Jump to content
Dogomania

Maupa4

Moderators
  • Posts

    33916
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Maupa4

  1. No to czekamy na zdjęcia i relacje z Nowego Domku :lol:
  2. tak, tak, prosimy o kilka nowych wieści co u malutkiej :razz:
  3. No to zostałam przegłosowana :evil_lol: Przy okazji, podbijam !
  4. [quote name='ania14p']Maupo4, a może Twoich pokojowo nastawionych do świata psiaków ktoś musi pilnować?[/quote] Żebym ja miała domek z ogródkiem ... to rzeczywiście fajnie by było - Gapcia pilnująca stada prosiaków ... :diabloti: ale niestety ... tym bardziej że z Monarem robi się mało ciekawie i musi być spokojnie, nie ruchliwie a Gapcia to już "mały żywiołek" ... jutro wpłacam "haracz" na Gapciowy hotelik ... tylko tak możemy pomóc
  5. [quote name='loozerka']a ja tez chcialam powiedziec, ze mimo skierowania postu wyłacznie do akuchy :mad: ośmieliłam sie doczytac te mrożącą krew w zylach historie... [/quote] ojjj ... to nie tak post nie był skierowany wyłącznie do Akuchy tylko ... u nas to już tak jest że długo, długo, długo jest fajnie, cukierkowo i duuużo zdjęć (i wtedy ja czytam sobie - dumna a jakże - wszystkie wasze sympatyczne, dopingujące "wpisy"), a potem nagle ... łup i jakiś dramat i to taki na prawdę konkretny dramat - zaglądam ... a tu cisza :mad: ... rozumiem że ciężko jest pocieszać w takiej sytuacji i nie bardzo wiadomo co napisać (sama mam parę takich właśnie wątków na PwP, które właściwie tylko czytam - nie piszę ale zaglądam codziennie albo piszę niewiele i tam czasem też robi się tak "mało ciekawie" i sama mam dylemat: pisać - nie pisać, a jak napisać to co ... żadne słowa i trudno sklecone przeze mnie zdania tak jakoś wydają mi się mało pasujące :oops: ) ... jednak sama widzę że w ciężkich chwilach (a u nas teraz znowu tak było) bardzo potrzebne są te wszystkie Wasze posty ... ja wiem że Wy czytacie i pewnie tak jak i ja (na tych "moich" wątkach) myślicie "co tu napisać ?" ... chyba trzeba pisać "cokolwiek" - to bardzo pomaga - mnie pomogło ... wiem że nie byliśmy sami a dlaczego napisałam że dla Akuchy ... bo Akucha to taka "pierwsza odważna" ;) ... z Monarem jest dzisiaj ok - tak na "oko" bo przecież nie wiemy co dzieje się w środku ... jutro robimy te zalecone badania i zobaczymy co udało nam się osiągnąć ... Doktor W. powiedział, że spróbujemy podawać mu lekarstwa na "rozrzedzenie", tylko lekarstwo musi być wchłaniane dopiero w jelitach i musimy znależć takie którego nie będziemy musieli "dzielić" (musi do środka i do końca dotrzeć w "osłonce" bo rozwalono nam przy okazji wątrobę) na koniec żeby zamknąć temat szpitalny ... za pobyt Monara zapłaciłam 242 zł (14 godzin pobytu i pięciokrotna sugestia żeby uśpić), doktor W. za uratowanie życia Monara "zażyczył" sobie 5 (pięć) zł ... w poniedziałek powiedział tylko: " niech pani już idzie, policzymy się jutro", a we wtorek: "nooo dobra niech będzie 5 złotych - no co ja tam zrobiłem" :oops:
  6. [quote name='Aga_Mazury']przepraszam co znaczy "zmłócili się" z Migotką?:razz: ja że się nie odzywam to nie znaczy, że nie czytam i nie czuwam :siara: no nie wiem tylko czy mój nic nie wnoszący wpis nie jest zabronionym hopaniem przez forum od dzisiaj[/quote] co to znaczy że zmłócili się ?? to znaczy że przeprowadzili totalną wojnę zaczepno-obronną połączoną z wzajemną kradzieżą zabawek ... :cool1: ja wiem że czuwasz ... czuwasz bo boisz się o swoją ulubienicę, której mi nie chciałaś dać ... :eviltong: ...:mad: ...:evil_lol: co do ostatniej kwestii - muszę poczytać o zakazie hopania ale czy on nie miał dotyczyć PwP ... my niby jesteśmy na PwP ale w "dziale" szczęśliwie zakończone adopcje - tu też nie wolno pisać ?? Myślałam o "przerzuceniu" nas do Fotoblogów, ale ... tam z kolei straszą "skracaniem wątków" i "wyrzuceniem w niebyt prehistorycznych wpisów"...:bigcry:
