-
Posts
3153 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ajlii
-
Na dzień dzisiejszy mam takie wpłaty: dorota1 - 30 zł AnnaA - 40 zł hop! - 20 zł hop! - 30 zł (od sąsiadki) OBRACZUS87 - 70 zł MIMIŚ - 15 zł poker - 30 zł opiekun Saby z jednostki - 20 zł Serdecznie dziękuję :-) No, a my jutro jedziemy do Łodzi z Kiarą - tymczasowiczką Astaroth. Kiara będzie miała tam swój dom :))) Tyle że nie wiem jak przeżyjemy te kilka godzin w mieszkaniu z trzema psami... w tym moją Julką ;)
-
[quote name='esperanza']Ludzie, którzy go znaleźli nie dołożyli się ani groszem do jego utrzymania, a na apele o pomoc finansową nikt nie odpowiada. :-([/QUOTE] Dramat takich psiaków polega na tym, że jak rozwiąże się najtrudniejszą sytuacją to zwierz zostaje zapomniany. Bo kolejne bidy są do ratowania :( W ten sposób dorobiłam się 40 szczurów...
-
[quote name='obraczus87']Czy to oznacza dla Nortona powolną śmierć bez swojego człowieka?????[/QUOTE] Jak już pisałam na kundelkowej skarbonce, mogę przekazać trochę rzeczy na bazarki. A cel, czyli jaki zwierzak skorzysta, to mi obojętne. Wiec może by zacząć na nowy hotel dla Nortona? Muszę tylko wiedzieć gdzie dowieźć rzeczy, bo sama bazarków nie dam razy prowadzić. [QUOTE]A może komuś książeczkę? Na moje psy co prawda ale zawsze [url]http://www.dogomania.pl/threads/1764...7#post13775057[/url][/QUOTE] Błagam, nie przed pensją...
-
Ten piesek który przybłąkał się dziś na teren jednostki wygląda jak szpic niemiecki... Są jakieś stowarzyszenia, organizacje zajmujące się tą rasą?? Ja znam tylko opiekunów jamników, bokserów, rotwailerów i bulowatych. Robi się zimno, a pies nie może przebywać na terenie jednostki (ten zakaz dotyczył nie tylko Saby, ale każdego zwierzaka). Mąż mówi że ten piesek jest łagodny, szuka kontaktu z człowiekiem. Nie znamy jego płci. A jedyne co może zrobić to odprowadzić go na Paluch, bo nie ma gdzie sie napić, a "nielegalnie" wyniesione jedzenie zamarza w ciągu kilkunastu minut. Ten Saby kumpel - mały kundelek - to stary wyjadacz, biega w sforze dzikich psów. A tego szpica ktoś wyrzucił zimą, na mróz :(((( Chodzi mi ten pies cały czas po głowie... ludzie są beznadziejni :(
-
A więc... Saba już w hotelu!!! Trochę przestraszona (szczególnie nowym kolegą), ale wszystko ok. No i okazało się, że to pies miejski... Na ulicy potrafi chodzić na smyczy i doskonale wie do czego służą schody. Bez oporów weszła też do lecznicy weterynaryjnej. A teraz mniej fajne wieści: Saba ma ropowicę. Utworzyła się na tym uderzonym miejscu. Nie jest to zaraźliwe dla innych zwierząt, ale dla Saby to dodatkowy ból :-( Już dostała leki, więc za kilka dni powinno być ok. Na forum SPS powstał bazarek na leczenie tego schorzenia, bo ja już nie wyrabiam finasowo. Dzisiejsza wizyta i leki to 50 zł, a ostatnie wolne fundusze poszły mi na benzynę. Niestety mam jeszcze inne zwierzaki na utrzymaniu :( Tu link do bazarku: [url]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/viewtopic.php?p=55598&sid=c29cc99fc46406e2ba52b3bfb67cc6a3#55598[/url] Ale najważniejsze jest, że Saba jest w końcu bezpieczna........ Saba przebywa w tym hotelu: [url]http://www.dogomania.pl/threads/137165-Czy-jest-zapotrzebowanie-na-hotelik-dt-koA-o-Warszawy[/url] [B]Lamia[/B], Saba jest mało szczekliwa, ale nikt też jej nie chwalił za taką działalność ;) Może przy innej suni by się rozkręciła? Pierwsze wpłaty od Was pojawiły się już na koncie SPS. Serdecznie dziękuję :-))) Jutro zrobię rozliczenie i przelew do Astaroth, dziś muszę już się zająć swoją bandą ;)
