Jump to content
Dogomania

BM.

Members
  • Posts

    325
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BM.

  1. teraz jestem w stanie cokolwiek napisać... Uważajcie bardzo na ksylitol, czytajcie składy... Guma do żucia w lidlu ma 15% ksylitolu, mały piesek zje jeden listek i może być po nim... Mojemu psu wysiadła wątroba i nerki, wszystkie wyniki miał poniżej normy, a te odpowiedzialne za zniszczenie tak powyżej że nie mieściły się w skali. Od momentu zjedzenia do momentu pierwszej wizyty nie minęło aż tak dużo czasu... Walczyłam całą noc. Byłam z nim u weterynarza wieczorem, w nocy i rano. Miał badania krwi, kroplówki, mnóstwo zastrzyków wspomagających, ale mimo tego słabł... Ja nie mogłam spać, on też. Do dzisiaj jestem zdołowana, nie mogę odespać tamtej nocy, jestem wykończona psychicznie. Mój ukochany pies słabł mi w oczach a ja mimo wszystkich mocy i środków nie mogłam nic poradzić. Reakcje weterynarza były natychmiastowe, krew nie krzepła, więc leki na krzepnięcie, słabnął, więc na to leki, kaszlał krwią, więc leki na krzepnięcie, żeby nie było krwotoku, zaczął ciężko oddychać, to tlen... Byłam z tym sama, jak już widziałam, że jest bardzo źle i on nie kontaktuje to tylko zapytałam czy to na 100% jest koniec... Wtedy podjęłam decyzję, bo nigdy, przenigdy nie chciałam, żeby on cierpiał... Wolałam mu ulżyć, nawet w ostatnich minutach... Do tej chwili jest mi ciężko... Dla mnie był najlepszy... Pewnie nikomu nie muszę pisać jak boli strata psa, a szczególlnie jak boli niespodziewana, z dnia na dzień... Kochałam w nim wszystko... jego krzywą łapkę, to, że po jednej stronie pyska miał wąsy białe, po drugiej czarne, to, ze miał taką śmieszną żyłę w oku, którą było zawsze widać i to, że miał łapki w ciapki (poduszki od spodu), to że uwielbiał spać do późna, a nie lubił rano iść na spacer... wtedy był zaspany i chciał jak najszybciej wracać do domu, dopiero jak się wyspał, to mógł pójść :( Proszę, uważajcie i czytajcie składy, bo nawet minimalna ilość sieje spustoszenie nie do odwrócenia... Ksylitol to cukier z brzozy. Naturalna rzecz, a nie chemiczne świństwo... Dla ludzi jest w ogóle nie szkodliwy, nawet dużo lepszy niż zwykły cukier czy fruktoza...
  2. BM.

    Nowy pies

    Ja po uśpieniu swojego poprzedniego psa (był już staruszek i chorował - miał 4 wylewy i przy czwartym nie udało się go uratować) po miesiącu adoptowałam tego. Był prawie identyczny z wyglądu, ale jakoś nam się inne nie podobały, a ten urzekł od razu, pewnie przez wygląd. Z charakteru był zupełnym przeciwieństwem, tamten był nauczony mieszkania w domu, był indywidualistą, na spacerach chodził swoimi drogami, chyba że miało się w ręce kijek, to szalał przez cały spacer. Ten był z początku wycofany, nie umiał nic, nawet się bawić. Wszystkiego go uczyłam i może dlatego tak mi zaufał (mniej więcej rok trwało zanim się oswoił), był bardzo do mnie przywiązany, w domu liczyłam się tylko ja. Z początku był oporny na wiedzę, ale jak załapał, to nauka szła bardzo szybko. Nauczył się spać w wyrku, bawić i znał ponad 30 sztuczek. Bardzo lubił kontakt z człowiekiem, zarówno i głaskanie i naukę. Czasami nawet sam prowokował, bo wykonywał sztuczki bez rozkazu. Teraz było inaczej, bo jego straciłam z dnia na dzień. W ogóle nie myślałam, że może go nie być... Dzisiaj jest pierwszy dzień kiedy jest w miarę ok i mogę o nim pomyśleć bez potoku łez. Mama chciała jechać do schroniska w tym tygodniu, ale ja nie byłam gotowa. Myślę, że pojadę po świętach.