  7. dla Akuchy - wiernej czytelniczki - ciąg dalszy ... już taki na prawdę szybciutki :diabloti: efekty "rozrzedzania" było już widać w drodze powrotnej do domu - Monar w samochodzie zaczął z zainteresowaniem oglądać świat za szybą ... po powrocie i szybkochwilowym dopieszczeniu reszty zwierzyńca musieliśmy już tylko "dotlenić" Monara przez pół godziny na "trójce" i półtorej na "jedynce" ... po pierwszym tlenie Monar zaczął chodzić po całym mieszkaniu, szukać wody (niestety wydzielanej) i wszystko sprawdzać ... a ja wyrodna właścicielka pozwoliłam sobie na 4 godzinny sen (oczywiście z przerwą na sprawdzenie czy wszystko ok) ... wtorek miał być dniem obserwacji z koniecznością udania się na oględziny do doktora W. oraz o 18.00 na pobranie krwi do badań - wyniki oczywiście miały być przed 21.00 no bo ciężki przypadek ... no i oczywiście były ale dopiero dzisiaj o 10.30 ... wyniki jak wyniki - mało ciekawe ale jak zwykle u nas jest powód do radości ... zaliczyliśmy 1,5 godzinną kroplówę w celu dalszego "rozrzedzania" jutro znowu idziemy na przegląd do doktora W. a w piątek dr Niziołek zalecił poranne badanie krwi, popołudniowe przedyktowanie wyników i wieczorne kolejne "rozrzedzanie" połączone najprawdopodobniej z kolejnym "upuszczaniem i dopełnianiem" ... na razie jest w miarę dobrze - Monar chodzi, bawi się, pije, je, pilnuje swoich zwierzaków (nikt nie ma prawa podejśc do jego królików i koszy), "zmłócili się" z Migotką, chce wychodzić na spacery ... a ja ... a ja ledwo żyję - podam jeszcze Monarowi tlen i chyba ... pójdę spać ;) ...
  8. to nie stopniowanie napięcia tylko ... bardzo napięty grafik domowego szpitala ;) dla rozluźnienia atmosfery - dzisiaj przy podawaniu Monarowi tlenu ... ustawiła się długa kolejka chętnych - każdy chciał "coś takiego", no bo niby dlaczego Monar ma coś czego oni nie mają ... :roll: ale wracając do dalszego ciągu ... zostawienie Monara w szpitalu pozwoliło nam na "psychiczne opanowanie sytuacji" (teraz tak piszę ale w poniedziałek rano wcale nie byłam taką "siłą spokoju"), rozważenie wszelkich wątpliwości (stale w głowie miałam przykazanie mojego weta - nie zostawiać psa w szpitalu !!) i możliwość jakiegokolwiek zadziałania ... pan doktor ze szpitala zadzwonił tak jak obiecał (o 8.30) z informacją, że Monar przeżył noc (noc jak noc ale 3 i pół godziny to tak) ale rokowania są bardzo kiepskie ... kiepskie rokowania to my mamy od momentu zdiagnozowania tetralogi Fallota ale przecież to nie powód żeby się poddawać i odpuszczać sobie dostałam zgodę na widzenie ale dopiero w godzinach "odwiedzin" (wcześniej nie bo będzie pani przeszkadzała a on i tak leży pod tlenem i ma podłączoną kroplówkę i poza tym jak on panią zobaczy to znowu się zdenerwuje) wezwałam na pomoc Lavinię ("pojedziesz ze mną - poooprooooszęęę") - wpuszczone zostałyśmy z półgodzinnym pośllizgiem ... podziękowano nam po pół godzinie ... dzięki przytomności Ciotki L uzyskałyśmy przyrzeczenie że jeżeli będą wyniki badań krwi klinika skonsultuje się z dr Niziołkiem czyli lekarzem prowadzącym bo tak jakoś nie do końca wierzyłyśmy w zatrucie, raczej stawiałyśmy na zagęszczenie krwi ... po powrocie w okolice domu uznałam, że jednak nie zaszkodzi jak udam się do