Cisza, nikt nie zadzwonił. Nawet nie wiem co mam pisać. Lubisia jest bardzo kochana.Bardzo potrzebuje człowieka i akceptacji. Kiedy wracam do domu, witają mnie trzy szalejące z radości psy. Rozpychają sie jeden przez drugiego, który bedzie pierwszy i najblizej. Potem biegną na podwórko. Pierwszy wraca Atosik. On lubi ciepełko i teraz jeszcze jest dla niego za zimno. Potem przybiega Lubisia ale tylko po to, żeby ją znowu przytulic i pogłaskać. Po kolejnej porcji głasków, znów biegnie na podbój podwórka. Ostatni wraca Fredzio ale to dobrze, bo przy jego kręgosłupie ruch jest bardzo wskazany. I tak sobie żyjemy................