  3. BM.

    Nowy pies

    No właśnie do tej pory nie myślałam, że nowy pies ma zastąpić JEGO... Przecież to kiedy wezmę następnego psa nie jest wyznacznikiem jak bardzo kochałam tego... Ja nie wiem czy nowy pies będzie za kilka dni, tydzień czy miesiąc, ale jakoś ta pani tak to ujęła, że nie mogę o tym zapomnieć.
  4. BM.

    Nowy pies

    Tydzień temu musiałam uśpić mojego psa. Dla mnie było to bardzo ciężkie, bo widziałam swojego psa, który słabnie, który kaszle krwią, który kilkanaście minut później zaczyna umierać... Do tej pory na myśl o tym płaczę, cały tydzień był dla mnie bardzo ciężki, bo straciłam psa z dnia na dzień, nikt się tego nie spodziewał. Miał żyć jeszcze długi czas... Byłam z nim na dyżurze nocnym w klinice całodobowej, nie u swojego weterynarza, więc to było jeszcze trudniejsze, bo miałam mniejsze zaufanie. Ale teraz wiem, że raczej robili co mogli... Byłam z nim do końca, mam nadzieję, że dzięki temu czuł się bezpieczniej, bo bardzo bał się być beze mnie. W obcym miejscu nie mogłam odejść na krok. Byłam z nim bardzo zżyta i bardzo mi go brakuje... Nie mogłam oglądać zdjęć innych psów, a co dopiero jego... Nie mogłam wyprać legowiska, wszystkie jego rzeczy wrzuciłam do szafy bez umycia, żeby mi nie przypominały... Teraz jest już trochę lepiej, ale na każdym kroku czuję jego brak, bo w domu on był ciągle koło mnie. Był bardzo ze mną związany i tylko mi ufał w 100%. Kładąc siatkę z zakupami na ziemi zastanawiam się czy może coś stamtąd wziąć, nie kładę jedzenia na stole, bo wszystko zbierał... Kochałam go najmocniej... dla mnie był idealny mimo swoich wad i rodzina, znajomi wiedzą o tym najlepiej. Ostatnio spotkałam panią, która stwierdziła, że teraz to już chyba nie będę już miała psa, a przynajmniej nie szybko. A ja się zastanowiłam, właściwie czemu nie? Dbam, jestem cierpliwa, umiem go czegoś nauczyć, oswoić, nie ponaglając i dając czas na przystosowanie (tak było w jego przypadku), szczepię, odrobaczam, leczę jak choruje, wychodzę na długie spacery, bawię się, zabieram do lasu czy nad jezioro, nie biję, nie krzyczę i kocham... Mój pies wymagał karmy bez kurczaka, drogiego leku na stawy i codziennego żwacza. Czytałam o tym dużo, długo szukałam fajnej karmy, kupowałam, nawet jak ja musiałam zrezygnować z jakiejś przyjemności. Trochę ta pani weszła mi w pamięć. Przecież to, że wezmę nowego pieska nie znaczy, że zapomniałam, że nie cierpię, że nie kochałam... On nie ma być nim, ma być inny. Nie muszę się z tym obnosić, nie muszę mówić każdemu ile się wypłakałam, przecież ludzie z mojego otoczenia doskonale to wiedzą, a jej nie muszę tłumaczyć. Mam czas, chęci i brakuje mi psa. A przecież to, że ta pani weźmie np. o miesiąc później psa po stracie swojego, to o niczym nie świadczy. Mam z kim zostawić go jak muszę wyjechać, a tam gdzie mogłam go zabrać, to zabierałam. Na razie nie byłam w stanie myśleć o nowym psie, ale bliscy mnie namawiają, pokazali zdjęcia jednego pieska ze schroniska, który ma taki wzrok, że zapadł mi w pamięć... To, że pójdę do schroniska, to przecież nie znaczy, że od razu wrócę z psem, a nawet jakby to co? Kompletnie nie rozumiem podejścia tej pani i nie wiem czemu się tym przejmuje... Ja wiem, że żaden pies mi tego nie zastąpi, ale ja nawet tego nie chcę. Nie będę szukać na siłę, po prostu może jakiś piesek mi się spodoba. i nawet nie wiem czy chcę szczeniaka, młodego pieska czy już dorosłego... Nie wiem czy będzie on ze schroniska czy może z ogłoszenia znalezionego w internecie... Przygarniając nowego psa przecież nie znaczy, że zapomniałam...
