Jump to content
Dogomania

konfirm31

Members
  • Posts

    12534
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by konfirm31

  1. https://www.koty.pl/kot-wychodzacy-czy-niewychodzacy/ http://www.kocibehawiorysta.pl/porady-i-artykuly/kot-wychodzacy-vs-kot-niewychodzacy.html A skąd się wzięły koty wolno żyjące? Z tych domowych (pochodzących od kota nubijskiego, być może skrzyżowanego ze żbikiem), które uciekły, zgubiły się, lub zostały wyrzucone. Albo w pierwszym , albo w kolejnym pokoleniu żyją (krótko, ale rozmnażając się) na wolności. Myśląc, że kot musi być wychodzący, przypomnę, że bardzo długo, psy też latały luzem po wiosce, miasteczku, o czym nam przypomina lektura "Puc, Bursztyn i goście" ;). Pamiętajmy też, że miejskie i wychodzące koty w dużym stopniu są odpowiedzialne za giniecie ptaków śpiewających, dlatego ornitolodzy ich bardzo nie lubią. Ekolodzy, też. Oczywiście, swoją obecnością zniechęcają szczury do zakładania gniazd w miejscu bytowania kotów (bo szczurze młode zjadają), ale kot nie tępi dorosłych szczurów. Na wsiach, tak łapią myszy polne, ale i ptaki, i ryjówki i jaszczurki i inna maliznę...... http://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/miauczacy-zabojcy,108075,1,1.html Ja też z racji wieku, pamiętam zabawy na warszawskiej ulicy, wyprawy nad Wisłę bez opieki dorosłych, ale....czasy się zmieniły i mój wnuk, nie zna takich zabaw. I my ludzie tracimy wolność i nasze zwierzaki......Dzisiejsze miasta, a nawet wioski, nie są bezpiecznym miejscem bytowania dla kota. Dla nas, ludzi, też coraz mniej.....Dlatego kot domowy, powinien mieszkać w domu, z człowiekiem, chociaż już nie musi "odwdzięczać mu się" za opiekę, łapaniem myszy , a tyko swoja obecnością i....mruczeniem
  2. Wiesz, Rozi, mnie się wydaje, że z upływem lat, idealizujemy przeszłość. W dodatku, te podwórkowe koty, z reguły były czyjeś - ktoś dawał im jeść mniej lub bardziej regularnie i wpuszczał do domu. Nie były też tak rozpowszechnione rozmaite zakaźne kocie choroby. Jako dziecko, też pamiętam takie słodkie kotki z Saskiej Kępy. Dzisiaj widzę co innego. W moim miasteczku, do którego się przeprowadziłam na emeryturze, widuję chude, głodne i chore koty, moknące i marznące, ze sklejonym futerkiem, zaropiałymi oczami, uciekające przed psami (często puszczanymi luzem), przejechane i leżące na poboczu. Tak, są u nas trzy? cztery? Panie karmicielki, stawiane są też czasem budki (niszczone przez element) ale ich jest mało, a kotów (pomimo sporadycznych łapanek i kastracji), dużo. I chore na wszystko, co tylko możliwe...... To są te szczęśliwe, wolno i na wolności żyjące koty :(((. Nielicznym z nich, udaje się znaleźć dom. Najczęściej, wychodzący. Na dzisiejszej wsi, ich los też nie jest lepszy. https://www.koty.pl/wiejski-kot-jak-jest-co-mozna-zrobic/ Sporadycznie podczytuję kocie fora i podzielam opinię kociarzy, że w dzisiejszych czasach, szczęśliwy i bezpieczny kot, to kot niewychodzący. To, jak będzie spędzał czas, zależy od jego opiekuna. Podobnie, jak to jest w przypadku psów.
  3. I ja jestem bardziej psia niż kocia, ale kocham wszystkie zwierzaki, a szczególnie te, które człowiek udomowił i..... zdradził. I to zarówno psy i koty, jak i świnie, konie, krowy, że ograniczymy się tylko do ssaków, do których sami się zaliczamy. Nie ma u nas innych dzikich kotów, niż żyjące w lasach żbiki i rysie (coraz ich mniej :(( ), a kot domowy, pozostaje kotem domowym, nawet jak nazwiemy go wolno żyjącym, czy miejskim. To kot, który wtórnie zdziczał, pozbawiony kontaktu z człowiekiem i jego opieki. I wcale nie jest mu z tym dobrze, chociaż lepiej sobie radzi, niż bezdomny pies .....
