Jump to content
Dogomania

Zosia4

Members
  • Posts

    2154
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zosia4

  1. Jednego roku mu podałam leki uspokajające od weta ale nic to nie pomogło. Zawsze się trząsł i ślina mu ciekła z pyszczydła. Podałam mu zgodnie z zaleceniem przed północą ale nie widziałam żadnego działania. Za to na drugi dzień ok. 10-11 rano tak go ścięło z nóg, że cały dzień ledwo przebidował. Tak więc już któryś sylwester jest "na sucho" czyli nic mu nie podaję. No a tego roku wyjątkowo to przeżywał, a ja nie miałam go gdzie schować żeby tego nie słyszał. Mimo, że puściłam tv na full - to z każdym wystrzałem dosłownie coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością. To wyglądało tak jakby kilka godzin był w stanie "padaczkopodobnym". Ale czoraj na którymś z wątków o staruszkach dziewczyna napisała, że jej starszy pies dostał w sylwestra wylew. Czyli coś w tym jest, że to jest takim traumatycznym przeżyciem dla zwierzaków.
  2. Moja pokrzywiona bidula : [IMG]http://images37.fotosik.pl/1256/4b3ba2aa121fa9f2.jpg[/IMG]
  3. Meldujemy się o rok starsi :). Niestety, nie mam dobrych wieści. Jak zapewne pamiętacie (a jak nie to przypomnę), że Barry zawsze wyjątkowo źle znosił okołosylwestrowe wybuchy. Tym razem jednak skończyło się to bardzo źle. Barry dostał wylewu od tego strachu przed petardami i dosłownie z godziny na godzinę z wesołego psa przeobraził się w kupę nieszczęścia. Ledwo chodzi, zatacza się, głowę ma cały czas przekrzywioną i ma dość mocny oczopląs. Nie bardzo też się orientuje z której strony się go woła. Ma takie nieskoordynowane ruchy. Oczywiście leczenie już toku, bo zaraz pojechaliśmy do lecznicy. Na razie nie widzę większej poprawy ale to dopiero drugi dzień podawania zastrzyków dożylnych i innych więc chyba trzeba być cierpliwym. Chociaż powiedzieli weci, że on może już nie powrócić do stanu sprzed. Trudno, byle żył bez cierpień - z resztą damy radę. Trzymajcie za nas kciuki.
  4. U nas wszystko dobrze - no przecież jakby było coś nie tak - tobym napisała. Kićka jest kochana - pozwala nawet na czesanko, które jest uskuteczniane codziennie, bo nijak jej tych białych kłaków nie byłoby jak udaremniać ze wszystkiego : z ciuchów, z pościeli, z krzeseł, z foteli i z najmniej oczekiwanych miejsc. Ale są - te najmniej czekiwane miejsca są i zawsze biorą górę. No mieć białą kotę - to jest szczególne wyzwanie !!!!!!
  5. Odzywamy się - a jakże. Odzywamy się ale jakoś tego lata bez zdjęć, bo lenistwo nas dopadło względem fotek. Ale Barry ma się dobrze. Trochę spowolniał jeśli chodzi o jego aktywność życiową. Już nawet nie gania za kosiarką i nie złorzeczy jej - jak to miał w zwyczaju. Owszem - szczeknie na nią ze dwa razy dla zasady. Później woli na nią patrzeć z bezpiecznej odległości leżąc i obserwując moje zmagania z koszeniem. Chyba się ciut starzeje. Nie wiem ile on ma lat ale z tego co było pisane na wątku, to albo miał 6 albo 8 lat jak przyjechał do mnie. Czyli teraz ma albo 10 albo 12 lat. Ale wcale mu to nie przeszkadza bronić ogniska domowego. W tym jest najbardziej zapamiętały. No i muszę napisać, że doszło w końcu do tego (już od dawna), że rozumiemy się bez słów. A to oznacza mniej więcej to, że on wie jaki jest rytuał poranny kiedy wychodzę lub kiedy zostaję w domu. Jak tylko posłyszy moje zmagania w łazience to wie czy wychodzę czy zostaję. No to jest wprost nie do opowiedzenia ale jest tak, że po różnych odgłosch czynności wykonywanych przeze mnie potrafi odgadnąć jaki będzie dalszy przebieg dnia. Więc albo się kładzie i przysypia wiedząc, że i tak zaraz wyjdę - albo się kręci, bo wie, że będziemy coś działać w domu czy na ogrodzie. I nieważne, że później i tak przysypia mimo, że jestem - ale i tak jest ze mną. No to tyle.
