katakka
Members-
Posts
922 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Everything posted by katakka
-
Luneczka :)
-
Dziękujemy serdecznie za przesyłkę , każdy koc i każda ściereczka jest dla Nas dużym wsparciem :):) Śpiące królerwny :)
-
już sama nic nie wiem :( , mam w głowie mętlik , Pani z którą rozmawiałam, twierdzi, ze trzech lat nie ma ale i nie ma 10 ciu. Weterynarze u Nas to też tacy specjaliści, że w sumie bym sie nie zdziwiła gdyby z tym wiekiem wszyscy spotkali się gdzieś pośrodku . rozi , o to chodzi że nie ma szczepień, żadnych.... Pani która go zna, w samych pozytywnych słowach wypowiada się o włascicielu i relacjach pies-pan, ale zgadza się w zupełności że nie tak powinno być , ze pies niezabezpieczony chodzi samopas. Tym razem miał szczęście bo chłopak który go zgarnął z chodnika uznając za bezdomnego przywiózł go tu gdzie mieszkam , pies od tych ludzi zwiał a ja go zgarnęłam z ulicy, ale wiadomo ze więcej tyle szcześcia może nie mieć.... Spotkam się z tym włascicielem , zobacze jak to wygląda na żywo i co wyniknie z rozmowy... Ja też bym wolała żeby pies miał inny dom, taki przeze mnie wymarzony, ale wszyscy wiemy jak ciężko o te domy, dlatego póki co zostawiam w sprawie uchyloną furtke a co będzie to zobacze....
-
Rozmawiałam wczoraj z panią która psa rozpoznała na zdjęciach, Pani pracuje w miejscowym sklepie, mówi że pies jest bardzo zżyty z właścicielem, mieszkali sami od śmierci matki owego pana, codziennie chodzili razem do sklepu na kosteczki, w sensie pies dostawał. Z jednej strony mnóstwo nieprawidłowości i nic się kupy nie trzyma, z drugiej dom pies ma i chyba nie było im ze sobą źle
-
.... dostałam prywatną informacje od chłopaka, który napisał tak : "Pare dni temu znalazłem go w globinie, siedział przy drodze na chodniku. Przepytalem tam wszystkich ale nikt nic nie wiedział o tym piesku. Przedwczoraj zawiozłem go do dziadków do Karzcina gdzie po prostu im uciekł " - chłopak uznał go za bezdomnego i przewiózł 17 km dalej czyli tu, gdzie wypatrzyłam go Ja , jak biegł ulicą przed siebie. Dziś dostaje informacje od kogoś innego ,kto twierdzi że pies ma na imie Hitler , że wie czyj jest i przekaże mój telefon właścicielowi - dzwoni właściciel i zastanawiania się jak pies znalazł się tak daleko , mówi że on zawsze biega za dziećmi do szkoły, że nie miał nigdy na sobie obroży i nigdy nie uciekał , tylko po wsi biegał i może wskoczył komuś do samochodu jak zobaczył dziecko w środku bo on bardzo lubi dzieci. Niestety Pan nie posiada książeczki zdrowia, pies nie ma szczepień, Pan nie ma ani jednego jego zdjęcia, innymi słowy nie jest w stanie udowodnić że pies jest jego, tyle że znajomi mogą zaświadczyć że psa znają , no i wiadomo że byłoby widac po reakcji psa . Na pytanie ile ma lat, twierdzi że 10 a potem że nie wie, bo to sąsiadka dała go matce jak matka jeszcze żyła. Pies oceniony jest na 3 lata przez wet. więc rozbieżność wielka , z drugiej strony zgadza się miejscowość skąd chłopak psa zgarnął i skąd rzekomy właściciel dziś dzwonił... Czy w tych okolicznosciach rozważalibyście szanse na powrót małego do takiego domu ?
-
Bardzo chętnie skorzystam z oferty, dziękuje :) Byliśmy dziś u weterynarza, czipa oczywiscie brak , waga 10 kg, oceniony na około 3 lata. Bardzo jest grzeczny, cichutki, nocował w psim domku - nie piszczał , nie szczekał , jak go zamykam po wyprowadzeniu na siku, również nie protestuje. Ładnie jeździ samochodem, lubi być brany i noszony na rękach . Porobie trochę łądnych zdjęć do ogłoszeń, to wrzuce.
