-
Posts
280 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AnK
-
Nadal trzymam kciuki...
-
Oj, ja też bym chciała wiedzieć!!! Cały czas trzymałam za nią kciuki...Ona jest jak moja Mimka wzięta z dogo, tyle że Mimi nie ma pasków:)
-
Hopla w górę, kochany piesiu!!!
-
Dzięki za troskę:)Ponoć nieźle! Nawet coś niecoś je! Pierś kurzą, niektóre karmy. Zaleconych przez wetkę herbatników oczywiście nie chce...jak to Gucio. Jutro będziemy się widzieć i wtedy mam nadzieję, że Gutek szerzej opowie mi o swoim samopoczuciu:)
-
Zgroza, fakt...Jeśli mowa o żołądkach, to miałam na myśli, że mój Guceusz lubi tylko surowe. A zaleca się jeść właśnie gotowane- przynajmniej tak mi mówiła weterynarz. Czyli u Ciebie wszystko pod kontrolą:)
-
Witajcie Ciotki,Wróciłam z urlopu i powiem Wam tak...Gucio był w Warszawie na USG wątroby oraz całej jamy brzusznej. Analizowano również jego wyniki krwi. Koszty były drobiazgowe w porównaniu do kroplówek (35 i 40zł).Tutejsza wetka stwierdziła, że USG jest OK oraz że ogólnie jest całkiem dobrze, nie było potrzeby żadnych kroplówek. Że ma trochę obniżoną liczbę płytek i poziom glukozy. W związku z tym powinien się docukrzać, reszta jak na psa w jego wieku bardzo spoko.Cieszę się z tego bardzo, tej klinice raczej ufam, gdyż leczę tam od dawna swego drugiego psa sercowca u dr B.Kurskiego i jestem zadowolona. Jasna cholera, czy to znaczy, że u podwarszawskiego weterynarza nacięli mnie na ponad 600zł???
-
Oto wyniki przedyktowane mi przez tatę:erytrocyty 5,77hemoglobina 4,5hematokryt 39,7MCV 69MCH 25MCHC 36,6leukocyty 10,6limfocyty 24monocyty 8,0kwasochłonne 12pałeczki 0segmenty 55ALAT 73ASPAT 26AP 78gluzkoza 58kreatynina 0,7mocznik 45sód, potas 0albuminy 33białko całkowite 7,1Sorry, jeśli coś przekręciłam, ale przez telefon mogłam nie usłyszeć. Tak jak pisałam, dziś ruszają do lekarza, niestety, w chwili gdy tam dotrą, ja będę już w samolocie...Jeśli coś potraficie powiedzieć o tych wynikach, to będę wdzięczna. Sądzę, że dostęp do internetu gdzieś znajdę.
-
Ojciec wziął wyniki. Ponoć nie byli zadowoleni, ale wydali.Ma jutro przyjechać do Wawy Z Guciem do internisty. Jak na złość, ja nie mogę mu towarzyszyć, bo jadę na urlop do Tunezji...Szlag!Co ciekawsze, USG kosztowało w Wawie (Mokotów) tyle samo co i tam- 50zł.
-
Ano mam, bo jednak powtórne badania krwi są niedobre, tzn. coś jest podwyższone, tak mi powiedzieli tam pod Warszawą. Ale nie jestem w stanie przecież ocenic, czy robią mnie w balona, czy naprawdę jest źle. Wyników mi nie dali na kartce, muszę wysłać ojca, żeby je stamtąd jakoś wydobył.
-
Cześć,a więc piszę...Dziś Gucio udał się na USG- przyjechał z tatą do Warszawy. Zapisałam go tu w trybie cito, bo... Miał mieć tam pod Wawą o 9.30, ale 9.18 zadzwonili do mnie, że ultrasonograf im się zepsuł...USG wyglądało masakrycznie, wygolili Guciowi brzuszek i jak facet zacząl jeździć mu po brzuchu, to aż mi oczy wyłaziły na wierzch z przerażenia, takie góry, doły i kratery zobaczyłam.Ku mojej radości po badaniu jego wątroba okazała się w porządku!!!!Natomiast nie wiem, co dalej, jeśli chodzi o jedzenie to je jako tako, jakoś się przekonał to piersi z kury- i jedynie do tego, o ryżu itp. zapomnij!Myślę sobie, czy nie wyciągnąć od macierzystego weta wyników krwi i nie zanieść ich do Warszawy? Bo tam już była podobno mowa o kolejnych kroplówkach. Na Boga, czy nie może dostać jakichś leków?To wszystko jest dla niego giga stres, a trzeba wziąc pod uwagę, że on ma naprawdę normalny humor, nie jest w złym stanie. Tylko nie je lub je mikro ilości i jest chuuuudy.Dziękuję Wam za wszystkie wpisy i wsparcie, ciotki...
