Jump to content
Dogomania

basia2202

Members
  • Posts

    2194
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by basia2202

  1. tak wyglądała stópka zaraz po zdjęciu opatrunku a tak po nocy jak była spuchnięta masowaliśmy masowaliśmy.... całą stópkę i każdy paluszek osobno.... przykładaliśmy mrożonkę.... muszę przyznać, że Zuzia baaaardzo cierpliwa była - tak grzecznie leżała z włoszczyzną w paskach na stópce :) no i pomogło :) potem stópka znów wyglądała całkiem normalnie :)
  2. no widzisz jak to jest... jedni walczą, a inni mają gdzieś... :| ja też nie ogarniam, jak ludzie potrafią tak łatwo podjąć złą decyzję odnośnie kogoś kogo się kocha... albo kochało... i kto kocha Ciebie... Alu - wiadomo jak się ma Hera w domku tymczasowym? Jak się dziewczyna sprawuje? jak się czuje?
  3. oj kurcze... Justyś... im bardziej opowiadasz, tym bardziej mnie martwi Wasze zdrowie! :| mam nadzieję, że z Kubusiem sytuacja się unormuje, że jednak unikniecie operacji bo to szkoda takiego malucha na pełną narkozę dawać... trzymamy mocno kciuki!! ale wiesz... o siebie też musisz zadbać... wiem, że to się łatwo mówi - że o sobie na końcu się myśli... ja też tak często robię - najpierw wszyscy inni są ważni, a ja dopiero potem ale wiesz... jak Ty będziesz się źle czuła, to przyjdzie moment, że Cię totalnie rozłoży (choć mam nadzieję, że nie i absolutnie nie życzę) i nie będziesz mogła wtedy pomóc Kubie, jak Cię będzie potrzebował :| ja ostatnio też tak miałam, że nie mogłam się doleczyć... ze 3 razy byłam u lekarza, bo mi ciągle nie mijało choróbsko co było lepiej, to zaraz znowu wracało... ale doszłam jakoś do siebie... sporadycznie pokasłuję jeszcze, ale to już raczej podrażnienie śluzówek po chorobie zatroszcz się też o siebie Kochana!! bo to na dłuższą metę nie ma żartów... zdjęcia super!! Cezio wygląda tak dostojnie :) a Kubuś... - super chłopak!! i piękne oczy ma! :) oj... za parenaście lat będzie wyrywał laski ;) :)
  4. czyli wariat jeszcze :D nasz paszczak w domu to też raczej głównie spał... no... chyba, że usłyszała Tysona - psa sąsiadki (taki fajny astek) - to dostawała szału - irokez przez pół grzbietu i wściekała się jak nawiedzona... nie wiem, jakoś go nie trawi, nie wiem w sumie czemu... ale jak była na dworzu, to zaraz jej się uruchamiał tryb koparki albo ganiała pod płotem z psami drugich sąsiadów (takie 2 małe srujdki jazgoczące mają :)) a jak pojechaliśmy nad wodę, no to czuła się jak w raju - naprawdę musiała być już mega zmęczona, żeby nie popłynęła kolejny raz za piłką albo kijkiem:) daj jakieś zdjęcia swojej ferajny:) tak miło patrzeć na dziewczyny:)
  5. tak też myślałam Alu... ale ta opuchlizna była tak wielka i okropnie wyglądała, że mimo wszystko się zmartwiłam zresztą... teraz to już dmuchamy na zimne... sprawdzamy wszystko, co nas niepokoi, czy na pewno to jest ok. takie już nam chyba skrzywienie pozostanie...:|
  6. Alu... to bardzo dobre wieści!! i pocieszające :) aż mi to dodało sił i wiary, że i Zuzia z tego wyjdzie ciągle oczywiście myślę realnie i wiem, co się może wydarzyć... ale mam też nadzieję, że pokona to dziadostwo i więcej to to nie wróci tak marzę, żeby jechać jeszcze ze słoniną nad morze... albo nad jeziorko jakieś... żeby mogła popływać, nacieszyć się plażą... :)
  7. przyznaję, że słodka jest nadal :) choć ma też fochy i pokazuje rogi czasem :D no... teraz po operacji to nie, ale przed a i owszem :) a pamiętam czasy, jak mieszkaliśmy jeszcze w Łodzi, mąż już pracował w Wawie i przyjeżdżał w piątki na weekend... to mała tak się cieszyła (a wtedy była małym srujdołkiem), że wieszała mu się zębami na dresach i tak wisiała... i on chodził tak z takim "pasożytem" przy nodze :) :lol: miałam gdzieś nawet zdjęcia, ale nie wiem gdzie są... trzeba by je odkopać :) dziękuję bardzo za kciuki! Zuzi przyda się każde wsparcie, zwłaszcza takie duchowe :) u nas z czasem jak widzisz podobnie... teraz z uwagi na Zuzię więcej pracuję w domu, dlatego też częściej jestem przy kompie i tak pewnie do końca lutego jeszcze będzie zobaczymy, czy uda mi się potem zaglądać w miarę regularnie a zdrowiem swoim to mnie bardzo zmartwiłaś, Kochana! :( strasznie źle się musiało dziać, skoro aż takie przejścia miałaś - przykro mi bardzo ale cieszę się, że jest lepiej jesteś pod stałą opieką lekarza, kontrolujesz to jakoś?
