-
Posts
3390 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Mada:)
-
Kotek prześliczny, aczkolwiek oczęta wydają mi się ciut za małe... :hmmmm:
-
[quote name='basia']Nie wiem czy piszę w odpowiednim miejscu, ale sprawa dotyczy kotki z Tychów. Byłam dziś (13.09.2009.) na Giełdzie Kwiatowej w Tychach. [B]W sektorze oznaczonym "O" i w sektorze "P" błąkała się szaro-bura, lekko pręgowana kotka.[/B] Była bardzo, bardzo chuda i wyglądała na karmiącą, bo miała nieco obwiśnięte sutki. Wyraźnie szukała jedzenia. Niestety nie miałam ze sobą nic co mogłabym jej dać :shake: Ludzi generalnie się nie bała ale nie szukała ich towarzystwa, nie podchodziła i raczej trzymała dystans. Wyglądała bardzo mizernie, więc nie chcę nawet myśleć w jakim stanie mogą być jej dzieci :-( Nie znam się na kotach ale wydawała mi się młoda. Nie wyglądała raczej na chorą ale na bardzo wygłodniałą :-( [B]Czy jesteście w stanie jakoś jej pomóc?[/B] Idealnie byłoby złapać kotkę i odszukać jej dzieci i zająć się nimi, ale gdyby chociaż komuś udało się ją zlokalizować i regularnie dokarmiać byłoby cudownie. [B]I druga sprawa.[/B] W tym samym miejscu, tz. na Giełdzie Kwiatowej w Tychach, na tzw. "tyszance" (ta część bliżej pawilonu), jakaś kobieta handlowała szczeniakami. Trzymała je w dużym pudle jakby po telewizorze. Były z nią małe dzieci. Szczeniąt było kilka i chyba były to jakieś pieski w typie owczarków niemieckich, bo nie były to malutkie kruszynki. Pieski piszczały i próbowały wydostać się z pudła, do którego dzieci je bezpardonowo z powrotem wpychały :angryy: Wątpie by kobieta je sprzedała, więc proszę o czujność i zwracanie uwagi na duże pudła. Giełda jest znowu w nocy z poniedziałku na wtorek. Jeżeli możecie cokolwiek zrobić, by kobieta nie handlowała tymi szczeniakami, to może we wtorek znów tam będzie.[/quote] Byłam dziś na giełdzie. Jeśli o kotkę chodzi - widziałam burą, szczuplutką koteczkę, ale wyglądała na zadbaną, filigranową, miała piękne oczyska. Nie bała się psa, a pies nie reagował na nią, także do ludzi sympatycznie nastawiona więc na pewno tamtejsza. Ale porównując z Twoim opisem - to dwie różne kotki. Szczeniaki były w kartonie. Handlowała nimi kobieta z dziećmi. Na smyczy miały prawdopodobnie mamuśkę szczeniąt - był to na moje oko szpic miniaturowy, albo raczej pies w typie rasy. Maluchy także takowego przypominały, więc na pewną będą to niewielkie pieski. Właściciele głaskali maluchy, brały na ręce, dzieci spacerowały z mamuśką szczeniąt. Było bardzo duże zainteresowanie szczeniakami. Cóż więc zrobić możemy? Chyba nic... Ludzie rozmnażają i będą to robić. Przypuszczam, że ci robią to celowo, gdyż mają 'rasowego pieska' i trzeba mieć z niego pożytek... :angryy:
-
Czyli, podsumowując - ważne, by przy BARFIE pies dostawał koniecznie kości, które są źródłem wapnia i wszelkim przebiałkowaniem martwić się wówczas nie trzeba? ;) A jak się przekłada owo 'przebiałkowanie' na zachowanie zwierzaka? Podobno pies staje się nadpobudliwy, niewyżyty, pełen nadmiaru energii. Czy to prawda?
-
Kot jest ewidentnym mięsożercą, natomiast pies wszystkożercą. Kot mój dostaje także gotowane oraz suchą, jednak staram się go żywić przede wszystkim świeżym i surowym. ;) isabelle - ciekawe to, co piszesz na temat przebiałkowania. Ciągle mnie zastanawia, czy aby przypadkiem nie przebiałkuję moich psów, gdyż jedzą proporcjonalnie więcej mięcha, niż dodatków roślinnych. Muszę się zagłębić w ten temat. ;) Dzięki.