-
Cześć,a więc piszę...Dziś Gucio udał się na USG- przyjechał z tatą do Warszawy. Zapisałam go tu w trybie cito, bo... Miał mieć tam pod Wawą o 9.30, ale 9.18 zadzwonili do mnie, że ultrasonograf im się zepsuł...USG wyglądało masakrycznie, wygolili Guciowi brzuszek i jak facet zacząl jeździć mu po brzuchu, to aż mi oczy wyłaziły na wierzch z przerażenia, takie góry, doły i kratery zobaczyłam.Ku mojej radości po badaniu jego wątroba okazała się w porządku!!!!:-)Natomiast nie wiem, co dalej, jeśli chodzi o jedzenie to je jako tako, jakoś się przekonał to piersi z kury- i jedynie do tego, o ryżu itp. zapomnij!Myślę sobie, czy nie wyciągnąć od macierzystego weta wyników krwi i nie zanieść ich do Warszawy? Bo tam już była podobno mowa o kolejnych kroplówkach. Na Boga, czy nie może dostać jakichś leków?To wszystko jest dla niego giga stres, a trzeba wziąc pod uwagę, że on ma naprawdę normalny humor, nie jest w złym stanie. Tylko nie je lub je mikro ilości i jest chuuuudy.Dziękuję Wam za wszystkie wpisy i wsparcie, ciotki.
-
Ło Boże, Iwona! Ale superanckie zdjecia:-)))))))
-
Opiszę Wam teraz nowości, jakoś w samą pore napisałyście. Gucio we wtorek ma mieć USG. Z tym, co ciekawe, była niezła historia, którą zaraz opiszę. Najpierw jednak dodam, że wczoraj zjadł pierś z kury z warzywami, a dziś wydłubał samą pierś, pominąwszy ryż i warzywa. W każdym razie zjadł coś! Humor nadal ma dobry, biega, wychodzi na dwór.A co do USG. Po serii kroplówek były powtórne badania krwi. Zadzwoniłam dowiedzieć się jak wyniki, odebrała najmniej sensowna babka. Podpadła mi już raz, bo nie umiała wkłuć się Guciowi w żyłę, pies aż piszczał, a ona złamała na nim igłę! W końcu darowała sobie i zrobiła mu podskórną.Zapytałam jej, jak wyniki. Ona na to, że bez zmian, w ogóle nic się nie polepszyło, ale ogólnie jest w porządku i trzeba tylko przestrzegać diety. Hm...No dobra, ale jakoś mi się to nie podobało, tym bardziej, że ja z natury nie odpuszczam tak lekko.Nasłałam mamę (Gucio mieszka z moimi rodzicami pod Warszawą), aby poszła i udała głupiego, że jeszcze nikt się nie pytał o wyniki. Mama poszła, zastała inną wetkę i w efekcie pies jest umówiony na USG. Wetka chce, też aby nadal chodził na kroplówki po parę godzin. Te kroplówki szczerze mówiąc, dobijają mnie, zarówno emocjonalnie i finansowo (każda 50zł). Jest w nich gluzkoza, czy to naprawdę coś daje, skoro nie mam poprawy? Wiecie coś o tym???Podsumowując, dobrze, że idzie chociaż na te USG...
-
No! Deszczowa mnie odwiedziła, jak obiecała!Była wielka fotosesja, Mimi pozowała jak prawdziwa gwiazda. Z godnością spożywała również przywiezione dla niej smakołyki.Sądzę, że lada dzień możemy się tu spodziewać paru fotek Mimiasza:-)
-
Czy moge liczyć na Ciebie-za dzien, dwa, tydzien, miesiąc?MA DOM!
AnK replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
Och, jak super!!! Strasznie się cieszę:) -
Może to dobry pomysł z tym BARF-em? Zaraz poczytam i się dokształcę. Dzięks, Iwona!Bo Hepatica nie rusza.Dzisiaj zakończył właśnie serię kroplówek (już wydałam ponad 500zł...) i ma powtórne badania krwi. Wynik wieczorem.
-
Czy moge liczyć na Ciebie-za dzien, dwa, tydzien, miesiąc?MA DOM!
