Jump to content
Dogomania

wisela1

Members
  • Posts

    6246
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by wisela1

  1. Łoj, zmęczona jestem. Byłam w Kauflandzie. Nakupiłam puszek dla bezdomniaczków. Tesia przywiozła. Ponad 20 kg... Nie dotargałabym. Wróciłam, było za późno zeby kocinom piwnicznym gotować ryż czy makaron. Dostały samą puszkę... Chciały mnie razem z puszką zjeśc... Bardzo, ale to bardzo bardzo dzieciom smakowała. Na stołówkę zaniosłam wcześniej resztę makaronu z watróbką. Na drugą już teraz poszła Tesia z Marią bo ja nie mam siły. Czeka mnie jeszcze spacer z Ksieciuniem i dostawa do psiej nocnej jadalni.....
  2. [quote name='panbazyl']ja bym byla szczęsliwa, ze nie muszę gotować, bo tego nie lubie. Ale ja mam dziwne poglądy na swiat.[/QUOTE] Ja lubie gotować ale dla kogoś. Nie lubię jeść, nie celebruję jedzenia, wiec teraz nie gotuję bo nie ma dla kogo... Czasem upichcę jakąś zupę i wiosłuję w garnku łyżką kilka dni. Rzadko zjem do dna... Coś tam zjadam zeby jeszcze pożyć ale napewno nie żyję po to żeby sobie pojeśc. Namiętnie i systematycznie to gotuję od bladego switu.....wodę na kawusie po południu na pyszną herbatkę, a wieczorkiem żeby zaparzyć sobie melisę. To od niedawna bo na bezsennośc coś zapadłam....
  3. Chwilę temu byłam nakarmić kociny w piwnicy.... Posprzątałam w kąciku gdzie mają stołówkę, pozamiatałam, dałam nowe czyściutkie miseczki i wróciłąm do swojej piwnicy. Tam miałąm już przygotowane do zabrania jedzonko na górę... Na pudełkach siedział kotek ten co to sie kiedyś Rexika wystraszył i mnie podrapał... Uwierzycie ze nie mogłam się kociny pozbyć? Wzięłam pudełka - siedzi, zamykam piwnicę siedzi - siedzi. Wychodzę, chcę zeby zeskoczył - mowy nie ma. Wtula sie we mnie, ociera, mruczy... Serce sie samo kroi w plasterki. Naprawdę musiałam użyc siły zeby został w piwnicy.... Wygląda na to ze bedzie pierwszy w kolejce do sterylki i trzeba bedzie na gwałt i intensywnie szukać dla biedaka bardzo proludzkiego szukać domku... On nie potrafi zyć "na wolności"
  4. [quote name='panbazyl'] bo sąsiadka by byla bardzo szczęsliwa z pewnością![/QUOTE] Albo liścia w lico bym zarobiła ze małża Jej deprawuję.....
  5. Jeszcze muszę coś napisać.... Od kilkunastu dni co wchodzę do przedpokoju - w łazience się światło pali.... Klnę sama na siebie pod nosem ze niby taka oszczędna a skleroza mnie zrujnuje... Po kilku dniach jak wychodziłam z łazienki to jeszcze raz wracałam sprawdzać czy zgaszone. Zgaszone... Za jakiś czas wchodzę do przedpokoju - znowu sie pali.... Duchy jakieś czy co.... Kontakt oczywiście sprawdzony... Wczoraj złapałam ducha na gorącym uczynku. Duch ma na imię Dyziek. Wskakiwał sobie chłopak na szafkę z butami i klap łapką w kontakt... przykucał, czasem sobie drzemał na szafce i zerkał jak sie wariatka miota.....
  6. Stałam się zaczynem małżeńskiej awanturki.... Wychodziłam z Ksieciuniem na ostatni wczoraj spacerek i zza drzwi sąsiadów dobiegła mnie słowna przepychanka..... Co Ty mi tu dajesz? Nie ruszę tego! Ta z jedynki lepsze zwierzakom wynosi...... A Ty skąd to niby wiesz? Widziałem!!!!
