-
Posts
280 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AnK
-
Dowiedziałam się z dogomanii. To już mój drugi pies z dogo:) Słuchajcie, Kleksiu jest cudny! Śpi teraz na nowym świeżo kupionym posłaniu, jest bardzo grzeczny i kochany. Chodzi po ogródku bez smyczy, jestem w szoku, naprawdę idzie mu doskonale, w biały dzień rzadko się z czymś zderza. W poniedziałek ma wizytę u dr Garncarza.Wątek o Kleksie powinien faktycznie być już w rubryce "już w nowym domu":) Ale jak to się robi?
-
Link do fotki żółwia: [URL]http://images24.fotosik.pl/84/a98a4689fbc3b861med.jpg[/URL] [URL]http://images28.fotosik.pl/84/1f8bd74518db8f57med.jpg[/URL]
-
Witajcie ciotki, Dziś po 14 jadę do Kleksa, bo jak mówiłam zamieszkał z moim Tatą w domku pod Warszawą (w mieście mafii na W.:evil_lol:) Przed chwilą rozmawiałam z Tatą przez telefon. Kleksiu aktualnie byczył się na ogródku:p Bezwzględnie zapiszę go do dr Garncarza, bo podobno on w ogrodzie przemieszcza się jak widzący pies, gorzej w domu. Przypuszczam, że na dworze ma, wspominane już, poczucie światła i tym się kieruje. Gutek (nasz pies, który ma 16 lat i mieszka tam od szczenięcia) olewa go- to w stylu Gutka, który generalnie olewa system jak stary punkowiec. Za to wczoraj Kleks oblał wszystko co mógł, ze szczególnym upodobaniem łóżka Taty. Zrobił też koooopę na środku dywanu:oops: Dziś podobno wydala tylko na dworze:razz: Chyba wcześniej nie stołował się na suchej karmie, bo jej nie chce. Za to zeżarł miskę Gutka, który owarczał go, więc Kleksik dał nogę i powrócił dopiero, gdy Gucio po skonsumowaniu połowy, oddalił się od miski. Dziś jak przyjadę, idziemy kupić mu kojec. Trzeba tez znaleźć mu inny kąt do spania- na razie sobie wybrał sam i niezbyt dobry według mnie- bo w przedpokoju i to przy piecu centralnego. Muszę go też umyć, bo najwyraźniej tarzało się tu i tam;) Rozczesać kudełki, itp. Z wpuszczaniem kropelek i maści nie ma problemu, zobaczymy co powie o jego oczkach dr Garncarz, jak go odwiedzimy. I cioteczki, jedna prośba- to chyba do DIF- może któraś nas odwiedzi za czas jakiś (parę dni, jak Kleksik się oswoi)- gdyż, ciotki drogie, cioteczka AnK jest technicznie upośledzona i nie ma aparatu cyfrowego!:oops: Ale to jak mówię, za jakiś czas. Spróbuję mu dziś komórką trzasnąć atrakcyjny pictorial. Póki co tyle, więcej napiszę jak osobiście zdiagnozuję sytuację po południu.
-
Jesteśmy!Na nasz widok Kleksik chyba się ucieszył, natychmiast zaczął się przytulać i obsikał koło nieszczęsnej mazdy (uznaję to za dobry znak):) Całą rozmowę adopcyjną spędził miziając się na moich kolanach. Upakowaliśmy go na tylne siedzenie i wyruszyliśmy w podróż powrotną. Pod Piotrkowem Trybunalskim zrobiliśmy przerwę na popas, niestety do baru wstęp był psom wzbrobiony, więc całą trójką jedlismy i piliśmy na dworze. Kleksik napił się wody i zjadł aż JEDNĄ kulkę suchej karmy:) Pospacerował naprawdę energicznie, aż zwątpiłam, że nie widzi!Dalsza podróż upłynęła bez problemu i pod znakiem moich 140km/h ma się rozumieć;-) Kleksiu spał albo drzemał albo się przytulał. Wygląda, że jeździł już samochodem, był bardzo, bardzo grzeczny. Jest bardzo żywy i wesoły.Teraz poznaje nowy domek i Gucia, nestora lat 16, mam nadzieję, że będzie OK, na razie jest.Więcej szczegółów podam jutro, drogie ciotki, bo sama padam na twarz po spędzeniu dnia w samochodzie.Jeśli chodzi o telefon, to ten na 880 to nie mój, tylko koleżanki-Iwony-od żółwia. A co się stało?