-
Dzisiejszy nabytek , biegł bieda ulicą przed siebie , zatrzymaliśmy się , jechała z nami Matylda i mały podszedł jak ją zobaczył. Mały piesek, młody , przyjazny, grzeczny, zamknęłam w psim domku i siedzi cichutko. Przytłacza go obecność psów , bał się Amosa . Ogłoszony na facebooku i olx jako znaleziony, ale nie licze na cuda, odczekam chwilę i mały będzie szukał dobrego nowego domu
-
Życzymy Wszystkim Szczęśliwego , Zdrowego Nowego Roku
-
Łatka : wróciło siku, umiarkowane - nie za dużo i nie za mało, czyli chyba się cieszymy, chociaż chwil grozy też Nam dziś nie brakowało - Łatka kichnęła krwią a mi wyłaczyło się racjonalne myślenie . Wszystko co najgorsze stanęło mi przed oczami. Pędem jazda do kliniki , zastrzyk przeciwkrwotoczny , prześwietlenie płuc, bo moje wizje zakładały wszystkie możliwe scenariusze dotyczące problemów z płucami . Na szczęście płuca w stanie niezmienionym od ostatniego RTG - stosowne do wieku, przerzutów nie odnotowano , wyniki z krwi dobre . Krew z nosa to na 98% wynik chemii/osłabienia, nie można wykluczyć "obcych" w nosku , ale jak to wet. dziś powiedziała - Łatka to ciężki pacjent , nowotwór jest rozsiany , zmiany obejmują głowe, więc nie można ot tak znieczulić, żeby sie prześwietlać i szukać... Na tą chwile jest dobrze, wróciła zmęczona stresem, odsypia .
-
Za Nami święta bez Mani i dzisiejsze pożegnanie A po świętach Groblice - druga chemia Łatki. Na zdjęciu, Łatka w klinice - czekamy na wizyte. To co ja wzięłam za pogarszanie sie stanu zdrowia - brak robienia siku pod siebie, lekarz uznał za nadzieje na poprawe( działanie leków) - nie wiem.... z jednej strony tak sie przyzwyczaiłam do tego, ze pod Łatką ciągle mokro, podkłady idą jak woda, w kółko zasikane są koce i kołderki bo Łatka przejawia duży talent do "mielenia" podładów i mamy mokro po całości, że brak nadmiernego sikania wywołał we mnie panike. 24go zdązyliśmy zrobić kontrolnie badania krwi, bo w głowie miałam tylko niepracujące nerki , ale nerki wyszły w porządku a Łatka dalej nie sika (ja już nie wierze wynikom...) . Nawet wczoraj idąc tokiem myślenia weterynarza, nabrałam nadziei, ze rzeczywiście nie sika bo oto nadeszła poprawa - chemia działa, ale ....coś jest nie tak, przedobrzona ta "poprawa", bo jej sie jakby zatrzymało to sikanie. Druga rzecz, że od trzech dni zatrzymał się apetyt. Do świąt nie narzekalismy, apetyt miała świetny i chyba własnie za bardzo się z niego cieszylismy , bo tak jak był, tak go teraz nie ma, jakby ktoś odciął Łatce w mózgu ośrodek głodu . Niezmiennie bardzo źle wygląda pęcherzyk żółciowy , co jest na tą chwilę bardzo niepokojące. Druga rzecz- Łatka schudła z 10 do 7,3 kg - stan na czas kiedy jeszcze miała apetyt i jadła normalnie. Uznali w Groblicach, że Łatka to skomplikowany przypadek, bo nie wiadomo który problem jest w tym momencie tym najistotniejszym dla całości jej stanu zdrowia i samopoczucia, więc leczenie mamy nieco intuicyjne. 14 go zapisali Nas na kontrol do dr. Borusewicz w związku z tym pęcherzykiem, co dalej ? - z dnia na dzień.... A żeby ciągle nie było tak ponuro, świątecznie znad morza , nasze dziewczynki Misia i Matysia , pozdrawiają wszystkie dobre dusze
-
23.12 o 23.35 w domu, wśród rodziny , odeszła Mania Choroba Łateczki postępuje :(:(:( 28 go wizyta w Groblicach Życzymy Wszystkim Dużo Zdrowia i Wszystkiego Dobrego...