  7. No to już mogę napisać że psiakowa stołówka ma kolejnego, nowego konsumenta. Już od 3 dni przychodzi śliczny lisek.....
  8. Misiuńko mój najdroższy wcale w domku nie chce siedzieć.... Jednak taka naturalna krioterapia jest dla chłopaka doskonałym lekiem przeciwbólowym....
  9. A no będziemy bazarkować. Właśnie wykopuję z różnych dziur co się tam jeszcze na bazarek nadaje.... co jeszcze może być komuś przydatne... Huhu ha, huhu ha jaka zima zła, szczypie w nosy, szczypie w uszy mroźnym śniegiem w oczy prószy wichrem w polu gna huhu ha, huhu ha nasza zima zła.... Czy jakoś tak.... W pierwszee klasie podstawówki byłam śnieżynką i kazali mi to wyć.... Jaka tam ona zła. Niech trwa Pani Zima z Panem z Panem Wielkim Mrozem do końca życia naszego ! To znaczy Ksieciunia i mojego.... U nas LODOWISKO !!!. Muszę sobie już drugie miejskie raki kupić bo te które mam juz sie starły. Rexiulek wyszedł, schody w dół - ledwie, ledwie, wyszlismy przed budynek i w chłopaka nowe życie wstąpiło !!! Poczuł zimnisko i choduuuu.. ledwie się na nogach utrzymywałam. Mało co kulał. Ja drżałam zeby gleby nie zaliczyć a PAN MÓJ zawinszował sobie taaaaaaaaaaaaaki dłuuuuuuuuuuuuuuuuugi spacerek ze już nie pamiętam kiedy na takim bylismy. Słoneczko mamine najukochańsze... Płakałam po drodze ze szczęścia, a łzy dosłownie zamarzały mi na policzkach. Mój Gwiazdorek nawet po schodach wszedł sam do mieszkania, ale w mieszkaniu już postękiwał jak chciał się położyć :-( Ja dla Rexika mam w mieszkaniu grzejniki na 1 ....... Byle mi dłonie nie grabiały. Ale nic to, ważne samopoczucie Ksieciunia. Mnie udało się gleby nie zaliczyć, ale przede mną dzis jeszcze kilka wyjsc z synusiem, zakupy, bankomat, apteka.... No nic moze ocaleję. Najważniejsze ze bladym switem przed spacerkiem już byłąm na wałach i sprawdziłąm tego wczorajszego chudzinę.... Bliźniaczo podobny ale nie, niestety. Ten nie jest wychudzony :-(. Czyli nie pozbyłąm sie problemu.
  10. Jakieś samoklonowanie chyba. a może się kserują.... Nie wiem.... Wiesz, jak mieszkałam w centrum miasta to tego nie było widać aż tak....ale tutaj na obrzeżach jest strasznie. Naprawdę mam czasem wrażenie że przynajmniej z tej strony Wisły to już wszystkie biedaki sa w naszym rewirze... Byle zimę przetrwać. Później bedzie łatwiej i im i nam. Spotkałam dziś na trasie Marię i tak sobie pomarzyłyśmy - byle do marca.... W piwnicy mam juz 5.... ten czarny jest okropnie płochliwy, zestresowany.... Nie pcha sie do jedzenia... Musiał być skrzywdzony.... Próbowałyśmy dziś policzyć kociny. Wyszło 19. Wiekszość burusie plus jeden burasek z białymi łapkami, jeden bury wypłowiały, jeden rudy, jeden czarny u mnie , jeden u Marii i jeden białoczarny....... To ten co się Rexika wystraszył. Psiaki to nie wiem bo one się za bardzo nie zbliżają jeszcze, wyglada że stan jest zmienny. Ale napewno nie było ani przez chwilę mniej niż 3.... O sterylce psiaków to nawet nie marze bo nie sądzę aby się dały szybko do siebie zbliżyć... ale kociny.... zaraz po pierwszym bazarku zacznę. Jak mi się uda przynajmniej 10 w tym sezonie przed wiosennymi rujkami to będzie świetnie.
