Jump to content
Dogomania

katakka

Members
  • Posts

    922
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Everything posted by katakka

  1. Bazarek zorganizowany dla psów pod moją opieką . Potrzeby są tak duże , jak i obecne ceny w sklepach... Cokolwiek się zbierze , przeznaczone będzie na utrzymanie Szyszki ze zdjęcia i reszty robaczków z tego wątku : https://www.dogomania.com/forum/topic/350739-szansa-na-cud-komu-podarować-życie/page/24/ Rzeczy na bazarku wystawiam z Ceną wywoławczą , jak i opcją Kup teraz . Za wszystkie podarowane ubrania, dziękuję dobrej duszy , która wspomaga w ten sposób zakup jedzonka. Barazek potrwa do 20 gudnia , do godziny 20 ej Zakupione rzeczy, będę wysyłać PP - koszt wysyłki według cennika, może być inpost - wedle życzenie ROZLICZENIE : Ona03 - 25 zł - zapłacone /wysłane Gruba Berta - 93 zł - zapłacone (wysyłka ustalona na potem ) Alfa - 25 zł - zapłacone/wysłane brunka - 35 zł - zapłacone/wysłane razem 178 zł - Dziękuję bardzo -
  2. Zima, Zima ...... Byle do wiosny moje robaczki
  3. Tak Asiu, zostaje do opłacenia faktura od weta, oni chyba zapomnieli..., Ja może jutro podjadę i sie przypomnę, jak mi przyślą na maila, to tu wkleje
  4. Piątek, piąty sierpień , godzina 10 :(:(:( Jak minie troszke czasu - ziemia osiądzie , zrobimy dla Shiluni pomnik .
  5. W piątek załatwiłam wszyskie formalności. Okazało się , że na wtorek /na dziś, nie ma już wolnych pochówków ..., najblizszy termin to piątek - Shila pochowana będzie 5 sierpnia w "Dolinie Pupilków" Na moje konto wpłynęło 500 zł , opłaciłam z tego pochówek - 440zł, zostało 60zł . Za pobyt Shili do uregulowania wyszło 90zł , ale niech będzie to 60 - jesteśmy rozliczeni . Do uregulowania zostanie faktura z kliniki, chyba zapomnieli o niej, wkleje jak dostane na maila - jak poprzednio , do opłacenia bezpośrednio na konto kliniki.
  6. Zanim zaczęłam pisać do Was dzisiejszy przedpołudniowy post , poszłam zajrzeć do Shili - leżała w korytarzu, ostatnio często się tam kładła, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiła, jedynym i ulubionym miejscem, było jej osobiste legowisko . Leżała spokojnie, wszystko było jak każdego innego razu, kiedy do niej przychodziłam. Wróciłam do domu i zabrałam się za wklejenie zdjęć i napisanie do Was powyższej wiadomości . Kiedy skończyłam, naszykowałam zastrzyk przeciwbólowy , płynną mokrą karmę ze strzykawką i poszłam do domku, zamierzałam nakarmić Shilunie trochę. Tym razem nie było jej już w korytarzu, była w swoim pokoiku, leżała na legowisku, tylko dupka zwisała poza - nie dała rady podciągnąć się mocniej , kiedy weszłam to patrzyła na mnie takim wzrokiem, którego nigdy się nie zapomina.... W tym momencie jeszcze nie wiedziałam co się za chwilę stanie, pochyliłam się nad nią i zdążyłam ją poprawić/podciągnąć dupke na legowisko, w następnej sekundzie coś się zmieniło, Shila ułłożyła się na boku , zmienił się oddech, nie na gorszy czy lepszy, po prostu inny.... Tuliłam ją, głaskałam, po kilkunastu sekundach, a może tylko kilku - wszystko stało się błyskawicznie, zatrzymało się serce . O godzinie 11.20 umarła z głową wtuloną w moje ręce , odeszła spokojnie . Przed 18 tą , pojechałam do weterynarz Anity, chciałam osobiście opowiedzieć co się stało. Kiedy weszłam