Jump to content
Dogomania

Lidan

Members
  • Posts

    5887
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Lidan

  1. Gratuluję i życzę Berci szybkiego nabierania sił :thumbs: Czy "szef kosmetyczny" to szwy rozpuszczalne również na wierzchu czy metoda "cerowania"?
  2. Jaka to ironia losu: my płaczemy, cierpimy, tęsknimy po stracie pieska :-( (a wcześniej robimy co tylko w ludzkiej mocy, żeby go uratować) a inni oddają, wyrzucają, wywożą do lasu, biją...i napewno nie płaczą, nie żałują nie rozpaczają :shake: pewnie nawet nie myślą więcej o tym. Trzymaj się brooklyngirl, myślami jestem z Tobą :glaszcze: I pamiętaj, że Twoja psineczka już nie cierpi, może biega teraz za Tęczowym Mostem razem z moją Psotką, Elzą i Atosem (rotek, który odszedł w czerwcu) :Dog_run:
  3. Nie miałam nigdy doczynienia z zupełnie niewidzącym psem więc nie mam doświadczenia, ale patrząc jak pewnie porusza się Brajl odnoszę wrażenie, że on musi nie mieć oczów od dłuższego czasu. Nie wydaje mi się, żeby pies, który nagle oślepł w ciągu dwóch tygodni wyrobił sobie tak dobrze zmysł orientacji. Chyba, że tak zachowuje się przebywając tylko na terenie dobrze juz sobie znanym :hmmmm: Cieszę się, że tak dobrze sobie psinka radzi :loveu:
  4. Myślę, że właśnie to cierpienie po stracie bliskich nam ludzi i zwierząt świadczy o naszej "ludzkości". Im bardziej byliśmy związani z ukochanym zwierzakiem tym dłuższy i większy jest nasz żal po ich odejściu. Wiele rzeczy i sytuacji nam je przypomina. Nasze pupile żyją jeszcze długo w naszych sercach i wspomnieniach, w zasadzie pamiętamy o nich chyba aż do śmierci. Z czasem ten żal się zmienia, jest bardziej "do przeżycia", mniej płaczemy, powoli wracamy do prawie normalnego życia. Po jakimś czasie już nawet nie myślimy codziennie o naszym ukochanym psiaku, kocie czy papużce ale co jakiś czas przypominamy sobie o wspólnie odwiedzanych miejscach, wspólnych zabawach, o przysmakach jakie nasz przyjaciel uwielbiał. Jednak po kilku miesiącach lub latach możemy już rozmawiać bez większych emocji o naszym nieżyjącym zwierzaku. Wielu z nas po jakimś czasie kupuje, dostaje bądź przygarnia kolejnego zwierzaka. Porównujemy go do poprzednika, odwiedzamy te same miejsca, spotykamy tych samych ludzi na spacerze i życie toczy się dalej, choć w chwili śmierci naszego przyjaciela wydaje nam się to niemozliwe. Siedem lat temu uśpiłam Psotkę, mieszańca, mojego ukochanego, pierwszego psa, wyciągniętego z paczki po jabłkach stojącej w oborze i zabranego do domu jako pięciotygodniowe szczenię. Była zapchlona, zarobaczona, piszcząca. Wiele razem przeszłyśmy, cały trudny okres mojego dorastania. Wiele rzeczy źle zrobiłam usiłując ją wychowywać, ale dbałam o nią jak tylko umiałam najlepiej. Nie była pieknym psem, choć mi wydawała się ósmym cudem świata. Nie była też łatwa w prowadzeniu i sprawiała wiele kłopotów, ale pokochałam ją całym sercem. Była ze mną zawsze, nawet gdy już wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do nowego mieszkania Psotka pojechała ze mną mimo iz nie była już najmłodsza. W wieku 16 lat Psotce zaczęła szwankować wątroba. Jeszcze rok wymęczyłam ją na dietetycznym jedzeniu, ale w końcu 19 czerwca 2000 r koło południa sparaliżowało jej tylnią część ciała. Ponieważ już wcześniej cierpiała postanowiłam ją uśpić. Co ciekawe, na popołudnie tego dnia byłam już wcześniej umówiona z weterynarzem na badania i ewentualne uspienie. BArdzo to przeżyłam. Przez 2 tygodnie płakałam, wszędzie ją słyszałam, widziałam, wszystko mi ją przypominało. