Jump to content
Dogomania

Neigh

Members
  • Posts

    6128
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Neigh

  1. No właśnie.......Kawa znowu nie je. Przywieziona do domu rzuciała się na kurczaka......daję w małych porcjach co godzinę......roztopionego w wodzie, tak wetka kazali. Żeby przy okazji jedzenia też ciut chociaż piła. To była jakaś 9.30 No i druga porcja ( około 11 podana) olana.........Nie martwić się?
  2. Co by się nie działo i co by kto nie myślał, to akurat Tajdzi na tym wątku proszę nie opierdzielać, bo się straaaasznie wkurzę. Nawet jak ja ponosi..........to ma ją prawo ponosić. HOWGH ! a. to ona siedziała z kotem w lecznicach ( po 5 h czasem) kiedy ja byłam w pracy. b. to ona przyjezdzała do mnie na wieś po kota - do lecznicy - do mnie z powrotem - do własnego domu. W nocy żeby nie było wątpliwości, kiedy ja byłam uziemiona z dziećmi - bez auta. Zrobiła niezliczoną ilość kilometrów, przesiedziała godziny z Kawą u wetów. Znała Janę, Fokę - wiedziała skąd wziąć leki.......i gdzie jechać. I powiedziała jedną ważną rzecz - "są rzeczy ważne i ważniejsze" No!
  3. Tak, tam raczej zawsze ktoś jest na miejscu. Pewnie, że lepiej wcześniej się umówić.
  4. A zaliczyłam już trzy przychodnie:-). Trudno zeby nie spędzała nocy, jeśli podanie kroplówki trwa tak na oko 3- 4 h. Jedna kropelka na 10 sec. Podawano około 250 ml. No to można sobie przeliczyć:-). Szczerze mówiąc już nie bardzo wiem na którą miałabym zmienić. Kroplówki sama nie zrobię. Przykro mi, ale nie dam rady. Nawet z zastrzykiem podskórnym mam problem.
  5. Czyli krótko mówiąc idzie ku lepszemu......
  6. Bez ogłoszen to o dom ciężko........
  7. Wybiera...........to znaczy ja się też wybieram. Przepraszam mam 700 zł rachunek za leczenie kota, debet na koncie. I mało radosny nastrój.....
  8. Właśnie ją odebrałam z lecznicy. Rachunek dobił 700 zł. Mała musi dostawać kroplówki podskórne. Ma zaburzenia w "gospodarce elektrolitowej". Ja mam debet na koncie i kompletny brak finansowania dalszego lecznia. Nie wiem co robić. Naprawdę nie wiem.
  9. Dogo nadal kiepsko działa. Kawa została na noc w lecznicy. Niestety kolejna kroplówka..........dziewczyna wprawdzie nie ma biegunki,.......ale jest nadal odwodniona i jakaś taka mało żwawa:(. Eeeee czasem to nie mam siły.........
  10. A może ktoś wie jak się robi - zasady, sposób itp allegro cegiełkowe? A i jeszcze [B]Wpłaty:[/B] eva - 30 zł Wieeelkie dzięki i głęboki dyg
  11. [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=99731[/URL] Powyżej link do wątku .........wprawdzie kota, ale czy ja wybieram, co mi na drodzie ( dosłownie !) staje. Wygrałyśmy z panleukopemią ( kto zna, ten zrozumie co to znaczy). Kosztowało mnie to 610 zł.....i to jeszcze nie koniec. Bardzo Was wszystkich proszę o pomoc. Wynalazłam jakieś rzeczy na bazarki, ale nie umiem ani nie mam czasu ich robić......Wszystko jak na razie wskazuje na to, że Święta w moim domu w tym roku odwołane...
  12. Zastanawiająco dobrze i jakoś tak radośnie to wszystko brzmi:-) Jeśli mogę prosić, proszę nie wymawaić przy mnie słowa "kasa". Rachunek za kotkę 610 zł - wieczorem kolejna wizyta. No i jeszcze Tola.........tralalala Święta odwołuję w tym roku........
  13. Oj problemy są z tą dogomanią niesamowite. Ze 3 posty już mi się tu nie zapisały........:((( No więc : a. reszta kociaków............udało się znaleźć tylko jednego - leżał przy drodze....Reszta zapadła się pod ziemię. Nie chciałam im tam zostawiać ( wystawiać ) jedzenia. To bardzo niebezpieczne miejsce. b. Kawa dziś lepiej. Wczoraj miała goroczkę - prawie 40 stopni. Ja jestem bez samochodu nadal. Tajdzi jezdziła.......kurs Białostocka - Śreniawitów. Juz jest lepiej. Podobno leukocyty za bardzo poszły w górę i organizm tak się broni. Efekt - dziś muszę zapłacić rachunek - 610 zł. Wieczorem Kawa ma jeszcze jedną wizytę u weta ( cały czas ma niewyjęty veflon). Sformułowanie "leże finansowo" jest zbyt delikatne......