do gabinetu, zapytała jak się Shila czuje, w pierwszym momencie źle mnie zrozumiała , myślała że Shila czuje się gorzej, w to , że umarła, ciężko było uwierzyć , dopiero co wczoraj długo rozmawiałyśmy przez telefon, miałam dziś przyjechać po kroplówki, po rozmowie z Onna miałam kupić mleczko royal recovery , i chociaż przeczucie podpowidało swoje, to wszyscy mieliśmy jeszcze mikro nadzieje... Strasznie mi przykro robaczku, że tak krótko byłaś z nami. Przepraszam, że nie udało mi się więcej dla Ciebie zrobić . Wiedziałam, że jesteś chora, z nowotworem, ale nie myślałam, że tak bardzo krótko będziesz cieszyła Nas swoją obecnością, kochana suniu.... To jedno z ostatnich zdjęć, z wczorajszego późnego wieczoru. Na koniec, chciałam napisać o pożegnaniu Shili. Shila w tej chwili jest tam gdzie była - leży w swoim pokoiku . Niektórzy z Was bywają na wątku moich psów, prowadzonym przez Iwonke/Iwna i wiedzą że moje i "moje" psy , w swoją ostatnią drogę, odprowadzam na cmentarz dla zwierząt. Mam wielką nadzieję, że wyrazicie zgodę , aby Shilunia została również tam pochowana , z szacunkiem i godnością . Dzwoniłam dziś zapytać o terminy i koszta, pochówki odbywają się we wtorki i piątki i właśnie we wtorek jest wolny czas/jeden wolny pochówek. Koszta niestety rosną tak jak szaleńczo rosną wszystkie ceny i pełen koszt to obecnie 490 zł . Jutro musiałabym pojechać , żeby załatwić formalności- wypełnić stosowny formularz i uiścić opłate. Następnie mogę zawieźć Shilunie tam, gdzie zostawia się zwierzaka w odpowiednich warunkach, aż do dnia pochówku. We wtorek o wyznaczonej godzinie, jadę na cmentarz aby być przy Shili do samego końca - tak to będzie wyglądać , jeśli tylko napiszecie, żeby tak właśnie było
  7. Wynik badania płynu pobranego z jamy brzusznej : I chyba jeszcze powinnam napisać co nie co o kosztach - faktura za wizyte niedzielną, mała nie będzie, ja pytałam wstępnie o kwote i to było jakieś 350 zł - dużo, ale tam były dwie projekcje rtg, usg , pobranie płynu do badania i kupa zastrzyków które dostała w klinice + drugi taki sam zestaw na poniedziałek do domu. Do tej faktury będą doliczone kroplówki i zastrzyki na kolejne dni no i badanie płynu - 150 zł Jeśli podjęta będzie ostateczna decyzja , wszyscy byśmy chcieli, żeby Shila odeszła w swoim pokoiku, na swoim legowisku , nie wiem jak to jest gdzie indziej, ale tutaj koszt przyjazdu do domu to około 400zł - tyle płaciłam za Amosika, on też odchodził we własnym łóżeczku
  8. Po wizycie niedzielnej, na której byłyśmy z Shilunią (wklejam opis wizyty), w poniedziałek pojechałam po kroplówki i zastrzyki na kolejne dni. Shila dostała antybiotyki, sterydy i przeciwbólowe , bardzo liczyłam że jak przestanie boleć (zakładając że coś mocno boli) a sterydy też robią zwykle duzą robotę, to Shila ruszy z jedzeniem i cos się w tej kwestii zmieni, ale w poniedziałek, jak i w sobote i niedzielę, nie tknęła nic :(. We wtorek zmiksowałam jej karmę z puszki i wmusiłam w nią kilka strzykawek . Reakcje na jedzenie widać na zdjęciu:( , wczoraj było tak samo- zmiksowana karma , tym razem udało mi się wstrzyknąć jej trochę więcej strzykawek niż we wtorek, chociaż to na jej wagę, ciągle tyle co nic :(. W poniedziałek, weterynarz powiedziała, ze jeśli nic się do