Fotki będą, jak uda mi się ściągnąć syna, bo ja nie mam aparatu.
Cofi wychodzi ze swojego apartamentu, ale tylko na chwilę, chociaż wczoraj wieczorem zapędził się aż do drugiego pokoju, zobaczył rozłożoną na dywanie Vegę, nie cofnął się, tylko stanął za krzesłem, za chwilę wyszedł i spotkał się oko w oko z Tiną, powąchali się i Cofi wrócił do siebie. Z moimi kotami nie ma żadnych problemów, nieraz któryś wejdzie do jego pokoju, ale raczej trzymają dystans. Bo moje koty to są tchórze!