AnK replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
W górę, śliczny piesiu!!! -
Kurna, szczerze mówiąc, ciągle się o niego martwię...Gucio czuje się o tyle dobrze, że chodzi, wychodzi na spacery,cieszy się, macha ogonkiem, nawet chciał kopac w ogródku, ale mu nie pozwoliłam, bo miał wenflon w łapce...Ale nie chce jeść!!!! Ni cholery!!Wetka kazała przychodzić na kroplówy pięciogodzinne codziennie, chodzimy więc. Już były chyba 3, a jeszcze 2 mają być, niestety Gutek nie chce jeść:-( Dostał karmę puszkową Royal Canin Hepatic (suchej nie tykał żadnej nigdy), ale zjadł raz 2/3 puszki i na tym koniec. Jedyne, na co zawsze reflektuje, to kurze żołądki i to surowe, nie daj Boże gotowane, co jak wiadomo, nie jest zdrowe dla niego...Wetka powiedziała, że po kroplówkach powinien zacząć jeść, a tu NIC. Chwali go, że ogólnie dobry stan, itp. No ale co z tego??? Jestem podłamana, przeciez nie będzie codziennie dawać mu w żyłę po 5h! Nie mówię już o kosztach, typu 40-55zł za kroplówę dzień w dzień, no a karma Royala, to już wiadomo...Oczywiście, jak na swoje 16 lat, to on jest w super stanie, ale mógłby kurna zacząć jeść!!!!!! Mam już obsesję, że może ma guza czy co, chciałam namówić wetkę na USG może...W ogóle nie mam jakoś przekonania do tych kroplówek, myślę, że to go okrutnie stresuje, on jest bardoz związany z nami i to mnie martwi, te 5 h.Dziękuję Ci, że się odezwałaś, bo miło mi, że ktos się o nas zatroszczył, buuuuu,buuuuuuuuuuuu:-(
-
Czy moge liczyć na Ciebie-za dzien, dwa, tydzien, miesiąc?MA DOM!
AnK replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
Z całej siły trzymam kciuki!!!!!!! -
To WĄTROBA. Pół biedy, że nie nerki...
-
Byłam u weterynarza. Dziś mamy iść na badania krwi, dokładnie tak jak napisałaś. Mam nadzieję, że nie będzie źle...
-
Czy moge liczyć na Ciebie-za dzien, dwa, tydzien, miesiąc?MA DOM!
AnK replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
W górę, śliczności! -
Słodzizna moja! Ta kość to licencja na zagryzanie;-)
-
Napisałam już o tym na forum gazety,ale na razie bez odpowiedzi. Może któraś z dogociotek mnie wspomoże dobrą radą? Mam 16-letniego psa, nierasowego. Całe życie byl w dobrych warunkach i pod dobrą opieką. Jadł różne rzeczy, dawniej, gdy w pierwszych latach swojego życia mieszkał w budzie w ogrodzie jadł głównie gotowane, potem, gdy zamieszkał w domu -tak z 5 lat temu-(ma swój wygodny fotel na emeryturze)zaczęliśmy mu dawać głównie puszki. Nie jadł za dużo nigdy, raczej wybrzydzał, no może poza czasami, gdy był malutki. Nigdy nie opuszczał swojego domu, ewentualnie ze dwa razy w roku na jedną noc i to do domu, który zna, Trzy tygodnie temu wyjechał pierwszy raz w życiu daleko- nad morze. Konsultowałam jego wyjazd z weterynarzem, był dokładnie zbadany, itp. Nie mogłam go z nikim zostawić, tzn. nie chciałam, bo opiekę bym mu znalazła, ale pies jest bardzo związany z moim tatą, z którym mieszka i po konsutacji, zdecydowałam, że jedzie z nami, z panem. Podróż zniósł wspaniale, a to jednak 450km drogi z Warszawy. Na campingu apetyt mu dopisywał (tzn. w normie był), chodził na spacery i to z zadowoleniem, cieszył się, no aż żartowaliśmy, że wczasuje. Podróż powrotna także bez problemów. Niestety teraz zaczęły się schody. Nie chce jeść. Tzn je, ale rzeczy w stylu kawałek kaszanki albo kość wołową. Na pocżatku myślałam, że to ma związek ze zmianą żywienia, bo po wizycie u weta zmieniliśmy mu jedzenie na gotowane, bo sierść mu się pogorszyła, dostał vit.B w zasrzyku i bierze witaminy- z wyraźną poprawą. Jednak mój tata mówi, że ponieważ pies nie je, próbuje mu dawać róże rzeczy i nic. Bardzo się martwię, a przede wszystkim nie rozumiem...Sądziłam, że gdyby odczuwał stres, to na wyjeździe- że tam nie chciałby jeść, itp. Ale po powrocie? Jest ogólnie zdrowy, nie apatyczny. Ciągle też kołacze mi się po głowie myśl, że on m 16 lat i że to jego koniec:((( Proszę, pomóżcie, może mogę coś zrobić...
-
Nie musi to być problem. Jest szansa, że jak lubi samochód to i autobus polubi. Moje psy jeżdżą nawet i metrem, jak trzeba. Oczywiście najmniej je lubią (duży HUK), ale już autobusy bardzo, chcą wsiadać nawet do nie pasujących numerów:)) Lubią wyglądać przez okno. Mogę Ci jeszcze ze swojego doświadczenia poradzić, że może najlepszy byłby niskopodłogowy- można wyglądać oknami w drzwiach, łatwiej wsiąść. Na początek wybierz autobus mało tłoczny, ja czasem czekam aż podjedzie takowy. A na Pola czasem też jeżdżę z moją trzodą autobusem i jest zawsze OK:)