środy/czwartku nie zmieni, Shila nie zacznie jeść, to trzeba pomyśleć o jej odejściu , bo nie może dalej nie jeść. Dziś mamy czwartek... Wczoraj przyszedł wynik płynu pobranego z jamy brzusznej w czasie usg - miałam ogromną nadzieję, że wynik przyniesie Nam konkretną odpowiedź i będziemy mieli potwierdzenie tego, co zakładamy, czyli nowotwór, ale niestety nie potwierdził - od początku było wiadomo, że jest ryzyko, że badanie nic nie wykaże, czyli w płynie nie znaleziono komórek nowotworowych, co nie znaczy , że w organiźmie nie ma nowotworu... Dotychczasowe badania i ich wyniki, każą zakładać, że na 90% Shilunia ma przerzuty, zwłaszcza, że zbiera się płyn , niestety jak to bardzo często bywa, zwykłe usg i rtg , nie pokazują wielu rzeczy , dlatego zostaje te 10% niepewności i pytania bez odpowiedzi :(... Jako że dotychczasowa diagnostyka okazała się w tym przypadku niewystarczająca, żeby dać odpowiedź na 110% , drążyć można jeszcze długo. Można pokusić się o założenie Shili sondy, żeby można było ją bez problemu karmić , poczekać na wizytę kardiologa - sprawdzić szczegółowo serce i zrobić nie jedno dodatkowe badanie. Rozum szarpie się z sercem i każde chce czegoś innego , ale to sunia jest najważniejsza , czego ona by chciała, gdyby mogła przemówić ? Ja pojadę jeszcze dziś po kroplówki i przeciwbólówki , zostawmy jeszcze jeden dzień na cud (?) , porozmawiam z wetką jeszcze raz. Nie da się napisać jakie to trudne, podejmować ostateczne decyzje w takim przypadku ,kiedy brakuje namacalnych dowodów na to, co męczy zwierzaka, ale patrząc na Shile i walcząc o każdy kolejny dzień , myślę że ona sama , chciałaby żeby dać jej już święty spokój ... Opis wizyty z niedzieli, którego nie udało mi się wcześniej wkleić
  9. Wpisz proszę w tytule - Shila , wizyta z 05.07.2022 Myślę że Gabinet Wet. Felis wystarczy
  10. Jesteśmy po wizycie. Jak tylko nałożyłam Shili szelki i przypięłam smycz, wystrzeliła z domku jak z procy, bez problemów poszłyśmy do samochodu, po czym praktycznie sama wskoczyła do środka . W klinice stres panował nad niunią , czego efektem było posiusianie się na podłogę, przy pobieraniu krwi, potem na usg a potem jeszcze raz, przy oglądaniu Shili, zaglądaniu do paszczy i do uszu . Ogólnie bardzo była dzielna i bardzo bardzo grzeczna . Kochana sunia. Waga - 24 kg Usg - wszystkie bebeszki dokładnie obejrzane , łącznie z płucami i sercem - narządy w jamie brzusznej czyste, nie widać żadnych zmian/przerzutów, płuca bez guzów - tyle , na ile można ocenić badaniem usg , RTG darowaliśmy Shili, nie było konieczne . Serce osłuchowo ok . Badania krwi - morfologia +biochemia - wyniki w porządku, nie ma się do czego czepić, więc się cieszymy ! W paszczy nic u Shili nie widać, zęby nie są najpiękniejsze, ale nic się takiego z nimi nie dzieje, co mogłoby powodować to ostatnie dziwne przeżuwanie i brak ochoty na normalne jedzenie z miski. Wetka mówi, że może być jakies zapalenie gardła, albo coś innego, gdzieś głębiej, tam gdzie nie zobaczymy gołym okiem W obu uszach polipy (może była już tu, ta informacja wcześniej ? ), w jednym dwa, w drugim nie pamiętam ile, dlatego nawracają się Shili zapalenia uszu i nawracać się będą . Zapomniałam o tym napisać rano, ale po zaleczeniu kroplami bolącego ucha, spokój był na