-
Nie napisałam że licze na cud, za dużo przeżyłam chorób i za dużo psów umarło mi na rękach żebym wierzyła w cuda. Na konsultacje u onkologa umówiłam Manie, bo weterynarz na podstawie wyników uznała że to dla niej duża szansa. Nie będę leczyć na siłe, konsultacja była umówiona dawno (długie terminy oczekiwania) , dziś nawet nie wiem co będzie działo się unas jutro, więc niczego nie zakładam na pewno. Jeśli chodzi o lata nadawane w schronisku z którego jest Mania - dużo można mówić....Iwonka wie coś o tym .
-
U Mani niedobrze . Dzień za dniem kroplówki i stos leków . Był moment że udało się przywrócić apetyt , czuła się lepiej , ale to było na chwilę i tak szybko jak sie zaczęło, tak samo szybko się skończyło . Krytyczny dzień zaliczyliśmy wczoraj - po kolejnych ciężkich dniach i nocach , całą niedzielę biłam się z myślami, czy nie powinnam zadzwonić po weterynarza, żeby przerwać tą przegraną z góry walkę o każdy kolejny dzień. Dziś jest poniedziałek, Mania ciągle jest z nami . Jeśli noc minie jak poprzednie, doczekamy umówionej wizyty u onkologa. Weterynarka prowadząca ma wiare w postawienie Mani na łapy chyba znacznie większą od mojej
-
Mamy wyniki Mani z histopatologi :(:(:( Lekarz który operował Manie, zaleca ponowne pobranie krwi z rozmazem i konsultacje u onkologa . Z jednej strony Mania według schroniska ma 16 lat , według reszty świata nie wygląda na tyle, naście ma ale ile dokładnie tego nie wiadomo, bo schronisko z którego byłą wyciągnięta mówi prawde tylko wtedy kiedy się myli! Mania nie czuje się dobrze, nie chce jeść, własciwie niewiele tknęła od trzech dni, więc albo próbujemy robić dalej cokolwiek, albo pozostaje Nam czekanie aż kompletnie opadnie z sił a wtedy wiadomo co się stanie... Chce zawalczyć o Manie, nawet jeśli czuje że to niewiele da albo i nic nie da, chce żeby dostała szanse, zwłaszcze że taka długa droga za nami, jeżdżenie w tą i z powrotem, szukanie pomocy poza tutejszymi klinikami..., w końcu własciwa diagnoza i operacja . Zmierzamy z Manią do końca tej podróży, ale nie chce się poddać bez ostatniej walki. Spróbuje skonsultować Manie u onkologa , przynajmniej usłyszeć co powie. Chemia kojarzy się zawsze jako wielkie zło , ale przecież właśnie podjęliśmy próbe ratowania chemią Łatki... Łatka ma się po pierwszej dawce całkiem dobrze, nie wiem jak będzie po kolejnych dawkach, póki co jest dobrze a jeśli chodzi o Manie , to weterynarka mówi, że chłoniaki złośliwe dobrze poddają się leczeniu - taka ich dobra strona...
