-
Posts
8971 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gusia0106
-
Tyle, że dla mnie to nic nadzywczajnego... Nie wyobrażam sobie jechać na wakacje bez niego, nie wyobrażam sobie iść na spacer do niego, nie wyobrażam sobie wypadów na grille i inne takie bez niego. Tyle się mówi o tym, że pies jest członkiem rodziny. No skoro tak, to czy dziecko np zostawiłoby się w domu bo na wakacjach jest niewygodne? Przecież to nienaturalne. Naprawdę w takim traktowaniu psa nie ma niczego nadzwyczajnego.
-
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
gusia0106 replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
[quote name='Miki']50 zł wczoraj wysłałam. Szkoda, że nie udało mi się więcej :placz:[/quote] Co Ty Zosia....To i tak dużo. Jeszcze bazarkowałas do tego.... -
[quote name='Ewa Marta']No to ja też pozwolę sobie na emotikonka... irenaka 425,00:crazyeye: Irenko, bardzo Cię proszę wybacz mi ten wpis, nie chciałabym Cię urazić, ale miałam cichą nadzieję, że skoro tak dynamicznie ruszyła akcja wsparcia dla psiaków z Krzyczek, Ty po wpłacie 950 zł + 140 zł w marcu, złapiesz choć przez miesiąc oddech i nie będziesz musiała dokładać do hoteliku, ewentualnie wrzucisz cos symbolicznie... Czy naprawdę nie ma szans na to, żeby z wpłat do fundacji przerzucić jakąś kwotę na Niepołomice???? To cudowne, że czujesz tak wielką odpowiedzialność za psiaki, ale to w końcu nasza wspólna sprawa, sprawa tych, którym ich los nie jest obojętny. Robisz tak wiele dla nich, że sprawy finansowe mogłabyś choćby spróbować przerzucić na innych. Tak to wszystko optymistycznie wyglądało, a jak dochodzi do rozliczeń, to Ty znowu bierzesz na siebie lwią część opłat.... :shake:[/quote] Święte słowa........
-
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
gusia0106 replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
Policzyłam na szybko, że potrzeba nam koło 440 zł. Jak się odejmie 162, które jest to potrzebujemy 278 zł. Jak od tego odejmiemy około 90 zł z bazarku moniki to potrzebujemy 188 zł. A jak od tego odejmiemy deklarowaną wpłatę Miki to do obsłużenia Patosa [B]zostaje nam 138 zł do zorganizowania.[/B] -
Dzięki za ciepłe słowa Ewa. Ja po prostu miałam to szczęście mieć najlepszego psa na świecie.... Tak, wiem, że każdy właściciel tak mówi o swoim psie, o swoich psach. I dobrze. Bo tak właśnie powinno być. Z tym, że mój Vario był naprawdę wyjatkowy.
-
Wczoraj zadzwonił do mnie Varia Pan. Przeżywa to wszystko bardzo silnie, i jest mu o tyle ciężej, że jest za granicą. Swojego pieska widywał przez ostanienie półtora roku, raz na 6 miesięcy. A Vario był jego pierwszym w życiu psem. Ukochanym. Oczkiem w głowie. Najważniejszym na świecie. Ma telefon, taki z klapką, który w środku ma normalny wyświetlacz, a na klapce taki malutki. Oczywiście na obu wyświetlaczach zdjęcie Varia... I wczoraj, nagle, niedotykany, nienaciskany, nieruszany (telefon leżał na siedzieniu pasażera) ten mały wyświetlacz pękł. Pękł jakoś tak wewnątrz. Na szybce nie ma żadnego pękniecia, żadnej ryski. A jak pękł to rozlał się wszystkimi kolorami tęczy. Zdjęcia Varia już nie widać. A ja bardzo, bardzo mocno chcę wierzyć, że to nie przypadek.....
-
Zakończyły się dwa z moich bazarków. Łączny dochód z nich wyniesie koło 300 zł. Jak tylko pieniądze wpłyną na moje konto przeleję je na konto Fundacji.