jakiś czas i znowu zaczęło wracać pochlupywanie. Myślałam nawet o pobraniu wymazu, ale wet mówi, że w tym przypadku nie ma sensu, bo powód przewlekłych nawracających problemów jest jasny . Mamy na razie kropić ,od nowa ,tym co mamy , a potem zamieni na inne, którymi będziemy męczyć Shile tylko raz w tygodniu Opis wizyty i wyniki krwi dostanę później na maila , teraz pisze z grubsza. Kwota z faktury do przelewu bezpośrednio na konto kliniki. W razie jakiś pytań, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć, Pani Anita na pewno udzieli odpowiedzi - można dopytać u źródła. Co do Neoplasmoxanu , poprosiłam o znalezienia jakiegoś zamiennika. Wet powiedziała, że poszuka Shili czegoś z dobrym składem i w przyzwoitej cenie . Podsumowując - Wyniki badań dobre, nie widać żadnych przerzutów, tam, gdzie można byłoby je zobaczyć za pomocą USG . Jeśli jest jakaś ukryta przyczyna , taka której nie można było zlokazlizować na tej wizycie za pomocą podstawowych badań, spróbujemy pomóc Shili za pomocą leków przeciwzapalnych/przeciwbólowych i antybiotyków - dziś dostała w postaci zastrzyków w klinice a na kolejne dni w postaci tabletek do domu - zobaczymy jak będzie i czy wróci normalne jedzenie . Po wyjściu z kliniki, Shilunia czym prędzej wskoczyła do samochodu a po przyjeździe powędrowała prosto do domku, na swoje bezpieczne legowisko
  11. Witajcie Bardzo przepraszam, że mówię o tym tak późno, ale w niedzielę kończy się Neoplasmoxan , na szczęście widzę, że można go kupić od ręki , tylko nie wiem jak to z nim wcześniej było cenowo, bo te dostępne na już, są po 318 zł za opakowanie . Otatni czas, to wykańczające wszystkich pogody , temperatury dobijają wszystkich, dlatego mniejszy apetyt nie jest niczym nadzwyczajnym, kolacje ledwo poskubane z miski zdarzają się całemu stadu - tak też było z Shilą, obie z Lunką albo nie wyjadły z misek wszystkiego, albo jadły w kratkę, jednego dnia jak ptaszki, drugiego nadrabiały, więc nie było się do czego bardzo czepiać, ale w sobotę Shila nie ruszyła jedzenia, w niedzielę też nie chciała jeść, przynajmniej nie sama - z miski, jadła tylko wtedy jak przy niej siedziałam, wyciągałam kawałki mięsa i kładłam jej na koc , pod pysk - wtedy zjadała wszystko co położyłam, jak stawiałam na koc całą miskę to nie chciała nawet na nią spojrzeć. Wczoraj było identycznie - zerowe zainteresowanie zawartoscią miski, ale jak wyciągałam z niej jedzenie i kładłam jej na koc, to zjadała wszystko , ale dziwnie przeżuwała te kawałki mięsa, jakby coś jej przeszkadzało w środku , ja już to przedwczoraj widziałam , wczoraj sie powtórzyło, więc coś jest chyba nie tak . Na myśl przyszły mi zęby w pierwszej chwili, w drugiej coś znacznie gorszego, zwłaszcza że mamy w tym momencie w domu kota z rozległym nowotworem w obrębie zatok i jam nosowych i trochę ostatnio w związku z tym przeżyliśmy ... , a może nic tam nie ma a to coś neurologicznego u Shili. Ja jej próbowałam oczywiście zajrzeć do paszczy , sprawdzić czy czy cos tam się dzieje, ale Shilunia za nic nie chce współpracować , dlatego chce jak najszybciej , jak mi sie uda to jeszcze dziś po południu, jechać z nią do weterynarza. Chciałabym zrobić kontrolne badania krwi , kontrolne usg jamy brzusznej (nie wiem kiedy miała jakieś ? ). Czy coś więcej, to na miejscu się okaże, chyba że od razu macie jakieś życzenia . Prócz tego Shila wygląda i zachowuje się normalnie, poza niepokojącym mnie jedzeniem/nie jedzeniem , nic się nie zmieniło . Proszę o zielone światło na przebadanie Shili
