Znam sytuację Teodora i wiem, że jego los był przesądzony. Na tej wsi nikt się z psami nie patyczkuje. Słyszałam o psach kastrowanych nożem, które oczywiście sie wykrwawiały. Sukach zakopywanych żywcem bo latały po wsi z cieczką. Ostatnio rzadziej tam jezdżę ale nic się nie zmieniło. Rządzi alkohol!:-(
Osoba, która wypatrzyła Teodora, uratowała stamtąd juz kilka psów. Teraz sama utrzymuje w hotelu mieszańca onka z północniakiem a w kolejce na pomoc czeka mała sunia. Nie wiemy czy już nie jest ciężarna.
Gdyby nie zaangażowanie sylwiji Teodor za kilka dni juz by nie żył. Ważniejsze jest piwo i wino niż karma dla psa.
Na razie mogę tylko podnosić wątek i prosic o pomoc.