  5. dziękuję, bardzo miłe słowa
  6. ja pierwsza wracam, mimo tego jakbym się ociągała... Już jestem w domu, zaraz będę sprzątać, bo wolę mieć to za sobą... Najgorsze, że mam trochę prania, bo dużo rzeczy ubrudzone krwią i moczem, koce pod które się chował są z błotka, bo kopał łapami na dworze. Dzisiaj już wiedziałam, że to koniec, mimo pób ratowania. Wiedziałam jak dostałam wyniki krwi, uszkodzenie wątroby, nerek, on nawet brzydko pachniał, lekiem i moczem. Dzisiaj rano miałam nadzieję, bo zaczął sam pić wodę, a widać, ze było mu bardzo ciężko... Dziękuję, że byliście, bo to dla mnie bardzo ważne.
  7. Dzieki :( on byl ze schroniska i odkad go mielismy to jadl wszystko. Kradl ze stolow, wystarczylo ofwrocic wzrok i patrzrc na niego tak ze on nie widzi to potrafil obok nas ukrasc cos bez halasu z talerza. Jadl wszystko, czy swieze czy nie. Na dworze musial nosic kaganiec, a do tego byl uczulony na drob. Jest mi bardzo przykro,nie chce wrocic do domu, bo tam jego wyrko i i miski zabawki...
  8. [quote name='magdabroy']Co z psem?[/QUOTE] Uśpiłam przed chwilą :( walczyłam do końca, przez całą noc, o 4 w nocy byłam z nim u weterynarza, potem rano i od rana az do teraz. Z godziny na godzine bylo coraz gorzej... na koniec kaszlal krwią, mial podany tlen. Przy pobieraniu krwi krew nie chciala krzepnac, trzymalam mu wacik ponad godzine... jest mi bardzo ciezko. Mialam duzo zwierzat w swoim zyciu ale ten byl najlepszy... on mnie pokochal od pierwszej chwili w schronisku i bardzo tesknil jak wychodzilam. Nawet panie ktore tam pracowaly byly zdziwione. Nie wiem co teraz bedzie.
  9. martwię się. wymiotuje ciągle tym ciastem i śluzem. czytałam, że jak żołądek podrażniony, to w wymiotach jest śluz. Myślałam, że zwymiotował już wszystko co zjadł, a przed chwilą znowu zwymiotował to ciasto... Nie ma apetytu jednak, chciałam mu dać 1 kulkę suchej karmy to odwrócił głowę, a u niego to się nigdy nie zdarza. Jak nie wymiotuje to śpi. Dałam mu przez strzykawkę wodę, bo ostatnio pił ok 13
  10. no właśnie wiem o tej wątrobie, nerkach i cukrze, dlatego się martwiłam. pół nocy nie spałam i patrzyłam czy on czuje się dobrze. dostał coś na wymioty i zwymiotował już chyba wszystko co wczoraj zjadł. Całe, wielkie kawałki... On tak ma, połyka i nie gryzie, trzeba z nim bardzo uważać, bo kradnie wszystko ze stołów i wystarczy chwila nieuwagi. Gryzie jak chce mu się odebrać. Jak zwymiotował to czuje się trochę lepiej, ale ciągle jest troszkę osowiały i wydęty, może go boleć brzuch. Dzisiaj mam mu nic nie dawać do jedzenia. Apetyt ma, bo jak ktoś coś je, to się patrzy i pewnie też by zjadł jakbym mu dała. Dużo sika, ale też bardzo dużo pije. Na spacerach zachowuje się normalnie, biega, szczeka, itd. tylko w domu jest spokojniejszy.
  11. Mój pies przed chwilą zjadł ciasto słodzone ksylitolem, a wiem, że on dla psów jest bardzo szkodliwy. Czy od jednorazowego zjedzenia nic mu nie będzie? Zanim się zorientowaliśmy zjadł dużo ciasta i dosłownie połknął kawałek mięsa. Zadławił się przy tym tak, że musiałam brać go za tylne łapy i mocno potrząsać. Było tak źle, że nie oddychał, dusił się i nie mógł wypluć. Na szczęście jakoś przełknął kawał mięsa. Dałam mu trochę wody z solą, żeby zwymiotował, ale naszły mnie obawy czy jak będzie chciał wymiotować to czy nie zadławi się ponownie tym dużym kawałkiem mięsa :( Nie wiem co mam robić. Minęło jakieś 10 minut i pies czuje się dobrze, bo znowu próbuje ukraść jedzenie, ma tylko wydęty brzuch.