  11. Ło jeżu, jaki chudy psiak się objawił...... Podobno ma właściciela i to w pobliżu.... Świtem bladym idę na rekonesans.... Życzliwi dokładnie mnie doinformowali która to "posiadłość"
  12. Rexik duży i ciężki ale mamy tylko 8 schodków....
  13. Oj, Ciotki, Ciocie, Cioteczki i Ciotunie.... Serdeczne dzięki za cieplutkie maile i privy. Dzięki Wam za psychowsparcie i wsparcie dla podopiecznych bezdomniaczków. Za Waszą sprawką zaczynam myśleć ze nie jestem chyba jeszcze starą wariatką..... Księciuno nie chciał dzis wyjsc na spacerek. Chyba coraz mocniej boli. 3 doby nic nie chciał jeść, ale wczoraj zjadł 3/4 normalnej porcji. Miseczkę musze stawiać już wyżej. Jak schyla się do podłogi to traci równowagę.... Coraz bardziej utyka na tylną prawą nóżkę. Na schody wspina sie z trudem ze wspomaganiem, to znaczy podkładam pod brzusio ręcznik i tym temblaczkiem pomagam MU dźwigac na nózkach własne ciałko... Skłonna jestem wznowć Rimadyl choć mam swiadomośc ubocznego działania.. Moze jeszcze udałoby mi sie zatrzymać moje słonko po tej stronie tęczy...
  14. Do piwnicy wprowadziło się czarne kocisko.... Pierwszy raz widzę tu brunecika..... :-( Czy z całego miasta juz sie tu kociny schodzą...... To już nie do ogarniecia... Paranoja i załamka....
  15. Nareszcie !!!!! Ale chcę wiecej ;-) Wiesz jak to fajnie patrzeć na takie rozbrykane psiaki.... Ja juz nie mam takich widoków od wielu lat....
  16. Bezdomniaczki teraz dostawały i mokre i suche..... i nawet kocie mleczko które w swej łaskawości okresowej dostarczało przytulisko... Dostarczali kitkata i whiskasa. Ale mokrym zadowalają sie każdym. Kupowałam przecenione w Rossmanie, biedronkowe i jakieś takie non name w pobliskiej budce z art. spożywczymi... I tak mieszam to z ryżem albo makaronem. Makaron z Biedronki albo odkupuję jak sie uda od okolicznych pijaczków. Dostają z pomocy społecznej .... Dostają też zupy w puszkach, ale tego to nawet bezdomniaki nie chciały się tknąc... Nie było mokrego, zdobywałam tanią wątróbkę. Gotowałam, mieliłam żeby lepiej oblepiła makaron.Do smaku i zapachu 2 saszetki Whiskasa alba Kitkata. Dawałam duzo i róznorakie bo to były takie straszne chudziny i bardzo chciałam zeby na zimę obrosły trochę sadełkiem. Psiakom zostawiam juz w jednym miejscu - za śmietnikami, bo za wiele było dla mnie tego łażenia wieczorami. Nie wyrabiałam. Już sie psiny "odnalazły'. Nie ma to jak psi węch. Dostają jakiekolwiek suche i resztki jedzenia niestety również z kostkami. Psiaki widuję 3, ale tak naprawdę to nie wiem ile jest - czarny, jakiś bardzo jasny i znana wiekszości "lisiczka". Ta ostatnia ma swoją historię... Porzucił ja ktoś w worku nad brzegiem kanału. Worek był omotany drutami i linkami.... To zawiniątko zanalazła Maria, tamtędy codziła dokarmiać kociny.... Rozmotała, rozwiazała.... Sunieczka wyprysnąła jak szalona... Wkrótce urodziłą. W tej samej rurze co ta teraz.Tesia chodziła, karmiła przez 2 miesiace... Sama znalazła szczeniaczkom domki.... Lisiczka "mieszka" tu nadal.... Pociesza mnie że jakby "wolniej" przede mną juz ucieka. Jak widzi sylwetkę człowieka zatrzymuje sie chwilę w bezpiecznej odległosci... Wmawiam sobie ze zaczyna człowieka kojarzyć z jedzonkiem.... Oby..... Teraz już mam znacznie łatwiej.... Jak w okolicy kryzys z tanimi puszkami albo wątróbką Tesia zawsze chętna. Jest zmotoryzowana. Jak wraca z pracy to zahaczy o jakieś sklepy... Nie muszę pół dnia spędzac w autobusie krążąc między targowiskiem, Biedronkami, Rossmanem i Kauflandem... 