-
Wieści z ostatniej chwili - na terenie jednostki jest nowy podrzutek!!! To jasny, szpicowaty piesek. Zadbany, z wyczesaną sierścią. Zdziczałe psy oszczekiwały go dziś, czyli błąka się od niedawna. Mąż nie ma aparatu żeby mu pstryknąć fotkę. Zawsze mam nadzieję że to może jednak zagubiony pies, a nie wyrzucony... ale kto gubi psy w lesie, w pobliży schroniska dla zwierząt? Saba od rana marudna, bo uwiązana: żeby się nie wybudziła przed wizytą u weterynarza i podróżą do hotelu. Ok. 19.30-20.00 mój mąż będzie z Sabą w lecznicy Hematovet (ul. Krasińskiego), żeby weterynarze spojrzeli na ten jej rozbity łep. Jeśli ktoś chce obejrzeć sunię, to proszę o kontakt pod nr 668 155 860.
-
[QUOTE]Czy Saba szczeka na obcych?[/QUOTE] Raczej nie. Chyba że ktoś wybitnie się jej nie podoba. Wogóle bardzo mało szczeka. Jeśli już, to w kierunku gdzie coś ją niepokoi. Ale jeśli ktoś się zbliżył do bramy, to Saba nie wykazywała specjalnego zainteresowania. Wogóle to nie jest pies obronny, tylko duża przytulanka. Jest może wyględna, ale bardzo łagodna: taki pies do przytulania, do zabawy piłeczką, siłowania się czy rzucania jej patyka. [QUOTE]Czy chodzi po siatce? (moja bernardynka chodzi) i czy w ogóle ma tendencje do wychodzenia po za teren posesji?[/QUOTE] Nie przełazi przez płoty, chyba że jest dziura. Podkopów sama nie robi też. [QUOTE]Czy jest możliwość sprawdzenia tych kotów? (chodzi mi o to czy jest w niej agresja kiedy widzi kota)[/QUOTE] Reaguje na zasadzie: kot ucieka, trzeba gonić. Jak widzi kota z daleka, to za nim biegnie. Ale nie stoi pod drzewem z charkotem. Ale jak kot bojowy i pokazał jej pazury, to Saba spasowała (uciekała do ochrony ;) ). Jutro Saba jedzie już do hotelu, więc nie będzie miała tam kontaktów z kotami. [QUOTE]Czy dogada się z inną suczką?[/QUOTE] Tak, dogaduje się z każdym psem który pojawił się na terenie jednostki: ma kolegę małego kundelka, była też sunia-szczeniaczek. Szczeniaka chodziła oglądać, zaniosła jej swoją szmatę z budy. Pozwalała by kundelek wyjadał z miski. Ale gdy za płotem pojawiała sie watacha psów (lasy, dużo podrzuconych), to je oszczekiwała na zasadzie "to ja tu mieszkam" (wyglądało to na obronę pozycji, swojego terenu). [QUOTE]Czy może mieszkać na zewnątrz z możliwością wchodzenia do domu?[/QUOTE] Oczywiście :) Obecnie jest nauczona że do pomieszczenia sie nie wchodzi - wyjątkiem był czas po sterylce. W pomieszczeniu zachowała czystość, prosiła o wyjście na siku. To jest pies z bardzo grubą sierścią. Przy mrozie -15 kładła się na śniegu. Na terenie jednostki mieszkała w budzie. Najlepiej by było gdyby mogła mieszkać na zewnątrz, chociażby dlatego że jest przyzwyczajona do przestrzeni. [QUOTE]Jaki ma stosunek do dzieci? [/QUOTE] Nie wiemy, i nie mamy jak sprawdzić. Do dorosłych jest bardzo spolegliwa. [QUOTE]Sorki za tyle pytań, poszukuję suczki (od stycznia). wysterylizowanej do sprawdzonego domu z 8-letnią dziewczynką wychowaną z psami, kotami, rybkami i jakimiś gryzoniami (chyba świnki).