  12. Jaką polecacie?
  13. Mój pies ma ok 5,5 roku, waży 17 kg, a powinien ok 16. Odchudzam go po zimie (zjada WSZYSTKO na dworze, normalnie nosi kaganiec, bo miałam straszne problemy w utrzymaniu mu prawidłowej wagi, ale zimą jak był śnieg, to nie nosił), dostaje mniejsze porcje jedzenie (tylko troszkę, żeby głodny nie był), chodzę z nim 2 razy dziennie na dłuższe spacery. Kilka dni temu zaczął kuleć na przednią łapkę, po 1 dniu mu przeszło, od 3 dni kuleje na tylną. Ciężej mu podnieść zad, źle schodzi mu się po schodach (wchodzi dobrze, nawet wskakuje co 2 stopnie). Jest bardziej ospały niż zwykle. Jednak na dworze biega (lekko kulejąc, czasami nawet trzeba się przyjrzeć żeby to zauważyć), w domu bawi się zabawkami, sam zaczepia, goni za nią, ale jak się poślizgnie i przysiądzie na tylnych łapach, to widać że ciężej mu wstać. Najbardziej to widać jak długo śpi i później próbuje wstać. Czy to od razu oznacza coś złego? Strasznie się martwię, myślałam, że coś sobie naciągnął i poboli 2 dni i przejdzie, jednak minął 3 dzień i objawy nie ustępują. Jutro wybieram się do weterynarza, ale nie wiem co mnie może czekać :( Mój poprzedni pies miał zapalenie korzonków i miał podobne objawy, z tym, że nie merdał ogonem, a on merda.
  14. Jak adoptowałam psa, to był bardzo zaniedbany: zły stan sierści - poskręcana, matowa, szorstka, łyse placki. Nienastawione złamanie, stąd krzywa łapa. Alergia na drób - raczej nikt nie dawał mu karmy nie zawierającej drobiu. BRUDNE, ŚMIERDZĄCE USZY (brud nie tylko zalegał w środku, ale też "odkładał się" na włosach przy uchu) - więc ten problem nie wiadomo kiedy był zapoczątkowany, bo w chwili adopcji miał ok. 2 lat. Wtedy wet wyczyścił, ale nie podawał leków, ja nie miałam doświadczenia z zapaleniem ucha, pies nie trzepał głową ani się nie drapał, więc my też nic nie podejrzewaliśmy. Jak znowu kiedyś zdarzy się zapalenie ucha, to poproszę żeby zrobili wymaz. [B]gryf[/B], on ma trochę włosów przy wylocie, w środku nie [B]Cockermaniaczka[/B], kundelka [B]bejasty[/B], mi kazali wkrapiać do środka (końcówka ma z 2-3 cm) i wmasować. Dzisiaj nie czyściłam ucha, bo sucho, a tez nie chce podrażniać skóry. Na szczęście wmasowywać sobie daje, bo to chwilowa ulga dla swędzenia. Na szczęście jak na razie to zapalenie ucha nie jest aż tak ogromnym problemem, bo nawrót był raz od 1,5 roku. Więc nie wiem czy to nawrót czy po prostu "nowe" zapalenie. Jednak po każdej wizycie u weterynarza czuję niedosyt co do uzyskanych info. [U]Więcej dowiaduję się od Was niż od samego weta...[/U]:shake:[B] Diana[/B], mojemu dali 2 zastrzyki, przeciwzapalny, przeciwbólowy no i ten antybiotyk do domu.
  15. Ja mam psa 3,5 roku i zapalenie ucha złapał po raz drugi. Za pierwszym razem miał krople na S (nie pamiętam dokładnie), a teraz dostałam antybiotyk i mam kropić 5 dni i ani dnia krócej czy dłużej. To chyba nie mogę kropić 10 dni skoro zalecenie jest takie. Wczoraj pierwszy raz ucho zakropione a dzisiaj już prawie suchutkie w środku i dużo mniej wydzieliny. Wymazu z ucha nie zrobiono ani za pierwszym ani za drugim razem... Hm, teraz jak się nad tym zastanawiam to powinni od razu zrobić, czemu mamy myśleć za lekarzy... Dzięki za rady co do włosów, szkoda że weterynarze o tym nie mówią. Powinnam dostać wskazówki odnośnie pielęgnacji. Jak to wyleczę to w ogóle ucha nie czyścić? Sama już nie wiem, każdy mówi co innego. Wetka powiedziała, że dobrze robię, że czyszczę co jakiś czas, o włosach nic nie wspomniała, o kropelkach "zapobiegawczych" mówiła, że one nie dają 100% gwarancji i to już ode mnie zależy czy chcę tego używać. Nie poleciła żadnych. Skoro Wy nie czyścicie to może też nie będę i zobaczymy co z tego wyjdzie.