  14. Bej jest w okolicach Jabłonnej, Rajszewa. Jadąc w kierunku Nowy Dwór Mazowiecki - 20 km od Wawy mniej więcej. Baaardzo proszę o pomoc w robieniu zdjęć. Osoba która robiła zdjęcia w domu ( te jeszcze u mnie ) nie może podjąć się robienia zdjęć w plenerze..... Może ktoś inny zechciałby obfocić Bejusia plissss......
  15. Na razie cisza totalna. Napisze ten tekst do ogłoszeń..... Przepraszam nie miałam głowy. Wyciągałam kota z panleukopenii - fakt z sukcesem. Ale rachunek do wczoraj wyniósł 610 zł - i mówiąc delikatnie czuję sie podłamana...... Mala powinna mieć jeszcze uzupełnione szczepienia. I musi iść do nowego domu bez sterylizacji. Ja jej na pewno nie zrobię. Nie mam zwyczajnie za co. W tym miesiącu wydałam na zwierzęta tyle, że długo się nie pozbieram finasowo.
  16. To jest tak: nikt go stamtąd nie wyrzuci........ale gdyby się znalazł inny dom.......to p. Teresa zabrałaby kolejną potrzebującą bidę......."na oku" ma ślepego krecika. A dopóki jest Dziadek.....no to jest Dziadek. Z drugiej strony takie "przerzucanie" go też bez sensu.......
  17. [quote name='Neigh']+ Urszula ( Gliwice ) brak nicka - 150 zł Gugusia7 - 50 zł Wyjątkek 30 zł Miki 50 zł [B]Razem 280 zł + 371 = 651 ( tyle aktualnie w puli Beja)[/B][/quote] + Wpłaty Natka1238 - 200 zł Beka -100 zł Hanyg - 50 zł Anka P - 40 zł Daga71 - 30 zł [B]Razem - 1071[/B] [B]- [/B]Wydatki 45zł - szczepienie ( zakaźne) 50 zł karma = 95 zł [B]Pozostało w puli Beja 976 zł[/B] Poprzednie rozliczeni post 361 - rachunki dla zainteresowanych do wglądu. Za hotel rachunku nie posiadam - z góry mówię:-)
  18. A dobrze:-). Zaczął szczekać. W ciągu dnia jest w kojcu, nocuje w łączniku. Pani Teresa martwi się, że może być to dla niego za duża różnica temperatur... Poza tym biega jak oszlały i udaje ze ma z 5 lat mniej:-). No i apetyt mu baaaaaaardzo dopisuje. O niego sie zdecydowanie nie muszę martwić. Co mnie niezmiernie cieszy.. Eva wpłata 30 zł - wielkie dzięki:-). Pójdzie na: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=99731[/URL] Bo finansowo mnie to powyższe mocno przerosło.....
  19. W środę zaczęła się stabilizować. Od wczoraj jest w domu:loveu: Wiem że: nie umiem robić kroplówek warto mieć przyjaciół mała, czarna i mocna - to tylko KAWA:-) Nie jest bezimienna. Ma na imię Kawa. Wyszła z panleukopemii. Zawdzięcza życie Tajdzi, Janie, Foce, ...........- nie pamietam nicka I wetkom - doktor Adzie i doktor Dominice. Dostała imię na szczęście. Nadal jest bardzo słaba. Ale dała radę. Szuka domu. Takiego, gdzie Ktoś zrozumie jak cennego ma kota. Kota który komuś innemu moze uratować życie. NIewielu dało radę tej strasznej chorobie ONA dała:-). Moja mała, dzielna Kawa. Musi jechać na indestinalu i convalescence. Jej rachunek to ( do tej pory) 550 zł. Bardzo Was proszę pomóżcie :oops:.......to naprawdę astronomiczna kwota. Mam różne rzeczy na bazarki. Nie umiem jednak wystawiać..... Cena życia ........500 zł. I kto sie odważy powiedzieć.....a moze nie warto było???