  8. krótka przerwa była... jak wróciłam do roboty, to ogarnąć się nie mogłam... ale do rzeczy... stópka już coraz lepsza - puchnie jeszcze po nocy, ale już coraz mniej - w sumie teraz to już nieznacznie w porównaniu z tym co było po pierwszej nocy po zdjęciu opatrunku, to jak dzień do nocy :) masowanie stópki i zimne okłady pomagają, więc super :) odparzenia nadal się robią, bo miejscami jak chodzi albo wyciągnie jakoś inaczej nogę, to obciera ją o ten sztywny opatrunek ale... wtykam waciki za sztywny opatrunek, żeby nie obcierało i nadal sypiemy Linomagiem - ładnie i szybko się goi, czyli że pomaga :) wyniki krwi w sumie dobre Zuzia ma podwyższone leukocyty, ale to podobno normalne po tak poważnej operacji i nie jest ich na tyle za dużo, żeby się martwić, że coś się dzieje niepokojącego erytrocyty są za to poniżej normy, ale minimalnie - onkolog powiedział, żeby się na razie nie martwić i będziemy monitorować oznacza to małą anemię, ale to też normalne po długim zabiegu, rekonwalescencji i chemii gdyby czerwone krwinki spadly dużo bardziej, to wtedy będziemy szukać innych przyczyn anemii, ale onkolog powiedział, że powinno wszystko wrócić do normy, więc czekamy do środy - w środę 25/02 kolejna krew przez poprzednie 2 wieczory Zuzia jak zasypiała to bardzo szybko oddychała, tak jakby sapała po ciężkim wysiłku, krótko tak i płytko... zmartwiło mnie to, bo nigdy tak nie miała - nawet jak zasnęła i ją obudziłam, to też tak oddychała... bałam się, że to może jakiś problem z oddychaniem albo serduszkiem (ale w ciągu dnia oddychała normalnie, a serduszko miała sprawdzane codziennie u weta) na szczęście to minęło i dziś w nocy było już wszystko ok. - tym niemniej napisałam do weta, żeby mieć pewność, że nic się nie dzieje - czekam na odp. poza tym Zuzia jest ogólnie taka spokojna, ale to podobno po chemii, b.dużo śpi ogonek trochę merda, ale raczej jest taka wyciszona ale plusem tego wszystkiego jest, że przestała kwękać w aucie, bo przed operacją potrafiła tak całą drogę, oszaleć było można :) nie wiem, czy się więc zepsuła, czy naprawiła - ale tego nam akurat nie brakuje :) teraz grzecznie siedzi, wygląda przez okno, albo nawet się kładzie i drzemie (bez gadania 8 razy!) :) wcześniej to nie było normalne zachowanie... wcześniej 2 minuty z tyłkiem nie usiedziała, łaziła po bagażniku z jednej strony na drugą... normalnie jak nie nasz pies! z wieści zdrowotnych to chyba na razie tyle... teraz w czwartek idziemy do ortopedy-chirurga, pewnie zdejmie już opatrunek więc zobaczymy, jak nóżka się goi - pewnie będzie też chciał prześwietlić, więc powinniśmy też wiedzieć, co tam w środku się dzieje, czy ok wszystko
  9. tak szybko i krótko, bo spitalam zaraz do roboty (nieco później) wczoraj po nocy łapka bardzo spuchła - po tym zdjętym opatrunku :( dzwoniłam do lekarzy... do naszej pani doktor, do chirurga/ortopedy, do onkologa... jakieś tam porady były, ale chirurg (a on jest guru) powiedział, że chce zobaczyć i żeby przyjechać do niego, bo jak łapka będzie dłużej napuchnięta, to może się jakaś martwica zrobić poza tym kazał w międzyczasie masować i lekko uciskać łapkę... a nasza pani doktor poleciła też chłodne okłady psikać niczym na razie nie możemy bo na łapce są odleżyny, więc niczym mokrym nie pozwolili, żeby się nie paprało póki co zasypałam jej stópkę Linomagiem i wygląda to lepiej na szczęście jak dotarliśmy do weta, to po masowaniu stópka była już nieco mniejsza - chirurg powiedział, że teraz wygląda już nieźle i nie będziemy jednak rozcinać sztywnego opatrunku - żeby masować po nocy i będzie ok. więc taką mam nadzieję dziś zmiana - mąż zostaje w domu z malutką - ja pędzę do roboty (a tak mi się nie chce... boszzzz....) wieczorem wstawię Wam zdjęcie spuchniętego kulaska dziś po nocy stópka spuchła znowu, ale znacznie mniej niż wczoraj, więc chyba będzie ok. uściski i miłego dzionka dla wszystkich!! a Zuzanka wysyła całusy!! :) p.s. aaa... wczoraj zrobiliśmy też kontrolną krew - dzisiaj mają być wyniki - więc czekamy...