  12. Kuleczka w odwiedzinach , w pokoiku Shili. Shili jeszcze na kanapce nie widziałam, woli lezący obok materac , ale Kulince za to sie podoba kolacje jemy tam, gdzie akurat leżymy - takie udogodnienia
  13. Wpadamy przywitać się i pokazać U Shiluni wszystko dobrze, żyje po swojemu , w swoim tempie, robi co chce i kiedy chce Ucho Shili ma się zdecydowanie lepiej, ale jeszcze ciągle kropimy , bo idealnie nie jest Shila sprawdza , czy trawa dobrze skoszona
  14. Wklejam paragon i zdęcie tego , co kupiliśmy dziś w klinice . Wetka Anita, chętnie by ucho Shili obejrzała , no ale pacjenta zabrakło, więc poleczymy się na razie kroplami i płynem z pojemniczka - Borasolem (do wstrzykiwania raz dziennie po 0,5 ml) a jako że infekcja po raz kolejny nawraca, żeby wzmocnić działanie kropli, uzupełniła je/wstrzyknęła odrobinę sterydu . Krople wydały mi się w pierwszym momencie bardzo drogie , ale wychodzi na to, że to nie jest zła cena. Pierwszego czerwca leki weterynaryjne znowu poszły w góre i jeśli o krople chodzi, to wszystkie poza Ototopem , były w takiej samej cenie albo droższe niż Synulan z którym Shila przyjechała. Dla porównania Synulan 15 ml kosztowałby dziś 55 zł , Ototop 30 ml , który kupiliśmy , był po 78 zł (poprosiłam o zapisanie cen ). Tego drugiego mamy 30 ml, więc wychodzi cenowo dobrze a przy nawracających problemach większa buteleczka się przyda . Pozakraplamy się jakiś czas i zobaczymy jak będzie . 21 go Shili kończy się szczepienie przeciw wściekliźnie , wtedy ewentualnie pomyślimy nad wymazem . Jeśli trzeba, przy kolejnej wizycie poproszę o szczegółową rozpiske sumy z paragonu. Shila jest od dziś podopieczną kliniki : GABINET WETERYNARYJNY FELIS , ANITA WOJCIECHOWSKA-ZIENTARA ul. Rzemieślnicza 13A, 76-200 Siemianice Telefon: 792 222 062
  15. Moja obstawa , w czasie jak idę popisać do Was na komputerze- pod biurkiem, obok - pod grzejnikiem , reszty nie widać . Pewnie wszyscy tak mają , na krok się nie można ruszyć samemu, bo wszystkie łapy choćby najgłębszym snem spały, to podnoszą się i drepczą za człowiekiem Ładnie wczoraj było, słonecznie, Kuleczka łapie słoneczko - I jeszcze kilka słów o Lunce - Napisałam ostatnio, że wszystko u Lunci dobrze, bo ogólnie wszystko jest dobrze - samopoczucie, apetyt, zachowanie - wszystko jak zwykle , to co było to jest - ataki padaczki, które Luna miewa , są jak były, ani częściej ani rzadziej, więc nie pisałam o tym , ale są inne rzeczy którym trzeba przyjrzeć się bliżej i jeśli tylko będzie taka finansowa możliwość, chciałabym zabrać Lune do kliniki na badania, krew, usg na początek, dalej też wszystko zależy od pieniędzy . Luna ma na listwie mlecznej guza, chcę sprawdzić czy ten którego widać, jest jedyny, czy coś się kryje w jamie brzusznej albo plucach. Sprawa druga - Lunka przyjechała z Wojtyszek delikatnie utykająca na przednią łapę , to utykanie pogłębiło się w ostatnim czasie , dobrze byłoby zrobić chociaż rtg , może trzebaby wejść z jakimiś lekami - innymi słowy przyszedł czas na Lunke..