  20. We wtorek zaczęła się krwista biegunka.........w sposób niekontrolowany lała się z niej "woda z krwią". Znów zaczęłam się bać. I wtedy usłyszałam: mała, czarna jest mocna. Nie da się. I fakt - życia trzymała się kurczowo i konsekwentnie. Kiedy w pewnej lecznicy ( podać, że na Tatarkiewicza? ) pytając o możliwośc umieszczenia kota usłyszałam przez tel 50 zł dziennie + kroplówki. Nie wiem czy to się pani opłaca....... Nerwy mi puściły ........i wysyczałam..........." a o tym to zadecyduje Matka Natura" + pierdut słuchawką. No fakt - rachunek jest ( jak dla mnie kosmiczny), ale powiedzcie mi proszę co miałam robić? Miałam pozwolić jej umrzeć? Miałam nie zapłacić za kroplówki, bo za te same pieniądze można zaszczepić i wysterylizować kilka "śmietnikowych" miotów? Czy mogłabym życ z poczuciem, ze nie próbowałam jej pomóć tylko ze wzgędu na "brak opłacalności"???
  21. W sobotę nie jadała, ale nic się poza tym nie działo. Temperatura w normie. Kupa ciut lużna, ale zdecydowanie nie biegunkowa...... A jednak......jakiś czas temu straciłam dwa kociaki na panleukopemię. Lęk pozostał. Kiedy wieczorem zwymiotowała.......pognałam do najbliższej czynnej lecznicy. Przekonywałam, ze to moze być to. Potraktowano mnie jak rozhisteryzowaną wariatkę, kotka została na obserwacji. W niedzielę rano przez tel poinformowano mnie, ze nic się nie dzieje złego. Nie wymiotuje nie ma gorączki, biegunki. Domagałam się jednak badań. Do kotki pojechała nieoceniona Tajdzi ( ja w niedzielę pracowałam). Wymusiła badania........ Około 14 dostałam telefon - pani przypuszczenia sie potwierdziły. No i co z tym kotem dalej? Zatkało mnie. Przecież to nie ja jestem wetem do diaska!. Dowiedziałam sie, ze leczenie będzie drogie........tu zawieszono głos ...........proszę się zastanowić.......to przecież nie pani kot. Czyli mam mu pozwolić umrzeć?!! RATUNKU!!!!! Na szczęście wiedziałam gdzie wołać o pomoc. Tajdzi pognała z kotem na Białobrzeską......dotarła tam Jana ( z miau) z Foką. Foka przeszła panleukopenię.......jest "ozdrowieńcem" oddała Małej krew. DZIĘKI DZIEWCZYNY!!!!!!!!!!! Bezimienna dostała neupogen, tfx. Czułam się jak na seansie z akupunktury. Miliony zastrzyków......Patrzyłam bezsilna, a z małą było coraz gorzej. Po 5 godzinach kroplówek i zastrzyków została przewieziona do innej lecznicy. Miała tam spędzić noc pod kroplówką. Dzwoniłam tam co 3 h. Mieli mnie dość........ale za każdym razem bałam się, że usłyszę .........przykro mi odeszła. Rano nadal żyła......Gdzieś tam pojawiła się nutka nadziei..to był poniedziałek
  22. Będzie w odcinkach: Kotka została odrobaczona, odpchlona i przez 3 tygodnie z leśnego zamorka zmieniła sie w kota do kota podobnego z błyszącym futrem itp. Po tym czasie pojechałam na szczepienie........miała niebawem jechać do własnego domu. Dom był zakocony i dobrze sie zapowiadający.... Podczas wizyty usłyszałam: jest kotna. Natychmiastowa sterylka potrzebna, potem będzie to niebezpieczne, za duże krwawienie. Ok. Sterylizacja przebiegła bez problemu. Po tygodniu w zeszły piatek pojechała do nowego domu, który obiecał sam kota zaszczepić. Jednak jej tam nie zostawiłam. Mam tak, ze jeśli mam cien wątpliwości kota nie zostawiam. Tu cień był sporych rozmiarów......... Gdy zła wracałam do domu nie miałam pojęcia że ratuję jej zycie. W domu zjadała połowę kolacji - szok bo zwykle wchłaniała bez oporów wszystko i każdą ilość.... No ale mogła się zestresować podróżą. Potem była sobota.........dalej nie chciała jeść........