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać czy rozpaczam z powodu tego, że nie ma już Psotki czy też po prostu rozczulam się sama nad sobą. Stopniowo mój smutek słabł, ale tak naprawdę żałoba trwała ponad 2 lata, tzn. po tym okresie zdałam sobie sprawę, że (gdyby nie inne powody) byłabym gotowa na przyjęcie nowego psa. Od roku mam nową suczkę, tym razem przygarniętą bidulkę, którą ktoś wyrzucił pod lasem. Nie myślałam, że mogę jeszcze raz pokochać psa i to nie słodkiego szczeniaczka, a jednak stało się. Wpadłam po same uszy gdy tylko spojrzała na mnie swoimi wiernymi, wielkimi ślipiami, gdy wcisnęła mi, ze strachem ale i z pewną ufnością swoją kudłata mordkę w dłoń. Pamiętam o Psotce, nieraz wspominam ją ciepło. Gapa różni się od niej jak woda i ogień. Jedną kochałam, teraz swoje uczucie ulokowałam w drugiej. Taka jest kolej rzeczy i nic tego nie zmieni. brooklyngirl Wiem jak bardzo cierpisz i bardzo Ci współczuję. Chcę jednak, żebyś wiedziała, że z czasem to się zmieni. Nie zapomnisz nigdy o swoim cudownym psie, ale będziesz mądrzejsza i w jakis sposób silniejsza o to smutne doświadczenie. Być może i Ty kiedyś obdarzysz uczuciem innego psiaka i zapewnisz mu schronienie i pełną michę. Tego Ci życzę z całego serca. Trzymaj się :glaszcze:
  5. Albiemu Nie tylko Ty... Czytam, choć wcale nie chcę (a raczej boję się co mogę tu jeszcze przeczytać) każdą wzmiankę w tym wątku. Śledzę każdy dzień Brajla, każdą opinię, szczególnie to co pisze p. Edyta lub osoby bezpośrednio związane od początku z tą sprawą. Wstaję rano i myślę o tym co przydarzyło się temu cudownemu psu, płaczę z żalu lub wzruszenia czytając o nim i zasypiam myśląc o tym co przeczytałam. Wiele osób połączył w jakiś sposób Brajl. Modlę się, żeby nasze myśli i łzy, poświęcenie p. Edyty i Twoje zaangażowanie w wydostanie psa ze schroniska dało efekty, żeby Brajl już więcej nie cierpiał.
  6. Podczytuje ostatnio (jak pewnie wielu innych uzytkownków tego forum ;) ) Brajlowy watek na forum owczarka i przed chwilą przeczytałam, że poza spiłowanymi specjalnie zębami gałki oczne też zostały usunięte - jeśli dobrze zrozumiałam "fachowo" :placz: Ktoś świadomie i z premedytacją okaleczył tego psa, niekoniecznie w sposób barbarzyński i sadystyczny. Brajl miał dzisiaj robione badania, m.in. usg jamy brzusznej. Pani Edyta napisała na swoim forum: "Brajl ma silny stan zapalny jelit,dostaje zastrzyki i leki do...pyskowe.. W usg wyszedł guz w pachwinie,wielkości pięści.Pewnie trzeba go będzie usunąć.Ma mocno zgrubiałe ściany pęcherza. Jest mocno wychudzony..Tak potęzny i wysoki owczarek waży...28kg.. Jest przepuklina,która moze być wynikiem np.kopania." Wyniki innych badań będą jutro. Ileż jeszcze będzie musiał wycierpieć ten wspaniały pies i ci którzy go przygarneli pod swój dach i pokochali zanim jeszcze do nich trafił. Nie ma dnia żebym nie myślała o tej psince. Trzymam kciuki, żeby dane mu było pożyć jeszcze wiele lat w zdrowiu i spokoju.
