dziuba
Members-
Posts
497 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dziuba
-
Jeszcze jedno mnie zastanawia - mimo, że Bazyl nie miał odnerwianych panewek, to objawy bólowe ustąpiły nawet w "pozycjach", na które pectinectomia (czyt. szersze ustawienie nóg) na zdrowy rozum nie miała wpływu. Właśnie śpi zwinięty w kłębek (przed samym zabiegiem, jak już było na prawdę źle, leżał zawsze na boku z wyciągniętymi łapami, a ja stałam nad nim i płakałam, że wcześniej nie skojarzyłam tego z chorobą) i przeciąga się po spaniu (chociaż prawą łapę, bardziej bolesną, zaraz wycofuje). Podsumowując to wszystko, o czym wcześniej pisałam: kiedy patrzę, jak bardzo mu to podcięcie mięśni ułatwiło życie (zakładam, że na mówienie o skutkach JPS jest jeszcze za wcześnie), jak lekko sobie "kłusuje" (w tym chodzie zmiana najbardziej widoczna), jak z o wiele mniejszym wysiłkiem wstaje rano i bez problemu układa się do snu, jestem w 100% przekonana, że w [U]jego (!!!)[/U] przypadku decyzja o pectinectomii jako "dodatku" do JPS była słuszna. I nie wiem, jak się ma do tego teoria. Ale widzę mojego psa i zmiany, jakie w nim zaszły. W tych ciężkich dla niego momentach, kiedy jest tak ograniczony, kiedy nie może ganiać z psami i tylko w kółko zmuszam go do tego cholernego pływania (nie jest tym jakoś szczególnie zachwycony), bez możliwości latania za piłkami/patykami - ma przynajmniej ułatwioną taką codzienną egzystencję do czasu, aż nie będzie jasne, co dalej. To czysta praktyka!! Być może to złudzenie. Może JPS nic już nie da i trzeba będzie rozważać bardziej radykalne rozwiązania. Jestem na to przygotowana. Podjęłam decyzję o JPS (a nie np TPO), bo uznałam, że skoro jest szansa, że ten mało inwazyjny zabieg może mu jeszcze pomóc (miał skończone 22 tygodnie), to głupotą byłoby z tego nie skorzystać. Na podjęcie decyzji np o ewentualnym TPO jest jeszcze chwila czasu. A do momentu, aż się ta kwestia wyjaśni, Bazylowi się po prostu żyje lżej :multi:
-
[quote name='cuciola']kupie arhroflex..2 butelki..czy tam jest jakas miarka zeby to dobrze odmierzac? ja we Wloszech to zawsze uzywalam CONDROGEN w tabletkach[/quote] musisz sie zaopatrzyć w taki wynalazek jak STRZYKAWKA 5 ml. Wiem, to spory wydatek, ale jaka dokładna miarka! :lol:
-
[quote name='Flaire'] Jeżli masz jakieś odnośniki do fachowej literatury o używaniu pectinectomii w tym właśnie celu to byłabym wdzięczna.[/quote] Nie jestem weterynarzem, nie zagłębiam się w fachową literaturę, a szkoda. Ale trochę nie rozumiem Twojego toku rozumowania - mam przed oczami psa, który dzieki tej nieszczęsnej pectinectomii zaczął się w miarę normalnie poruszać (nie sądzę, aby po 3 tygodniach nastąpił jakiś cudowny efekt JPS). Łapy stawia szerzej = idzie mu się łatwiej. Dla mnie jest to w miarę jasne, skoro mięśnie przywodzące są tak silne, to w celu zmniejszenia ich działania trzeba się części tych mięśni pozbyć. Nie był to zabieg jedyny i nie traktuję go jako ostateczny. Jeśli podczas kontroli (pies będze w wieku 7 m-cy) okaże się, że JPS (wraz z pectinectomia) nie pomogło, będziemy rozważać inne rozwiązania.