[/QUOTE] Z gryzoniami nie mam pewności. Mąż mówi że nie widział jej reakcji na króliki czy zające. Na jeża się obraziła, bo ją pokłuł. Goniła bażanty. Kiedyś zamemlała kreta. Kret był trefny, bo mimo że był jej odbierany i zanoszony do "dziury" to nie wykazywał zainteresowania ucieczką. Po którymś razie, mąż wyjął jej martwego kreta z mordy. Był zalizany, ale nie zagryziony. Nosiła go jak zabawkę. Ja mam już 2 psy i obecnie ok. 40 szczurków w domu. Nawet gdybym nie miała psów, nie zdecydowałabym się na przyjęcie Saby. Nie zaryzykowałabym mieszkania Saby z gryzoniami czy zajęczakami. Obawiam się też że np. kura mogłaby zostać spolowana Saba ma tendencje do rozkopywania kretowisk. Polowała też na żaby, i po pianie na pysku, obawiam się że przynajmniej jedną zeżarła. Wodę lubi, chętnie kąpała się w stawie. Ale gdy kilka razy wpadła do basenu i miała problemy z wydostaniem się, zrezygnowała z kąpieli. Saba nie umie chodzić na smyczy! Były próby nauczenia jej, ale gdy 30-kg walił się na ziemie i odmawiał współpracy, to ochrona spasowała ;) To strasznie pojętny pies, więc przy odbronie cierpliwości pewnie by się nauczyła...
-
Jejkuś.... udało się!!! Dziękują Wam strasznie, możemy już Sabę umieścić w hotelu :))) Jeśli tylko Astaroth będzie pasować w tym tygodniu, to przywieziemy Sabę. Czy ktoś chce poznać sunię? Bedziemy jechać przez całą Warszawę z nią ;) Saba czuje się wogóle całkiem dobrze, tylko bardzo protestuje gdy mąż chce jej znowu obejrzeć tą łepetynę. Nie dała sobie wyciąć futra wokół zranień. Ale poza tym to ok, tyle że dziś nie wypuściła się na dłuższy spacer, tylko pałęta się wokół budynku.
-
Nie udało mi się wysłać pw do mysza 1 :( Bardzo dziękuję wszystkim osobom które chcą pomóc Sabie...
-
[QUOTE]Jaką macie gwarancję, że nowa firma nie chce (w ten sposób) pozbyć się kłopotu?[/QUOTE] Nowa firma nie ma wstępu na ten teren do 1 stycznia, więc to nikt od nich. Każde wejście osób z zewnątrz jest rejestrowane. Myślę że to po prostu sobota wieczór i nie brakuje idiotów, dla których nawet święta nie mają znaczenia... Moja sunia Julka była znaleziona w sobotni wieczór. Zdecydowałam sie ją zabrać od razu ze stacji benzynowej, bo zobaczyłam jak jakiś pier... gnój najpierw ją woła, a potem próbuje walnąć pięścią :( Saba ma już opatrzoną łepetynę, zranienia zdyzenfekowane. Obraziła się za to ciężko na mojego męża i nie chciała z nim gadać... ;) [QUOTE]Ajlii, czy te 20 zł to jednorazowa deklaracja, czy stała?[/QUOTE] Jednorazowa. Chyba już mój mąż ma te pieniądze w kieszeni. Jutro skontaktuję się z Astaroth, czy może na dniach przyjąć już Sabę. Byle do wiosny... Chyba że szybciej znajdzie swój dom. Podam nr konta Stowarzyszenia Przyjaciół Szczurów - mój mąż jest przedstawicielem prawnym. Tak chyba będzie najłatwiej rozliczyć wpłaty. numer konta: 27 1160 2202 0000 0000 6563 4010 bank Millenium nazwa posiadacza rachunku: Strzelecki Grzegorz Bardzo proszę o dopisek: Saba i nick z forum (jestem imbecyl techniczny i inaczej się pogubię) Wysyłam już też pw. Wiecie co jest najgorsze w tej sytuacji? Że Saba mieszka na tym terenie już tyle miesięcy. Podbiła serca większości