  23. No była historia na stronę i się nie zapisała :angryy:
  24. Z kotem było tak: wracałam z dzieckiem z gimnastyki........do nas na wieś. Jadę, patrze przy drodze na takim niby "parkingu" - fragment ubitego pobocza pod lasem - siedzi kociak................i łypie. Ciemno już było. Jak myślicie co zrobiłam? Ano po hamulcach, szybki nawrót i na ten parking. Kot w las.......kulejąc. No to wysłałam moją Zuzię. Ona ma 9 lat.......i dar. Wszystko do niej lezie, poza tym mała, to mniej straszna. Dziecko niestety wdało się w matkę..........doszła do lasu zawodząc kici kici. Chwilę się zawahała.....obejrzała na mnie. A to wiecie........ciemno, las, zero latarni i ....wlazła w głąb. No bomba. Wrzuciłam awaryjne i zastanawiając się kto się zaraz zatrzyma, żeby dać nam w łeb...........rzuciłam się za Nieodrodną Córką Swojej Matki. ( czyli cholera jasna mnie....... w odniesieniu do "swojej matki"). Słuchajcie to było nieprawdopodobne zewsząd dochodzł miaukot. Mama ich tu jest dużo - wyszeptało moje dziecko. Zaczęłyśmy obie łażąc na czworakach wabić koty. Nic nie było widać. Nagle zobaczyłam zbliżający się kształt......cicho pojękujący. Zamrłam wstrzymując oddech. Kształt doszedł do mojej ręki. Chwyt! I mam! - z rąk zwisa mi wierzgający, drapiący przerażony kot. Rękę mam podrapaną do krwi......ale nie puściłam! Wiedziałm, że jak puszczę, drugiej szansy złapania nie będzie. Zuzka dawaj kurtkę!!!! Dziecko zdarło z siebie kurtkę, zmumifikowałysmy kota, żeby uniknąc pazurów. Wracamy zarządziłam........mamaaaaaaa - wyjęczał łzawo stwór bez kurtki. Nie ma o czym gadać. Zaraz nas tu ktoś zamorduje, po ciemku ich nie wyłapiemy. Poza tym jak je utrzymasz??? Nie mamy transportera............do samochodu, ale już....!!!! Okazałam się jędzą..... W samochodzie przerażony kształt właczył motorki..........cieeeeeepło:smile:. I tym sposobem mam : czarną kotkę, noc z głowy........świadomośc możliwej masakry na drodze. Umówioną kociarę na jutro, naszykowane żarcie i transporter., JA JUŻ NIE CHCĘ MIŁOŚĆI DO ZWIERZĄT!!!!!!! W piątek wraca mój TZ - fakt zna mnie.......fakt ma nadal ogromną słabość. ( do mnie niby)....... Ale wiecie........to ma swoje granice. Tak napisałam jakiś miesiąc temu. A tydzień temu zaczął się regularny dramat.
  25. Nikt nie zagląda, bo otwarcie strony trwa jakiś tysiąc do miliona lat:angryy: Szybciutko więc. Nie jestem w stanie sprawdzić, które z nich już zostały wpisane, cytowanie odpada - przepisuje więc z zeszytu. Jak tylko dogomania ruszy porządnie - zrobię porządek. Na razie tyle ile mogę zrobić.. 1. Najnowsze wpłaty Natka 1238 - to chyba ostatnia wpłata, którą zapisałam na dogo chyba więc tu: Beka - 100 zł Hanyg - 50 zł AnkaP - 40 zł Daga71 - 30 zł Razem te wpłaty to :220 zł Wydatki: 45 zł - szczepienie anty zakaźne i wirusowe ( wścieklizna za dwa tygodnie) 50 zł - dodałam na karmę Część karmy zawiozłam z darów od dzieci + dopłaciłam 50 zl Razem wydatki 95 zł Wetka szczepiąca psa powiedziała, ze najważniejszy dla Beja jest ruch. Mamy go nie oszczędzać. Ma ganiac po padokach z pozostałymi sukami. Musi sobie wyrabiać silniejsze mięśnie w pozostałych 3 łapach. Na tą czwartą.......ona by specjalnie nie liczyła w środę miał mieć konsultacje u Degórskiej, ale poniewać ja nie mogłam pojechać, to nie pojechał. Kolejny termin to 21.11 - godzina 10 rano. Jestem umówiona z Miki, mamy zdjęcia, więc tym razem powinno się udac. Cały czas apeluje o kogoś z żyłką fotograficzną........ Jeśli chodzi o wpłaty z mojej strony, to w tym miesiącu oferować Bejowi mogę jedynie bezpłatne przejazdy do wetów - a do ortopedy to jest bagatela pewnie ponad 40 km w jedną....... Niestety wydatki w tym miesiącu na "tymczasy" przekorczyły wszelkie dopuszczalne dla moich możliwości granice ( ostatni tydzień panleukopemia kota - 480 zł - jak dotąd + Tola + moj pies z chłoniakiem). Pozdrowienia dla cierpliwych - albo tych z szybszym netem:roll:
×
×
  • Create New...