-
[quote name='Flaire']Ja biorę to, co czytałam w podanym wyżej artykule w kontekscie innych rzeczy, które czytam, i które raczej jednoznacznie kwestionują wartość pectinectomii. W szczególności, wymieniają ją tylko i wyłącznie jako zabieg, który na jakiś czas - nie na zawzze, ale za to natychmiast - może pozbyć się bólu. Nigdy nie słyszałam o tym zabiegu jako coś, co poprawi postawę czy ruch - więc jeśli był on użyty w tym celu, to właśnie wydaje się to niestandardowe i o to bym się zapytała - jeśli taki był cel, to na jakiej podstawie? Jeżli masz jakieś odnośniki do fachowej literatury o używaniu pectinectomii w tym właśnie celu to byłabym wdzięczna.[/quote] Na tej samej stronie, którą podałaś, piszą, że "[FONT=Arial]W przypadkach gdy badaniem ortopedycznym nie stwierdzamy znacznych sił przywodzących (prawie w każdym przypadku), oraz gdy doszło już do zmian zwyrodnieniowych, operacja tego typu nie ma sensu!"[/FONT] [FONT=Arial]W przypadku mojego psa BYŁY (o czym już pisałam) stwierdzone znaczne siły przywodzące i nie doszło jeszcze do zmian zwyrodnieniowych. [/FONT] [FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial]W skrócie w tej notatce autor chciał powiedzieć "nie spodziewajcie się cudów, poprzestając na samej pectinectomii" [/FONT]
-
Na temat jąder się nie wypowiem - nie wiem, czy słuszna była decyzja o jego sciągnięciu i przyznam, że mając w głowie tylko te stawy biodrowe, nad ściągniętym jąderkiem za dużo nie myślałam. Nie była to na pewno chęć wydarcia pieniędzy, bo Bazyl dostał to jajko gratis :) Chociaż też się zastanawiałam nad tym związkiem ze wzrostem - z tego, co sobie przypominam (jeszcze z czasów szklolnych :) ), kastraci-śpiewacy, poddani temu zabiegowi jako chłopcy, byli "olbrzymami". Z drugiej strony testosteron ma wpływ na rozwój mięśni i być może w uproszczeniu o taki "wzrost psa" chodziło lekarzowi. Łapy psa, na dzień dzisiejszy w minimalnie lepszym stanie, przed zabiegiem były chudziutkie jak patyczki. On cały był raczej chudzinką (dysplazja + długie osłabienie po zatruciu). Myślę, że gdyby w takim jego stanie "utrudnić" rozwój mięśni (przez kastrację), to nawet kosmiczny wzrost miednicy poddanej wcześniej JPS nie dałby oczekiwanego efektu (przy takim słabm umięśnieniu tylnych łap, czyli obciążeniu chorych stawów). Decyzja o pectinectomii wydaje mi się słuszna. Nie zaszkodziło (czy taki zabieg może mieć negatywne skutki ??? może ktoś coś o tym wie ???), a w przypadku Bazyla - bardzo pomogło. Nie mówię tylko o tym, że widać, że go mniej boli. Mówię o samym ukątowaniu nóg - nie wiem, jak stawy mogą sie "dopasować" po JPS w przypadku, kiedy pies zawsze trzyma nogi niemalże złączone (czyli jednocześnie wywala główki kości na zewnątrz). Obecnie psiak chodzi szerzej i pewniej stąpa po ziemii. Wcześniej zdarzały się sytuacje, że Bazyl nie mógł utrzymać równowagi - stojąc, miał tylne łapy niemalże jedna na drugiej i cały tył się gibał na boki. I zaznaczam jeszcze raz, że podcięcie mięśni nie było zabiegiem docelowym (tak chciał postąpić doc Osiński), a jedynie dodatkiem do JPS, ułatwiającym dopasowanie główek do panewek. Być może w tym artykule [URL="http://www.lecznica.zgora.pl/wer_pol/dysplazja.html"]http://www.lecznica.zgora.pl/wer_pol/dysplazja.html[/URL] właśnie o to chodziło, że nie traktuje się tego zabiegu priorytetowo. To są oczywiście czysto laickie przemyślenia :) Flaire - mam pytanie właśnie na temat tych mięśni - wiesz może, jaki jest mechanizm powstawania tego silnego przywodzenia nóg? Ja tego nie mogę zrozumieć. Skoro tył boli, to pies go odciąża, to proste, ale czemu przyciąga łapy do siebie? Przecież przy takim odginaniu głowek z panewki musi boleć jeszcze bardziej. Jak już usłyszeliśmy diagnozę DYSPLAZJA i zaczęłam Bazyla oglądać pod tym kątem, to byłam w szoku. Przy tak strasznie mizernych zewnętrznych mięśniach ud, te wewnętrzne były bardzo rozbudowane.