  6. [quote name='azalia']Piękny olbrzym,serce pęka tak bardzo go żal.[/QUOTE] Żal czy nie żal - ale czy ktoś może coś sensownego dla niego zaproponować ??? Toż to najpiękniejsze pysio, które pokocha bezwarunkowo : [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images35.fotosik.pl/715/a218c0e26d74b6abmed.jpg[/IMG][/URL]
  7. Przecudne psisko. Dzięki Brązia za foty. Taki pies to dopiero jest pies -:). No i wiele bym napisała na temat starości psów ale po co ? Stare psy są najfajniejsze - i tyle.
  8. Co u naszego "osiołka" ? Ponad dwadzieścia dni minęło jak napisałam i nadal cisza. Znakiem tego nic się z nim nie dzieje jeśli chodzi o "lepsze jutro". Pewnie pomału przenika schroniskowym zapachem i depresją :( . Brązowa - choć z parę słówek na jego temat. A od siebie jeszcze napiszę, że taki wielki zwierzak i do tego taki łagodny - potrafi być naprawdę takim jak został opisany. Czyli wielki - o tym się przekonujemy jak nas ktoś odwiedzi , a łagodny - jak się o tym przekonamy biorąc go do swojego domu pozwalając mu się kochać. Taki pies to niezmierzone pokłady oddania temu, kogo uzna za swego pana i przewodnika. Wiem - patetyczne, ale cóż ............. [SIZE=1](tak jakoś wyszło).[/SIZE]
  9. To jest idealny pies dla mnie - wielki i z łagodnymi oczami. Kocham takie psy z założenia. I wiem, że jak Brązia go tak opisze i jeszcze do tego pokaże , to one takie rzeczywiście są. A to jest wielki pluszak o łagodnym sercu i tylko go kochać i kochać bez końca, a on nam tę miłość w dwójnasób odpłaci. Ale bez podtekstów, bo mój Barry ma się dobrze. A tak na marginesie - duże psy nie pochłaniają nie wiadomo jakich ilości jedzenia. Jedzą normalnie i nawet potafią wybrzydzać przy pełnej misce :-). No jednym słowem są kochane.
  10. Trochę wiosennego Barrego : [IMG]http://images40.fotosik.pl/811/df6550bd6b66890f.jpg[/IMG] [IMG]http://images38.fotosik.pl/809/535fffc540ea5dec.jpg[/IMG] [IMG]http://images49.fotosik.pl/828/0f06357a5ed510e6.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/811/e2f0d7083fc01561.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/811/6a86dba62d3cda76.jpg[/IMG]
  11. I jeszcze trochę wiosennej Lusi [IMG]http://images37.fotosik.pl/783/346ddc4075e2e94f.jpg[/IMG] [IMG]http://images43.fotosik.pl/829/e2c390aef564e538.jpg[/IMG] [IMG]http://images35.fotosik.pl/632/b8c2f7bc28b3c4d3.jpg[/IMG]
  12. Nadeszła wiosna, co widać poniżej. Kicia wącha krokusy i przekomarza się z psem : [IMG]http://images49.fotosik.pl/746/a0d1286b0700a8dc.jpg[/IMG] [IMG]http://images41.fotosik.pl/740/5a90ec8f9ff48d03.jpg[/IMG] [IMG]http://images39.fotosik.pl/740/d9372e6013a2585e.jpg[/IMG]