50 lat radziłąm sobie... Najpierw jako nastolatka pomagałam w schronie, później z pomocą Rodziców, wreszcie sama... Musze dawać sobie radę bo nie mam innego wyjścia... Pomoc soemy była na tyle krótkotrwała ze nie zdążyła mnie rozleniwić. Cóż nam z pomocy która ością w gardle staje.... Wiecie co.... nie wiem czy już to kiedyś pisałam ale teraz akurat mi się przypomniało... Mój Tata uwielbiał dobermany i dogi bordożki... Zawsze miał 3 - 4. Mama natomiast wbiła mi do głowy że zawsze gdzieś jakiś psiak czeka na moją pomoc... Absolutną koniecznością i oczywistością było u nas, że mieszka z nami również jakis psiaczek ze schroniska. To były zawsze starsze, często schorowane psinki. Odchodziły... takie życie. Kilka razy dostałam od mamy "delegacje" do schronu aby przywieźć następnego. Wtedy wystarczała legitymacja szkolna, a poza tym znali nas... Nie umiałam wrócić z jednym. Wracałam naogół z dwoma, a i 3 się zdarzyły... Nie mieliśmy domu Ale mieszkanie miało ponad 100 m. kw. Ja nie pamiętam zycia bez futerka pod nogami.... No, może jak by te przerwy policzyć to ze 2 lata by sie uzbierało w moim długim życiu....
  17. Narazie to intensywnie szukamy ostatniego szczylka. jest aż kilkanście tropów. Sprawdziłyśmy dopiero kilka bo strasznie to rozrzucone.... ja sprawdziąłm dziś tylko 2. Ciotki ruszą po pracy.. Nie mogę na długo wychodzić. Rexiulek mnie bardzo potrzebuje a i ja bardzo chcę z biedakiem być.... Co bedzie z wątkiem.... nie wiem. Przestało być sympatycznie, a ja bardzo nie chcę żeby takie rzeczy sie z tym watkiem kojarzyły. 5 lat było idealnie. Tyle moich zwierzaczków juz sie tu przewinęło........ Tyle tymczasików i bezdomniaczków... Niestety tych ostatnich przybywa bardzo szybko. Poza dwoma stołówkami kocimi, psią, mam juz mini stadko w piwnicy.... Niektór kociny już same pchają mi się na ręce, na kolana.... Niedługo bedę musiała zrobić bazarek na sterylki bo musze to wykorzystać. Nie moge ich zaufania zmarnować....
  18. Przed chwilą post Soemy przeczytała Tesia....Aż sie zagotowała ....Bezczelność i jeden stek kłamstw.... Powiedziała - dobrze że wiem. Nie wiem jak to załatwi, ale wiem ze napewno tego nie zostawi. Maria już na takie dictum podziękowała za wsparcie z przytuliska. Nie wiem jaką decyzję podejmie Tesia choć Jej mina po tej lekturze zdawała sie mówić wszystko. Ja rzecz oczywista Soemy nie chcę widzieć u siebie ani tym bardziej wygadywnej pomocy od Niej czy z przytuliska w jakiejkolwiek postaci. Żałuję bardzo ze to co ostatnio przywiozła rozparcelowałam .... bo i to powinnam odesłać. A zwierzaczkom będę pomagała na tyle na ile będą mogła cokolwiek wygospodarować z mikroemeryturki plus jakieś bazarki.