  4. I słusznie. Żabka zasługuje na lepszy domek !
  5. Przytulam, Poker. W tej materii, mam bardzo małe doświadczenie ;) , ale chociaż wiem, jakie to jest trudne. I czasami trafi się tymczas, który może tylko zostać rezydentem. Bo...... nie ma innej opcji.
  6. Dzięki za obszerną relację i czekamy na cd. Oby nadal pozytywny :)
  7. Trzymam kciuki za wzajemną miłość od pierwszego wejrzenia :)
  8. No, to fotki mylą, ale i tak jest słodka :). U nas sukienusia posterylkowa pozbawiła Lerkę apetytu, humoru i umiejętności poruszania się, bez utraty zdolności wskakiwania na fotel. Również prawie całkowity paraliż obejmuje maliznę, kiedy próbuję ją ubierać w zimie, więc nolens wolens, gania po śniegu nago.
  9. Dobrze, że już po. Zdrowiej, Żabulko :). Takie małe, krótkołape, typowe kundelki są przekochane i szybko potrafią zawładnąć ludzkim sercem. Takie polskie korgisie, w niczym nie gorsze od angielskich.
  10. Trzymam, jak za każdą sunieczkę. To jednak poważna operacja o czym często nie pamiętamy. Wierzę, że wszystko będzie ok i..... z pomocą Poker ;) znajdzie wkrótce wspaniały dom. Kciuki mocno zaciśnięte
  11. Bardzo się cieszę, że Cię czytam :). Serdeczności :))))
  12. Może ona tak robi z ekscytacji? Lerka jak wychodzimy, łapie za pęciny Bliss i mnie. TZ ta i innych osób, nie. Nie są to w moim przypadku łapania zębami, raczej szturchnięcia nosem, ale z Bliss czasami jakiegoś kłaka wyrwie. Ogólnie, odbieram to u Lerki, jako poganianie swoich najbliźszych, żeby szybciej maszerowali. Ot, taki mazowiecki lancashire heeler ;). Czasami na nią fuknę, ale to poganianie nas, w sumie nieszkodliwe, sprawia jej tyle radości, że często odpuszczam.
  13. ACC i felgami a, to leki mukolityczne, czyli rozrzedają flegmę, ułatwiając jej odkrztuszenie. Nie hamują kaszlu.
  14. No, niestety, nie Maków Podhalański, a Mazowiecki. Czasem, sama żałuję. Dzięki za odpowiedź, szczególnie, że na tak :) i będziemy działać wespół z Malagos i "siłą miejscową" - dogomaniacką i nie tylko :) PS. Dojazd z Krakowa do Warszawy, a z Warszawy do Makowa, PKS. Jest sporo połączeń.
  15. Uważam, Sowo, że to super pomysł i bardzo dziękuję za za chęć altruistycznego niesienia kaganka oświaty. Ze swojej strony, proponuję zainteresowanie tym tematem Wyszkowskiego koła TOZ (do którego należę) i makowskiego gminnego punktu przetrzymań, czyli Przystanku na Cztery Łapy i Pani Asi, która go prowadzi, znajomych psolubów z Przasnysza i okolicy i oczywiście, Dogomaniaków powiatu makowskiego - Malagos, Irenas, Mazowszanki, Martens, Ewy Oleśkiewicz i..... mnie. Wszystko jest do dogrania, tyle, że już po wyborach, jak opadną polityczne emocje i będzie wiadomo, z kim w gminie trzeba rozmawiać w sprawie sali na wykład. Sądzę, że warto taką wiedzę upowszechniać, nie tylko wśród Dogomaniaków, ale i "zwykłych" psolubów. Liczę tu bardzo na Malagos, też inspektora TOZ Wyszków, doświadczoną społeczniczkę, dogomaniaczkę prowadzącą od lat BDT, no i.... moją psiapsiółę :). Oczywiście, jeśli Sowa zgodzi się odwiedzić północne Mazowsze. O dach nad głową i inne sprawy materialne, oczywiście zadbamy. ... Bo nie jest światło, by pod kocem stało.... .
  16. Ja na naszą obecną, schroniskową ONkę Bliss nie narzekam, chociaż przyznam, że już nie mam tego pałera do szkolenia psa, jak kiedyś i pewnie u innego opiekuna, jej talenty by lepiej zabłysły. Taka szczekająca na wszystkich gości, dopóki sobie nie poszli, była nasza poprzednia, mix ONki i Kaukaza. Dała nam zdrowo popalić, ale wspominam ją ze wzruszeniem.
  17. Aha. Taką fanką aportu, była nasza pierwsza ONka z lat 80. Po PT 1,2 i PO. Za aport, zrobiła wszystko.
×
×
  • Create New...