  13. A to prawda - nie było nas dawno. Ale uszy chyba rozpoznałaś. U nas wszysto dobrze. Czekamy na wiosnę - jak wszyscy.
  14. A u nas w czasie śniegów i mrozów bażanty podchodziły pod same drzwi i okna. Na zdjęciu obserwatorzy : bażant, psie uszy i kocie uszy. Kocie uszy się nie załapały na zdjęcie, bo za nisko były, a zdjęcie robione w pośpiechu. [IMG]http://images37.fotosik.pl/655/a321ad84166f1e70.jpg[/IMG]
  15. U nas wszystko dobrze - jest grudzień przed Świętami i nawaliło mnóstwo śniegu. Łopata śniegowa w ruchu. Barry zdrów i piękny jak zwykle. Wkrótce zdjęcia, bo u nas remont, który miał się skończyć lada moment ale jak to bywa z "ekipą" - różnie to bywa. Wszystkim życzę szczęśliwych Świąt.
  16. No i co tam u Kotecki ? Śledzę jej każdy krok. Sama mam kotkę z dogo, tylko duuuużo starszą.
  17. Lusidełko pławi się na słoneczku i na drugim zdjęciu ze swoim kolegą : [IMG]http://img836.imageshack.us/img836/6421/78531952.jpg[/IMG] [IMG]http://img839.imageshack.us/img839/5195/lu1w.jpg[/IMG]
  18. Tak - jeśli chodzi o sąsiadów zza płotu, to ja mam też swojego idola. Tak chciał się wzbogacić, że kompletnie wyeksploatował swoją sunię - goldenkę, która rodząc miot za miotem - odeszła w wieku kilku lat. Wiesz, kiedyś te małe szczeniaczki poprzełaziły do mnie przez szczebelki i zaczęłam się z nimi bawić. Sąsiad pyta co ja robię ? Odpowiedziałam, że cieszę się nimi. No i zatroskany powiedział mi, że jeden nie przeżył i bardzoż z tego powodu ubolewał, bo tyle kasy przepadło. Ot - samo życie. Fajnie piszesz o Kamie i przez to naszły mnie też pewne refleksje. Tak - to święta racja, że pies, który wiele przeszedł - jest w stanie się bardzo zmienić. Mój Barry, który przybył do mnie dokładnie trzy lata temu, jest tak mi oddany i taki mądry, że aż dziw bierze, że ktoś go chciał najzwyczajniej w świecie ukatrupić. Przeszedł bardzo ciężko babeszjozę i w zasadzie nikt mu nie dawał żadnych szans. Do mnie przybył już jako podleczony i wyobraź sobie, że nie mam lepszego przyjaciela. No, ale od czego są dogomaniacy - znalazła się taka wariatka jak ja, która masę kasy wydała na jego leczenie i przywiozła go do mnie "w ciemno". Niczego nie żałuję i to była jedna z tych moich lepszych decyzji w życiu. Był u mnie na diecie przez prawie półtora roku (ryż, pierś z kurczaka i warzywa) i teraz jest najradośniejszym psem na świecie. Wiesz - tak jesteśmy ze sobą zżyci, że on wyczuwa moje psychiczne nastroje i dostosowuje się do nich. Wie, kiedy będę wychodzić z domu (chyba rozpoznaje to po moich zabiegach pt. czesanie, malowanie, inne ciuchy niż zwykle itp. [jak to kobieta :-) ]. Kładzie się wtedy na swoim posłanku i wie, że będzie sam. A najważniejsze - wie, że wrócę. No i wyobraź sobie, że ten "wsiowy" pies, któremu groziła siekiera, strzelba czy "bógwico" jeszcze jest normalnym, zdrowym i szczęśliwym psem. Jest tak mi oddany jakby wiedział, że już będzie ze mną na zawsze. Bo i będzie. No i to tyle. Ale pisz o Kamie, bo naprawdę pięknie o niej piszesz.