pracowników ochrony. Jeden z nich gotował jej na miejscu obiadki, bo sucha karma w ząbki psa kole. Składali sie co miesiąc na zapas puszek i wór żarcia. Udało się ją doprowadzić do porządku, wysterylizować, zaszczepić i strasznie rozpuścić. Wojsko początkowo kręciło nosem, bo "przepisy sanitarne". A potem ich przedstawiciel, w czasie każdej wizyty padał na kolana i bawł się z psem. Na imprezach chodziła się przymilać do wojskowych. Saba towarzyszyła ochronie na patrolach (ale tylko w dzień, bo w nocy pies spał), czasem ciężko ich strasząć... gdy przypominała sobie o obowiązkach i aż ziemia dudniła od jej łap. Nawet ci, którzy nie lubią zwierząt, przyznawali że fajnie jest mieć psa na obiekcie... Mój mąż postanowił zmienić firmę w której pracuje wiele lat i mimo że oznacza to dla nas problemy finasowe, żeby tylko nadal się opiekować Sabą. A teraz przychodzi taki jeden pan, i przekreśla te kilka miesięcy przyjaźni... Strasznie to jakoś przykre :(
-
Wieści z ostatniej chwili (dzwonił mój mąż z pracy) - SABA ZOSTAŁA POBITA !!! Przyszła ok 2 godziny temu, z poranioną głową i uchem. O ile ucho mógł ostatecznie zranić jakiś pies, to na głowie ma ślady po uderzeniach czymś ciężkim! To pierwszy taki przypadek, wcześniej 2 razy ktoś ukradł jej obrożę. Saba wyłazi czasem poza teren jednostki, bo tam jest mnóstwo dziur w płocie. Kiedyś próbowali ją załapć pracownicy schroniska, ale mieszkańcy pobliskiego domy obronili ją jako "psa z jednostki". Z trochę lepszych wieści, mamy jeszcze 20 zł od jednego z pracowników, który też opiekował się Sabą. Mąż będzie rozmawiał z pozostałymi, w końcu większość z nich zrzucała co miesiąc na karmę dla suni.
-
[QUOTE]Jaka Saba jest w stosunku do kotów i psów ( mam w domu kilkanascie kotów i 3 psy szczekliwe ) Jesli by nie atakowła a by tylko na te 5 - 6 mieś . ale nic nie obiecuje bo nie wiem czy ona by sie u mnie dobrze czuła , ale ona mi tak przypomina moją Tarunie [*] która odeszła 4 grudnia [/QUOTE] Nie mam pojęcia jak zachowa się Saba w stosunku do kotów w pomieszczeniu... Saba mieszka na terenie jednostki wojskowej, ma olbrzymi teren do biegania. Praktycznie całymi dniami wędruje po nim i dodatkowo chodzi z ochroną na patrole. Koty i bażanty gania, ale nigdy nie złapała. Nie jest przy tym agresywna, raczej goni bo uciekają. Jak kot wlazł na drzewo, to prosiła mojego męża by jej go zdjął... Na pewno na tak dużym terenie kot ma równe szanse, i może jej zwiać. Nie wiem co zrobi jeśli stanie z kotem oko w oko... nie mogę zagwarantować że go nie uszkodzi, nawet tylko przypadkiem. Do psów jest nastawiona bardzo przyjaźnie. Często wędruje po terenie z małym kundelkiem (tam są dziury w płocie i psy podrzucane do lasu wchodzą na teren jednostki). Kiedyś przyszła mała sunia-szczeniak, to Saba zaniosła jej do kotłowni szmatę z budy i pozwala wyjadać jedzenie z własnej miski. [QUOTE] Czy masz na myśli ten hotelik? - [url]http://www.dogomania.pl/threads/1371...koA-o-Warszawy[/url][/QUOTE] Tak, to ten hotelik :) Wogóle serdecznie dziękuję za pomoc! My już nie mieliśmy nadzieji na znalezieniu domu Sabie - przez tyle miesiecy bezskutecznie próbowaliśmy. Zaczynamy wierzyć, że uda sie jej pomóc... i że znajdzie dom i swojego człowiak...