-
W swoim miejscu na ziemi....
-
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
gusia0106 replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
Irenko, Kochana, ja wiem, że na Tobie jak na Zawiszy. Nigdy w to nie wątpiłam. Spokojnie z tym zestawieniem - będziesz miała chwilkę to policzysz. Zobaczymy i kasę zorganizujemy. Jak to mawia Neigh -kasa zawsze daje się jakoś zorganizować. -
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
gusia0106 replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
Wiadomości na tym wątku to dla mnie jedyne dobre wiadomości w ciągu ostatnich dni. Dzięki Asiu, dzięki Andrzeju - że zdecydowaliście dać mu dom. Patos jest dla mnie psem szczególnym. Po pierwsze dlatego, że to jedyny pies, o którego mój Vario (*) był zazdrosny.Gdy ma się jakiegoś psa w domu nawet przez chwilę, widzi się te smutne oczy wpatrzone z ufnością, czuje się każdą wystającą kość, widzi rany na ciele, patrzy się jak łapczywie rzuca się na jedzenie wskutek wielomiesięcznego niedożywienia, jak spragniony jest kontaktu z człowiekiem, nie da się o nim później tak po prostu zapomnieć. Miejcie dla niego dużo cierpliwości i ciepła. To nie będzie pies, który od razu będzie znał swoje miejsce. Jak na moje oko on nigdy nie miał ani domu, ani Pana. Zasłużył na wszystko co najlepsze. Wiem co mówię. Irenko, teraz prośba do Ciebie. Napisz proszę ile potrzebujemy pieniędzy bo przecież i kastracja i czipowanie i paszport i transport do Wrocka kosztuje. Musimy zebrać fundusze. A tak w ogóle to kto go zawiezie do tego Wrocka? -
Różne rzeczy mi się przypominają... Mam nadzieję, że kiedyś będę umiała się do tych wspomnień uśmiechnąć. -uwielbiał lody za automatu, zawsze jedliśmy je we dwójkę - on waniliowo-czekoladowego, ja waniliowego -gdy wjeżdżał kolejką na Skrzyczne albo Czantorię rozglądał się całą drogę zaciekawiony, ale wył przy tym niemiłosiernie. Na górze wszyscy się uśmiechali i mówili "O, to ten pies co wył całą drogę" -do końca życia na zawołanie i stosownie do okoliczności, jak wychodziłam z domu a on tego nie chciał robił minę "Jestem najbiedniejszym psem na świecie a Ty mnie zoooostaaaawiaaaasz" -jak był na wakacjach w Chorwacji popłynęliśmy statkiem na cały dzień na wycieczkę na nie pamiętam już jaką wyspę. Na wyspie był obiad bezgranicznie podlewany młodym winem z karafek. Na stateczek wracaliśmy na cięęęęężkich nogach mocno spóźnieni. Cały stateczek czekał tylko na nas, a on z uśmiechniętym pyskiem, na oczach wszystkich wkurzonych turystów wskoczył do wody tuż przy stateczku i pływał sobie, za nic nie chcąc wyjść na ląd -i jeszcze jedna historia,morda mi się śmieje jak sobie to przypominam. Na Korsyce tym razem. Wracaliśmy z wakacji, upał był niemiłosierny, 35 stopni w cieniu, a on czarna sierść, w pobliżu nawet kawałka cienia. Na wjazd na prom trzeba było czekać koło godziny, a tam setki samochodów na rozgrzanym asfalcie. Podjeżdżając do tego promu widziałam fontannę,takie strumienie wody wylatujące z otworów w ziemi - podobna do tej w Galerii Mokotów. No to Pana zostawiliśmy w kolejce na ten prom a sami poszliśmy pod tą fontannę. Kuupa ludzi tam była zgromadzona przy tej fontannie, wszyscy szukali ochłody. Stali sobie przy tych dziurach w ziemii i łapali wodę w dłonie itp. Variucho też się chciał ochłodzić. Pił sobie wodę z tej fontanny, wsadzał tam łapy, w końcu usiadł dupskiem na jedne z tych dziur. Woda przestała lecieć ze wszystkich. Na początku nie załapałam, ale w końcu mnie oświeciło, że jego dupsko zatkało tą dziurę co ma bezpośredni związek z niewylatywaniem wody. Ludzie zaciekawieni, zaniepokojeni i zdziwieni zaczęli podchodzić do tych innych dziur, pukać w nie, nachylać się nad nimi itp. Jak Vario podniósł swoją psią dupę, woda ze wszystkich otworów trysnęła ze zdwojoną siłą. Większośc ludzi przy fontannie była mokrusieńka - panie w szykownych sukienkach, panowie w lnianych garniturach.....Myślałam, że rozpęta się mega awantura. A oni bili mu brawo.............