  16. Dzięki, właśnie takich płynów szukałam! :) Na razie zalecenie mam takie, żeby czyścić wacikiem do uszu w środku, potem antybiotyk i wmasować. Szukałam jednak płynów do czyszczenia, żeby zapobiegać zapaleniu. Czy te płyny sprzedają w lepszym zoologu czy u weterynarza? Czy taki płyn szybko paruje z ucha? - bo przecież nie wolno go moczyć.
  17. 1,5 roku temu kropiłam przez 2 tyg (2 razy dziennie), dodatkowo codzienne czyszczenie. Objawy ustąpiły po kilku dniach, ale zgodnie z zaleceniem zakraplałam 2 tyg. Dzisiaj byłam u innego weterynarza i pies dostał zastrzyki przeciwbólowe i przeciwzapalne + krople na 5 dni (antybiotyk). Po tym czasie do kontroli. Tak samo teraz, objawy mają ustąpić po 2 dniach, ale mam zakraplać 5 dni. Czy są może jakieś krople "czyszczące"? Jeżeli jest zdrowy to co kilkanaście-kilkadziesiąt dni czyszczę uszy - w ten sposób sprawdzam czy ucho czyste czy się w nim coś dzieje - jeżeli brudne to czyszczę codziennie.
  18. Mój pies ma klapnięte uszy. 1,5 roku temu miał pierwsze zapalenie ucha (trzepanie głową, silny świąd, brudne ucho, smród), od tamtej pory czyszczę mu czasami uszka. Czasami ma bardzo brudne - muszę zużyć kilka wacików, czynność powtarzać kilka dni, żeby doczyścić, ucho brzydko pachnie, ale trzeba naprawdę się "przywąchać", żeby poczuć. Czy takie brudne uszy zawsze oznaczają zapalenie? Akurat dzisiaj byłam u weta, bo zaczął trzepać główką, więc mam antybiotyk i zakraplam. Nie wiem w jakim momencie się wybierać, bo jak czyszczę przez kilka dni jak ma brudne (i się nie drapie), to mu przechodzi na kilkanaście, kilkadziesiąt dni. Wetka mówiła, że jak pies raz załapie zapalenie ucha, to już mam problem, bo się często odnawia
  19. BM.

    bezzębny pies

    do usunięcia
  20. Karmiłam żwaczem z ręki, ale już tego nie będę robić, bo mnie ugryzł do krwi :( Niechcący, nie rzucił się, więc to plus. On gryzie tego żwacza tak blisko palców, że w końcu zahaczył zębem o moją skórę. Musiałabym to w rękawiczkach grubych robić. Plus taki, że ładnie jadł i nie rzucał się z zębami
  21. Nie wiem czego mieszaniec, wygląda tak: (raz ma krótszą sierść, raz dłuższą i nigdy nie wiadomo jaki będzie po zmianie futra na zimowe czy letnie) [URL]http://i46.tinypic.com/2zi2e5x.jpg[/URL] [IMG]http://i47.tinypic.com/1pgg9c.jpg[/IMG] On tylko tak słodko wygląda :D Z kuchnią nie mam problemu, bo jak gotuję, to on siedzi przed. Tego bardzo szybko się nauczył. Gorzej jak się zanosi jedzenie do dużego pokoju, bo wtedy zjada tam ze stołu. Dzisiaj potrenowałam z kubkiem ze śmietaną. Pod koniec załapał o co chodzi i zostawiał na komendę. Potrenuję tak przez kilka dni, ale później nie wiem co dalej. Spróbować np. na chlebie? A co jak nie wypuści chleba? Cofnąć się znowu do śmietany? To mi łatwiej zabrać. Ermilka, ja przeczytałam gdzieś, że można nosić ze sobą psikawkę, jak na śmigus dyngus. Jak pies chce coś zjeść, to wodą w niego. Niestety to nie pomogło. Hihi, ja mieszkam w środku miasta i krępowało by mnie rzucanie w niego puszką :P Już i tak mają mnie za znęcającą się nad nim, bo słodki piesek w kagańcu :D Ale warte przemyśleń, spróbuję coś takiego w domu i zobaczę czy to przyniesie efekt. Edit: Zapomniałam dodać jak wygląda jego karmienie. Za 10 ósma już prosi (dostaje o 20). Jedzonko wyciągam z lodówki, pies szaleje, idę z nim pod miskę, on wie, że ma usiąść. Jak mu nakładam, to ślina już kapie :P I je... dopiero jak pozwolę :D To było chyba najtrudniejsze co go nauczyłam. Normalnie rzucał się na miskę podczas nakładania. Nauczyłam tego 2 lata temu, kiedy jeszcze nie był aż taki, na szczęscie działa do dzisiaj. On się uczy tak wyrywkowo, nie rozumie, że to się tyczy całego jedzenia, nie tylko w misce :D Dziękuję za wasze podpowiedzi. Pomagają mi, większość wykorzystam, część zmodyfikuję i wiem, że dam radę.
