Jump to content
Dogomania

Yorija

Members
  • Posts

    3099
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Yorija

  1. A ja nie mogę usunąć. Spałam 2,5h.
  2. Przecudny i już. To ja teraz już mogę iść spać. I już nie mam ochoty zaglądać na żadne psie biedy. Koniec. Miałam przestać włazić i gapić się i nie zakochac się bynamniej w żadnym następnym. I jak mi idzie. Całkiem, całkiem... W Obornikach jest jeszcze taka sunieczka o imieniu Sunia. Bardzo oryginalne. I jak ona na mnie się patrzyła. I Ksena. Bernardynka, która mnei nie chciala odstapić i koniecznie chciała ze mną wyjść. I jeszcze jeden - taki duży, sznaucerowaty, chyba coś ma ze skórą. I co ja mam począć. Kurcze...
  3. A bo to Wyżeł Błękitny :-) A mnie do oczu pasują i błękitne szeleczki i Błękitny Wyżeł :-) A szelki to olał i pewnie tylko obróżka i smycz będą tylko używane. Jeżeli wogóle będą. Wiadomo to czy Kozak będzie chciał chodzić gdzieś na spacerki? Dalej niż do ogrodu? Nie opuszcza teraz swojej Pani i już :-)
  4. [IMG]http://kamilaszczepaniak.pl/Kozak/dodomu2.jpg[/IMG]
  5. A tak wyglądał nasz ostatni spacerek w lasku obok schroniska. [IMG]http://kamilaszczepaniak.pl/Kozak/dodomu1.jpg[/IMG]
  6. Byłoby super :-) _bubu_ to jest chyba coś co Mobikowi może zrobić tylko dobrze, prawda? Planuję się wybrać do niego w przyszły weekend - mogę odebrać w tygodniu w dowolnym miejscu w Krakowie :-) Dziękujemy Ci Dobra Kobieto :-)
  7. I jeszcze chwilę porozmawiałam dziś z Panią Anią. Potwierdziła - po wyjjściu na spacerek Kozak się załatwił potem przyszedł i łapeczkę podał. Chodzi za nią jak cień. Jak tylko siądzie - to siada obok i łapeczkę daje. Ja widziałam to dawanie łapki tylko dwa razy w jego wydaniu. Pierwszy całkiem niedawno - jak w sierpniu byłam u niego i go obudziłam gdy spał na budzie. Jak na niej stanął i merdał ogonkiem to też wyciągał jedną łapkę do mnie. Wtedy mu naszeptałam, ze go wyciągnę i tylko tyle mogłam. A drugi raz - już w podróży - gdy zatrzymaliśmy się na spacer i gdy zostawiłam go samego w aucie i spacerowałam z Reksią - po powrocie do auta Kozak siedział - nie leżał i też wyciągnął do mnie łapeczkę. To jest rozbrajający gest. Z towarzystwem zapoznanie było spokojne. Na ogrodzie - nie jestem pewna czy ze wszystkimi naraz. Pani Ania mówi, że był nieco wystraszony i wyglądało na to jak by pytał czy on musi i że moze on już pójdzie. No i szybko wrócili do domu - bo nic na siłę i się wszystko rozeszło do swoich apartamentów. A Reksi ucho co raz lepiej. I się z niej kanapowy piesek robi. Anektuje jak nic kanapę Taty. Pani Ania zachwycona. Powiem, że Kozakiem chyba bardziej. Nie ujmując nic Reksi to Kozak naprawdę jest wyjatkowy - i pod względem wielkości i wyglądu i zachowania i rozbrajających gestów. Teraz już Kozak tylko tak będzie sie zachowywał: [IMG]http://lh5.ggpht.com/kamila.szczepaniak/SJ_2F4PWMmI/AAAAAAAAIco/kssEYNWpawM/s400/CIMG4193.JPG[/IMG] to są oczywiście zdjęcia z czasów schroniskowych [IMG]http://lh5.ggpht.com/kamila.szczepaniak/SJ_2GXKgUUI/AAAAAAAAIcw/utr9HJDEqA8/s400/CIMG4194.JPG[/IMG] ale myślę, że już całkiem niedługo pojawią się nowe - domowe :-)
  8. Znów taka biedna mordka. Napiszcie dziewczyny co w pierwszej kolejności potrzbne? Bo, że kasa na hotelik to oczywiste. Szczepienia? Kastracja? Czy jakieś inne medyczne działania?