  16. Dziękuję Limonko .... takie zwykłe a takie niezwykłe i szczególne jest to co napisałaś
  17. Wszystko u Shili dobrze, wszystko poza uchem, oglądaliśmy się wczoraj dokładnie, grzebaliśmy w uszach, żeby sprawdzić jak się sprawy mają i w jednym nie mają się tak, jak powinny - jest ciemnobrązowa wydzielina a jak się mocniej zaczyna uchem "kręcić i ugniatać " , to słychać, że głębiej jest mokro . Po rozmowie z Murką, już wszystko wiem :), wiem jak to z uchem było i co mówić wetce , zgodne jesteśmy z Kasią , że trzeba by spróbować z innymi lekami niż surolan, na który być może uodporniła się zaraza co znów ucho męczy . Shila jest u mnie dosyć krótko i nie chciałabym jej jeszcze ciągać do kliniki, uważam że na ten moment nie ma konieczności fundować jej takiego stresu . Kasia podpowiedziała wygodne rozwiązanie z samodzielnym pobraniem wydzieliny do wymazu - zapytam i zobaczymy co na dobry początek zaproponuje weterynarka
  18. U Shiluni wszystko dobrze . Jak wchodzę do domku i zaczynam do niej mówić, to wygląda na całkiem zadowoloną, ogonek stuka mocno w legowisko . Ostatnio pogoda Nas nie rozpieszcza, jest taka "ciężka", przez chwilę słonecznie a potem raptem robi się pochmurno i leje bez końca , nie ma dnia bez deszczu, sennie, więc i robaczki najwięcej czasu spędzają na spaniu a jak nie śpimy, to wyjdziemy pobiegać w koło domku i przywitać się z koleżankami - na zdjęciach z Matyldą . Shila chętnie wybiega z domku, wszystko chce sprawdzić , obwąchać , ale póki co , to nie są jeszcze powolne długie spacerki ,raczej biegi Shilunia uprawia, mimo że ogon chodzi na moją i psów obecnosć, to najbezpieczniej czuje się w domku , więc robi obchód, wraca, staje w drzwiach i myśli co dalej - wybiec jeszcze raz, na kolejną runde po ogrodzie, czy iść juz do siebie , poczekać na głaskanko i ciasteczka
  19. Iwonka , teraz już chyba spokojnie można wkleić na początek nasze prawdziwe wojtyszanki Luńcia ma się dobrze, chociaż gdyby ktoś chciał psa otwartego, biegnącego z rozmachanym do człowieka ogonem, to babcia się nie kwalifikuje , bo Luniaczek po swojemu żyje, w swoim zamkniętym świecie. Czasem ma takie dni, że i ogon buja się mocno, i radości w psie jest dużo i sama do głaskania podchodzi, a dnia następnego, znowu chowa się w swojej skorupce niedostępności . Troszkę mamy takie dwie Lunki, i nigdy nie wiadomo, z którą będziemy się witać kolejnego dnia Tydzień temu przyjechała do Nas Shilunia, więc Lunka ma w psim domku towarzystwo, bo od śmierci Amosa, sama mieszkała . Co prawda , nie dzielą jednego pokoiku, tak jak to Amosik z Lunką mieli w zwyczaju, ale obie czują swoją obecnosć i wiedzą, że nie są same. A to już panna Matylda i panna Misia, zdjęcie z wczesnej wiosny, ale u Nas dziś tak zimno, ledwie 9 stopni i leje bez końca , że i kubraki aktualne, mimo że koniec maja mamy...