-
Po prostu go olał....
-
To piszę dalej.... -uwielbiał arbuza, na sam jego widok dostawał ślinotoku. Jak miał do wyboru arbuza czy kabanosa, wybierał arbuza -niewzruszony na wszystkie ataki agresji ze strony innych psów, nawet się nie zatrzymywał tylko patrzył pogardliwie i podnosił nogę....przyprowadzałam mu do domu różne psie łachudry a on to znosił, pozwalał jeśc ze swoich misek i włazić mi na kolana. Na starośc tylko mu się zmeniło i zazdrosny był raz. O Patosa. -uwilebiał bawić się falami. Serce miał chore więc nie pozwalaliśmy pływać mu zbyt długo. Pakowaliśmy go na materac dmuchany i płynęliśmy razem z nim. Wskakiwał do wody, gdy któreś z nas w jego mniemaniu odpływało za daleko i ściągał nas z powrotem w pobliże materaca -przez sen potrafił szczeknąć tak głośno, że budził się tym swoim szczeknięciem i zdziwiony nie wiedział gdzie jest -po przygarnięciu łaził za nami krok w krok, nie było mowy, żeby gdzieś pójść bez cienia. Spał głębokim snem, na boczku, śniąc przebierał łapkami, wychodziłam na 2 minuty do toalety, a on już czekał pod drzwiami. I tak to trwało wiele lat -pchał się zawsze tam gdzie było najmniej miejsca i gdzie był najmniej potrzebny, mogło mu byc cholernie nie wygodnie ale musiał nas mieć na oku -nienawidził jak zbliżało mu sie twarz do pyska. Nie znosił. Do końca życia warczał na mnie jak całowałam go w pysk, gdy nie miał na to ochoty. Karcony za to warczenie udawał, że nie warczał, tylko ziewał....Wielokrotnie uprzedzałam róznych ludzi, którzy chcieli go pogłaskać trzymając twarz zbyt blisko, jak się to może skończyć. Nie wierzyli bo przecież Vario jest oazą spokoju. No to tą swoją niewiarę przypłacili draśnięciem po kle na nosie, policzku lub okolicach oka. -ładował się w każdy napotkany zbiornik wody. Jeziora, może, strumień - nieważne - byleby się zmoczyć. Futra miał tonę, mokrym psem śmierdział później dwa dni. -jeśli chciał wyjść w nocy nigdy nie budził mnie piszczeniem. Stawał przy krawędzi łóżka ze swoim nosem 5 cm od mojego i gapił się w oczy. Jak to nie skutkowało zaczynał sapać. Mógł tak wytrzymać wiele minut. Piszczał dopiero wtedy gdy widział, że otworzyłam oko. -mimo, że miał do dyspozycji 1,28 h działki w Bieszczadach - trawa, trawa i tylko trawa, nie załatwiał się na jej terenie. Trzeba go było wypuszczać na drogę polną graniczącą z tą działką i dopiero wtedy... -szczekał od momentu zadzwonienia domofonu do momentu wejścia gości do domu. Prośbą, groźbą, niczym nie dało się go tego oduczyć. A, że mieszkaliśmy na 3 piętrze bez windy bywało wesoło. Były takie osoby, na które szczekał po wejściu do mieszkania gdy tylko się poruszyły. Sam je sobie wybierał. O co mu chodziło?-nie wiem do tej pory. -często zasypiał z łapką na mojej stopie. Toczyliśmy walkę czyja łapa będzie na wierzchu. Zawsze musiała byc jego. Nie było innej opcji... -sam wybrał tą działkę bieszczadzką......gdy wysiadł tam pierwszy raz, zachowywał się jak nigdy wcześniej ani później - skakał, szczekał, piszczał, biegał w tą i spowrotem. Reagował podobnie później wiele razy gdy tam jechaliśmy. Kilka kilometrów przed celem już piszczał w samochodzie i się wiercił. Ale aż tak śmiejącego się jego pyska nie widziałam nigdy więcej, tylko wtedy gdy był tam po raz pierwszy. Znalazł swoje miejsce na ziemi. A ja swoje przy okazji..... Tam go pochowałam...Nie mogło być inaczej....
