Czytam o tym jedzonku i buzia mi się ze zdziwienia otwiera... 22 lata temu, gdy przybył do mojej rodziny pierwszy pies,tzn suczka Psotka kundelek, karmiliśmy ją tym co chciała jeść, a jadła niewiele, głównie szynkę i wiejską kiełbasę. Z czasem przy drugiej suce (ONka Elza) zaczęła jeść również ryż i kasze z mięsem. Gotowe karmy dopiero zaczęły się u nas pokazywać. Później w domu nastały bardziej rasowe i bardziej wymagające psy, zmieniały się też metody karmienia, pokazały suche i puszkowe lepsze karmy... Jednak w psich miskach królowały nadal przeważnie ryż, kasza, makaron + mięso, olej, czasem jarzyny, sucha karma tylko awaryjnie. Psy howały się dobrze, żyły w większości po kilkanaście lat (Psotka 17) W ostatnim czasie mieliśmy doga de Bordoux (Presja, najbardziej pechowa suka pod słońcem) która od 5 roku życia cierpiała na powtarzające się rozszerzenia żołądka. W owym czasie bardziej zaczęliśmy interesować się tym co pies jeść powinien i zgodnie z tym co mówili weterynarze psa powinno się karmić stale tym samym, czyli jak zacznie się podawać ryż z kurczakiem to tak ma być codziennie, a wszelkie zmiany wprowadzać stopniowo przez okres 2 tygodni. Zrozumiałm też, że nie powinno się łączyć karmienia suchą karmą i gotowaną w domu... Teraz czytam o BARF, o tym, że psy jedzą raz marchewkę i twaróg, a innym razem kawał surowego kurczaka albo gotowane na śniadanie, a suchą karmę na obiad i to się nijak ma do wiedzy, którą przyswoiłam 2 lata temu.
W niedzielę przyjedzie do mnie suczka, która kilkanascie dni temu została wyrzucona pod lasem z samochodu. Przez kilka dni nic nie jadła. Po przygarnięciu przez moją mamę i nakarmieniu przez 2 dni miała biegunkę. Zależałoby mi na tym, żeby ją odkarmić i doprowadzić do dobrej formy. Nie wiadomo co pies jadł u poprzedniego "właściciela", pewnie nic ciekawego i niewiele. W tej chwili jest na gotowanym ryżu z gotowanym kurzym mięsem. Jest to młoda suczka wielkością i wyglądem przypominająca średniego sznaucera. Przez kilka dni pewnie potrzymam ją dalej na tym co dostaje teraz, ale jak długo i co dalej, żeby nie zaszkodzić?