-
Cuciola - dawka profilaktyczna dla szczeniaka to 2,5 ml; ja mam opakowanie 500 ml (cena w lecznicy - 130zl). 500 : 2,5 = 200 i wlaśnie na tyle "profilaktycznych" dni starczy jedna butla :)
-
Flaire - wydaje Ci się, że pectinectomia w przypadku tak silnego przywodzenia jest bezsensowna? Bazyl, gdy stał, miał praktycznie złączone stopy. W sumie już musztarda po obiedzie, najwieksze nadzieje w tym JPS połączonym z pracą nad mięśniami... ale chciałabym poznać Twoje zdanie. Czy od pectinectomii w ogóle się odchodzi?
-
Flaire - pectinectomia była zalecona ze względu na zbyt silne przywodzenie łap. Opiszę to na swój sposób - podczas chodzenia plątały mu się łapy, stawiał je bardzo blisko siebie. Do tego stwierdzono wadę postawy (szpotawość ?). Podcięcie mięśnia miało mu te łapy rozszerzyć i tym samym ułatwić dopasowanie główki do panewki. Co do jąderka - chirurg wyczuł je podczas zabiegu i sciągnął niejako "przy okazji", było w połowie drogi do celu. Drugie pozostało, bo jest schowane głębiej w jamie brzusznej. Nie chcę nic pokręcić - to jedno (które już jest na zewnątrz) być może zostanie (jak to lekarz określił - naprodukuje wystarczającą ilość hormonów, a i tak - daj Boże - raczej będzie bezpłodny :) ). Drugiego narazie nie chciał usuwać, aby nie skrócić okresu wzrostu - żeby "wyciągnąć" maksymalne korzyści z JPS.
-
Jesteśmy już po zabiegu :multi: Zdecydowałam się na innego chirurga i to właśnie w jego ręce oddałam mojego małego pokrakę. Bilans pooperacyjny - Bazyl stracił mały kawałek chrząstki (JPS) i spory kawałek mięśnia (pectinectomia), ale za to zyskał nowe, a jednocześnie swoje pierwsze w życiu, JĄDERKO !!! i chyba z tego najbardziej się cieszy :) Jąderko znalazło się "przypadkiem" i zostało wyciągnięte na światło dzienne. Od tego "wydarzenia" minęły 3 tygodnie i z dnia na dzień jest coraz lepiej, a ja staram się być dobrej myśli. Za miesiąc mamy kontrolę i wtedy zapadnie decyzja odnośnie ewentualnych dalszych operacji. Na dzień dzisiejszy priorytetem jest praca nad mięśniami. Od 1,5 tygodnia Bazyl codziennie pływa - z zegarkiem w ręku wychodzi ok 45 minut dziennie, po 15 minut na kazdym spacerze... tylko na tym wieczorno-nocnym sobie darujemy:) Tak się zastanawiam, czy ta ilość spędzona w wodzie jest wystarczająca? Czy trzymając się tego mogę spodziewać sie wyraźnego wzmocnienia tylnych łap? Po jakim czasie na tych jego chudziutkich, krzywych nóziach pojawią się apetyczne roladki? :) A tak na marginesie - muszę Bazyla pochwalic!!! Jego pierwsze próby w jeziorku były katastrofą... a na dzień dzisiejszy zasuwa jak motorówka :) Wystarczył środek przymusu bezpośredniego - popłyniesz po patyczka, dostaniesz chrupeczka... ehhh jak tylko pojawia się na horyzoncie jedzenie, to Bazyl zaraz jakiś taki bardziej pojętny się robi :) A tak na drugim marginesie - przed zabiegiem kontaktowałam się z dziewczyną, od której wzięłam Bazyla, aby ustalić dokładną datę urodzenia... Po przedstawieniu powagi sytuacji okazało się, że Bazyl w dniu, kiedy u mnie zamieszkał, miał 4,5 tygodnia !!! A nie 6, jak mi wcześniej powiedziała !! I już od kilku dni był oddzielony od matki... no comments :shake:
-