  9. Dostaje wszystko - suchą karmę, gotowane jedzonko, puszki. Ale ma swoje gusty i sucha karma najmniej chętnie mu smakuje :-)
  10. agata51 - jak już nie było żadnego promyczka nadzieji to Twoje słowa o tym, że tej zimy Kozak w schronie nie spędzą były BEZCENNE. Dzięki za nie. Każdej z Cioteczek trzeba by było podziękować osobiście za bycie tutaj i dopingowanie. I wierszyki Figi i Ani, która tylko tu nieśmiało zagląda a Kozaka by już w domu miała gdyby się inaczej poukładało - a poukładało się tak, że gdyby Kozaka ona wzięła to "tylko" Kozak by miał dom. A tak do niej trafił inny pies - a Kozak z Reksią do Pani Ani. Czyli jest [B][SIZE=4][COLOR=red]+3.[/COLOR][/SIZE][/B] Plus nowa dusza, która "wpadła" i teraz sama będzie psom domów szukać. Dzisiejsze wieści SMS-owe: [SIZE=4]Kozak chodzi od rana do wieczora za Panią Anią i podaje łapkę.[/SIZE] [SIZE=4][/SIZE] [SIZE=4]Reksia dyskretnie zajęła miejsce Taty na kanapie[/SIZE] Ciekawa jestem jak zapoznanie z resztą psińca się odbyło. Dowiem się dowiem telefonicznie. Na allegro wypatrzyłam materace do łóżeczka dziecięcego (w pokrowcu) - nowe. Poszukam kogoś kto by mi je przywiózł do Krakowa - będzie z nich fajne legowisko do psiaków. Nie jedzie ktoś z Sosnowca do Krakowa?
  11. Są jakieś szanse, żeby zwolniło sie jakies miejsce w klinice?
  12. Nie sądzę, żeby Pani Ania zminiała imiona. To jest osoba, o której można by raczej powiedzieć, że to ona jest dla nich - a mniej że one dla niej. Więc skoro imiona mają już takie od lat. I reagują na nie - to pewnie takie zostaną. Dowiedziałam się, że Kozak został ochrzczony "Dago" - ale dzieciaki go tak nazwały Kozak i juz tak zostało.
  13. A teraz apel do ludzi dobrej woli :-) Pani Ania jak się wyraziła jest pełno pełno pełnowymiarowym opiekunem tych obu psiaków. Na moje usilne domaganie się jak jej mozna pomóc powiedziała mniej więcej tak. Obecnie daje sobie radę. Ona ma tych psów kilka - tak odpowiedziała gdy zapytałam ile. Ja mam wrażenie że z tymi nowymi to bedzie z 10. Chyba dwa duże i kilka małych jamnikowatych staruszków. Ale jeżeli będzie potrzebowała pomocy to prosiłam żeby się zwróciła do mnie pomoge jak mogę. To w czym obecnie mogę pomóc to dowiezienie psa do lekarza - tak zamierzam z Reksią zrobić - w poniedziałek wizyta. Dzięki Kamili z Obornik mam trochę kasy na jej leczenie oraz deklarację ze gdyby coś więcej było potrzeba. Na Kozaka potrzeby weterynaryjne też jestem gotowa się dołożyć. A gdyby ktoś jeszcze chciał pomóc w utrzymaniu zwierzaków to może wesprzeć w zakupie karmy. To stado jest spore. Chcę kupić worek 15kg karmy Brit Senior&Light. Nie jest strasznie drogi - ok 74zł paka. Do tego w miarę możliwości jakieś puszki - żeby można było podać gdy Pani Ani nie ma w domu i gotować nie może. To chyba nie jest nachalne z pomocą się wciskać - a napewno Pani Ani pomoże. Ciotki drogie - gdyby któraś z wizytą wpadla - to proszę w kieszeni puszkę dla zwierzyńca podrzucić :-) Chyba jednak cuda się zdarzają :-)
  14. [IMG]http://www.obornikionline.pl/images/azorek/historia/230.jpg[/IMG] [IMG]http://www.obornikionline.pl/images/azorek/psy/174.jpg[/IMG]
  15. No to jak wprost to wprost. To wszystko przez Pancę !!!! To ona wysłała koleżance informacje o Kozaku. A koleżanka Pani Ani. I dzięki dzięki dzięki nim Kozak jest niedaleko. Tuż tuż i ma DOM i jeszcze Reksia ma dom. Odzwiedziny - co do odwiedzin będę musiała jakoś delikatnie Pani Ani przekazać, że jest kilka kobiet zakochanych z Kozaczku, które chcą go odwiedzić. :-) Ale boję się, że to będzie musiało chwilę poczekać. W rodzinie Pani Ani traz cieżko - śmierć Cioci i ciężka choroba. Nie chcę pisać o tym bo to jej prywatne sprawy - ale też chcę żebyście wiedziały dlaczego teraz może być trudniej i mniej odwiedzin.