-
To mój mąż opiekuje się Sabą w pracy. Saba miała wcześniej wątek, ale nie możemy go odnaleźć. Dzięki pomocy dogomaniaków i innych zaprzyjaźnionych zwierzo-lubnych udało sie Sabę wysterylizować, zaszczepić, odkarmić. Cała sytuacja z natychmiastową wyprowadzką psa wyszła dopiero kilka dni temu. Zmienia się firma ochroniarska (nowa miotła przyszła i już się rządzi). Mąż postanowił przejść do nowej firmy, żeby nadal pozostać na tym obiekcie i opiekować się Sabą. Niestety, menagier zakomunikował że "pies ma zniknąć" z obiektu. Tyle mięsiecy już tam jest, nie przeszkadzał ani poprzedniej firmie, ani wojsku (które jest właścicielem terenu)... Narazie zgłosiła się jedna pani chętna do "przygarnięcia" Saby, ale odmówiliśmy. Niestety, okazało się w rozmowie telefonicznej że owa pani miała trzy psy, które umarły... może na nosówkę, a może nie wiadomo na co. Nie była z nimi u weterynarza kiedy zachorowały, a "szczepione były dawno". Nie możemy Sabę przekazać w nieodpowiedzialne ręce... chyba już schronisko byłoby lepsze. Udało nam się dogadać z zaprzyjaźnionym hotelikiem dla psów, mogą przyjąć Sabę. Mogę zaświadczyć, że warunki są ok, a przede wszystkim ludzie którzy prowadzą hotel, mają wielkie serce dla psów i innych zwierzaków. Przechowują szczurki do adopcji, a także inne psy z dogomanii. My sami w czasie kilkudniowego wyjazdu umieściliśmy tam dwa nasze kundle (Kazana i Julkę - znajdę, która też miała swój wątek na dogomanii). Co od opłat za hotel... Maż przechodząc do nowej firmy stracił sporą część pensji i nie jestem w stanie obecnie złożyć deklaracji w kwestii finasów. Szczególnie że mamy dwa własne psy, i ok. 40 szczurków na tymczasie i dożywociu (wiem że część nigdy nie znajdzie domu). Nie wiem narazie jak pozostali pracownicy, którzy też dokarmiali i dbali o Sabę - wszyscy dostali po kieszeni i ciążko wymagać by mogli się dokładać. Ale mąż porozmawia, może uda się się cokolwiek zebrać. Napewno możemy dokładać fanty na bazarki, oraz zorganizować bazarek na forum SPS. Saba może mieć bezpłatny tymczas, ale dopiero wiosną (kwiecień-maj). Jeden z opiekujących się nią pracowników przeprowadza się i może przyjać Sabę do siebie. Wtedy zostałyby tylko szczepienia do opłacania, a Saba miałaby dobre warunki i opiekę osoby która naprawdę bardzo ją lubi. Jeśli ktoś jest zainteresowany obejrzeniem Saby, proszę dzwonić do mojego męża: 668 155 860. Mąż będzie teraz praktycznie codziennie na obiekcie, więć łatwo się umówić. Tylko dzwoniąc proszę nastawić sie na problemy z połączeniem (kiepski zasięg na obiekcie), ew. dzwonić wtedy po godz. 20 lub następnego dnia od rana.
-
Saba czeka nadal na dom... Kończy się wrzesień, a do końca grudnia musi się wyprowadzić z tego terenu...