siebie do lecznicy i poinformuję co się stało i co zrobiłam i czy dobrze zrobiłam ... po zdaniu chaotycznej relacji lekarzowi, który miał dyżur usłyszałam: " COOOO ?!?! Mówiłem NIE ZOSTAWIAĆ w szpitalu !!! NIGDY !!! Już dzwonię do Wiesia !!! " ... nie będę opisywać "burzy mózgów" na lini: doktor W., Doktor K., pani M. (czyli ja ;) )... stanęło na tym że mam zabrać Monara ze szpitala i migiem udać się do doktora Wiesia czyli mojego "lekarza domowego" ... ("mig" miał polegać na tym żebym przewiozła Monara z jednego końca miasta na drugi co w przypadku Wawy nie jest łatwe ;) ) ... po wyjściu z mojej kliniki w lekkim szoku zadzwoniłam do Lavinii i powiedziałam: "oni mi kazali zabrać Monara ze szpitala ... co ja mam robić" - nie powiem żeby ta moja "światła" myśl została w 100% dobrze zinterpretowana - w odpowiedzi usłyszałam: "ale ktooo ??"... w skrócie: podjełam decyzję że zabieramy Monara po otrzymaniu wyników badań, konsultacji telefonicznej z dr Niziołkiem co mamy dalej robić, jedziemy na drugi koniec miasta i tam robimy to co nam zostanie zlecone - tak jakoś dziwnie czułyśmy że zatrucie nie będzie zatruciem tylko okaże się zagęszczeniem krwi kwalifikującym się do "rozrzedzenia" ... w klinice byłam przed 15.00 (bo taką godzinę uznaliśmy za "rozsądną" żeby wszystko zgrać - dwie godziny Monar pod opieką, tlenem i kroplówką; doktor W. dociera do lecznicy gdzie w poniedziałek przyjmuje i przygotowuje się na każdą ewentualność, gdzie tą ewentualnością jest oczywiście rozrzedzenie krwi) i ... jak się okazuje wszystko może się "posypać" mimo szczerych chęci ... "wysypał" nas ... brak wyników badań krwi Monara - mogę nie komentować? ... a właściwie skomentuję - nie rozumiem jak nie można zrobić w pierwszej kolejności badań psa, który leży w stanie prawie agonalnym pietro niżej, jak można "odpuścić" sobie podstawowe badanie, które może uratować życie, jak można spierać sie z włascicielem że to co mówi nie ma sensu nie mając na to żadnych potwierdzeń ... na wyniki czekaliśmy do 15.30 ... nie muszę chyba pisać co było "napisane" ? ... krew tak gęsta że właściwie nie ma konsystencji płynu ... oczywiście czekając na wyniki zostałam kilka razy "pouczona", przekonywana i tym podobne ... i na koniec dowiedziałam sie że "rozrzedzenia krwi nikt nie wykona bo ... to zabieg, który może się zakończyć śmiercią" i najlepiej żebym albo zabrała Monara albo go uśpiła; jezeli go bede zabierać to muszę podpisać papier że zabieram go na własne żadanie i jestem świadoma że muszę mu wykonać "rozrzedzenie" krwi natychmiast bo jak nie to przyczynimy się do śmierci psa ... pięknie ... tylko wiecie że w tym wielkim mieście nikt nie chciał wykonać tego nieszczęsnego zabiegu "rozrzedzenia" krwi ... nikt oprócz mojego domowego weta ... a jak nieświadomie "postraszyłam" doktora W. jaki to skomplikowany i niebezpieczny zabieg to ... i on przez chwilę zaczął się zastanawiać czy i on podoła ... no bo jezeli żaden specjalista nie chce tego zrobić to on da radę ?? doktor W. dał radę ... :multi: nie będę opisywać tragikomicznej sytuacji kiedy zaryczana pani M. z Monarem (w stanie ustabilizowanym ale złym i nierokującym) pojawiła się w lecznicy na drugim końcu miasta ... a doktor W. powtarzał "ale teoretycznie to przecież jest prosty zabieg - muszę "upuścić" trochę krwi i na to miejsce wprowadzić kroplówkę ... co tu jest zagrazajacego życiu, którego praktycznie już nie ma" napiszę w skrócie - jakby ktoś nas ogladał i podsłuchiwał to uznałby nas za czwórkę wariatów z psem :evil_lol: ... zabieg się udał ... według mnie nie jest skomplikowany tylko wymaga chęci i "niebania" się - zastanawiam się tylko: co ja zrobię jak "mój doktor W." pójdzie na emeryturę ... krew udało się rozrzedzić co prawda minimalnie ale to minimum pozwoliło Monarowi żyć ... cdn