  16. Z Panią Anią rozmawiałam. Niestety na dziś wizyta nie jest możliwa. Rodzinę Pani Ani spotykają teraz przykre doświadczenia. A ona mimo to ma czas żeby jeszcze dwa psy do swojego stada dołączyć. Relacja z pieerwszej nocy wygląda tak. Psy przespały noc. Kozak rano wyszedł na spacer z Panią Anią. Spał sobie oddzielnie w pokoiku. Nie awanturował się zamknięty. Jak Pani przyszła do niego machał nieśmiało ogonkiem i popiskiwał. Na spacerze nie ciągnął, pilnował Pani. Jak chwilę Pani na niego nie uważała to wyplątał się z szelek. I nic. Nie odbiegl, nie uciekł. Pani przepieła go do obroży. Pani jest zachwycona Kozakiem - czemu ja się osobiście nie dziwię. Ależ mnie zazdrość ściska. A gdyby tak Kozak jej się nie spodobał. Kazał mi po niego przyjechać i zabrać - to bym nie miała wyjścia i musiała go do siebie zabrać. Ale nie zanosi się. Kozak zjadł rano. Na suchą karmę to bardzo chętenie a na ryż z kurczaczkiem to nie wiedział po co są te białe glutki. Kurczaka rozpoznał. Do ryżu się przekonał. Gdy rozmawiałyśmy Kozak spał. W swoim pokoiku. Za dwie trzy godziny Pani Ania zamierza towarzystwo przedstawić sobie w ogrodzie. Drobnica - jak mówi na swoje staruszki maluszki - jest zainteresowana i węszy pod drzwiami. A Reksia została przydzielona do pokoju gdzie mieszka sobie mały inny staruszek piesek. Zachwycony Panienką. I jeszcze kot psolubny się do nich przyłączył. Piesek początkowo odstąpił damie łóżeczko swoje ale potem spały razem. Kot się bardzo przytula do Reksi. Ona zdziwiona takim stworem. Obszczekała Tatę Pani Ani. Teraz jest z Mamą. Chyba woli kobitki. A co do mnie to ja wysoka strasznie jestem. Gdzieś pod 164. Mnie raczej miejsce na duszę w szerz się robi. Tylko duszę mam małą - zazdrosną i pokrętną więc się w tym wielkim pudle tłucze i dobija. To jest bardzo egoistyczne działanie - moja dusza chce pieskowi poszukać domku, żeby potem się tak cudownie poczuć że sie jakieś zwierze ze schronu wyciągnęło.