  19. Za późno zauważyłąm przesympatyczny pościk Soemki. To na nim powinnam była zakończyć wątek. Pora już to zrobić. Ksieciunio nie może chodzić od wczoraj...a to przecież jego wątek. Lepiej zeby został tu żywy na zawsze.... Tak zaczynał nowe zycie..... Ciotka uwalnia psinę z łańcucha. [URL=http://img97.imageshack.us/i/z2832588g8vm.jpg/][IMG]http://img97.imageshack.us/img97/8359/z2832588g8vm.th.jpg[/IMG][/URL] Dziś wygląda prawie tak samo smutno.... [URL=http://img816.imageshack.us/i/mise.jpg/][IMG]http://img816.imageshack.us/img816/7826/mise.th.jpg[/IMG][/URL] Jesteśmy razem od 19-go sierpnia 2005 r. Resztkę czasu jaki nam został spędzimy sobie sami, cichutko....
  20. [quote name='Soema']To będzie mój ostatni wpis i nigdy się tu więcej nie wypowiem. Hektorek chory, telefon Eli Marcin zawozi do lecznicy. Kocica się źle poczuła, jeden telefon, rzucam obiad jadę do lecznicy i odwożę. Leki trzeba przywieźć, karma się kończy, wszystko się dowozi. Ostatnio sama karmę wyciągałam, cały bagażnik, żadna z pań (nie mówię o Eli) nie pomogła, dopóki nie poprosiłam. "pancie tyłki przywiozły" ..... wiesz co szlag mnie trafi, nie spodziewałam się tego po Tobie. Całą niedzielę wywrócone wszystko do góry nogami, wybłagane miejsce na PRYWATNEJ posesji odśnieżone na tempo, złożona buda. Pojechałyśmy, suka sama do mnie podeszła i dała się złapać, a szczeniaki pchały się do jedzenia. Tyle to i Straż Miejska złapała ostatnio. I wybacz, że nie będę się do Was dostosowywać i jeździć w te i we wte po Sandomierzu, bo żeby tym małym się nic nie stało, wczoraj nie zrobiliśmy tego co powinniśmy w przytulisku. Jakoś nie widzę żeby "Tesia" czy ktokolwiek zaproponował pomoc w przytulisku, czy jeżdżenie żeby karmić rodzinkę. Musieliśmy dziś nadrobić i dopiero wróciłam do domu. I nie nie będę upubliczniała adresu kobiety, która użyczyła nam terenu, bo ona chce żeby jak najmniej osób o tym wiedziało, a ja mam to zamiar uszanować. Sąsiadom też się nie podoba, że co chwilę się ktoś im za domem kręci. Z panią Teresą jestem umówiona na telefon i kiedyś popołudniu razem pojedziemy tam. Ostatnia dziewczynka jest z całą resztą, przyssała się do mamusi aż miło. Nie mam zamiaru nic więcej komentować tu.[/QUOTE] No i prosze świetny sposób - wygadać wszystko co sie zrobiło dla zwierzaków przecież.... i można skreślic stare baby które starają sie pomagać zwierzakam na terenie który nikogo nie obchodzi... Pomagam zwierzaczkom 50 lat.... Mogę już znaczniej mniej niż kiedyś i łatwo mnie już skopać. Będzie Ci prościej , łatwiej i bliżej karmę wozić do Straży Miejskiej. Napewno ucieszą się i z zapałem tudzież radością, będą łazić po różnych dziurach i dokarmiać bezdomniaczki. Bez problemu zastąpią 3 stare baby. Nie pomogłyśmy nosić? Gdzie zaparkowałaś? Trzeba było na moście albo i na giełdzie... Przy klatrce bylo miejsce.... Nie rwałyśmy sie do noszenia? One są po 50-tce, ja mam jeszcze kilkanaście lat wiecej.... Dziekuję Karina za wszystko. Dziekuję za wszystkie propozycje z których na moje szczęście nie zdążyłam skorzystać. Szczególnie dziękuję za te dwie jazdy z Hektorkiem i Febe, które zresztą sama zaproponowałaś.... oczekuje priva z rachunkiem za wszystkie przysługi dla moich futerek i moich tymczasów . Nie chcę być dłuzej za nic wdzieczna i nie chcę aby to sie za mną ciągnęło Jaki trzeba mieć charakterek żeby wygadać to ze sie komuś pomogło.... W imieniu bezdomniaczków dziekuje serdecznie za karme którą dla nich przywiozłaś. Od dziś bedą doastawały zmniejszone porcje. Będą sobie musiały same dawac radę i rozpierzchnąc sie po całym mieście. Umówiłąś sie z Tesią na telefon.... Bo pojechała za Tobą i niejako to wymusiła. Szkoda tylko że nie dałaś Jej swojego numeru ani nie zainteresowałaś sie jaki numer jest do Niej.....
