-
Posts
23614 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by maciaszek
-
kto zgubił dogo argentino?? JUŻ W DOMU NA ZAWSZE :)
maciaszek replied to florida_blue's topic in Już w nowym domu
Trzymam mocno kciuki. Za chłopaka. I za Ciebie. Domyślam się jak ciężko jest. On tam sam, a Ty w domu bez niego. I jeszcze nie wiadomo co to za świństwo się przypętało. Walczcie! I daj znać! -
Jakaś głupia sucz zepsuła nam przedwczoraj psa, na półtora dnia... Przygalopowała z drugiej strony ulicy, ze szczekiem. Zaczęły się obwąchiwać, Melka chciała już odejść, a ta łajza wystartowała z warkotem. Mela się przestraszyła, zaczęła uciekać. Ta za nią, próbując dziabnąć. Przypuściłam atak na agresora i przegoniłam gnojówkę. Niby nic takiego strasznego, ale nasz mały psycholek zmienił się w innego psa. Nie opuszczającego mnie na krok (a jednocześnie nieco zdystansowanego), spokojnego, wycofanego, uległego, izolującego się, momentami przestraszonego, a nawet panikującego (jak kolega z pracy, którego zna, chciał ją pogłaskać to uciekła, a gdy jej dotknął delikatnie to rozdarła się tak histeryczynym wrzaskiem, że sama wyskoczyłam w powietrze). W pracy - oaza spokoju, jakby psa nie było. Nie skakała, nie plątała się, nie witała się z każdym kto wchodził, w ogóle prawie nie ruszała się z legowiska. W domu - oaza spokoju. Taka jakby na pół gwizdka, Wszystkie emocje stonowane. Żadnego szaleństwa, skakania, machania ogonem, wariacji na widok jedzenia. W nocy spała sama, na legowisku pod biurkiem (normalnie śpi w łóżku :)). W ciągu dnia zsikała się w domu. I to 3 godziny po poprzednim spacerze, tuz przed tym jak miałyśmy wyjść kolejny raz (kończyłam się ubierać). A do tego wszystkiego była taka jakaś smutna. Naprawiła się wczoraj wieczorem :) Ciekawe co się wydarzyło w jej głowie. Chodzi o sam "napad" psa? Chodzi o to, że na psa nakrzyczałam, a ona mogła to odebrać tak, że krzyczę na nią? Jedno i drugie? Czy jeszcze coś innego? Niezbadana jest główka Melutki...
-
Mnie udziabał nasz rodzinny jamnik, gdy miałam 2 lata. Raz ostrzegawczo, bo wyżerałam mu parówki z miski :D A drugi raz już mniej ostrzegawczo, bo koniecznie chciałam się zmieścić do kosza, w którym leżał ;) Miałam ślad po zębie na policzku. Ale przyjaźń nadal była wielka :)
- 78403 replies
-
Z punktu widzenia wychowawczo-szkoleniowego to uczysz Roksię, że warto się nakręcać na kicię, bo wtedy zawsze coś miłego ją spotka :D Ale rozumiem, że tylko w ten sposób można uzyskać szybo spokój...
-
;) Mamy na piętrze panią, której Melutka nie zmiękcza. Raczej powoduje dudranie pod nosem i odsuwanie się ;) Na pewno widziałaś tutaj takie foty. Bazylątko miało sporo fot balkonowych, bo bardzo lubił na balkonie lezeć i kontemplować okolicę. Albo wygrzewać się na słońcu. Ciężko nie rozpuszczać. A rozpuszczać nie można, bo uczyć trzeba różnych rzeczy. Ale rzeczywiście ciężko oprzec się temu spojrzeniu. Z białasem było łatwiej. On tak nie patrzył ;) Chyba masz rację. Ale jak tu nie rozpamiętywać? Jak się tego oduczyć? Ciężka sprawa. "Przygarnij kropka" to jej firmowe spojrzenie :) A żebyście widziały jak biegnie i rzuca się w moje ramiona, gdy siąde na łóżko i wspomniane ramiona szeroko rozłożę. A jak się wtula wtedy, maleńka. :)
-
No to Ozzulek ma przytulnie, wyobrażam sobie jak ładnie musi być!