-
Łatka dostała dziś pierwszą chemie. Niestety nikłe nadzieje, że zmiany na wątrobie są zmianami zapalnymi i zmniejszą się po kuracji lekami które brała przez ostatnie 3 tygodnie, nie ziściły się. Postępują zmiany neurologiczne co daje podejrzenie, że coś jest też w głowie :(:(:( 29 go następna chemia Na zdjęciu Łacia we Wrocławiu , czeka na winde , za chwile wyruszy do Groblic, do kliniki . Dziś beze mnie, Ja i reszta stada , czekamy w domu na jej powrót
-
I jak już tyle pisze, to jeszcze taki problem mam , tym razem Burton - Burton to nie staruszek , to pięciolatek znaleziony jako szczeniak w szczerym polu, samiutki, rodzeństwo albo się rozeszło albo już straciło życie, on jeszcze czekał na śmierć, bo na co mogło czekać malutkie samotne szczenie zostawione pod lasem , gdzie w okolicy żywego ducha, nic prócz niekończących sie hektarów czarnej ziemi . Butron jak nie jeden mój pies, szukał domu stałego i jak każdy mój pies, nie znalazł. Może i lepiej, może tak miało być... Zanim trafił do mnie, miał okazję skończyć jako pies łańcuchowy w gospodarstwie u traktorzysty, który zauważył go podczas pracy w polu... Zaczęło się zmianami wokół oczu , wstępne diagnozy- zapalenie spojówek , alergie pokarmowe na to , na tamto, nawet na miski bo może z tworzywa niewłaściwego. Przetestowane krople, wyjedzone antybiotyki - zero poprawy, Z czasem było gorzej i gorzej, skóra wokół oczu w coraz gorszym stanie, problem przeniósł się na fafle i okolice nosa. Pobrane zeskrobiny i 3 tygodnie czekania na wynik histopatologiczny , zanim wyniki dotarły, Burton wyglądał już strasznie i mniej więcej do takiego stanu błyskawicznie doprowadza zmniejszenie dawek lub co się niestety zdarza, przerwa w przyjmowaniu leku. Lek drogi, na ludzą receptę - Equoral 100 mg, przez dłuższy czas udawało Nam się zdobywać receptę u ludzkiego lekarza - lek refundowany kosztuje grosze , nierefundowany około 400 zł m-cznie na dawki i wagę Burtona a przyjmować może go nawet dożywotnio jesli organizm nie będzie sobie radził bez leków . Niestety co dobre szybko się kończy, więc i Burtonowi skończyło się dojście do recept i szansa na refundowany Equoral , dlatego ośmiele się zapytać, czy może ktoś jakimś cudem ma i nie potrzebuje albo ma moc nabycia recepty/leku ? . Przy próbie zmniejszenia dawki błyskawicznie zaczyna się "ślimaczyć" w koło oczu - to co na zdjęciu to jest nic, delikatny wstęp do tego co zaraz będzie Jeśli ktoś byłby w stanie pomóc, będę bardzo wdzięczna
-
Dla babć wpłynęło : Skarpeta Talcott 300 zł Skarpeta Talcott 200 zł Monika z Katowic 40 zł Pani Anna /Domek Ogórka 100 zł Beataczl 100 zł Trudny ten rok cały , przygnębiający, ciężki na wielu polach, nie tylko psich ale też tych ludzkich, codziennych, końcówka roku bardzo dokopała, tak ogólnie , psychicznie skopała leżącego . To co sie ostatnio dzieje, dziesiątki wizyt u weterynarzy , badań , wyjazdów do klinik, leków, zastrzyków , operacja Mańki , pochłonęło ogromne pieniądze , dlatego dziękuję wszystkim za pomoc, za każdą złowtówke posłaną moim staruszkom, dziękuję Skarpecie za udzielane moim babciom wsparcie , Monice z Katowic, Beatyczl , Domkowi Ogórka , naszemu dobremu duchowi - Iwonce która wysłuchuje mojego marudzenia od 8 lat i jeszcze ciągle dzwoni :), wszystkim którzy czytają, wpisują się , trzymają kciuki i posyłają dobre myśli. MANIA : Mania miała w piątek zdjęte szwy, samopoczucie w kratke , dzień lepszy, dzień gorszy , ale ogólnie jest dobrze , chociaż ja do tego "dobrze" podchodzę bardzo ostrożnie, bo RTG Mańki nie było idealne , fakt że płuca były czyste, ale węzeł chłonny mostkowy powiększony , tak czy tak , bez operacji Mani pewnie już dziś nie byłoby wśród żywych biorąc pod uwagę jak bardzo mocno ją złożyło i w jakich kruchutkim była stanie. Nie będę wklejać wszystkich badań, wkleje te ostatnie usg/rtg , które było najistotniejsze w poszczególnych przypadkach . I tak, to jest rtg Mani, które było najistotniejsze przed podjęciem decyzji o operacji ŁATKA: Łatka czeka na kontrol w Groblicach - dopiero wtedy dowiem się jakie będą kolejne kroki co do leczenia. U tutejszych weterynarzy miała zrobione usg dwukrotnie , w żadnej klinice nie dowiedziałam się tego co zobaczyli i powiedzieli w Groblicach , natomiast co z tego wszystkiego wyjdzie , okaże się 11go, póki co bierze przepisane leki Łatka/Groblice : MATYLDA: Matysia też musiała przejść przez x klinik, żeby ktoś trafił z diazgnozą. Matylde łapał od czasu do czasu kaszel, ale nie taki typowy, coś bardziej jak odchrząkiwanie, jakby coś jej przeszkadzało i próbowała to wydusić z siebie . Problem nasilał się po wysiłku, zabawie i w ostatnim czasie przybrał na sile. Matysia dostała skierowanie na RTG klatki piersiowej - badanie wyszło w porządku , zasugerowano problemy z sercem i dalszą konsultacje w tym kierunku. Zapisałam ją na badania do kardiologa, ale zanim doczekalismy wizyty , w klinice prowadzącej wprowadzono leki nasercowe, bo osłuchowo serce pracowało na tyle źle , że uznano je za konieczne . Tak więc brała Matylda dwa różne leki na serce do czasu aż nie trafiła Nam się ta straszna noc, kiedy tak się dusiła, że myślałam że nie doczekamy do rana. W poniedziałek zaczęło się szukanie kardiologa na cito a to nie takie proste, bo u Nas takowego sie nie uświadczy a dostać się gdziekolwiek do specjalisty z marszu - graniczy z cudem . Mieliśmy szczęście, okazało się że ktoś zrezygnował z popołudniowej wizyty i w gdyńskiej klinice zwolniło się jedno miejsce . Diagnoza była dla mnie zaskoczeniem - stwierdzono, że Matylda serce ma zdrowe i odwodnione przez leki, które dotychczas brała a które nie nie był potrzebne . Kardiolog obejrzał płytę (rtg ) i uznał, że problem leży po stronie płuc (podobno obraz płuc na to wskazuje, chociaż radiolog w opisie się nie zająknął) , bezpośrednio od kardiologa trafiliśmy do innego weterynarza w tej samej klinice, który po przeanalizowaniu wszystkich wcześniejszych badań i informacji , obstawił zespół płucno sercowy . Matylda dostała antybiotyki na 10 dni + sterydy do podawania co 3 dni . W piątek jedziemy do Gdyni na kontrol i zobaczymy co dalej . Poprawa na zastrzykach jest widoczna , jeszcze pochrząkuje, zakaszle , ale jest lepiej , tylko że ciężko mi się cieszyć tą poprawą , bo Matylda bardzo mocno oddycha brzuchem, nie cały czas ale bardzo często brzuch chodzi jakby serce i płuca siedziały w jamie brzusznej . Leki na serce odstawione ,konsultacje kardiologiczną mimo wszystko jeszcze gdzie indziej zrobie, bo jak wszędzie takie kwiatki wyskakują, to jak tu wierzyć że ta diagnoza jest tą 100% właściwą. rtg Matyldy i usg
-
Ostatnie dni były wycięte z życia , ciężko po śmierci Kamili wrócić do normalności ale reszta zmusza żeby się składać do kupy i jakoś powłóczyć nogami :( Mańka po operacji czuła się dobrze, w czwartek miałą pobraną krew do kontroli (dwa dni po zabiegu) - wyszło w porządku, w piątek i sobote rozwolnienie i kroplówki , spadek apetytu , wczoraj wymioty :( :( Dziś weterynarz i zobaczymy co dalej :( Nie nadążam myśleć, wczoraj zaczął wymiotować Amos radysiak , on odkąd do mnie przyjechał ma duży podejrzany brzuch , byłam niemal pewna że w środku mieszka jakis obcy... , ale badania nic nie wykazały poza powiększoną wątrobą - na wątrobę od dawna bierze leki, wyniki doszły niemal do normy i nie żebym się czepiała, ale mimo dobrych wyników brzuch mi się nie podoba niezmiennie , wczoraj "chodził" mocno i widać było, że Amos czuje się gorzej, wiec zaraz szykujemy sie do weterynarza, niech szuka.... Chociaż nie wiem czy nie pierwsza będzie Matysia, póki co czekam na otwarcie kliniki, zeby szukać kardiologa :( Cała noc z głowy, tak kaszlała i serce pracowało nierówno . Obecnie jest na lekach, ale to chyba nie takie leki jak trzeba, bo problem się nasila a dzisiejsza noc to był jeden wielki strach i czuwanie Jak się ogarnę ze wszystkim to napiszę co wyszło..... I dawno niewidziana Szyszunia Dziękuje Serdecznie Wszystkim za wsparcie, pomoc i dobre słowo .