-
Saba wczoraj przeszła sterylkę. Czuje się już dobrze i wyraźnie się nudzi w pomieszczeniu. Na spacerze próbowała już dać dyla... ;)
-
Bedę wdzieczna za każdą wpłatę na sunię. Obecnie jest zaszczepiona, ma kupioną karmę na kilka dni. Czeka nas jeszcze sterylka, no i szukanie nowego domku. Saba jest pod opieką Stowarzyszenia Przyjaciół Szczurów. Dzięki temu mieliśmy duuuuże zniżki przy szczepieniu, odrobaczywieniu i zabezpieczeniu przed kleszczami. Weterynarz współpracujący z SPS zrobi też sterylke po bardzo obniżonych kosztach. Tu nr konta SPS 27 1160 2202 0000 0000 6563 4010 bank Millenium odbiorca: Grzegorz Strzelecki
-
Saba dziś zaszczepiona, odrobaczywiona i odkleszczona :multi: Preparaty, wg weta "z przyzwoitej półki", z duuuuużymi rabatami. Zapłaciłiśmy 110 zł za wszystko :D
-
[B]caelestis, [/B]bardzo dziękuję - w poniedziałek pójdzie przesyłka do Ciebie i Twoich jamniorów :))) [B]jotpeg, [/B]już wstawione fotki :) [B]Astaroth, [/B]gdyby Saba mogła być psem służbowym, nie byłoby żadnego problemu... Ale taki pies musi mieć papierek, szkolenie itp. Niestety, wojsko ma swoje wymagania. Te przepisy sanitarne to bzdura totalna, nie ma takowych - są tylko w kwestii odległości od miejsca przygotowywania jedzenia dla ludzi. A tam nikt nie gotuje... no tylko ochrona czasem robi sie sobie herbatę.... A kot terapeutyczny... no ciekawa sprawa :) Saba by się nadawała idealnie do dogoterapii...
-
Oferuję naukę robótek ręcznych: szydełkowanie, dzierganie na drutach, szycie, wykonywanie zabawek, kartek okolicznościowych, haft krzyżykowy. Zysk w całości na potrzebujące zwierzęta, przede wszystkim szczurki z SPS. Materiały do nauki uczeń musi posiadać własne (np. włóczka, papiery kolorowe), narzędzia w czasie nauki mogę udostępnić (np. szydełko, nożyczki wzorkowe, punchery). Miejsce: Warszawa.
-
Sytuacja nie jest ciekawa :((( Właściciel terenu, na którym jest Saba, zaczyna wspominać coś o przepisach sanitarnych. Co jest bzdurą, bo tam żyją też dzikie zwierzęta (lisy, krety, zające, a nawet bażanty). Ale może być tak, że w trybie pilnym trzeba będzie Sabę zabrać... a nie ma gdzie :(((( Dodatkowo... ludzie są jednak podli. Bezdomnemu psu ukradli nawet obrożę... Miała nową, ładną - komuś się najwyraźniej spodobała. Pieski ten świat, co nie?
-
Dziękuję w imieniu Saby :multi: Saba dziś najedzona, dostała michę klusek kładzionych i suchą karmę na deser! Mąż dzwonił z pracy, suka kładzie mu się pod nogami i domaga miziania...