  20. Nie zaglądałam tu od dawna, na ten wątek . Bywałam na innych, ale tu nie byłam w stanie zajrzeć . Gdybym tu przyszła, musiałabym napisać to, czego tak bardzo pisać nie chciałam. Nie mogłam się zdobyć się na odwage , żeby powiedzieć głośno , że nie ma jej już z nami ... Twoje łóżeczko wygląda tak, jak je zostawiłaś , ulubionego kota, który towarzyszył Ci w czasie choroby, dziś pilnuje Matylda, nieopodal leżą Twoje rzeczy, nic się nie zmieniło, tylko Ciebie już tutaj nie ma Tusieńko ... Dziś przed 19-tą mijają 2 miesiące bez Ciebie , dwa długie, puste i smutne miesiące :(:( Trudne są te pełne daty , każda godzina na zegarku , boleśnie przypomina, ile tamtego dnia, zostało Ci jeszcze życia, ile mieliśmy dla siebie czasu i jak okrutnie przemijał , ze świadomością, że niedługo już Ciebie nie będzie... Każda upływająca w tą mikrorocznice minuta , zbliża mnie do momentu, kiedy ostatni raz czuliśmy bicie Twojego małego , walecznego serduszka... 28 .03 .2022 - niespełna dwa lata wcześniej, w czerwcu 2020 , zaczęłam szukać przyczyny jej zmienionego zachowania - niemal całe doby, spędzała w legowisku pod stołem, spała, spała, często moczyła się pod siebie, i dalej spała , po drodze włączyło się "łapanie nieistniejących much" . Pierwsze co przychodziło mi do głowy, to poza zwykłym zapaleniem pęcherza, nerki - byłam niemal pewna, że badanie krwi objawi Nam w wynikach problemy z nerkami, ale wyniki były bardzo dobre, nic nie odbiegało od normy , więc słusznie założono, że wszystko co się z Łatką dzieje , może mieć podłoże neurologiczne . Przepisano gababentyne , która w tamtym czasie niewiele wniosła w jej zachowanie. Kolejne badania , nie dają konkretnych odpowiedzi a ostatecznym i jedynym co sugerowano, był guz . Jedziemy do Wrocławia a stamtąd do Groblic, do onkologa - Łatka dostaje pierwszą chemie, potem kolejną i jeszcze jedną , każda w odstępie m-ca. Chemia nie przynosi zakładanych rezultatów, co daje podstawę sądzić, że to nie guz w głowie jest problemem. W Groblicach Łatka zostaje "wrzucona "na gababentyne i phenoleptil - głównie za jego sprawą zachodzi poprawa , a z czym walczyliśmy, jak żyło się w tamtym czasie z Łatką na co dzień i jakich wrażeń głosowych nam dostarczała , nierzadko 24/dobę - o tym wszystkich pisałam na bieżąco , na poprzednich stronach wątku. Po odstawieniu chemi , dostajemy skierowanie na rezonans mózgu , po otrzymanych wynikach słyszę, że dla Łatki nie ma lekarstwa , nic nie można zrobić poza rozważeniem zasugerowanej eutanazji - to był kwiecień 2021 ... ... Wyrwaliśmy losowi te 11 trudnych miesięcy . Mimo braku kontaktu ze światem, do samego końca ,kiedy tylko byłaś w stanie, na swój sposób komunikowałaś się z nami - hałkając przejmująco , wołałaś Nas , dawałaś znać że czegoś potrzebujesz Bardzo za Tobą tęsknie Łateczka ... Byłaś zawsze ,tyle psów odchodziło a Ty byłaś, byłaś przy każdym, wyczuwałaś ich stan i choroby jak nikt inny i towarzyszyłaś im w najtrudniejszym czasie. W lutym 2022 skończyłaś 14 lat , byłaś jedynym psem, który trafił do Nas mając zaledwie pół roku. Spędziliśmy razem ponad 13 lat.... Trzynaście i pół roku wspólnego życia , byłaś ostatnim mostem łączącym przeszłość z obecnym czasem . Byłaś i zawsze będziesz naszą Łacią ,Łaciczką, Łatunią ,moją Tusią i Tunią , Letisją Mariusza - tylko on tak do Ciebie mówił - "moja Letisja , Princessa, piękności " - byłaś jego ukochaną dziewczynką , jego królewną . Byłaś , jesteś i zawsze będziesz , naszą małą , niezwykłą "chichuachuą" ....
  21. Kilka wspólnych dni za nami . Czas mija robaczkom leniwie , głównie na spaniu , bo pogoda senna , dzień po dniu mokro i pochmurno
  22. A to jeszcze zdjęcie z wczoraj, od niego powinnam zacząć , ale jest ostatnie, więc na koniec- "wczorajsza" Shilunia, w swoim pokoiku Jakby ktoś się zastanawiał - bramki do pokoików nie są zamykane , pokoiki są zawsze otwarte i babcie mogą chodzić pomiędzy nimi i zmieniać miejsce, kiedy i ile tylko chcą
×
×
  • Create New...