  22. Próbowałam już z różnymi smakołykami na dworze. Woli szybko napchać się suchym chlebem niż wziąć ode mnie skwarki z boczku :( On jest zachłanny i nie odpuści chleba. Gdy wie, że mam coś lepszego, to stara się jeszcze szybciej zjeść np. suchy chleb. Efekt taki, że się dusi i dławi. Spróbuję od początku, czyli od zabawki, potem treningi z jedzeniem w domu. Nawet wymyśliłam, że będę trzymać kubeczek po śmietanie, powiem "zostaw" i mu go zabiorę i dam smakołyk. To powtórzę kilka razy, potem poczekam aż sam zostawi i dopiero dostanie smakołyk. Spróbuję ze skawarkami z boczku, na pewno będzie bardziej wolał niż śmietanę :D To chyba jedyna rzecz z jedzenia nad która ja mam kontrolę, tzn. nie gryzie gdy próbuję zabrać.
  23. O rany :D nie wyobrażam sobie, żeby mój pies mi przyniósł to co znajdzie :D Ja nie sprawdzam ile i co mój pies mógłby zjeść. Kiedyś na dworze zjadł całą siatkę chleba, mięso, które było tak zepsute, że aż się lało, zdechłego zasuszonego węża. Oczywiście nie na raz. Na szczęście ma pancerny żołądek i nic mu po tym nie było poza chwilowym złym samopoczuciem. Wolę go mieć w kagańcu. Najśmieszniejsze jest to, że on jest puchaty i słodko wygląda i co człowiek to się pyta "on musi mieć kaganiec?"... A jeszcze nosi ten fizjologiczny, więc wygląda jakbym psa męczyła wg niektórych. Dobry pomysł z obgryzaniem gryzaka. Często daję mu kubeczek ze śmietany lub jogurtu do wylizania. Kilka lat temu próbował mi go zabrać, a teraz spokojnie liże. Ręce jeszcze mam całe. Na dwór też zabierałam smakołyki, był grzeczny i potulny. Póki nie natrafił na jedzenie, wtedy smakołyki były na nic. Muszę zacząć od mniejszych kroczków. Od dzisiaj wprowadzam w życie to co napisała Beatrix i żwacza spróbuję mu dać z ręki. Ciekawe co z tego będzie.