  21. Elu, nie o to chodzi. Ja jestem od zawsze żołnierzem od czarnej roboty. To miejsce sama sobie wyznaczyłam i tu czuję sie najlepiej. Ale bez Tesi, bez Marii naprawdę nie dałabym rady..... One mieszkają tu od lat, ja od miesiecy. Ja staram się bardzo nie nawiązywać emocjonalnych stosunków z dokarmianymi zwierzakami, ale nie wszyscy tacy są. Nie wolno ludzi zrażać w żaden sposób. Ja mam świadomość ogromu pracy w przytulisku, ale to nie usprawiedliwia kieresowania innych. Nie pozwalam. Nie życzę sobie tego. Obrazą sie - to ich broszka, jak mawiał mój nieodżałowany Teściunio. My swoje bedziemy robic dalej tyle że na mniejsza skalę.
  22. [quote name='Soema']Basia nie mieszka tam od ponad dwóch miesięcy. Przeprowadziła się do Tarnobrzega.[/QUOTE] I żadna strata bo na osiedlu i tak nie było Jej widać.....
  23. Nie będę cicho..... I wiesz co Bazylku.. Juz mnie to nie obchodzi.... Jeszcze nie teraz. Zamiast choc malutkiego słowa dziękuję pretensje? I wiecie co? Tesia z poswieceniem naprawdę codziennie zanosiła całej rodzince jedzonko.... Teraz ten jeden szczylek został. Sama podjęła się malucha zawieźć.... Chciała pomiziać sunię bo ta przez ten czas bardzo się do Tesi przywiazała.... Tesia sunię też bardzo polubiłą... Mowy nie ma !!!. Szanowne pańcie przywiozły tyłki, zabrały to co dostały gotowe, a nam wara teraz! Szczeniaczka mamy podrzucić do lecznicy..... Ja tego nawet nie skomentuję bo brzydkie słowa cisną sie na usta. A później żale ze ludzie nie chcą pomagać.... Wstępuję do klubu tych co nie będą pomagać !!!
  24. No i bardzo proszę - możesz się na mnie wyżyć. Szczeniaka ktoś zabrał. Zostały ślady na śniegu,więc niedawno bo do jeszcze godzinę temu prószył śnieg. I zeby była jasność - wyrzutów sumienia nie posiadam. Dałam z siebie ile mogłam.....
  25. Jedno już wiem, bez względu na finał nie zaangażuję się w takie przedsięwziecie. Za wiele zdrowia mnie to kosztuje i nie tylko zdrowia. A i tak zapewne będzie wszystko źle. Zamiast tego przycupnę w kącie z jakąś ksiązeczką i będę drapać Ksieciunia za uszkiem, kociszonki mnie obłożą i będę miała lepiej niż w raju. I jak wygodnie....
×
×
  • Create New...