  10. Justyś... czytałam o Ceziu - dobrze, że uszy udało się wyleczyć a o siebie zadbałaś? bo czytałam, że coś niebardzo ;) jak z tarczycą?
  11. ech... i te moje stópeńki różowe nakrapiane - do całowania... :) DOBREJ NOCY Wszystkim :)
  12. ech... na wspominki mi się zebrało... :) czy ktoś pamięta, że Zuzia była takim słodkim prosiątkiem? ok. 9 tyg. - jakieś 5,5 kg tutaj chyba już odrobinkę starsza była... tak dawno temu, że sama już nie pamiętam ;) dupka od chleba... to było coś! :)
  13. przynajmniej je i pije z chęcią :) iii.... co najważniejsze - staje na tej nóżce!! :) bo przed operacją nie używała jej wcale :(
  14. fotki jeszcze sprzed zdjęcia opatrunku ze stópki... już chyba sama nie wie, jak się z tą sztywną nogą ułożyć... ale potrafi się też tak wyluzować z wywalonym jęzorem :) a jaki milusi ten jęzorek :)
  15. a tak wygląda Zuzanka i jej stopa... brrrr... straszności... bida moja...
  16. po dzisiejszej wizycie u weta (a w zasadzie to już wczorajszej) - Zuzia ma już zdjęty opatrunek ze stópki - został teraz tylko sztywny opatrunek a la gips na całej nodze stópka niestety wygląda koszmarnie (choć noga pod sztywnym opatrunkiem pewnie wygląda jeszcze gorzej) Zuzanka mogłaby teraz wystąpić w filmie o zombiakach - z taką stopą... odleżyny się porobiły i stąd taki wygląd ale to podobno normalne.... stópka dojdzie do siebie - z drobną moją pomocą :)
  17. durne to dogo.... jakieś dziwne zasady powprowadzane są... napisałam posta, bo czym mi wyskakuje komunikat, że odpowiedź nie może być wysłana, bo została napisana za szybko :mellow: eee?? :o jak ja nie umiem wolniej... :mellow: no i tak się niby nie dodało, że potem się okazuje, że ten sam post 6 razy się zapisał... nie ogarniam!! :mellow: teraz siedzę i to kasuję... :blink:
  18. Justyś!! witaj!! tyle się nie słyszałyśmy... cieszę się, że zajrzałaś uściskam jutro - teraz śpi już :) w ogóle uściskam od wszystkich cioteczek :) i jakbym mogła nie walczyć... gdzie ja bym znalazła drugą taką słoninkę... buziaki!!! :) zajrzymy a i owszem :) nie wiedziałam, że też jeszcze tu zaglądasz... a agaciaa bywa tu jeszcze? się pozmieniało po latach trochę...