  24. On nie tyje. Tył kiedy nie nosił kagańca na dworze i zjadał wszystko co mu się nawinęło. Dostawał normalne jedzenie w domu i oprócz tego zjadał 10 razy więcej na dworze, więc siłą rzeczy miał za dużo zbędnych kcal. Teraz nosi kaganiec, więc je tylko to co mu damy w domu. Codziennie wychodzę z nim na minimum pół godzinny spacer, by się wybiegał porządnie. Szkolę go mniej więcej 3 razy w tygodniu, w różnej formie. Czasami na dworze, ale najczęściej w domu. Jak go adoptowałam, to nie umiał nic, nie umiał spać w wyrku, bawić się zabawkami... Wszystkiego musiałam go nauczyć, umie kilkadziesiąt sztuczek - od najprostszych typu siad do bardziej skomplikowanych, np. włączanie lampy przyciskiem, który leży na ziemi (to najtrudniejsze co go nauczyłam, bo musiał swój ciężar przenieść na łapę, żeby udało się nacisnąć). Spodobało się to i jemu i mi, dzięki szkoleniu wzmocniła się między nami więź, może dlatego łatwiej mi go uczyć niż np. rodzicom. Czasami brakuje mi pomysłów na nowe sztuczki, więc zaczynam go uczyć reagowania na same słowa, a nie na słowo i gest lub sam gest. Nie mam problemu ze szkoleniem, tylko nie mam pomysłów jak go oduczyć. Spróbuję zastosować się do tego co napisała Beatrix, ale coś czuję, że będzie to proces długotrwały. Nie wiem też jak mam reagować gdy coś już ukradnie
  25. Sybel, u niego "więcej" jedzenia jeszcze by pogłębiło apetyt. Nagradzanie łakomstwa to chyba zły pomysł.On zje śniadanie i potrafi oszukać innego domownika, że on jeszcze nie jadł :P Spryciarz z niego straszny. Beatrix, próbowałam z tą metodą o której piszesz. Bez problemu wypuszcza zabawkę na rzecz smakołyka, ale później już jej nie weźmie, tylko czeka na smakołyki i zabawka już go nie interesuje. Może próbować po jednym kroku? Dam mu smakołyk za puszczenie zabawki i odejdę, jak zacznie się bawić za godzinę na przykład to znowu powiem "puść". To coś da? Po nim widać kiedy chce coś ukraść ze stołu, więc dosłownie w ostatniej sekundzie mówię "NIE" (czytałam, że trzeba przyłapać na gorącym uczynku) i odchodzi - wtedy chwalę. Czasami nie jestem w stanie przypilnować jedzenia, bo muszę odwrócić się, żeby coś pokroić itd. Nauczyłam go "wyjdź" i wtedy wychodzi z kuchni. Jak gotuję, to musi siedzieć przed pomieszczeniem. Często jemy rodzinne posiłki poza kuchnią, więc jedzenie trzeba pozanosić do pokoju i wtedy wystarczy dosłownie SEKUNDA nieuwagi. Co mam zrobić jak już ukradnie? W książce "ja albo mój pies" pisało, żeby nie próbować odbierać psu zdobyczy. Jak go skarcić? W końcu musi wiedzieć, że źle zrobił. Zazwyczaj wyrzucam go z pokoju i przez chwilę nie pozwalam mu wchodzić, ale to nie pomaga. filodendron, on dostaje jogurt, twaróg, śmietanę, mleko jak nie ma jego jedzenia. Ze smakołyków to żwacze są podstawą i dostaje co drugi dzień jednego. Dodatkowo czasami oddaje mu wykrojony tłuszczyk z kotleta lub skórkę z łososia czy innej ryby. Dostaje też szprotki, makrelę (bez ości), czasami dostanie kawałek kiełbasy czy kromkę chleba. Galaretkę zrobioną ze świńskich nóżek, chrząstki. Jajka dostaje sporadycznie. Staram się, żeby miał swoje ugotowane jedzenie, ale wiadomo, że czasami nie ma czasu. Normalnie dałabym suchą karmę, ale u mnie nie ma takich bezkurczakowych, więc ratuje się wtedy tym co wyżej. Myślałam o niedoborach i nawet byłam z tym u weterynarza. Dostałam suplement tej firmy, nie pamiętam jaki: [url]http://crazyworldpets.pl/i-sklep/1008-large/can-vit-plus-witaminy-dla-psa-400g.jpg[/url] i tabletki ze żwaczami, które można kupić w zoologicznym. Niedobory zostały wykluczone. On nie tyje jak zjada tylko to co dostaje w domu, tył jak zjadał wszystko co spotkał na podwórku. Potrafił zjeść całą reklamówkę chleba (!). Nie wyszukuje czegoś specjalnie, zjada dosłownie wszystko. Nawet nie wiedziałam, że ludzie tyle wyrzucają. Sprzedałby mnie za kawałek kiełbasy. Wystarczy, że ktoś zaszeleści workiem na ulicy, to on już jest przy nim. Zapomniałam dodać, że jest wykastrowany i jemu po kastracji wzmożony apetyt nie minął. Jedyny plus jest taki, że nie mam problemu z nakarmieniem go. On zlizuje nawet mąkę, którą niechcący rozsypie na podłodze. Zjada ogórki kiszone, z octu... No dosłownie wszystko.
×
×
  • Create New...