-
[B]Czy ktoś może mi powiedzieć, czy szelki ROGZA, rozmiar S (dokładnie chodzi mi o te z odblaskową nitką) mają faktycznie maksymalnie w obwodzie klatki 30 cm.?[/B]
-
Maluchy w nowych domkach , wszystkie bardzo szczęśliwe :)
Mada:) replied to Tymonka's topic in Już w nowym domu
Urocze maleństwa. ;) Podrzucam. -
Moje psy jedzą głównie gotowane skrzydełka z kurczaka + ryż + gotowane warzywa. Co jakiś czas sucha karma. Jednak, od kiedy mam kota - a wiadomo, że kot to mięsożerca, serwuję mu surowe mięcho. On kości zostawia, obgryza tylko mięsko, natomiast psy zjedzą, co im pod nos wpadnie, a że postanowiłam włączyć w ich monotonną dietę surowe skrzydełka, kurze łapki i różne inne typy mięsa, zastanawiałam się, czy unikać drobiowych kości. Moje psy gryzą wszystko bardzo dokładnie, co zaobserwowałam nie raz. Także doszłam do wniosku, że spróbujemy z kośćmi i jeśli nie będzie żadnych problemów trawiennych to zostaniemy przy elementach BARFU. Dziś rano dostały gotowane skrzydła obrane z kości + ryż + gotowane warzywa, natomiast na drugie danie na świeżym powietrzu, zajadały się surowym, zmrożonym lekko skrzydłem z kością. Gryzły bardzo dokładnie, trwała ta uczta ponad 30 minut. :-o Chico zostawił drobne, ostre części kości, co przekonuje mnie do tego, że moje psy wiedzą ja się je i co się je. Myślę, że zostaniemy przy kościach. ;) Oczywiście oliwa z oliwek i inne uzupełniacze moje psy dostają systematycznie. ;) Dziękuję za odpowiedzi. :)
-
Zmiksowana galeria czyli Ares, Maya, Milan, Maylo
Mada:) replied to Marta_Ares's topic in Foto Blogi
A ja Was śledzę, ale nie pozostawiam śladu... :oops: Ares cudownie wygląda w długiej sierści! Tak się błyszczy! Ach, tylko głaskać to puszyste futerko! :loveu: -
Haszczak Baski, rasowa kundelka Kropka i koci rezydent Bagir
Mada:) replied to Baski_Kropka's topic in Galeria
Korzystając z chwili wolnej i tym samym upragnionej chwili nudy, postanowiłam poszperać na DGM i odnalazłam kilka tyskich Dogomaniaków. Witam się zatem wraz z dwunastoma łapami moimi. ;) -
Powszechnie wiadomo, że kości z drobiu są nietrwałe, w postaci ugotowanej się kruszą i mogą uszkodzić przełyk psa. W związku z tym oczywiście nie podaję ich zwierzętom. Ale... Czy kości drobiowe NIEUGOTOWANE są równie niebezpieczne? W sklepach zoologicznych można spotkać wędzone / suszone kurze łapki. Toż to również drób i również kostki, a jednak przeznaczone bez oporu do spożycia przez zwierzęta. Hmmm... więc jak to jest? Czy dając psom surowe skrzydło z kurczaka, powinnam usunąć z nich kości, czy nie są tak niebezpieczne, jak ugotowane i bez problemu pies może je schrupać?
-
Nasza kochana Sara biega za Tęczowym Mostem...
Mada:) replied to magda222's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jejku, jak to dobrze, że chociaż ma opiekę, nie jest sama w takich chwilach... :( Powodzenia! Czekam na wieści. -
[quote name='Dogo07']Powstał wątek kudłaczy w potrzebie. Pozwoliłam sobie wkleić tam kilka kudłatych psiaków, które zobaczyłam na stronie tyskiego schroniska. Może ktoś ma o nich więcej info, zdjęć. I jeszcze pytanie o Cygana, [URL="http://www.fotosik.pl/"][B][IMG]http://images6.fotosik.pl/144/4f814505bd6d33de.jpg[/IMG][/B][/URL] czy znalazł już dom, bo go nie widziałam na stronie schroniska ?[/quote] Cygan ma rewelacyjny dom!! :loveu:
-
Ania, trzymam za Was kciuki. ;) Będzie OK. Nas w najbliższych kilku tygodniach także czeka kastracja... Moje kocię będzie pozbawione klejnotów. ;) Słyszałam o szczepieniach u psów przeciwko kleszczom, a raczej chorobom, które wywołują. :hmmmm:
-
Kurcze, co za pech... :-( Anka, czy to zapalenie pęcherza jest związane bezpośrednio z kastracją?