  19. och... księżniczka :) jak milusio :) ja nigdy tak o Zuzi nie mówiłam :) zawsze była naszą świneczką, prosiaczkiem, słoninką, pasztecikiem albo paproszkiem :) a czasem jak była niedobra, to gadziną albo nawet pomiotem szatańskim :D powiem jej jak się obudzi, jak tu cioteczki na nią mówią :) może coś zakuma ;) dzięki Aga za ciepłe słowa - bardzo się przydają w takich trudnych chwilach, podnoszą na duchu... na szczęście Zuzia ma apetyt - na karmę to by pewnie miała długie zęby, ale kurczaczka to owszem zje z chęcią :) no i leki muszę podawać podstępem - w wędlince - bo wrzucone do miski to spryciula potrafi wygrzebać i wypluć i masz rację - jak się człowiek dowiaduje, to myśli, że usłyszał wyrok - też tak pomyślałam te 3,5 tyg. temu... najpierw zaniemówiłam.... słuchałam tylko i nie dowierzałam... że jak to - moja Zuzia? to niemożliwe przecież... przecież Zuzia jest pancernym psem... potem mi się chciało wyć... a potem zaczęłam pytać o wszystko (nie wiem nawet, czy wszystko wtedy zapamiętałam, co lekarka nasza mówiła...) pomyślałam tylko "i co teraz?" - bałam się, że usłyszę, że trzeba Zuzię uśpić od razu... :| potem przez 2 dni nie mogłam się na niczym skupić, w pracy praktycznie nic nie zrobiłam... Zuzia śniła mi się w nocy, jak jest w klinice... w ogóle różne scenariusze mi się śniły, co może się wydarzyć... i jak na nią patrzyłam, to łzy napływały mi do oczu i serce pękało po kawałku wtedy była chyba najbardziej wymiziana i wyprzytulana w całym jej życiu - choć nigdy nie żałowaliśmy jej czułości... Teraz już mi trochę lepiej, bo wiem, że jest jakaś nadzieja... Wszystko zależy od wyników biopsji - jeszcze ok. tygodnia musimy czekać i boję się, co usłyszę dziękujemy za ciepłe słowa:) mam nadzieję, że to raczysko pójdzie sobie won w cholerę i więcej nie wróci
  20. Och... oby oby :) Wiem, że psiaki radzą sobie z 3ma łapami, co prawda tym mniejszym pewnie łatwiej, bo lżejsze - ale gdyby Zuzia musiała mieć 3, to pewnie też by dała radę... Póki co noga ładnie się goi i mamy nadzieję, że przeszczep się przyjmie. Zuzia na pewno nadgarstek będzie miała sztywny - ale też mam nadzieję, że poszaleje jeszcze... że będzie mogła popływać - ona tak uwielbia pływać. Latem jeździliśmy z nią nad takie bajoro niedaleko nas... (taki całkiem duży staw, nawet jakieś kąpieliska dla człowieków porobili niedawno) - rzucaliśmy jej na zmianę piłkę i pieniek z brzozy - no jak wariatka tak szalała:) uwielbia to! tak się potrafi nakręcić... musi już naprawdę padać na pysk, żeby nie wskoczyła do wody kolejny raz :) Mieliśmy w ogóle w tym roku podrzucić młodą do naszej znajomej w wakacje i pojechać gdzieś za granicę, gdzie jest cieplej niż u nas. Ale biorąc pod uwagę okoliczności... że to mogą być Zuzi ostatnie wakacje (choć mam nadzieję, że nie - tfu tfu tfu) - to wszystko będzie dla niej. Ona będzie miała super wakacje - jeśli tylko będzie mogła pojechać i pan doktor powie, że nie ma przeszkód ku temu.
  21. Amputacja miała być ostatecznością - próbowaliśmy robić wszystko, żeby oszczędzić łapę, o ile to możliwe, bez narażania jej zdrowia. Od niedawna jest opcja operacji (nowość) - coś na zasadzie przeszczepu - gdzie wycinają chorą część kości z guzem + margines zdrowej kości i w to miejsce wstawiają biomateriał - zgodny biologicznie - na tytanowej szynie. Obserwujemy Zuzię stale, jest ciągle pod opieką lekarzy - gdyby było podejrzenie, że cokolwiek złego zacznie się dziać - wtedy amputujemy. Na razie operacja się udała (podobno w ogóle 2ga taka w Polsce), lekarze są zadowoleni - mamy nadzieję, że ta przeszczepiona kość z biomateriału się przyjmie i wszystko będzie dobrze. Podjęliśmy wspólnie decyzję z onkologiem i ortopedą/chirurgiem (bardzo dobry lekarz, znany w Wawie), że jeśli będą jakiekolwiek powikłania - to wówczas amputujemy. Powiedzieli też, że w czasie operacji zobaczą, jak to wygląda - i gdyby nowotwór był bardziej rozprzestrzeniony, to automatycznie przeszliby do amputacji. Obawiali się tylko, czy nowotwór nie krąży gdzieś dalej (nie w samej nodze, tylko ogólnie w organizmie) - ze względu na to, że guz wyglądał tak paskudnie. Ale jeśli tak, to chemia powinna to załatwić - i taką mamy nadzieję. To pocieszające, że inny psiak z taką samą chorobą pożył sobie długo :) Mamy nadzieję, że Zuzi też uda się pokonać chorobę. Szansa jest... nie wiadomo 1 na ile - ale jest. A Zuzia to nie amstaffka :) Z paszczy wygląda jak amstaff i umaszczenie podobne, ale z postury to bardziej tosa. Taki hit mix przygarnięty :) 52 kg waży prawie - jak na amstaffa zdecydowanie za duża:) a Twoja młoda jest cudna!! piękności!! :*:* a druga - ile ma latek? bo młoda czytałam, że 5 mcy tak?
×
×
  • Create New...