-
Historia jak wiele. Ktoś wziął, może kochał, może tylko "użytkował" do pilnowania podwórka. Ale w końcu się znudził. Wywiózł do lasu, sprzedał parę kopniaków by wierna sunia nie pobiegła za samochodem... A potem... dotarła jakimś cudem do bramy, przed którą stał człowiek. Skończył już pracę, chciał szybko wrócić do swoich psów. Ale gdy zobaczył to wielkie, zmęczone, powłóczące nogami psisko... nie mógł jej tak zostawić! I tak Saba trafiła na teren chronionego obiektu. Dostała miskę wody, ktoś podzielił się z nią śniadaniem, inny przytargał starą budę i dał nowy koc. Historia prawie z happy endem... prawie, bo Saba potrzebuje szczepień, odrobaczywienia, zabezpieczenia przed kleszczami (których jest mnóstwo na tym terenie), ogólnego badania (niedowład łap na szczęście sam sie cofa), i sterylki aborcyjnej niestety... Ochroniadze są w stanie zapewnić suni TYMCZASOWO dach nad głową i miskę z jedzeniem. Ale na tym kończą się ich możliwości, każdy z nich to psiarz i ma własne przygarnięte zwierzaki. Narazie Saba napewno może zostać na terenie do końca grudnia... ale co potem nie wiadomo :( Nowy przetarg, może wejść inna firma, inni pracownicy którzy nie będą chcieli utrzymywać psa który do ochrony się wybitnie nie nadaje... Saba jest przemiła, łagodna i kocha absolutnie wszystkich. Szczeka na koty, ale gdy usłyszy syczenie, spuszcza uszy po sobie i odchodzi w bezpieczne miejsce. Wita się radośnie z każdym, pewnie ucieszyłaby się nawet z wizyty złodzieja. Natychmiast przewraca się na grzbiet i domaga pieszczot. Dzielnie chodzi na patrole, tylko czasem zbyt wysoka trawa psa bardzo zniechęca ;) Generalnie - idealna towarzyszka i pieszczocha domowa... w rozmiarze xxl :) Czy ktoś może nam pomóc? W zapewnieniu suni niezbędnych zabiegów medycznych i szukaniu nowego domku? Tym ochroniarzem, który wpuścił Sabę na obiekt, jest mój mąż. Dlatego czuje się w pewien sposób odpowiedzialny, nie tylko za miskę żarcia i wodę, ale za los suni. A przy dwóch własnych psach (jeden przewlekle chory) i 25 szczurach nie-adopcyjnych, po prostu nie starcza nam na pomoc kolejnej bidzie... Saba ma już swój bazarek: [url]http://www.dogomania.pl/forum/f99/dla-psa-jego-pani-na-bezdomna-sabe-do-12-08-09-a-143450/#post12734788[/url] Bardzo prosimy o wsparcie... Dzieki Waszej pomocy udało się uratować Julkę - sunię którą znaleźliśmy w październiku. Dziś, po dwóch operacjach, jest szczęśliwym psem... :) A to właśnie Saba... [IMG]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/files/thumbs/t_saba_164.jpg[/IMG] [IMG]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/files/thumbs/t_saba_1_422.jpg[/IMG] [IMG]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/files/thumbs/t_saba_2_118.jpg[/IMG] [IMG]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/files/thumbs/t_saba_3_797.jpg[/IMG] [IMG]http://stowarzyszenieprzyjaciolszczurow.pl/files/thumbs/t_saba_4_213.jpg[/IMG]
-
Kazan - ze schroniska. Julka - ze stacji benzynowej (błąkała się tam, wyniszczona i schorowana).
-
[Warszawa] Julka - zabrali jej dzieci, pobili, wyrzucili...
ajlii replied to ajlii's topic in Już w nowym domu
[url=http://www.gandalf.com.pl/konkursy/my-name-is-zdjecia/]Książki → Księgarnia Internetowa Gandalf[/url] Julka bierze udział w konkursie :) Prosi o głos na swój piękny nochal i uzębienie :) Ma nr 156. Imie zapisane fonetycznie, tak jak na nią najczęściej wołamy (Dzulka). Możemy liczyć na Wasz głos...? Ps. Jeśli Julcia zdobędzie nagrodę, przeznaczy ją na bazarek - na pomoc innym zwierzakom. Poza tym Julcia czuje się świetnie :) Główka zagojona, blizna prawie całkowicie pokryta sierścią. Ostatnio chodzi ze mną do pracy, i przejawia naprawdę duże zdolności w kierunku dogoterapii... Przepraszam że nie pisałam ostatnio, miałam strasznie dużo pracy przy innych zwierzakach. Znów kolejna psia bida... ale jak narazie udało jej się pomóc :) -
[Warszawa] Julka - zabrali jej dzieci, pobili, wyrzucili...