-
[quote name='sleepingbyday']gusia, kondolencje jeszcze raz. długo walczyliście z sukcesem i zyskaliście dodatkowe półtora roku. ten czas był wart wszystkiego.[/quote] Był. W życiu nie oddałabym tego czasu za nic.
-
Wiesz, to był pies który: -umiał grać w piłkę kamieniem. Brał go sobie do pyska, kładł przed łapką i kopał - podawał Ci do nogi, czekał aż mu oddasz podanie, i tak mógł całymi dniami -oaza spokoju i łagodności, trochę pierdoła, ale jak facet podniósł na mnie i głos i rękę na ulicy, jednym skokiem rzucił mu się do gardła - przeszedł na własnych łapkach całe Bieszczady wzdłuż i wszerz - był na Połoninie Wetlińskiej i Caryńskiej, na Małej i Wielkiej Rawce, na Bukowym Berdzie, Szerokim Wierchu i Krzemieńcu, i oczywiście na Tarnicy - gdy było po deszczu śliskie zejście z górki bo zrobiło się błoto, zbiegał kawałek i zawracał podsuwając mi pod nogi łapki żebym się nie poślizgnęła i nie spadła -bezbłędnie rozpoznawał na lotnisku rekreacyjnym swoich państwa - za każdym razem jak lądowałam i byłam już w zasięgu jego skoku, skakał łapkami na nogi i ściągał mnie na ziemię - gdy ktoś go zapytał na lotnisku gdzie jest Pani albo Pan od razu spoglądał na niebo - jak go już wzięłam do domu strasznie kulał, okropnie, musiał być mocno trzaśnięty, ale jak na niego patrzyliśmy, udawał, że nie kuleje -gonił za kotami tylko wtedy gdy był pewny, że to widzimy. Gonił je góra sto metrów i zawracał zaraz przybiegając się pochwalić -nie interesował się innymi psami. RAZ w życiu widziałam, żeby się bawił z psem. Zabawa była taka, że przewracał go łapą i czekał aż tamten wstanie. Jak wstał to Vario znowu go przewracał i tak cały dzień -nie lubił spać w łóżku. Nigdy na nie nie wchodził. Chyba, że wieczorem przychodził mój brat i kładł się obok mnie bo chciał pogadać. Vario natychmiast wskakiwał między nas i warczał za każdym razem jak brat się poruszył -pozwalał jaszczurce wchodzić na siebie, zwijać się w kłębek w sierści i spać, a z papugą jadł z jednej miski, ustępując jej miejsca -obrażał się. Walił klasyczne fochy. Najdłużej wybaczał mi po tym jak śmiałam go wykąpać, trochę lepiej było po czesaniu i czyszczeniu uszu. Udawał, że mnie nie widzi, nie reagował na polecenia, odwracał się pupą jak kładł się spać... -za każdym razem po jedzeniu przychodził się pochwalić, że zjadł. I za każdym razem wracał do miski zobaczyć czy przypadkiem jedzenie na nowo nie urosło. Przez prawie 10 lat nie urosło nigdy, ale on zawsze sprawdzał. To się nazywa konsekwencja. -przygarnięty, gdy był koszmarnie brudny i zainsektowany sam susem wskoczył do wanny i siedział tak bez ruchu, póki wszytskie zabiegi pielęgnacyjne nie zostały zakończone -nie ruszył nic ze stołu - ale w Bieszczadach na ognisku, gdy wszyscy upiekli już sobie kiełbaski i karkówki i te takie inne odstawili na takie drewniane ławy za siebie, zrobił rundkę po tych ławkach (ciemno było, nie było widać skurczybyka) i zeżarł wszystkie porcje. Odchorował to później koszmarnie ale to już całkeim inna historia -nie dał się pokonać cyście na pęcherzu, nietolerancji pokarmowej, krwotocznemu zapaleniu żołądka i jelit, wielokrotnym uszkodzeniom rogówki, zwyrodnieniu zastawki, zwyrodnieniu kręgosłupa, dysplazji stawów biodrowych, zespołowi końskiego ogona, nowotworowi i trzem wylewom. Poddał się dopiero przy czwartym..... Właściwie nie On, tylko ja...I właściwie nie poddałam, tylko nie miałam serca go męczyć.... Mogę tak wymieniać bez końca... Sama widzisz Niunia, że miałam najlepszego psa na świecie..................
-
Dzięki Dziewczyny. Nie wiem co napisać. Założylam Mu wątek w TM. Już nic więcej nie mogę............
-
Dzięki Dziewczyny. Nie wiem co napisać.
-
Mój Vario odszedł za TM. Nie miało to nic wspólnego z nowotworem. Mam nadzieję, że jego historia da otuchę tym wszystkim, którzy wątpią w życie po nowotworze śledziony. Vario żył po usunięciu śledziony rok, dziewięć miesięcy i 5 dni.....
-
"Jeśli Go nie znałeś, to nie żałuj, bo Przyjaciela straciłbyś, jak ja...."
-
Uprzejmie donoszę, że skoczyłam "i". Nestępne w kolejce są ogłoszenia Hektora. Chwilę muszą poczekać bo Vario ma nawrót tej cholernej gorączki więc cała jestem jego.
-
[quote name='Itske']Przykro mi, nie przeczytam całego watku, co mogę: 1. Podrukowac ulotki (oczywiscie bezkosztowo) 2. Wysłać rzeczy na bazarek (prosze podać adres, na który można wyslać fanty) 3. W srodę pRZesłać jakąś kasę na konto (rozumiem, że to z pierwszej strony?) 4. Jak dostałabym jakiś artykuł - (adresat nauczyciele) to umieszczę w dwumiesieczniku "Edukacja Pomorska" (idzie do szkół woj. pomorskiego) to na razie tyle przyszło mi do głowy[/quote] :crazyeye: To bardzo, bardzo dużo. Serdecznie dziękuję. Adres do bazarkowych rzeczy podam na PW. Tak, konto jest to z piewszej strony. I artykuł jak najnardziej ;) NEIGH, słyszałaś? Do pisania artykułu marsz!
-
A dlaczego mieliście ponowną operację rany??
-
[quote name='Neigh']Nooo niech zaprosi psy:-) Ja jestem za!!! Swoją drogą, jak sie nie spróbuje, to się na bank nie uda......[/quote] No napisałam. Czy coś z tego będzie - zobaczymy.
-
[quote name='Bushido']Dzisiaj oglądałam Rozmowy w toku i pomyślałam żeby Drzyzga zrobiła odcinek o bezdomnych psach, oczywiście krzyczkowskich :)) Zaprosiła by kilka psów i jakiś dom napewno by sie znalazł.[/quote] Tyyyyyyy, to jest myśl. Zaraz poszukam tam kontaktu.