-
U Gucia wszystko dobrze, je:) Wczoraj pochłonął mielonego z rąk moich;-) Byliśmy na spacerze w guciowym tempie i w ogóle. Jutro zamieszka z nim współlokator, adoptowany piesio z wątku na dogo- Kleks. Mam nadzieję, że Gucio nie ma nic przeciwko, to się jeszcze nie zdarzyło w jego życiu, aby miał coś przeciw jakiemuś psu...
-
To nie mechanicy, to zwykłe gnojki...Wyobrażacie sobie, że nie zadzwonili cały dzień, a o 17 jak się skontaktowałam, to się dowiedziałam, że NIESTETY (tu wymyślili jakiś debilny powód)...Może, zaznaczam, MOŻE, zrobią na jutro na 9 rano. Niezbyt wierzę, dobrze będzie jak zrobią do południa. Już się umówiłam w azylu, że przyjadę później, jak tylko odzyskam swój samochód. Nie uda im się zepsuć akcji ratunkowej kryptonim KLEKS tak czy siak, bo awaryjnie pożyczę na jutro rano samochód znajomego, w razie gdyby mechanicy znowu okazali się sami-wiecie-kim...!!! Powiem Wam, jestem wściekła, jak można nawet nie zadzwonić, że się nie dotrzyma terminu? No ale o co ja pytam??? Skoro można wrzucić psa do szamba...
-
Dzwoniłam do schronu. Jadę po Kleksa w środę rano, o ile nic się, odpukac, nie wydarzy (bo moja bryka dziś trafiła do warsztatu...)Myśl o tym psiaku ciągle mnie przesladowała. Kleks zamieszka u mojego Taty (domek z ogródkiem i 16-letnim naszym psem-aniołem). Będzie miał DS-ik:)Jak przybędziemy do Warszawy umówię go na wizytę u dr Garncarza (okulisty), o co mnie proszono w Azylu i o czym zresztą sama myślałam. Szkoda, że zepsuł się ten pip..pip...samochód, bo te pięć stów byłoby na Kleksa! Trzymajcie kciuki, aby go mogła jak najszybciej zabrać i sorry DIF, ale DS chyba lepszy;-)
-
Och, jak się cieszę:)
-
Szukamy domu dla znalezionego żółwia czerwonolicego. To taki rodzaj gada: [URL]http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BB%C3%B3%C5%82w_czerwonolicy[/URL] Żółw został znaleziony przez robotników budowlanych na Bartyckiej w Warszawie. Chcąc polepszyć mu żywot wrzucili go do oczka wodnego. Żółwiowi udało się jednak stamtąd wypełznąć i aktualnie ma tymczasowy dom u mojej koleżanki. Koleżanka nie zna się żółwiach ani też nie ma dla niego odpowiednich warunków. Szukamy więc dla niego dobrego domu, najlepiej z żółwim doświadczeniem. W najbliższym czasie zamieścimy zdjęcie gada. Żółw wstępnie nazywa się FRANIO :p Prosimy o PW do mnie lub telefon 880 125 842 (Iwona)
-
Słuchajcie, ta suczka była przegrzeczna, kochana, śliczna...Powiedziałam: do wozu! I ona wskoczyła od razu, położyła się na tylnym siedzeniu i do smaej Warszawy grzecznie leżała albo spała. Zjadła od Mimozy kilka psich chrupków. Była cudowna:)Co do tempa naszej jazdy, niestety niezależnie którą trasa jechałyśmy (a w każdą stronę inną), to wszędzie Euro 2012, czyli wykopy, wykopy, roboty, korasy...Nawet moje słynne 140km/h nie pomagało, spytajcie Mimozy...Ale szczegóły o suczu to już chyba szczęśliwa właścicielka ujawni:)
-
Będziemy z Mimozą jechać energicznie, aby Utti długo nie czekała. I ostrożnie, żeby dojechała w całości:) No i my też. Mam też dla pabianickiego schronu trochę rzeczy, może się przydadzą.
-
Rumbka w górę! Tyle mogę zrobić:(
-
Ja też, ja też! Śliczny pasiaczek do góry!
-
Rumbuniu, wierzę, że znajdziesz domek! Tak mi się podobasz, buuu buuuu...