  9. Karolina kazała mi napisać prawdę ... [quote name='lavinia'] ale napędził nam stracha, że ho ho[/quote] ... w nocy z niedzieli na poniedziałek Monar zaczął umierać ... właściwie nic nie zapowiadało tego co się wydarzyło, ale czasem tak bywa, że mimo tego iż brak jakichkolwiek oznak - wie się, że coś jest nie tak i trzeba coś robić natychmiast nie odwlekając tego nawet o 5 minut ... zaczęło się niewinnie ... rano zwymiotował pianą (teraz będzie opis "znaków" że macie - to tak na przyszłość - doczynienia z niewydolnością serca a nie np. niestrawnością bo "coś zeżarł na spacerze" ;) ) ... poszedł na spacer, jeść nie chciał (ale co wymagać jeżeli "coś mu leży na żołądku"), pobawił się, napił się, położył się - normalka ... żadnych duszności, omdleń, zasłabnięć po trzech godzinach znowu zwymiotował pianą (ale żadne tam ogromne ilości) - i nagle taka jakaś dziwna myśl "moment a dlaczego on rzyga pianą a nie jedzeniem, przecież wczoraj normalnie jadł" ... poszłyśmy do weta (bardziej tak dla "czystego sumienia" niż dlatego że coś się dzieje) wywiad chorobowy został przeprowadzony "na wszelkie możliwe warianty": kiedy, co, jak i dlaczego; było, nie było;ale może albo nie może, itp, itd - Monar został obmacany i obsłuchany ... NIC - nic co mogłoby sugerować jakiekolwiek problemy, zaaplikowano dwa zastrzyki (rozkurczowy i antywymiotny - tak żeby ze względu na serce "nie nakręcał się" i nie obciążał dodatkowo) ... zalecenia: dawać pić ale mało, nie karmić ... NORMALKA ... i na koniec przy wyjściu usłyszałam ... "ma pani do mnie komórkę? jakby było coś niepokojącego to dzwonić" - co może być niepokojącego przy "dwóch rzygach" ? tylko właścicielka "wariatka" ;) niedziela mijała leniwie - nic się nie wydarzyło ... wieczorem gadając z Akuchą powiedziałam że dzisiaj (a właściwie od tygodnia) mam "lenia" bo nic się nie dzieje ... miałam iść spać bo jutro poniedziałek ale ... a to jeszcze papierosek, jeszcze kaweczka, jeszcze może ze dwie strony książeczki ... Monar spał sobie grzecznie (no ale co robią wszystkie porządne psy w środku nocy ?) ... ale tak jakoś coś mnie gdzieś tam w środku ... "a co ty taki grzeczniutki ?" ... no to jeszcze papierosek, jeszcze kaweczka i jeszcze strona książeczki ... jednym okiem książka, drugim okiem Monar - niby wszystko normalnie ale tak jakby coś nie tak ... więc jeszcze raz: papierosek, kawa i jeszcze raz do Monara: patrzy tak "trzeźwo", oddycha spokojnie, leży spokojnie, ogonkiem zamerdał, gadasz do niego - strzyże uszkami i nagle ta myśl ... "o matko !! On umiera" ... w psim szpitalu byliśmy ok 1.30 i ... i wiecie co ? choćbyście wiedzieli o chorobie swojego psa wszystko, to i tak okazuje się że ktoś inny ma rację - możecie mówić że to i tamto, że tego nie wolno a trzeba zrobić coś innego to i tak nie macie racji, możecie prosić o zrobienie tego czy tamtego a i tak możecie tylko prosić - Monar został przyjęty z diagnozą silnego zatrucia pokarmowego ... ze szpitala zostaliśmy wyproszeni o 5 rano ... nie mogłam zostać przy Monarze, nie pomogły tłumaczenia że on nie może się denerwować, że on się boi lekarzy i wszystkich zabiegów, że on zawsze musi mieć w takiej sytuacji przy sobie Monę bo inaczej dodatkowo się "nakręca" a w jego przypadku jest to absolutnie zabronione ... c.d.n.