  7. Dzisiaj rozdział "sterylizacja Gapy" został zakończony zdjęciem szwów z idealnie zagojonego brzuszka. Za stół zabiegowy służyły moje kolana :p Muszę przyznać, że Gapa jest idealną pacjentką :lol: Mogłam spokojnie pójść do pracy już po kilku dniach od operacji zamiast brać urlop na cały okres rekonwalescencji, ale przynajmniej odpoczęłam i dotrzymywałam Gapciuchowi towarzystwa. Przez cały czas Gapa musiała chodzić w pooperacyjnym ubranku, bo szwy tak jej przeszkadzały, że po zdjęciu ubranka nie chciała chodzić, zaczynała się drapać i lizać po brzuszku. W nocy nie trzeba było jej pilnować bo spała jak suseł ;) W uranku zachowywała się tak naturalnie jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Wszystko goiło się jak "na psie", sunia szybko wracała do pełni sił i już kilka dni po zabiegu domagała się rzucania piłeczki. Cieszę się, że mamy to już za sobą :multi:
  8. [B]ŻADNA[/B] Jeśli nie możesz sobie pozwolić na [B]dobrą[/B] suchą karmę to proponuję karmić psa przygotowywanym w domu jedzeniem z dodatkeim kupionych u weterynarza witamin i mikrolelementów. Szkoda Twoich pieniędzy na firscasy itp. oraz Twojego psa. Długotrwałe karmienie psa wymienionymi przez Ciebie karmami spowoduje w przyszłości problemy zdrowotne u Twojego psa.
  9. Cieszę widząc Brajla spokojnie śpiącego, najedzonego lub spacerującego. Na zdjęciach robionych z daleka można nie zauważyć braku oczów, tzn. gdy się o tym nie wie. Nie mogę doczekać się relacji z wizyty u weterynarza. Przykro mi z powodu tej "zakręconej" sytuacji z AFN, tym bardziej, że i ja w pośpiechu, pod wpływem chwili kupiłam jakąś małą cegiełkę na allegro, żeby pomóc w opiece nad pieskiem. Pozdrawiam serdecznie p. Edytę i jej męża i całą psio - kocią gromadkę :lol:
  10. Bardzo Ci współczuję... Wiem jak to boli i jak długo pamięta się te ostatnie chwile, kiedyś też musiałam przez to przejść :-( Dobrze, że zakończyłeś jego cierpienie, już nic go nie boli... Wierzę, że przeżył u Ciebie wiele szczęśliwych lat i będziesz je kiedyś miło wspominać. Trzymaj się.
  11. Niezbyt często wchodzę na to forum bo zbyt wiele smutnych histori, nieszczęść i bólu tu jest :-( Niewiele mogę pomóc, za to morze łez juz wylałam... Trafiłam na to forum szukając wiadomości na temat sterylizacji. Od kilku dni z zapartym tchem śledzę losy tego ślicznego i jakże okrutnie potraktowanego Brajla. Cieszę się wraz z Wami, że udało się znaleźć domek dla tego biedaczka. Podziwam osoby bezpośrednio zaangażowane w opiekę i znalezienie nowej bezpiecznej przystani dla Brajla. Podziwiam wolontariuszy w schroniskach, którzy zamiast ryczeć (jak ja) robią tyle dobrego, żeby poprawić smutny los tylu pokrzywdzonych zwierzaków. Ja również czekam na niecierpliwie na każdą nową wiadomość dotyczącą Brajla.
  12. Za sterylizację Gapy (waga niecałe 12 kg) zapłaciłam wczoraj w Arce (Kraków) 367 zł. Narkoza była wziewna. Leki przeciwbólowe i chyba antybioyk, które dostała do domu były wliczone w cenę zabiegu. Prawdopodobnie wliczone jest również zdjęcie szwów i ewentualne wizyty kontrolne. Ubranko musiałam sama kupić (26 zł) a tydzień wcześniej zapłaciłam jeszcze 117 zł za badania.
