Ach tak, ja już wcześniej pisałam, że każdy dzień w schronisku to dla kotka cierpienie, ale cóż poradzić, że jakoś z tym transportem nic się nie udaje. A domki w Krakowie czekają (ten drugi, właściwy, mam nadzieję też, chyba nic się nie zmieniło).
W skrajnych przypadkach tak, jak popadają w depresję i przestają jeść. Ale myślę, że Cofi jakoś przeżyje kolejną zmianę miejsca, o ile DT we Wrocławiu faktycznie okaże się potrzebne.