-
Anka, Twój pies został wykastrowany zaledwie kilka dni temu. Zanim poziom męskich hormonów wystarczająco spadnie w jego organiźmie, potrzeba kilku MIESIĘCY. Zachowanie związane z cieczkami będzie STOPNIOWO zanikało. Nic nie dzieje się z dnia, na dzień. Zupełnie normalny jest fakt, iż Twój pies interesuje się jeszcze ciekającymi suńkami i zapachami. Wszystko jest świeże. Potrzeba CZAAASU! A ile tego czasu potrzeba? To już zależy od danego osobnika. U jednego psa będzie to miesiac, u drugiego pół roku. Ale zmiany na pewno zobaczysz. ;) Jak się pies zmieni? To też jest zależne od psa. U mojego Chico zostało jedynie znaczenie terenu, co nie przeszkadza mi w szczęśliwej egzystencji. Ponadto, wykastrowany pies czuje zapach cieczki, jednak 'nie wie', co z tym zapachem zrobić. Kastracja odbiera psu instynkt i ułatwia życie, powodując, że pies nie frustruje się, kiedy musi, a nie może. :) Nie ma wyjątków. U każdego kastrowanego psa zanika zainteresowanie cieczkami. ;) doglov - zachowanie, które przejawia się u Twojego kastrowanego psa, czyli dobieranie się do psów jest spowodowane ich językiem. Dominacja, próba podporządkowania sobie przeciwnika. Nie ma to charakteru sexualnego, bowiem nie miałoby to sensu, kiedy pies dobierałby się do psa tej samej płci. Cóż, u zwierząt nie ma czegoś takiego, jak homoseksualizm. :evil_lol: Pies może się dobierać do psa, suka do suki i występuje to także u sterylizowanych zwierząt. ;)
-
Gratuluję! Ach, jak miło czytać postępy! :multi:
-
Kołnierz niestety konieczny. U mnie nie zdało egzaminu ubranko. Może go stopniowo już do kołnierza przyzwyczajać? Jak kołnierz powącha - nagroda, jak dotknie łapą - nagroda, jak pozwoli go sobie nałożyć na głowę - nagroda, jak wytrzyma w nim minutę - nagroda i tak stopniowo przedłużać czas. Odwrażliwiać go. Mój pies w pierwszych godzinach (niestety nie wprowadziłam przyzwyczajania, tylko od razu mu nałożyłam kołnierz i kazałam w nich egzystować), nie chciał się położyć, nie chciał usiąść. Stał nieruchomo. W końcu się zmęczył - usiadł. A w nocy nie miał wyjścia, musiał jakoś spać, więc się położył. ;) Po kilku dniach wskakiwał mi pod kołdrę z tym kloszem. :evil_lol: Dacie radę, będzie dobrze. ;) Tydzień 'męczenia się', a potem całe życie spokoju.
-
[quote name='paulina2904']Dzisiaj Bings poczynił mały postęp w sprawie ''agresji smyczowej''. Nad rzeką spotkał małego psa i starszego pana na wózku. Nie mogłam się wycofac ,bo za mną był w pewnej odległości ''ten'' rottweiler i szybko leciałam do zejścia niżej ,żeby starszy pan nie miał problemu z przywołaniem psa;) Na początku Bingo rzucił sie w jego kierunku i skradał się do ataku (od wczoraj chodzimy na 1,50m smyczy z pewnych powodów) i ja zeszłam z drogi i ten pies podleciał do mojego i zachęcał do zabawy ja prawie zawał ,bo bardzo blisko podbiegał ,a przecież ten pan nie mógł go złapac bo był na wózku:shake: Po chwili patrzę ,a Bings spkojnie stoi naprzeciw tego psa i macha ogonem i piszczy ,że chce się bawic też:cool3: nie puściłam go ,ale pozwoliłam się im poznac i Bings ma pierwszego przyjaciela :multi:[/quote] Paulina, w takich sytuacjach niezastąpione są mega, super, hiper fantastyczne nagrody! Jakieś coś cuchnące, soczyste i pyyyyszne! Za co Twój pies da się pokroić! I oczywiście piękny entuzjazm w Twoim głosie podczas dodatkowej pochwały słownej. ;) To bardzo utwierdzi psa w przekonaniu, że warto być grzecznym przy kontaktach z innymi psami i na pewno zachowanie będzie się wówczas powtarzało częściej. Pies skojarzy z czasem, że nowy kolega = super przyjemne chwile! Jedzenie, zadowolenie pani! Full wypas! :) Powodzenia.