  13. Już chyba się nie gniewa :p Nie spałam dłużej niż 2 godziny choć nic się złego nie działo. 2 razy podawałam jej odrobinę wody bo sama nie wstawała. Rano musiałam założyć ubranko pooperacyjne bo zaczęła lizać brzuszek. Na przyszytej do szwów gazie jest troszkę zaschniętej krwi, ale chyba nie ma się czym martwić. Gapa nie chce chodzić bo przeszkadza jej chyba ta gaza (w piątek mogę ją usunąć sama lub u weta) Muszę ją wynosić kawałek od bloku, żeby wracając do domu raczyła siknąć po drodze. Z wielkim apetytem zjadła odrobinę mięsa z ugotowanego skrzydełka i szyjki, a kilka godzin później przytuptała do kuchni gdy tylko otworzyłam psią konserwę i zjadła przemycone w niej tabletki. Głównie spi. Pewnie to normalne po takim zabiegu i przeżyciach. Mam nadzieję, że w nocy nie zdoła przez ten fartuszek dostać się do rany :cool3: bo pewnie dzisiaj padnę (ileż można nie spać)
  14. Dzisiaj moja Gapcia dołączyła do grona wysterylizowanych suczek. Po 9-ej rano zostawiłam ją w lecznicy i o 17-ej zjawiłam się po odbiór. Były jakieś problemy z oddychaniem podczas operacji, a konkretnie zaraz po podaniu narkozy (wziewna) Dobrze, że była zaintubowana i podłączona do tlenu. Ekg nic nie wykazało. Wszystko dobrze się skończyło. Narazie sunia jest oszołomiona, mało się rusza, leży na posłaniu, nie chce pić ani sikać... I chyba jest na mnie obrażona :-(
  15. Nie wiem co mozna zrobić, żeby psa tego oduczyć. Siedmiomiesięczny rotek mojej mamy też lubi sobie pogrzebać i coś powyjadać z kompostu :angryy: Jest bardzo rasowy i od maleńkiego u mamy, więc chyba nie o pochodzenie i zwyczaje tu chodzi. Psy chętnie tarzają się w różnych śmierdzących resztkach, a niektóre widocznie lubią takie jeść. Kompost śmierdzi równie mocno jak gnój więc co się dziwić psu ;)
  16. Długo o tym myślałam, choć w zasadzie od początku byłam zdecydowana i w końcu zapisałam Gapę na sterylizację na najbliższy wtorek na godzine 9.00. Badania, które miała robione w środę wyszły pozytywnie i nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby przeprowadzić zabieg. Nie zapytałam tylko czy weterynarz serwuje środki uspokajające włścicielom. Trzymajcie kciuki za Gapcię.
  17. Ja też zrozumiałam, że pies- według [B]dariog[/B] - ma cały czas przebywać na swoim posłaniu. Pies to żywe, ruchliwe i towarzyskie stworzenie i nie może przebywać cały czas w tym samym miejscu. Miałam już kilka różnych psów, dużych i mniejszych, bardziej i mniej rasowych i różnie się zachowywały. Do łóżka i bliżej właściciela chciały spać przeważnie te mniejsze lub młode choć i owczarek niemiecki czasami przychodził w nocy do łóżka :oops: Mieliśmy w rodzinie rottwailera, który nie potrafił przespać całej nocy w jednym miejscu i w zależności od tego na którym boku chciał spać przenosił się na posłanie lub na dywan a nawet na fotel. Obecny młody rotek też tak robi ;) Za to moja Gapcia, mimo iż niewielkiego wzrostu i nie będąca u nas od szczeniaka całą noc potrafi przespać na swoim posłaniu, ale jest ono usytuowane za naszym łóżkiem (Ona potrzebuje stałego kontaktu z właścicielem. Pewnie dlatego, że ktoś ją już wyrzucił) Myślę, że im starsze i pewniejsze siebie psy tym chętniej korzystają ze swego posłania. Z czasem temperament szczeniaka zacznie się zmniejszać, zacznie spokojnie przesypiać całe noce (co nie wszystkim szczeniakom się udaje :razz: ) i być może, że coraz więcej czasu zacznie spędzać na swoim posłaniu.
  18. Lidan

    Daj Głos !