ajlii replied to ajlii's topic in Już w nowym domu
A więc po kolei... Julcia czuje się świetnie :) Łazi w abażurze na łepetynie, nie specjalnie jej to przeszkadza... no może poza włażeniem na schody i rozbebeszaniem worka na śmieci ;) Operacja nas zaskoczyła totalnie. Zaczeło się od kolejnej wizyty u dermatologa... do której nie doszło. Tak wkurzyła nas lecznica, a dokładnie podejście do psiego pacjenta, że podziękowaliśmy za usługi. Pojechaliśmy wyżalić się do naszej ulubionej lecznicy, do weterynarzy którzy nie raz już ratowali życie i zdrowie naszych zwierząt. M.in. uratowali Noelkę Zebry, którą w innej lecznicy spisali na straty... Weterynarz oglądając ten twór Julkowy lekko nacisnął w okolicach ranki (Julka od tygodnia rozdrapywała sobie narośl). I zaczeła wychodzić gęsta, śmierdząca wydzielina która okazała się łojem... Zaczął wyciągać z rany też rozkładającą się psią sierść. Ponieważ wyczuwali w narośli kilka "kieszeni", trzeba było położyć ją w narkozę. Oczywiście Julcia twarda, dostała potrójną dawkę (plus znieczulenie miejscowe) i nadal ruszała łbem (musiałam trzymać ją całą operację), a pod koniec szycia zaczeła sama wstawać ze stołu... Weterynarz po kolei otwierała i oczyszczała każdą kieszeń. A było ich ok. 10... W każdej rosły włosy i zbierał się łój - wydzielina która normalnie jest oczyszczana z włosów przez lizanie, mycie czy nawet deszcz. Po otwarciu ostatniej okazało się że jest możliwe wyciecie zmienionych części, tak by nie uszkodzić jej nerwów wzrokowych! Bo przed operacją była obawa czy da się wyciąć, czy tylko bedzie można wyczyścić (co dałoby spokój na najbliższe 2-3 lata). Było ryzyko że Julka nie bedzie mogła zamknąć oczu, albo skóra tak się ściągnie że zmieni jej kształ oczu. Ale wszystko się udało :))) No i wiemy już co to było... To nie nowotwór jaki diagnozowali specjaliści. Ani coś zupełnie niespotykanego jak twierdził dr nauk weterynaryjnych ze specjalizacją dermatologia :/ Nasza weterynarz powiedziała, że faktycznie nigdy nie widziała na żywo takiego tworu, ale czytała w prasie specjalistycznej. Otóż Julcia miała wadę genetyczną... W czasie ciąży komórki na lini skóry, które powinny się zrosnąć, zwariowały. I zamiast zamknąć się, stworzyły do wewnątrz worek ze skóry, która nadal rosnąc oplotła się jeszcze kilka krotnie wokół siebie. A ponieważ gromadzące się tam sierść, martwe komórki i łój musiały znaleźć ujście, doszło do zakażenie i w rezultacie otwierania się tworu. Wyglądało to jakby za dużo skóry zostało razem splątane, zgniecione i wepchnięte jej do głowy... Ale jest już ok! Jeśli wszystko udało się wyciąć, Julcia bedzie już zdrowa! Jeśli coś zostało - to okaże sie za parę lat, a wiemy już jak powtórzyć zabieg i dać jej znów szansę na zdrowie :)))) No i chciałabym napisać o czymś jeszcze... Na święta pojechaliśmy do mojego domu rodzinnego nad morze. Chodziliśmy na spacery z [B]naszym[/B]i psami po plaży, zrobilismy im mnóstwo zdjęć. I tak jak napisałam... po tym wszystkim co razem przeszliśmy, Julcia jest taka zupełnie nasza... Mój mąż powiedział że ją kocha i nie odda nikomu. Tak więc chyba czas na zakończenie wątku Julci w adopcjach, i rozpoczęcie nowego wątku w Jej życiu - jako psa który już znalazł swój dom... :) Dziękuję serdecznie za pomoc i wsparcie. Za karmę dla Julci, która pomogła nam przetrwać naprawdę trudny finansowo czas. Za bazarek, dzięki któremu mogliśmy ją diagnozować i leczyć. I za wsparcie na forum, za to że nie zostaliśmy sami w tym trudnym czasie... Dziękujemy! Julcia, ajlii, jubu, Kazan i całe szczurze towarzystwo :)