-
Kamusia umarła wczoraj Chyba nie jestem w stanie nic więcej napisać...
-
Wczorajsza operacja przebiegła pomyślnie, dostarczyłam Manie na 13 tą, dostała przy mnie jaśka i poszłam dopiero jak zasnęła. Odebrałam ją o 19ej . Guz poszedł do badań. Dziś czuje się dobrze i miejmy nadzieje , ze tak zostanie jak najdłużej. Natomiast bardzo źle jest z Kamą, własciwie stan krytyczny , tracimy Kamyczka :(:(:(:( A że los lubi być wredny, to wczoraj "coś" trafiło Misie - od jakiegoś czasu dopadają ją historie bólowe, w dwóch czy trzech klinikach stawiali na korzonki, zwykle pomagała seria leków, wczoraj wieczorem Misia trafiła na ostry dyżur , ale niestety zastrzyki nie pomogły - męczyła się do rana a od rana kolejne przeciwbólowe i diagnostyka... Mam nadzieję, że nic strasznego się nie okaże...
-
Porobiło się u naszych zwierzaków niedobrze :( , Szyszka, Mania, Łatka , Kama - ciąg złych zdarzeń, chorób, wizyt w klinikach, badań ... Radość z dobrej formy Szyszki nie mogła trwać wiecznie , bo choroby lubią pieski a że mamy ich trochę, to jest się do kogo przyczepiać :( Szyszka mimo wyników trzyma się dobrze (na początku pojawiły się pomylone telefonicznie przekazane informacje, , ostatecznie w odebranych wynikach mamy nowotwór złośliwy wyciętego u Szyszki guza), ale za to marnie trzyma się Mania - tydzień temu w sobotę mieliśmy trzeci dzień jak Mania nie tknęła jedzenia i ewidentnie coś było nie tak .... I zaczęło się - najpierw badania krwi z których niewiele wynikało, potem USG i znowu niewiele, kolejne badania w innym miejscu i mamy to! - duży guz na śledzionie . Mania słabsza z dnia na dzień , przejście kawałka drogi stanowi dla niej ogromny wysiłek, więc dzień w dzień aż do dziś , zastrzyki, kroplówki , skierowanie na RTG klatki piersiowej żeby sprawdzić czy nie ma przerzutów . Przerzutów nie ma, płuca czyste, Mania na lekach w trochę lepszej formie , umówiona na jutro o 13 ej na operacje. Im szybciej tym lepiej jeśli decydujemy się na wycinanie dziada , póki morfologia nie jest zła , bo na wagę Mańki (29 kg) gdyby potrzebne okazało się wspomaganie krwią, to jedna jednostka kosztowałaby dodatkowo 900 zł , więc chyba jednak musimy się spieszyć zanim wyniki nie poszybują w dół a co z tego wyjdzie to się okaże... Moja babcia Kamusia owczarka, też ma guza na śledzionie , gdzieś we wcześniejszych postach pisałam o Kamie. Prócz guza ma ponad 16 lat i do niedawna dobrą formę , w jej przypadku nie zdecydowałam się na operację. Sama już nie wiem co jest lepiej , co gorzej . W ostatnich dniach Kama się "posypała" , zaliczała od czasu do czasu spadki formy, ale to były zawsze krótkotrwałe przejsciowe historie , nie wiem jak będzie tym razem - odmawia od dwóch dni jedzenia , bardzo słabnie , wczoraj włączyliśmy kroplówki. W tym samym czasie diagnozujemy naszą trójłapkę Łatkę - długi czas szukam przyczyny jej sikania w legowisko, powtarzane systematycznie wyniki krwi i moczu w całkowitym porządku , absolutnie nic nie sugeruje, że coś się dzieje w bebeszkach, w końcu robimy USG i dowiadujemy się rzeczy , których nie spodziewaliśmy się kompletnie usłyszeć - Łatka ma guza na śledzionie + guzy rozsiane na wątrobie . Zaliczamy wizytę u onkologa w Groblicach koło Wrocławia (to dopiero początek naszej przygody z tą kliniką, ale wierze, że są tak dobrzy jak się o nich mówi) - w Groblicach powtarzane badania usg , rtg . Płuca czyste , ale okazuje się , że woreczek żółciowy w bardzo złym stanie (nikt o tym wcześniej nic nie mówił :( ) . Łatka dostaje leki na 3 tygodnie, żeby ogarnąć drogi żółciowe, potem wizyta kontrolna i dalsze decyzje co do leczenia nowotworowego... Trzymajcie kciuki za jutrzejszą operacje Mańki i za Kamusie , oby po obecnym upadku zdołała się podnieść do życia Jeszcze Matylda - dziś ma RTG klatki piersiowej - dostaliśmy skierowanie od weter. + czekamy w kolejce do kardiologa , kaszel się Matyldzie nasilił, bierze leki na serce, ale szczegółowa diagnostyka potrzebna
-
bazarek jakiś tam, może uzbiera się na ostatnio dokupione na zdjęciu szwów antybiotyki a jak coś zostanie to na karmę będzie czy generalnie jedzenie, bo idzie tego nie mało , co kupione to pusto https://www.dogomania.com/forum/topic/352367-dla-szyszki-i-reszty-ubraniowo-do-05-wrze%C5%9Bnia/ - udało się zebrać na dodatkowe leki i na parę chrupek tez zostanie. Dziękuje wszystkim którzy kupili coś na Szyszkowym bazarku i wszystkim którzy zaglądali i podrzucali do góry dzięku czemu nie przepadł gdzieś na szarym końcu - DZIĘKI WIELKIE :)
-
dzięki rozi :) , może kiedyś taki swoim mokradełkom sprawie Na tą chwilę wszystkich na głowę bije Łatka - nie ma nocy, żeby nie były przesikane legowiska na których śpi W ciągu dnia nie lepiej, drzwi otwarte cały dzień, mogą wychodzić kiedy chcą, ale po co, jak można sikać pod siebie Podłogi to już robota grupowa, nie wiadomo tylko kto i kiedy , bo robią to tak sprytnie żeby nie dać się złapać na gorącym uczynku ( Łatka badania ma w porządku, u niej to raczej kwestia psychiczna, ale póki co nie mamy dostępu do dobrego weterynarza w tej materii . Leki których próbowalismy nie działają, to znaczy trochę niby pomagają , ale trochę to u Łatki dużo za mało :( )
-
Wczoraj pojechaliśmy do Alvina Alviś był hotelikowanym paluszczakiem, pewnie gdzieś tu na wątku czasem się pokazywał , tak jak i teraz Amos. :(:(
-
Doszła, dziękujemy. Właśnie chciałam podopisywać co trzeba - aktualizowałam na 13 stronie post z rozliczeniem długu Szyszkowego - zostało 390 zł do zebrania Za wpłaty , które pozwoliły zmniejszyć dług o 130 zł dziękujemy serdecznie : Ruta 15 zł :) beataczl 15 zł :) Domek Ogórka 100 zł :) - dziękujemy Pani Anno , dziękujemy Ogósiu kochany W sobotę byliśmy na zdjęciu szwów , niby wszystko dobrze, ale okazało się , że jeszcze w dwóch miejscach sączy się trochę i dodali te leki które dostała na początku, w środę na kontrol - mam nadzieję, że to już koniec . Doszło kolejne 40 zł za świeże leki - spróbuje jakiś bazarek na to sklekocić (paragon na 70, bo Misia była na szczepieniu, więc 30 z tych 70, to Misiowa wścieklizna ) Dziś mokro, ponuro, leje wściekle od rana , czyli kompletnie odwrotnie niż przez ostatnie tygodnie kiedy lukierki kopały doły gdzie popadnie, byle było chłodniej :)