  10. [quote name='lavinia']... a jak mój czarny diabełek ma się dziś po południu ?? [/quote] nooo ... na to co było to ... bardzo dobrze - chodzi, wskakuje na swój fotel, pije po 25 "chlipów" co pół godziny i ... jest głodny (zjadł 8 maleńkich kawałków mięsa - więcej nie wolno) ... merda ogonem :multi: byliśmy pokazać się panu doktorowi - Monar nie uciekł :multi: ani nie dostał duszności :multi: ... pozwolił obejrzeć swoją łysą szyję, sprawdzić zamocowanie wenflonu i jak usłyszał "do domu" to szybciutko opuścił gabinet a potem ładnie poprosił: "na rączki" i ... na "rączkach" wrócił do domu rezolutnie rozglądając się na boki ... ;) myślę że wieczorem "wyszorujemy" chłopaka żeby ... no wiecie - pozbyć się "brzydkiego" zapachu i przykrych wspomnień
  11. [quote name='akucha']... czy dzieje się coś zlego? Nie straszcie!!![/quote] Tak króciutko napiszę ... działo się bardzo źle ... teraz sytuacja jest na razie opanowana ... ok. 18.00 robimy kolejne badania i jak będą wyniki (pewnie - jak zwykle na cito - dopiero jutro koło południa) będziemy wiedzieć czy się udało ... na razie wszystko wygląda na to że jest w miarę ok ... ale jak jest na prawdę dowiemy się jutro ... Monar jest słaby ale już sam chodzi, sam oddycha, sam pije, zobaczymy czy będzie chciał sam jeść [SIZE=4][COLOR=red][SIZE=2][COLOR=black]... [SIZE=3]teraz [/SIZE][/COLOR][/SIZE][/COLOR][/SIZE]odpoczywa po niedzielno-poniedziałkowych "atrakcjach"... dziękuję Lavinii że była z nami przez cały wczorajszy dzień, akceptowała moje czasem mało zrozumiałe decyzje, wykonała "miliony" telefonów abyśmy mogły tak wszystko zorganizować żeby się udało ...:Rose:
  12. czy ja też mogę być spokojna że sumienie mnie nie zagryzie ?? lenia mam już od tygodnia i na dogo się nie ujawniam (mój wątek odpłynął w chwilowy niebyt)
  13. myślcie, myślcie - bardzo intensywnie ;) Myśmy miały kiedyś dwa briardy. Fajnie było. Potem doszły jeszcze dwa buldożki francuskie. I było jeszcze fajniej :evil_lol:
  14. A ja wpłaciłam dzisiaj kolejne pieniądze na Gapcię ;)
  15. Zdjęcia z nowego domku są na wątku "Dzieci z Szuflandii. Wszystkie pokochane" ;)
  16. [quote name='Tiger'] ADA napisała, że w środę ma pokazać ew. domkowi Spinki zdjęcia ...... Więc czekamy......:lol:[/quote] ADA jutro się odezwie ... [COLOR=gray]powaliła ją grypa ... [/COLOR][COLOR=black]a jak nie da rady sama to ja "wyciągnę" od niej informacje i napiszę.[/COLOR]
  17. Zupełnie jak moja Migotynka ... tylko większa, starsza i ma oczka, które nie widzą ... [COLOR=gray]bo moja Migotynka nawet nie ma oczu.[/COLOR] [IMG]http://images22.fotosik.pl/3/2886104870dbf831med.jpg[/IMG]
  18. [quote name='oktawia6']ale co do strojów to rewia ziomowo/wiosenna?:eviltong: :cool3:[/quote] Nie Oktawio - to chory, rozwalony, zdeformowany kręgosłup .... Mona od jesieni do wiosny powinna chodzić w ubraniach ... i to nie tylko na spacery. Jeżeli jest chłodniej albo wilgotno MUSI być "ubrana" i w domu. Nie chciałam wierzyć w "takie cuda" jak usłyszałam diagnozę weta w kwietniu zeszłego roku ale ... niestety to prawda. I tak powstała kolejna ikona mody i prowokacji - Monis Hilton ... :diabloti:
  19. Niech się sopocki pan bulwek nie martwi ... będzie dobrze !!
  20. [B]A tu jeszcze Groszek z "remanentów" ... :evil_lol: [/B] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/26dd789976b7189e.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/df0530a6a62e6b8e.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/4d004a2a9a375e2a.jpg[/IMG]
  21. [CENTER][SIZE=6][COLOR=seagreen]Twarze naszych bulw...[/COLOR][/SIZE][/CENTER] [CENTER][SIZE=5][COLOR=blue][B]Monarek[/B][/COLOR][/SIZE] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/cdfe85e55ea0af70.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/a53b5be8584848a6.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/f656fc195f4e82ae.jpg[/IMG] [B][SIZE=5][COLOR=blue]Killer[/COLOR][/SIZE][/B] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/88fe07ee471f5b1e.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/bbbf84736d0355f2.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/1452c5341c05d7a3.jpg[/IMG] [B][SIZE=5][COLOR=blue]Perz[/COLOR][/SIZE][/B] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/07fd0ae09234adf9.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/b431166c6481bffe.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/0fdf74133623333f.jpg[/IMG] [B][SIZE=5][COLOR=blue]Mona[/COLOR][/SIZE][/B] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/4169c96baadaa981.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/7f3e209852f261f2.jpg[/IMG] [B][SIZE=5][COLOR=blue]Maja[/COLOR][/SIZE][/B] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/cbee069339306194.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/c898543ce5428571.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/7f125587fb01fb66.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/25/d7bfc6f43ee8c14e.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/294c3236168762da.jpg[/IMG] [B]I to by było na tyle...;) [/B] [IMG]http://images20.fotosik.pl/95/e530e425733b05db.jpg[/IMG] [B][SIZE=5][COLOR=#0000ff][/COLOR][/SIZE][/B] [/CENTER]
  22. My też napewno będziemy, tylko nie wiemy z jaką liczbą buldogów :cool3:
  23. [CENTER][B][SIZE=3]123.[/SIZE][/B] [/CENTER] [B]Autor: Maupa4 Modelka: Maja[/B] [CENTER][SIZE=3][B]"No i kto ma większy język?! "[/B][/SIZE] [/CENTER] [CENTER][IMG]http://images21.fotosik.pl/23/82815dcb2dd14dbf.jpg[/IMG] [LEFT]_______________________________________________________________ [CENTER][B][SIZE=3]124. [/SIZE][/B][/CENTER] [/LEFT] [/CENTER] [B] Autor: Maupa4 Modelka: Maja[/B] [CENTER][SIZE=3][B]"To się nazywa gibkość"[/B][/SIZE] [/CENTER] [CENTER][IMG]http://images21.fotosik.pl/23/7704abb0cd91736e.jpg[/IMG] [LEFT]________________________________________________________________ [CENTER][B][SIZE=3]125. [/SIZE][/B][/CENTER] [/LEFT] [/CENTER] [B] Autor: Maupa4 Modelka: Maja [/B] [CENTER] [SIZE=3][B]"No i mówię Ci - ona miała taaaki długi język" [/B][/SIZE][/CENTER] [CENTER][IMG]http://images21.fotosik.pl/23/d51911a7e38a3d8d.jpg[/IMG][/CENTER]
  24. Odwiedziny Groszka [IMG]http://images21.fotosik.pl/20/8fb425bda44658d3.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/20/c7405cfe725175eb.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/20/a7bec9720502ffdd.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/90/8d9814564d0798fa.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/20/63c751d58da50d80.jpg[/IMG] [IMG]http://images20.fotosik.pl/90/948d500cbf98af59.jpg[/IMG]
×
×
  • Create New...