Wczoraj byliśmy z Saruśką u weta na szczepieniu :evil_lol:
Zaraz po wejściu do poczekalni małpiszonek doszedł do wniosku, że lepiej wyjść na zewnątrz. Gdy się nie udało zaczęło się piszczenie w niebogłosy, aż nas wszyscy badawczo obserwowali ;)
Już w gabinecie Saruśkę sparaliżowało ze strachu, nawet nie pisnęła. Najśmieszniejsze, że samego szczepienia nawet nie zauważyła, mała panikara :loveu:
Po powrocie do domu była tak zmęczona stresem, że zaległa na posłanku