    Pierwszego psa nauczyłam dawać głos wykorzystując to, że sam szczekał gdy odbijało się piłkę tenisową o ziemię. Mówiłam: głos! I odbijałam piłeczkę. Psotka szczekała, ja ją chwaliłam i po pewnym czasie sunia szczekała na samą komendę. Drugiego psa, który przybył do nas rok po pierwszym nauczyłam metodą naśladownictwa: Psotka szczekała na rozkaz, dostawała za to smakołyk i Elza też zaczęła szczekać widząc jak to robi Psotka. Tą ostatnią metodą chyba najłatwiej i najszybciej nauczyć psa dawania głosu, bo później jeszcze jeden pies kupiony znacznie później nauczył się tego od pozostałych :)
  19. Gapa śpi w kilku miejscach. Zaznaczyłam, że śpi obok łóżka bo ma jedno posłanie faktycznie przy naszym łóżku i spędza na nim noce. W dzień śpi w kuchni na drugim posłaniu, w pokoju oraz - gdy nas nie ma w domu - na naszym łóżku.
  20. Bardzo Ci dziękuję za dobre chęci, wolałabym jednak weta z Krakowa, bo to nie jedna wizyta ale przynajmniej 4. Wierzę, że gdy dojdę do końca wątku "Ulga po kastracji" (doszłam już do 60 str!) to może znajdę gdzieś nazwisko dobrego krakowskiego weta. Wieliczki nie znam w ogóle.
  21. Ja też zdążyłam już przez to przejść. Jak większość liczyłam na to, że Psotka odejdzie sama we śnie, ale niestety tak sie nie stało. Wysiadła jej wątroba w wieku 16 lat. Jeszcze przez ok 1 rok przedłużyliśmy jej życie dietą, ale wyniki były coraz gorsze, cierpiała coraz bardziej. 19 czerwca 2000 roku, tuz po powrocie z urlopu, postanowiłam zabrać ją na dokładniejsze badania (np. usg) i zdecydować co dalej. Wcześniej pojechaliśmy jeszcze z mężem na zakupy, a po powrocie okazało się, że Psotkę częściowo sparaliżowało. Przestała chodzić na tylne łapy, załatwiała się pod siebie, była wystraszona... Od razu podjęliśmy decyzję, że trzeba jechać ją uśpić. Mimo iż wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być przy tym obecna w tej chwili nawet do głowy nie przyszło mi, żeby z nią nie jechać. Tak jak większość opisywała dostała najpierw zastrzyk jak do narkozy, po którym szybko zasnęła na moich kolanach. Później zostawiłam ją w gabinecie, gdzie prawdopodobnie dostała drugi - ostatni zastrzyk. Po ok. 30 minutach oddano nam ją zapakowaną w worek. Pochowaliśmy ją na działce. Do dnia dzisiejszego mam mieszane uczucia w tej sprawie. Z jednej strony myślę, że podjęłam słuszną decyzję, bo sunia naprawdę cierpiała od dłuższego czasu. W drodze do weterynarza ona wiedziała chyba gdzie i po co jedziemy, bo nagle podniosła się i szczeknęła 2 razy jakoś tak przejmująco. Czasem żałuję, że się pospieszyłam z tym usypianiem, że może trzeba było pozwolić jej odejść spokojnie w domu, ale przestraszyłam się wtedy, nie wiedziałam co będzie dalej ani jak długo to potrwa. Weterynarz jak tylko nas zobaczył od razu wiedział o co chodzi i nie próbował nawet nas przekonywać, nie sugerował leczenia. Powiedział " O, to ten wątrobowiec. I tak długo wytrzymał" Mimo wszystko jestem przekonana, że nie należy za wszelka cenę przedłużać żywotu psa, który cierpi i dla którego nie ma już szansy na wyleczenie i poprawę dalszego życia.