- 78403 replies
-
Może pogadaj z Iwoną, podpowie Ci o co jeszcze zapytać, co sprawdzić, na co zwrócić uwagę podczas wizyty przedaopcyjnej.
-
Zbliża się listopad... Coraz częściej przypomina mi się Bazylek, Jak chorował, jak odchodził :( Jaki był cudowny, kochany. Znowu boli. Coraz mocniej. Boję się tego co przyjdzie... Tęsknię. :( --------------------- Na szczęście mam Melutkę malutką. Zbója. Śmieciojada. Złośliwą sikającą (albo wręcz przeciwnie) małpę. Nieogara skaczącego po czym się da - po ludziach, meblach, ścianach. Żarłoka, który by z kuchni nie wychodził (czasem potrafi tam siedzieć - sama, po ciemku, długo - i czekać na cud ;) ). Uparciucha i roztrzepańca. Przytulaka, który chodzi za mną po mieszkaniu i piszczy - tak bardzo bardzo chce, żebym usiadła/położyła się, bo wtedy może się we mnie wtulić i mlaskać z zadowolenia. Machacza ogonowego, wiecznie zadowolonego. Mordkę uśmiechniętą, która wita mnie gdy się budzę i gdy do domu przychodzę. Zwierzynkę, która cieszy się ze wszystkiego i wszystkich. Melutka ziewająca. I patrząca, tym swoim za serce łapiącym spojrzeniem ;)
-
Ale fajowsko się bawi :) Trzymam kciuki za domek! A okna/balkon mają zabezpieczone?!
-
Nagraj filmik - jak chodzi tyłem ;) Wrzucę na fundacyjną stronę :)
-
Alu, co u Ciebie? Jak sobie dajesz radę? Myślę o Tobie ciepło... Ozzulek ma wiatraczki? Fajnie!
- 78403 replies
-
A skąd to kocie dziecko? Zdjęcie z Viki, na kanapie, super - patrzą na siebie badawczo ;)
-
Charlie, skoczny i pełen pozytywnej energii pies szuka domu.
maciaszek replied to BlauPanda's topic in Już w nowym domu
Opis zmieniony :) -
Spoko, spać wcześnie nie chodzę ;)
-
Bo szczęście nie jedno ma imię - zapraszam :)
maciaszek replied to Tengusia's topic in Już w nowym domu
Super!!!!!!!!!! :) -
Ale o co miałabym się obrazić? No co Ty! :) A mogę zadzwonić w weekend? Bo wtedy mam wolne, normalnie w godzinach wieczornych i późnowieczornych pracuję.
-
Aniu, dziękuję :) Jak Ty dajesz sobie radę z Koksem, to ja z Melutką muszę sobie dać ;) Same błędy? Aaaaa.... ;) A kiedy mogę zadzwonić? W sensie w jakich godzinach? I na co mam się powołać (żeby wiedział kto do niego dzwoni :) )?
-
Bo szczęście nie jedno ma imię - zapraszam :)
maciaszek replied to Tengusia's topic in Już w nowym domu
Ze smaczkiem na łóżko, oczywiście ;) -
O tak, wytrzymałości zwłaszcza! Podpisuję się!
- 78403 replies
-
- 1
-
-
Charlie, skoczny i pełen pozytywnej energii pies szuka domu.