  17. Za Łodzią zatrzymałam się żeby je odsikać. Najpierw poszedł Kozak. Wąchał ale się nie załatwiał. Jak wróciliśmy do auta Reksia stała na siedzeniu i machała ogonkiem. Kozak prawie sam wszedł do auta. Reksia na spacerku również tylko wąchała. Jak do auta wróciłyśmy Kozak siedział z tyłu i łapę wyciągnął do mnie. Potem położył pysk na oparciu i czekal na pieszczoty. Pogłaskałam go, uznał, że ok i poszedł spać dalej. Już więcej się nie zatrzymywaliśmy. Tak sobie teraz myślę, że wyjechałam ze schroniska o 9:30 a do nowego domku trafiły po 21. Ja chyba specjalnie tak długo jechałam, żeby z nimi być jak najdłużej. No może podświadomie. Z całej trasy wszystko super - nawet autostrady są (sponsorowane przez Kamilę :-)) - tylko te miasta. Przejazd przez Poznań, Łódź, Częstochowę, Olkusz, Kraków, Wieliczkę. 5h na to zeszło mi przynajmniej. Najgorzej było w Częstochowie.1,5h w korku staliśmy. Psiaki nic. Spały. Potem jeszcze 1h korek gdzieś na Śląsku. Piątek - największy chyba ruch - wszyscy wracają lub już gdzieś na weekend jadą. Plus remonty wieczne i wszędobylskie remonty. Efekt niezły. Ale jak już dotarałm do Krakowa - około 18:30 - zadzwoniłam do wetów w Wieliczce że dojadę i dojechałam. Trochę odczekałam w kolejce i Pani Agnieszka oglądnęła zwierzaki. Reksia - waga 8kg. Pchły i uszy w strasznym stanie. Dostała antybiotyki, przeciwbólowe piguły i jeszcze krople. W poniedziałek następna wizyta. Kozak - 34kg - chudy - za chudy - mógłby ważyć 40kg. Również pchiełki. Ma bardzo osłabiony tył. Z zanikiem mięśni, z wystającymi kostkami i z jakimiś problemami - może dysplazja, kręgosłup - to do zdiagnozowania w przyszłości. Dla niego ta niedowaga w tym momencie jest o tyle dobra, że nie obciąża stawów. I bardzo dziwna sprawa. Wzrok Kozaka. Jego źrenice nie reagowały na światło. Albo tak wielki stres - albo Kozak nie widzi. Ale z drugiej strony nie wpadał nia nic. Nie potykał się o schody, próg czy specjalnie położony worek. Jedno oko ma cofnięte. Tajemnicza sprawa - jak już się zaaklimatyzuje Pani Ania bedzie mogła go poobserwować. Na teraz zalecenie takie to dać im jak najwiecej spokoju. Potem odrobaczanie i cokolwiek będzie trzeba. Po tej wizycie pojechaliśmy już do nowego domku. Pani Ania zabrała psiaki. Umówiłam się na telefon. Jak mi było egoistycznie smutno, że on u mnie nie zostanie. Jestem paskudna - ale cieszę się, że tej nocy już nie spędził w schronisku. I tak to wygladała podróż. Teraz będą tylko wieści z jego nowego życia.
  18. Zabrałysmy się za ubieranie Kozaka w szelki i obrózkę - niebieskie wszystko. A w tym czasie Kamila poszła po Reksię. Reksia też dostała wyposażenie nowe :-) ale w kolorze czerwonym. Poszliśmy na spacerek. Kozak nażarł się trawy. Koza nie Kozak :-) Trawa potem wylądowała w aucie - taka lekko strawiona. Potem szybkie załatwienie formalności (dostałam zniżkę na Kozaka - bo taki stary? :evil_lol: - nie wiem czy się cieszyć (w kieszeni zostało kilkanaście złotych czy czuć się urażoną - wolę to pierwsze i podziękować kierownictwu i negocjatorom zniżek :-)). Potem jeszcze Reksia do veta - zapalenie uszka i kropelki dostała na dalsze leczenie. Kozakowi nie zdecydowaliśmy się dać nic na uspokojenie. Z lekami to mój pomysł był, żeby coś dać. Moja poprzednia podróż z tego schroniska - z Dusią - to był mały horrorek. Dusia była strasznie wystraszona, panikowała, chciała się stamtąd wydostać. Musiałam ją przywiązać z tyłu. No to się biedactwo zaplątało strasznie. Potem udało jej sie wygryźć dziurę w macie na której leżała i zerwać tapicerkę. Jak sobie wyobraziłam to samo w wydaniu 2x większego Kozaka to coś ciemno widziałam podróż. No ale zdecydowaliśmy się nie dawać leków żadnych. Na drogę jeszcze Reksia dostała kołderkę oraz od Kamiali poważny zastrzyk finansowy na dalsze leczenie :-) Za co bardzo bardzo dziękuję. No i przyszedł czas wsadzenia do auta. Reksia na przednim siedzeniu. Nie podobało jej się. Była wystraszona i chciała do Kamili. Ją najbardziej lubi i jej ufa bo Kamila ją od dłuższego czasu wyciągała z budy i oswajała ze światem złym. A potem Kozak. Wielki kawał psa. Najpierw przednie łapy a potem wrzuciłyśmy zadek. I wiecie co zrobił Kozak? Od razu się położył. I tyle. Przypiełam go do pasa. Pożegnałam się i pojechaliśmy. I nic. Zero paniki, histerii. Ja byłam w szoku. Kozak bardzo szybko usnął. Reksia dłużej czuwała. Potem też zwinęła się w kłębek i usnęła. I tak wyglądała prawie cała podróż. Pyrki spały. Czasem się przebudziły. Ale przejazd przez miasta, stanie w korkach czy na światłach nie zrobiły na nich większego wrażenia. Reksia w Łodzi zeszła z fotela i położyła się w nogach na kołderce. Potem wróciła na fotel. Idealne psiaki.