-
Anka, muszę Ci przyznać, że kiedy brałam kastrację mojego psa pod uwagę, a trwało to kilka lat, zanim namówiłam rodzinkę, miałam zwątpienia. Mój pies miał bardzo silny charakterek. W końcu coś z pinczera ma. Na psy rzucał się wszelkiej wielkości, potrafił warczeć na domowników, na mnie! Ogólnie typ dominancika. Oczywiście to się wiązało także z ogromem błędów jakie popełniłam podczas wychowywania go, a raczej braku wychowywania. :shake: Był najsilniejszy i najbardziej 'agresywny' w miocie. To mój pierwszy pies, na którym 'eksperymentowałam'. Postanowiłam, że nie będę go męczyła komendami, że pies to pies, może sobie biegać gdzie chce, itp. Zero prawdziwej więzi ze mną. Pies diabełek, który swój maleńki rozmiar nadrabiał charakterem. To właśnie budziło we mnie wszelkie doły, zwątpienia. Wielu ludzi kastrację mi odradzało. Nie miałam poparcia wśród rodziny w tej kwestii. Dodatkowo miałam świadomość silnego charakteru mojego psa i możliwości braku efektów po kastracji. Do dnia dzisiejszego nie mogę uwierzyć, jak cudownie się zmienił. :) Dodatkowo zmądrzałam. Zaczęliśmy się szkolić pozytywnie, budować więź. Przygarnęliśmy kolejnego psa, a właściwie suczkę oraz kota. A na spacerach dumnie wędrujemy wśród psiarzy z ciekającymi się suczkami i psami na smyczach, które ciągną do suniek, jak opętane i polecamy kastrację oraz sterylkę. :) Ćwiczymy wśród cieczek, a ludzi się dziwują. A jak ktoś się dowie, że mam suczkę i pieska, to jakie zdziwienie, że tyle szczeniaczków pewnie mamy w domu! :-o A tutaj nowość - wszystko wykastrowane, wysterylizowane i szczęśliwe. ;) Toż to pewien rodzaj uświadamiania ludzi. Życzę powodzenia i czekam na relację. ;)
-
Anka, jeśli chodzi o kastrację, uważam ją za fundament szkolenia psa. Naprawdę bardzo ułatwia życie właściciela, ale przede wszystkim czworonoga. Pies niewykastrowany podczas cieczek, przeżywa prawdziwą gehennę. W jego podświadomości istnieje fakt o konieczności przedłużenia gatunku, a my ludzie mu to uniemożliwiamy. Pies wówczas koszmarnie cierpi psychicznie! To tak jakby przywiązać człowieka do kaloryfera, nie dać mu jeść, a w odległości jednego metra od niego, położyć przepyszne żarcie. I niech tak sobie czeka i czeka. Żołądek musi się wypełnić, człowiek o tym wie, ale łańcuch go ogranicza. Koszmarna frustracja!! Pies w okresie cieczek ma jakby klapki na oczach i tylko jeden cel! Bardzo ciężko jest go na sobie skupić, urządza nocne koncerty, często odmawia jedzenia... Natomiast w okresie, kiedy cieczki raczej nie mają miejsca, pies chodzi swoimi ścieżkami, wszystko znaczy, wylizuje siuśki, lubi się wdawać w bójki itp. Piszę to wszystko z doświadczenia, co nie znaczy, iż każdy osobnik będzie się zachowywał tak samo. Pies wykastrowany nie martwi się zaspokojeniem instynktu, co jest mega komfortem! Może się spokojnie skupić na zabawie, na sielankowym życiu. Mój pies np. stał się o wiele bardziej przyjazny zarówno do psów, jak i do ludzi. Kocha pieszczoty! Jest bardzo podatny na szkolenie. Polecenia wykonuje przy suczkach, które mają cieczki! Oczywiście to wymaga czasu, aż hormony się 'wyciszą'. Nie jestem w stanie określić, ile to u mnie trwało, ale nie długo. Właśnie mija rok od kastracji i pies nabrał samych plusów. Wzmógł mu się apetyt, co było również powiązane z konkurencją, dzięki czemu przytył troszkę, z czego bardzo się cieszę, gdyż wcześniej był niejadkiem i był za chudy. Ma idealną figurkę. ;) Długo walczyłam z rodziną, zanim zgodzili się na kastrację. W końcu się udało. Nikt nie żałuje, a już na pewno nie ja! Chico był wykastrowany w wieku 4-lat. Każdy mój pies będzie bezjajeczny, nawet, gdyby się trafił kiedyś rasowiec, co nie nastąpi raczej na pewno. ;) Jeśli chodzi o wychodzenie z klatki. Ćwiczyłabym w ten sposób: wychodzimy z klatki, pies się drze, wracamy do klatki i czekamy na spokój. Jak się uspokoi - nagroda i znów wychodzimy. Pies się wydrze, powtarzamy rytuał. Myślę, że najlepiej ćwiczyć to w dzień, kiedy ludzie w pracy są. O ile to możliwe w Waszym przypadku. Wydaje mi się, że pies szybko załapie o co chodzi i koncerty nie będą trwały długo. Powodzenia. :)
