-
Posts
2567 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by nescca
-
Witajcie....przepraszam ,że tak długo trzymałam Was w niepewności.... ale musiałam wyjechać. Córka zmianiała partnera tanecznego i musiałam z Nią pojechać....bo to dla Niej ważne wydarzenie aj ja tak rzadko teraz uczestrniczę w Jej zyciu. Dusio w tym czasie był pod opieką Lu_gosiak oraz chłopaka mojej córki. Sikał elegancko...jeśc jak zwykle nie chciał(Gosia ugotowała Mu rosołek) Słaby i spokojny. Teraz "pojadł" i leży pod kroplówka z Piotrusiem (Piotruś bez kroplówki).... Spi. Zaraz jeszcze polecimy na siusiu i ja też do spania ,bo miałam dziś 2 godz. snu. Czasem zastanawiam sie jak ja funkcjonuję....
-
Dziś w nocy stan Dusia totalnie się pogorszył. Już wieczorem nie oddał moczu. Od 2 w nocy nad nim czuwaliśmy. Kręcił się nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Ślinił się.... po 2 godz. dostał napadu drgawek. Myślałam ,że to koniec. Kiedy to się skończyło domyśliłam się że to był atak spowodowany dużą ilościa mocznika we krwi który to dotarł do mózgu. Podałam zastrzyk p.wymiotny.... podłączyłam pod glukozę....... postanowiłam rano Go uśpić. Kiedy rano o 7 też nie było kropli moczu ...wiedziałam ,że ta decyzja jest słuszna. Od godz.7 spałam z Dusiem do 9. Zadzwoniłam o Warszawy Pani wet kardiolog która prowadzi Dusia. Zaleciła jeszcze furasemid i jeśli to nie pomoże..... mannitol. Nigdzie w aptekach manitolu nie dostałam. Wyrwałam z oddziały wewnętrznego z naszego szpitala. Bożenko....dziekuję!!! Dusio po furasemidzie.... WYSIUSIAŁ SIĘ JUŻ DWA RAZY. Znów mamy małą nadzieję, choć a już nawet nie mam czym płakać.
-
Dusio nakarmiony.... nie sprawiało Mu to przyjemności. Mam nadzieję ,że On w końcu zacznie jeść ,bo inaczej nie wiem jak będzie. Bierze tak wiele leków.... nie wszystkie moge podawać w jedne strzykawce do buziolka.... jest ciężko. Jutro dojda następne. Czekam aż apteka sprowadzi. Duszek śpi dziś z nami. Czuje się dobrze w naszym dużym łóżku. Piotruś mówi ,że widział jak Duszek się przebudził dziś w nad ranem...spojrzał na Niego.... potem odwrócił głowinkę i spojrzał na mnie...... wziął głęboki oddech , położył głowe na poduszeczce i zasnął. Kurczę.... jak mi to opowiedział to... oczy mi zwilgotniały.Może ciągle nie jest pewnien gdzie się obudzi?Może mysli ,że za chwilę dostanie kopniaka znienacka ? On chyba naprawdę jeszcze nie wierzy ,że ktoś Go kocha..... mam tylko nadzieję ,że kiedyś uwierzy ,że my kochamy Go bardzo. I nie tylko my przecież.... tak by chciała aby mógł zapomnieć te krzywdy i ból jakie zawdzięcza człowiekowi. Ech....
-
Wróciliśmy o 21.30. Ledwie żywi. Umęczeni strasznie. Droga na Warszawę z Katowic to koszmar. Przed przychodnią stanęliśmy o 13.55. To najwspanialszy gabinet weterynaryjny w jakim przyszło mi leczyć zwierzę. Wszyscy dla Duszka serdeczni i mili. Pobraliśmy jeszcze mocz przed wejściem i heja... do badań. Nie jestem w stanie przytoczyć teraz epikryzy.... bo padam na twarz....a w dodatku rano miałam tyle pracy przy Dusiu ,że w ferworze przygotowań do wyjazdu zapomniałam zażyć antybiotyk..... A więc od początku. Nerki....geberalnie zanikją i są wielkości nerek kotka. Na nerkach cysty. To przewlekły stan zapalny....trwa b.długo.Serce.... wypadająca zastawka .... grozi to zatrzymaniem akcji serce.... może też zbierać się plyn w jamie brzusznej....jak i może dość do obrzęku płuc. Prostata znacznie powiekszona z torbielami. Scianki pecherza znacznie pogrubione. Zapalenie czegoś tam w siusiaczku.... Pani doktor wypukała Mu z siusiaczka pół nerki ropy. Byłam wstrząśnieta ogromem chorób jakie nosi w sobie ten mój biedaczek. Zapytałam wprost.....Czy Pani doktor sugeruje eutanazję? Odp brzmi....Nie...Skąd? Przecież On już tyle zwalczył... nie cierpi.... Ustawimy Go lekowo i postaramy się Mu podnieść standard życia.... Siedzieliśmy z gabinecie 2, 5 godz. Nie potrafię opisać wrażeń jakie mamy po pobycie w tym miejscu.... ale tam zwierzęta traktuje się jak ludzi.... nawet lepiej. Więcej szczegółów jutro.... jeszcze tylko Wam powiem ,że Duszek strasznie wymęczony podróżą..... i jeszcze Wam powiem ,że śpi dziś.... między nami. Mąż powiedział ,że dziś musi odpocząć. A tak wogóle to nie pierwszy to raz....dziś o 5 rano stał koło łóżka i żebrał... weź mnie. I mąż zabrał tą bidę. A jak grzecznie śpi.... nawet się nie rusza...Zaraz wstawia zdjęcia z wyprawy i z powrotu. Dzięki ,że jesteście :)W najlepszym razie Duszek ma kilka miesięcy życia.... ale nie rok... Najważniejsze ,że nie cierpi i jest ustawiony lekowo. Na razie bierze ich...11.
