam wystarczy. Macie jakąś haszczke od niedawna. Chyba mojej znajomej. Ale trzeba jej szukać nowego domu. Shanti zdrowia życze.[/QUOTE] Biedna ta haszczka. Jest już u nas kolejny raz, bo podobno ciągle ucieka. :roll::roll: Ostatnio była prawie trzy tygodnie, zaszczepiłam, zaczipowałam i adoptowałam. No i właśnie Państwu się przypomniało, że jednak chcą psa odzyskać bo zobaczyli ją na spacerze z nową panią. Zastraszona kobieta ją oddała do schroniska. Oni chyba ją odbiorą, tylko ciekawe na jak długo. Nie rozumiem jak można przez trzy tygodnie nie wpaść na to żeby zadzwonić lub podjechać do schroniska, sprawdzić czy psa tam nie ma , skoro już co najmniej raz się go ze schroniska odbierało? :roll:
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mam kontakt mailowy z panią, która zadzwoniła do mnie w sprawie Toto. Pani mi pisze że psiaczek pojawił się w tamtej okolicy jakieś dwa dni wcześniej, początkowo leżał na ulicy, ludzie go znieśli na pobocze, nakarmili, napoili, ale nie bardzo wiedzieli co z nim zrobić, kogo zawiadomić. Ta pani tam nie mieszka, była w odwiedzinach u rodziny i ona tak naprawdę zadziałała. Próbowała mu pomóc, Totuś wyglądał jakby miał zaraz umrzeć, więc zadzwoniła do mnie. Za to jej bardzo dziękuję. Pani bardzo się Totusiem przejęła i śledzi nasz wątek, bo posłałam jej linka. Pozdrawiamy Panią serdecznie! Daj spokój, nie jestem obrażalska ;) A na dogo zawsze grają emocje. Jutro będę uzgadniać z wetem taktykę, co dalej z Totem. Nie było mnie dwa dni, ale mam info że dalej tylko je i śpi. Biegunki nie ma. Jak go zobaczę jutro to dam znać, co i jak. -
Krokiecik, co Ty w sobie masz że jak się pojawiasz to wszystkie Ciotki myślą o wpadaniu :evil_lol: Zostawić Was tu samych na dwa dni i już taaakie tematy.......:evil_lol::evil_lol: Jutro nadrobię zaległości w psach, adopcjach i rozliczeniach. Dziś jeszcze się idę podleczyć.;)
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To są dość duże placki wysuszonej skóry odchodzącej wraz z sierścią. Nowa skóra pod tymi strupami wygląda na zdrową. Ma też gdzieniegdzie malutkie strupki, przypuszczam że po odpadniętych kleszczach. Założę się że ten pies pochodził z tej posesji,gdzie go znalazłyśmy. Toto mimo że wycieńczony, wychudzony i zaniedbany nie był brudny, zabłocony jak powinien być ślepy pies idący przed siebie po omacku. Bardziej prawdopodobne jest że leżał w tej stodole czy chlewie za domem i wyczołgał się na trawę. Miał w sierści kłoski zbóż. Może wtedy zobaczył go ktoś z sąsiadów i zadzwonił do schroniska. -
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie wiem. Jak już dowiem się co jest z jego skórą i dobijemy wszystkie pchły i kleszcze, a miał okazy naprawdę ogromne, to spróbuję dać mu Bejli do towarzystwa. Ona też bez oczka i bardzo przyjazna i ustępliwa. Będzie im raźniej. -
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tu troszkę lepiej widac jego strupy. -
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Totuś na swoim posłanku. -
Dałam mu obok do kojca colaczkę. Misiek chyba ją polubił, choć kontakt mają tylko na razie przez kratę. Jest bardzo zaciekawiony koleżanką. :lol:
-
I czarny i Robaczek, obaj są. Fuks poszedł na podwórko do budy. Ale nie do kojca. Właśnie dlatego się boję, bo Fuks jest skoczny i żywiołowy a miał biegać swobodnie po podwórku z solidnym ogrodzeniem. Fuks był przed schroniskiem na pewno na łańcuchu, kawał tego miał jeszcze przy obroży jak przyjechał do nas.
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bezpieczny. Ale psiaczek na razie żyje we własnym świecie. Jak się go postawi to stoi, położy na posłanko to leży. Sam tylko wychodzi z posłanka na siku i kupkę. Nie ma oznak radości na dotyk ludzki. On już jest dwoma łapkami na TM. Ale Kosteczek też tak miał, postawiłam na nogi i pożył jeszcze w swoim domku kilka miesięcy. Totuś nie widzi na to swoje jedyne oczko. To na pewno. Nie słyszy na 99%. Powalczymy, zobaczymy. [video=youtube;pSFcpdImJ_g]http://www.youtube.com/watch?v=pSFcpdImJ_g[/video] -
Też mam taką nadzieję. A kandydata znajdziemy, nie ma obaw ;)
-
Biały Miś pojechał wczoraj, tak jak i labrador. Dziś pojechały Czip i Fuks, nad collaczką pomyśli pan od Czipa. :lol:
-
Wszystko teraz w łapkach Czipa. :lol:
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziadzio jest do połowy łydki, ale prawie nic nie waży. Apetyt dopisuje. Był strasznie zapchlony i zakleszczony, trochę roboty z nim miałam, ale już robactwo wygonione. Pojutrze zrobię mu powtórkę. Na 100% nie widzi, słyszy albo bardzo słabo, albo wcale. Węch jakiś tam jeszcze ma. Na dotyk reaguje dreszczem, potem się sam nadstawia. Głównie leży na posłanku, ale wychodzi z niego na koopkę i siku. Jutro mnie nie ma, ale będzie Ola to go dopilnuje. Karmię kilka razy dziennie, niewielkie ilości. Trzeba mu zrobić jak najszybciej badania krwi, bo może ta chudość to tak jak u Kostka nie zagłodzenie a poważna choroba. Ma coś ze skórą, bo schodzą z niego wielkie strupy z sierścią. Zdjęć kilka zrobiłam i filmik też, ale wstawię dopiero wieczorem jak wrócę do domu. -
No i Czip pojechał do domku. Pani była spłakana ze śmiechu, ale i tak jej się spodobał. Myślą jeszcze o collaczce, ale to pan ma głos decydujący, więc chwilę się zastanowią. Mam nadzieję żę Czip będzie grzeczny.
-
Nikt nawet miski wody nie podał. Uratowany.Toto za TM*
shanti replied to monika55's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jak przyszłam to spał. Obudził go zapach jedzonka z miski. Zjadł, obrócił sie na drugi bok i zasnął znowu.