  19. Dzięki za wieści o Kamie. Jest piękna i w ogóle - jak piszesz - jest bardzo kochana. Wiesz - ja uwielbiam "wielkopsy" - Lisek był dość duży ale miałam po nim największego psa jaki kiedykolwiek mi się przyśnił (tylko z wilczarzem jego wzrost mógł być porównywalny). Sięgał mi niemal do biodra. Też był z Dogo i jeździłam po niego aż do Sopotu. Niestety - pożył u mnie tyle co Lisek i tylko miałam nadzieję, że przynajmniej zaznał co to prawdziwy dom. I wiesz - nawet spał ze mną w jednym łózku. Był tak potulny i łagodny, że nie wyobrażasz sobie jak taki wielki potwór może być do tego stopnia łagodny. Bardzo przeżyłam jego odejście i przepłakałam niejedną noc. Ech - jestem naprawdę z Wenus. Teraz mam Barrego - jest onkowaty i też dość spory. To jest taki mój obrońca, że nikt nie ma nawet prawa się do mnie zbliżyć. Ponieważ mieszkam od jakiegoś czasu sama to Barry jest dla mnie takim stróżem, że niczego się nie boję. Ale dzięki Bogu nie pozwoliłam mu włazić do łóżka od początku i bardzo sobie to chwalę, bo i on mnie posłuchał od pierwszej chwili i ja nie mam wiecznego piachu na prześcieradle. No i jeszcze raz sorry za moje wynurzenia. I pisz dalej o Kamie - fajnie o niej piszesz.
  20. Tak - z tymi wetami to się zupełnie z Tobą zgadzam. Ale, że Liska wypatrzyliście ? Tak, to był Lisek, kochany psiak i przynajmniej doświadczył na koniec co to jest prawdziwy dom. Od niego zaczęła się moja przygoda z Dogomanią. Teraz mam na stanie już trzeciego psa z Dogo i jedną kotkę - wszystko już w wieku dość zaawansowanym. Pies przyjechał do mnie aż z Lublina, a kotka z Torunia. Ale ja Ci tu tylko piszę o nas, a przecież to wątek Kamy. Napisz jak się czuje obecnie.
  21. Gallegro - moja Berta już teraz chyba nie cierpi, bo widzę, że ustawia swoją koleżankę z kojca do pionu. Mają kojec bardzo duży - ok. 120 m kw. A dlatego w nim są, że mają niestety zapędy ucieczkowe (wyobraź sobie takie dwie olbrzymie ON-ki, które biegną przez wieś - toć to zawału można dostać jak się ich nie zna). A byłam z nią w zaufanej lecznicy ale niestety, mój "rodzinny" nie miał wtedy dyżuru. Musiałam się dostosować do czasowości mojego sąsiada, który ma specjalnego busa do przewożenia psów i dlatego tak nieoczekiwanie z nią pojechałam. Ja też bym chciała to skonsultować z różnymi wetami ale najzwyczajniej w świecie brak mi na to kasy. No niestety - to jedynie mnie ogranicza, bo z pustego nie naleję :-) . Gallegro - ja mam doświadczenie ze starymi psami, miałam jednego, który dożył blisko 21 lat i umarł na moich rękach. Więc możesz mi wierzyć, że serce mam do takich spraw.
  22. No i dobrze, że się rozpisałeś. A przy okazji zaskoczyłeś mnie, bo rzadko kiedy zdarza się żeby ktoś tak się zajmował swoimi (starszymi) psami. Już Ci odpowiadam : 1. Diagnoza była jednoznaczna : znaczne zwyrodnienie kręgosłupa w odcinku szyjnym i na tym odcinku nad tylnymi nogami Poza tym stwierdzili też u niej zalegające masy kałowe i obrzmienie jelit. Wet jeszcze mówił o jakiejś chorobie występującej u ON-ków w związku z ich budową. Nawet ją jakoś nazwał ale nazwy nie pomnę (coś na literę K). 2. Jak pojechałam z nią do weta to kazałam zrobić wszystkie badania jakie są tylko potrzebne. Poprzestali na zdjęciach rengenowskich i rzeczywiście było widać takie jakby narośla czy już nawet nie wiem jak to nazwać (oni jakoś to fachowo nazywali ale nie pamiętam). 