maciaszek replied to BlauPanda's topic in Już w nowym domu
Zmienione :) -
Melcia to dr Jekyll i mr Hyde. Z jednej strony przylepka i urocza, wdzięczna istotka. Z drugiej zbój, nieogar i uparciuch. Nie umiem znaleźć na nią sposobu... Nagradzanie działa na krótką metę. Potem robi to co trzeba ale tylko za nagrodę. Albo próbuje wymuszać smakołyki skacząc na mnie (oczywiście nie dostaje). Albo rozumie nagradzanie po swojemu ;) Np. gdy nagradzałam ją za porzucanie znalezionych świństw - gdy na komendę "fe" nie podejmowała paskudztwa albo je wypluwała i przybiegała do mnie - to po 2 dniach skończyło się tym, że teraz cały czas łazi z nosem przy ziemi, jak znajdzie jakiegoś śmierdziela to szybko go wciąga i przybiega do mnie zadowolona. Chyba skumała, że dostaje nagordy za to, że coś znajdzie, a kompletnie nie połączyła tego z wypluwaniem bądź nie podejmowaniem świństw. Albo nie chciała tego połączyć i ma dwa w jednym - zeżre świństwo i jeszcze liczy na nagrodę :D Karcić (podniesionym głosem) się jej nie da, bo jest przerażona. Rozpłaszcza się na ziemi. Chodzi skulona. A nawet potrafi się posikać ze strachu :( A przy tym, mimo lęku, uparcie próbuje osiągnąć cel. Ona nawet zdanie stanowczo wypowiedziane niskim męskim głosem (ale ani trochę podniesionym) odbiera jako karcenie jej i się boi... Ignorować ją też ciężko. Bo nie tylko jest przestarzona, ale próbuje za wszelką cenę "przeprosić" - łasi się, koniecznie próbuje dostać się do twarzy (wtulić w policzek, dotknąć nosem oka), włazi na człowieka, skacze. A gdy niczego nie osiągnie, odsuwa się przestraszona i przez najbliższych kilka godzin boi się człowieka. NIe jakoś dramatycznie, ale widać, ze się boi. 2 dni temu zlała się na dywan. Ewidentnie złośliwie. Jedliśmy obiad. Zaczęła sępić. Odesłałam ją, żeby się położyła. Poszła. Ale jak skończyliśmy jeść i TZ wyniósł talerze do kuchni, to pobiegła tam, zaczęłam włazić na blat, jęczeć. Powiedziałam, że nie wolno. Przybiegła do pokoju zaczęła się kręcić w miejscu, w którym zdarza jej się sikać. Powiedziałam, że nie wolno, pogroziłam palcem. Przybiegła do mnie, zaczęła się łasić. Po czym poszła, rozkraczyła się i patrząc mi w oczy nalała ogromną kałużę. Krzyknęłam, że nie wolno, fe. Uciekła na łóżko. Chciałam ją zeń zgonić, przestraszyła się, posikała ze strachu i uciekła rozpłaszczona, jakbym ją co najmniej 5 razy dziennie regularnie tłukła :( Widać, że była ostro karcona i bita. Widać, że nie miała szansy na zsocjalizowanie się dobre, i z psami i z ludźmi. Wygląda na to, że większość życia spędziła w kojcu i nikt jej niczego nie uczył. Prawie niczego. Potrafi tylko siadać i wie, że jak się ją ubiera to powinna siąść (choć różnie jej to wychodzi...). To taki mały dziki piesek, który dopiero poznaje zasady panującer w życiu i za cholerę nie umie się w tym odnaleźć. Albo nie chce, gdy upór bierze górę. Nie wiem jak do niej dotrzeć. A przecież trzeba ją nauczyć różnych rzeczy. Nie wiem jak opanować jej nadpobudliwość w momentach, gdy czegoś chce. Ona czasami wie, że czegoś jej nie wolno, że np. powinna siedzieć, ale jest jak pobudzony szczeniak, który siada, wstaje, siada, skacze, siada, znowu wstaje i skacze i tak w kółko. Ciężko jej się wtedy skupić, opanować, wyciszyć. No i do tego jej upór nie pomaga. Jak czegoś chce to musi to mieć i już :P Nie wiem jak ją karcić, żeby zrozumiała, że pewnych rzeczy stanowczo nie wolno robić. Nie wiem jak nauczyć ją sikać w miejscach innych niż koło naszego bloku. A trzeba to jakoś zrobić, bo to naprawdę jest ogromny problem. W końcu nie będziemy całe życie przywiązani do naszego bloku ;) I jeszcze kilku innych rzeczy nie wiem. Trudny egzemplarz nam się trafił, a ze mnie marny szkoleniowiec...