-
Nie wiem kochana.... i nawet nie za bardzo się tym interesuję. Wiem ,że to może arognacko zabrzmiało,ale...... nie mam siły o tym myśleć. Póki co wzięłam 700 zł z konta i jutro jadę. Paliwo już w baku. Byle Niuniek dobrze zniósł podróż i byle nie było wielu korków. Obiecuję ,że finanse rozliczymy do złotóweczki jak tylko będzie chwila oddechu. Lu_gosiak ma chorą córcię więc też nie lata do banku....ale myślę ,że jest ok. Na leki mam nadzieję nie zabraknie :) No chyba ,że p.doktor zaleci dializy..... to będziemy skomleć głośno. Jutro chcę porobić Mu wszystkie możliwe wyniki. Nawet z tomografem jeśli będzie taka możliwość.
-
Niestety.... Pani doktor dziś nie przyjmuje. Najbliższy wolny termin jutro godz 14. Zarezerwowałam.Mamy zamówiona u Pani doktor całą godzinę.Wczoraj zapchał się venflon. Kroplówka nie skapała do końca. Rano byłam z Nim w gabinecie założyć nowa. Dusio połazikował po trawce.....siknął konkretnie a teraz śpi pod kroplówką. Jutro o 10 ruszamy. Jeśli wiecie coś o trasie Katowice - Warszawa.... jakies przebudowy....ruch wahadłowy..... dajcie znać. Studiujemy z mężem trasę aby jak najszybciej dojechać.... dawno nie jechałam na Warszawe. I dziękuję za Wasze wsparcie..... czuje je na każdym kroku.
-
Dzięki ,,,za słowa otuchy,dzięki Malizno za to ,że przypomniałaś mi tu moje własne wcześniej wypowiedziane opinie. Molly to był beznadziejny przypadek. A Dusio :)...zjadł kolacyjkę ze strzykawki....a w pewnym momencie sam zaczął jeść. Myślałam ,że oszaleję ze szczęścia. Umyłam Mu pysio..... położyłam na kocyku..... teraz kapie Mu ringeri. W domyślam się ,że to sprawka pewnej Pani Krysi ,która zrobiła dziś dla Duszka sesję bioenergoterapeutyczną :) Słyszałam już wcześniej o tych sesjach w Jej wykonaniu. Duszek nabrał sił.... pospacerował po moim łóżeczku.... generalnie dobrze się miał. Komu wysłać zdjęcia? Teraz leży ze swoim ulubionym kocykiem na czole i śpi.Módlcie się jutro aby P.doktor mnie przyjela. Rano o 9 bede się dobijała i prosiła o wizytę.
-
Zmienilam plany..... każecie mi mieć nadzieję to może ja znalazłam. JUJtro jadę tutaj http://www.znanylekarz.pl/agnieszka-neska-suszynska/weterynarz-nefrolog-endokrynolog/warszawa-konstancin-jeziorna/2 rano się dowiem czy p.doktor mnie przyjmie. Martwię się tylko jak Dusio zniesie podróż. To 250 km w jedną strone.
-
Witajcie cioteczki..... sorry ,że dopiero teraz piszę ,ale z rana trzeba było pobrać krew chłopaczkowi..... zaraz potem leciałam sterylizować sukę. Potem musiałam zawieźć krew 15km do Danvas. A Danvas potem dalej do Częstochowy. Zaraz jadę odbierać psa na wieś. BOŻE....daj mi inny zegarek!!!! Taki z 30 godzinami na cyferblacie. W między czasie wpadam do domku wysikać i nakarmić moje Szczęście. Dziś Dusio troszkę apatyczny mam wrażenie .... ale nie widać aby cierpiał. Na mój widok merdolił ogonesiem.... na spacerku zainteresowany był Largiem. Trochę się martwię ,bo po rozmowie z dr. Neską (hehehe) z Konstancina -Jeziornej znów mam mętlik w głowie. Okazuje się ,że na w każdym przypadku wykonuje się dializę. Wysyłam Pani doktor wyniki i Ona je skonsultuje. Jutro tak czy tak..... Chorzów. Powiem Wam ,że zmęczenie mnie już zabija. Ale Jego wyraz buziolka..... Jego oczy tak pobudzają do działania ,że wszystko inne przestaje się liczyć. Najchętniej spędzała bym z Nim każdą chwilę. Jeśli przyjdzie mi się z Nim pożegnać..... nie wiem co będzie. Ale nie bójcie się..... nie jestem aż taka egoistką aby liczyć się ze swoimi emocjami. Jak będzie trzeba..... pomogę Duszkowi przejść na Drugą Stronę. Ale będę tak bardzo tęskniła..... marzyłam ,że zobaczę Go biegającego i szczęśliwego przy swoim człowieku.A tak..... będzie musiał odejść nienawidząc ludzi...... nie zaznając tyle dobrego ile Mu sie należało..... A tak na marginesie..... dziś włączyłam Mu alugastrin i peritol (syropek na apetyt). Wejdę wieczorkiem. Dziękuję ,że jesteście....