  19. Do schroniska pojechałam w czwartek rano. Żeby trochę popracować. Czytaj kupy pozbierać a nie tylko pospacerować z psiakami. No i udało mi się. Po za tym deszcz wcześniej padał i zwierzyniec tak mnie wynorał, że wyglądałam "bosko". Z Kozakiem się przywitałam dyskretnie - tak żeby czasem jakiegoś zazdrośnika nie sprowokować do ataku na niego. Nie miałam odwagi zabrać go na spacer. Zabrać mniejszy problem. Gorzej z odstawieniem. Nie chciałam, żeby stało mu się coś przykrego. I tak wytrzymałam do piątku. Prawie po nocach nie śpiąć i nie mogąc się doczekać. Ale doczekałam. W piątek tuż po 8 byłam na miejscu. Przyjechała Kamila i Ola. Patrzyłam jak Kamila wyciąga ostatni raz Kozaka z tego stada. Idzie sobie taka śliczna, drobna blondyneczka z wielkim psem na smyczy. Wokół stado groźnie łypiących psów. A za nią jedna z Pań, które tam pracują, z kijem w razie gdyby banda chciała się rzucić na Kozaczka. Obyło się na szczęście bez użycia zębów i kija. Kozak wyszedł, dopadł trawki i jak to on rzucił się na ten świat za ogrodzeniem. Tak jak by spodziewał się, że trzeba się go nawdychać, nawąchać zanim go odstawią ludzie z powrotem.
  20. Jakiego ja pieknego i dlugiego posta o podróży napisałam. Jakiego i pięknego posta mi dogo zżarło przy wysłaniu. Ale napiszę jeszcze raz.
  21. Oddałam pyreczki. Obie. Kozak pojechał z Reksią. Jaka ja jestem egositka straszna. Chciałam go zatrzymać ale lepiej będzie miał tam. Do nowego domku dotarliśmy dopieor ok 21. Pani Ania zabrała pyrki i połozyła je spać. Ja nie wchodziłam już o tej godzinie. Przedstawianie i zapoznawanie z resztą stada zostało na dziś przełożone. Ja sie umówię na wizytę jak tylko się da. A resztę relacji z podróży napisze później.
  22. [quote name='Figa Bez Maku']Jutro 18-tkę :cool3:obchodzi Yorija:cool1: niech nam się dalej pieknie rozwija:loveu: miej zawsze ochote do szaleństw wszelkich bo serce ( nie rozum:diabloti:)do zwierzaków masz wielkie niestety choć chętnie poznałabym Kozaka:multi: nie wchodzi w rachubę u mnie podróż taka:shake:[/quote] chyba drugą 18 - stkę - jeszcze nie wyjechałam - zbieram torby i się do auta muszę dowlec
  23. Wyjeżdżam i raczej w internecie nie będę do piątku. Mój tel 603717988 - gdyby ktoś (Panca?) się miał ochotę przyłożyć fizycznie to transportu. Jutro mam urodziny wiec taki prezent bezcenny :-) Do usłyszenia :-)
  24. Wygląda na to, że szansę dostanie inny biedaczek z tego schroniska. Są dwa typy - ależ to okrutne - ślepy, kilkunastoletni Edi albo Reksia stara sunieczka. Jak ja mam do cholery wybrać któreś. PRzecież nie wezmę obu. Narazie decyzję zostawiłam na moment gdy tam się znajdę. Ale kłopt mam nadal. Jadę sama z dwoma psami. I jeszcze pojawia się opcja, że swojego kota powinnam zabrać. Hmm Potrzebuję rąk do pomocy. Panca - a jak byś tak wsiadła do ekspresu - przyjechała rano do Poznania - potem ze mną do Krakowa a z Krakowa ekspresem do Warszawy - "Objazdowe nieme kino". Daj się kobieto namówić na szaleństwa odrobinę. Kozaka poznasz!!! To ja może zareklamuję: 2 bilety PKP - pewnie kilkaset złotych 24h nieprzespane - no może jeden siwy włos na głowie przybędzie Poznać Kozaka - bezcenne za resztę można zapłacić kartą... :loveu:
×
×
  • Create New...