-
[quote name='dOgLoV']Na początku wydawało mi się że ta metoda nie zadziała na Nerona , myślałam sobie "przecież jak on w domu je jak za kare to nigdy nic nie zrobi za jedzenie":shake: ale dzisiaj sobie mówię "spróbuje " , wzięłam Nerona na głodniaka na spacer a do worka napakowałam jego dzienna porcję suchej karmy , po drodze jak widziałam psa odwracałam jego uwagę a gdy pies przeszedł nagradzałam go jedzonkiem a on ze szczęściem go chrupał , później na polu trenowaliśmy chodzenie przy nodze i zatrzymywanie się na komendę , aż sie palił do wykonywania poleceń a nagrody wcinał jak by to co najmniej była polędwica z najwyższej półki :multi: Dziękuję za radę :lol: pies wykonuję z radością polecenia a i przy okazji jest najedzony ;);););) super metoda !!!!;)[/quote] Metoda rewelacyjna i sprawdzona. ;) Dlatego polecam wszystkim, którzy mają niejadków! :)
-
[quote name='mala90210'] a co do ludzi to też zawsze patrzą na mnie jak na głupią , kiedy wyzywam Nerona , bo [B]każe mu wtedy zrobić siad i wydzieram się na niego a on spuści głowę i oczami zbitego psa na mnie patrzy[/B] :roll: a ludzie pewnie sobie myślą jaki to biedny piesek a ta pani dla niego taka niedobra :shake:[/quote] mala, rozumiem, iż w momencie, kiedy rozkazujesz psu np. usiąść, wydzierasz się do niego, wówczas pies wykonuje komendę z tego powodu, gdyż BOI SIĘ, a nie dlatego, iż nauka, kontakt z właścicielem sprawia mu radość i pogłębia Waszą więź? Ja jestem zwolenniczką metod pozytywnych w wychowywaniu psów. Mam małe i wrażliwe psy, więc metoda C&V działa na nie rewelacyjnie. Również zdała egzamin w oduczeniu Chico agresji do psów. Jednak nie mogę powiedzieć, iż w żadnym przypadku nie popieram awersji. Nigdy nie miałam do czynienia z psami typu agresywny amstaff. Myślę, iż w ostateczności awersji można użyć, jednak w sposób dopuszczalny /nie traktując psa rozżarzonym łańcuchem np./. Mówię tutaj o sytuacjach typu 'atak na psa, człowieka'. Jeśli natomiast chodzi o naukę psa komend typu 'siad', 'noga', itp. z całą pewnością metod awersyjnych nie popieram, nie zależnie od rasy. Nauka ma sprawiać radość i zabawę zarówno dla właściciela, jak i oczywiście psa, pogłębiać więź. Psa uczy się komend nie tylko z tego powodu, by ułatwić sobie życie, ale przede wszystkim, by urozmaicić miło psi żywot i budować w psie zaufanie do naszej osoby. ;) PIES MA WYKONYWAĆ POLECENIA, GDYŻ SPRAWIA MU TO RADOŚĆ, A NIE Z POWODU LĘKU PRZED KONSEKWENCJAMI - rozdartym właścicielem, szarpnięciem kolczatki, itp. Takie wtrącenie moje.
-
Linki te są wytrzymałe moim zdaniem. Znam psy, które długi czas w takowych biegają po lasach i innych miejscach. Nawet holowały przyczepione pniaki do ich końców. Poza tym myślę, iż super wytrzymałość linek nie jest chyba najważniejsza(?) One mają służyć jako ewentualny bezpiecznik. W razie czego nadepnąć, podtrzymać. :)
-
Na przykład tutaj: [URL]http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=728259161[/URL] [URL="http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=726984248"]SMYCZ DO TRENINGU PSA, LINKA NA ŚLAD 10 M TRIXIE (726984248) - Aukcje - Onet.pl. Aukcje internetowe dla każdego.[/URL] Są różne długości - 5 metrów, 10, 15. Możesz także pójść do jakiegoś sklepu bodajże budowlanego (u mnie taki zwie się 'U rzepki') i kupić dowolną długość takiej linki. W zależności od grubości, ceny się wahają od 1 zł do kilku. Następnie samemu doczepić karabinek i linka gotowa. ;)