3. Na tych sterydach to ja się nie za bardzo znam ale jego nazwa zaczyna się DEXO lub DEXA, być może brzmi DEXOVENT (wiesz - ci weci mają takie pismo jak "ludzcy" lekarze, więc tyle odszyfrowałam z ich pisma). A poza tym, to ten steryd brała przez trzy dni. Dostawała jeszcze zastrzyki podskórnie : wit. B12 i jakiś przeciwzapalny. No i przepisali receptę na syrop na "sranko" ale to już musiałam wykupić w "ludzkiej" aptece. Jeśli chodzi o to "sranko" to sądzę, że się po prostu nie wypróżniła przed wizytą u weta, bo apetyt ma niezmiennie i nie sądzę żeby pies z kłopotami z układem trawiennym rzucał się na jedzenie. Mimo to, podawałam jej ten syrop "dogębnie". No i teraz najgorsze : dostałam jeszcze sześć zastrzyków do podawania podskórnie (wit. B12 i to coś przeciwzapalnego). Sama to robię, dostałam wszelkie instrukcje od weta i wczoraj był ten pierwszy raz. No - nie powiem - było to dla mnie wielkie wyzwanie. Ale od czego są życzliwi sąsiedzi. Jedna sąsiadka jest pielęgniarką więc mi ponapełniała strzykawki i odpowietrzyła je (jak mi je podała, to już mi się słabo zrobiło). Wzięłam też do pomocy sąsiada (Berta ewidentnie woli facetów, a u mnie facetów chwilowo "niet" ) - młodego chłopaka i wyobraź sobie, że przed tą "operacją" czułam się jak kat (wszak musiałam "kujnąć" moją Bertę - moją ukochaną psicę). Słuchaj - ręce mi drżały, chciało mi się płakać i w ogóle cały świat mnie przytłaczał. No ale powiedziałam sobie, że przecież mam cztery starsze zwierzaki i nie wiadomo co mnie jeszcze z nimi czeka. Wszak kroplówkę już podawałam parę razy (przy założonym wenflonie rzecz jasna przez weta). No i przemogłam się, bo nie miałam innego wyjścia. Poszło tak gładko, że aż się sama dziwiłam - podałam jej te dwa zastrzyki i udało się. Berta nawet nie drgnęła (chociaż te zastrzyki są podobno piekące). Chwyciłam jej skórę na karku, podniosłam i zrobiłam z niej "namiocik" (jak nakazał wet) i poziomo się wbiłam zdecydowanym ruchem i wstrzyknęłam. Potem to samo z drugim zastrzykiem. Wiesz - z wrażenia nie mogłam usnąć w nocy. Oj - teraz to chyba ja się rozpisałam. No i sorry za te moje opisywane przeżycia ale z kimś musiałam się nimi podzielić
  23. Gallegro - ja także jestem z Wami. Od począku śledziłam losy Kamy i jestem pełna podziwu dla Was, bo naprawdę znalazła u Was swój dom. Jestem z Wami całym sercem, tym bardziej, że moja 11 letnia sunia ON też ostatnio miała takie objawy. Niestety - nie obeszło się bez sterydów i brała je przez trzy dni. Już jest lepiej ale to tylko czasowe - jak powiedział wet, bo może być nawrót. Ja się i tak z tego cieszę, bo wiem co znaczy uśmiechnięta psica. Moja jest teraz w jako takiej kondycji. A widzę, że Kama jest też w mniej więcej takiej kondycji jak moja Berta. Gallegro - cieszmy się tym co jest. Gratulacje - i wytrwajmy !!!
  24. O Boże - nie wierzę w tę chęć "emerytalną". Co Wy kobiety wypisujecie, jaka emerytura ? Toć to rozbój w biały dzień żeby takie dziewczyny marzyły o emeryturze. Ja tam daleka jestem od tego i będę obstawać przy swoim. Przecież "nicnierobienie" to gwóźdź do trumny. Ja jak nie mam nic do roboty (zawodowego) przez dwa dni to niemal szału dostaję. Co prawda ogród na tym zyskuje i moje zwierza (bo dopieszczone i doczesane i dogłaskane i dorozmawiane) ale nie - nic z rzeczy zbliżonych do emerytury. Co prawda zdrowie mam jak przysłowiowa rzepa czego i Wam życzę :-) .
  25. Iwlajn - ja nie chcę "erzaca" (a tym bardziej wypicowanego i z jakąś girlaską za kierownicą) - chcę widzieć Twój samochód. Nie wymigasz się. Dawaj foty autentyka.
×
×
  • Create New...