  22. Witam :) Czytam i podziwiam Was za odpowiedzialność i za odwagę. Mam suczkę znalezioną, mieszańca, która na pewno miała wcześniej szczeniaki (przynajmniej jej sutki na to wskazują) Gapa jest mniej więcej w wieku ok. 5 lat. Ostatnio też zaczęłam myśleć o tym, żeby ją wysterylizować dla własnej wygody i pewności, że nie będziemy powiększali grona niechcianych psiaków. Poza tym u mamy na wsi, gdzie często jeździmy jest stary pies - rottweiler i niepotrzebne mu dodatkowe bodźce (zwłaszcza, że ma chorą prostatę) Jednak myśl o poddawaniu suczki zabiegowi, kaleczeniu jej, zadawaniu bólu i narażaniu jej na stres oraz strach, że coś nie wyjdzie powoduje u mnie pewną obawę i zastanowienie nad koniecznością operacji. Niemniej jednak byłabym wdzięczna za podanie dobrych i sprawdzonych weterynarzy w Krakowie, którym można bez obaw powierzyć wykonanie tego zabiegu, wiedząc, że suczka dostanie wszystko co najlepsze, środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, rozpuszczalne szwy i opiekę pooperacyjna w razie (odpukać) jakiś nieprzewidzianych problemów.
  23. Muszę przyznać, że ja też się nad tym zastanawiałam :oops: Tzn. konkretnie chodziło mi nie o to czy w ogóle można strzyc tylko czy jak zaprowadziłabym moją kudłatą Gapę do salonu piękności piesków to czy pan/pani mnie nie wyśmieją. Gapa ma dłuższą sierść, a podobno zanim do mnie trafiła miała jeszcze więcej włosów tylko, że skołtunionych i została nieco podcięta nieprofesjonalnie, ale nie najgorzej ;) Sama odważyłam się tylko przyciąć nieco sierść nad "stopami", żeby nie deptała po tych kudłach i nieco mnie błota przynosiła do domu. Pomiędzy palcami już mi tak sprawnie nie poszło.
  24. W Krakowie, jesienią tego roku odbyła się msza w intencji opiekunów zwierząt, na dziedzińcu kościoła Bernardynów obok Wawelu. Wiem, że w ubiegłym roku również była tam podobna msza, a nawet lepsza bo taka normalna, z kazaniem, komunią itd. W tym roku komuni już niestety nie było bo jak się ksiądz wyraził "jest to błogołsawieństwo dla opiekunów zwierząt, a nie msza" Ciekawostką tego wydarzenia było to, że można było przyjść ze zwierzętami :lol: Najliczniejsze grono "wiernych" stanowiły psy (przeważały yorki, owczarki niemieckie i beagle) oraz koty. W trakcie tego nabożeństwa zabierała głos prezes (o ile dobrze pamiętam) Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz jakiś krakowski poeta (oh, ta moja skleroza) recytujący swoje wiersze dotyczące zwierząt i ich miłości do nas. Na koniec wszyscy uczestnicy zostali pokropieni święconą wodą. Atmosfera była zbliżona do pikniku, bo psy szczekały przez cały czas, chodziły i węszyły ;) Dzisiaj przyjmowaliśmy księdza po kolędzie, który zachwycił się naszymi ptakami (mamy papugi i zeberki) i sam przyznał, że kiedyś wyszedł ze sklepu zoologicznego z królikiem, tak się w nim zakochał. Tak więc zdarzają się, na szczęście i tacy księża, którzy potrafią pokochać "naszych mniejszych braci" Niestety większość księży pochodzi ze wsi, a wiemy jak na wsich traktuje się psy i koty :-( Może teraz zaczyna się coś i tam zmieniać na lepsze, ale bardzo powoli. W dalszym ciągu ludzie topią kociaki, albo szukają co roku chętnych na nie zamist raz zainwestować i wykastrować kocicę czy suczkę.Eh... szkoda słów:shake:
  25. Obecna suczka wabi się Gapa (Gapcia, Gapunia, Gapciuś) Pierwszym moim psem był kundelek, już nieżyjąca Psotka. Rok po jej przybyciu mama kupiła owczarka niemieckiego Elzę. Później mieszkałam jeszcze przez jakiś czas z cudnym rottwailerem Atosem (pies mojej mamy) na którego do tej pory wołamy przeważnie Tosiu czasem Tufa :lol:
×
×
  • Create New...