-
Jonik - sierotka po Zuzce pojechał do nowego domu :)
nescca replied to mmd's topic in Już w nowym domu
Oczka też mnie urzekła. Tak bardzo chciała bym móc Ją przygarnąć. Kupiła mnie od pierwszego wejrzenia. Wierzę ,że trafi z pomocą Krysi(*)(*)(*) i Waszej do najlepszego domu na świecie. Amen :) -
JUtro poproszę mojego doktora aby do niej zadzwonił i skonsultował wyniki. Być może uda się leczyć Go w Chorzowie a ja zapłacę za konsultację telefoniczną. Jeśli tak by sie dało.... to będzie rewelacja. Jeśli się nie da....pojadę po dializach. On w takim stanie jak jest teraz...nie nadaje się na podróż.
-
Jonik - sierotka po Zuzce pojechał do nowego domu :)
nescca replied to mmd's topic in Już w nowym domu
Spokojnie dziewczyny..... rozmawiałam z Pania Asią :) Jakis znajomy Jej męża wybiera się do Warszawy i ponoć będzie mógł odebrać psiaka. Zresztą ...... Magdo.Zadzwoń do Niej jeśli możesz. Bo Oni chyba już tak się cieszą ,że chyba chcą Go mieć u siebie jak najprędzej.Ale się cieszczę ,że choć tyle mogłam zrobić do kochanej Zuzki (*)(*)(*) -
Jonik - sierotka po Zuzce pojechał do nowego domu :)
nescca replied to mmd's topic in Już w nowym domu
Na prośbę MMD zrobiłam wizytę p.adopcyjna w potencjalnym domku w Wołczynie. DOMEK SUPER!!!! Pani Asia to wielka miłośniczka zwierząt. Jej mama też. Zarówno dzieci i mąż (dzieci to ponad 20 i 15 lat) W domku jest sunia która jak mówi Pani domku Leżała blisko yorka. Ogród do biegania....wiele rąk do głaskania. Uważam,że domek najlepszy od słońcem. A po za tym bywam w hotelu u Lilki bardzo regularnie ...a że Wołczyn leży niedaleko.... będę mieć kontakt z chłopakiem. Dom ucieszył się że chłopak zostanie wykastrowany. REWELKA.... sama oddała bym tam każdego swojego psa. -
Przepraszam że tak pozno...ale całydzień pichcę Dusiowi i próbują nakłonić Go do jedzenia. Rano zjadł ładnie ziemniaczki z masłem. Po południu już troche gorzej.... ale zero wymiotów. Przed chwilką podałam Mu zmiksowany rosołek z minimalna ilością miesa z udka kurczaka. Zjadł 5 strzykawek 10ml. Oby tylko nie zwymiotował. Z samego rana w poniedziałek poproszę dok.Fabisza o tel do tej osławionej p.Doktor. Na pewno skorzystamy z Jej wiedzy.....tylko żeby Dusio dotrwał. Jeśli trzeba będzie..... pojadę z Nim do Konstancina. Nie mogę tak szybko zrezygnować.....tym bardziej ,że nie widzę aby On cierpiał. Wręcz przeciwnie. Tuli się do nas.... reaguje na spacerkach na zapachy.....chyba gdzieś suka jakaś ma cieczkę. Dziewczyny.... myślę ,że On cholernie chce jeszcze pożyć ,bo takiego spokoju i "luksusu" jak teraz.... a przede wszystkim miłości (bo ubóstwiają Go wszyscy moi domownicy )nie miał nigdy. Chłopak mojej córki też zabiera Go na spacery.... nosi na rękach i przytula. On nie pozwala siebie nie kochać. Jedno spojrzenie i..... koniec.Każdy pada ofiarą Jego uroku. Dlatego proszę ....zrozumcie ,że jeszcze nie potrafię podjąć tej decyzji. Muszę być pewna,że ta decyzja jest słuszna i że dla Niego nie ma już ratunku. Jeśli ktoś ma inne zdanie.... to proszę tylko o zrozumienie mnie. NIE MOGĘ. A na marginesie..... Dziekuję Wam za wszystko.