Dzięki Jureja! Narazie trzymam się Arthroflexu, bo najwyraźniej przyczynił się do lepszego funkcjonowania stawów. Nad kwasem hialuronowym się zastanawiałam, ale postanowiłam poczekać jeszcze miesiąc, wtedy mamy kontrolę i zobaczymy, czy przeprowadzony zabieg przyniósł jakieś rezultaty i razem z weterynarzem opracujemy dalszy plan działania. Tak się tylko dzisiaj zastanawiałam nad tym arthroflexem - pewnie nie zaszkodzi, ale czy jest sens stosowania w dalszym ciągu dawki leczniczej... wiadomo, co mawiają o nadgorliwości :)
-
Trochę odświeżę ten wątek :) Nurtuje mnie kilka pytań odnośnie Arthroflexu: mam psiaka-dzieciaka z dysplazją. Miesiąc temu miał zabieg - JPS + pectinectomia. Wcześniej chodził strasznie pokracznie, tylne łapy mu się plątały, zasuwał inochodem (a raczej pokracznie sunął inochodem - wyraźnie odciążając zadek), miał problemy ze wstawaniem... no ogólnie (poza kulawizną) - wszystkie książkowe objawy. Dziś (niecałe 4 tyg po zabiegu) poprawa jest olbrzymia, najlepiej widać to w "kłusie" - tylko spradycznie wpada w ten swój inochód, porusza sie "lekko", nie zarzuca tyłkiem, dużo lepiej wstaje. Domyślam się, że na tą poprawę złożyło się wiele czynników (zabieg, zakaz szaleństw, codzienne pływanie), ale interesuje mnie wpływ arthroflexu - czy ma on również działanie czysto przeciwbólowe (tzn czy może dawać "złudzenie" poprawy)?? I jaką dawkę stosować dla takiego psiaka? Od 5 tygodni jesteśmy na leczniczych 4 ml, producent zaleca taką dawkę przez 2-4 tygodnie, lub do ustąpienia objawów. Z tym że u mojego szczeniora objawy tak szybko nie ustąpią (tylne łapy są słabe, do tego wada postawy), pracujemy nad nadbudową mięśni. Czy przez cały okres rehabilitacji trzymać się tych 4 ml? Czy z tym preparatem można "przedobrzyć"? Może ktoś z Was miał podobne wątpliwości?
-
Halo halo, tu siedziba Królowej Essy I Żarłocznej :cool1: Niech tu nikt nie płakuja, bo nasza piękność ma się dobrze... aż za dobrze, coś babcia zmiękła i ostatnio dojrzałam u Essuchy zaczątki brzuszka-baryłki... muszę chyba wziąć sprawy w swoje ręce, bo jak tak dalej pójdzie, to Essa będzie mogła się raczej toczyć, a nie tuptać :) ale spoko spoko, trzymam rękę na pulsie :) Ale muszę powiedzieć, że z tej naszej królewny to niezły łobuziak. W domciu oaza spokoju - już odpuściła sobie ściąganie garnków z kuchenki (miło z jej strony), za to na spacerkach nadal dokazuje... mniej, ale dokazuje. Raz nawet przewróciła babcię, jak wyrwała z zębiskami swoimi pięknymi w celu zakończenia żywota pewnego psiaka po drugiej stronie ulicy :mad: To chyba jedyny "problem" Essuni, że jak widzi innego pieska, to jest trochę nieobliczalna. Zwykle przyjazna... ale czasem zdarza się taki "wyskok", a babcia nie ma już takiego powera, żeby dziewczę utrzymać. Z tej okazji pannica dostała od ciotki dziuby kolczatkę i wygląda na to, że pogodziła się ze swoim losem i zapał do przedłużania babcinych rąk wyraźnie osłabł. Ostatnio zaliczyła pierwszą kąpiel w wannie, bo wiadomo, lato idzie, to trzeba się podobać. Babcia przez następny tydzień leczyła zakwasy... Essa nie lubi mydełka :) Ale za to kocha babcię nad życie :multi: Już idzie na całość i ładuje się co noc do babcinego łóżka :cool3: Nadal wpatrzona i niesamowicie posłusza, wystarczy jedno krótkie "Essa nie wolno", żeby pokornie przytuptała do babci :) Mówiłam już, że jest mistrzynią robienia słodkich oczek do każdego przy stole? Jak oczka nie wystarczą, to siada obok takiego delikwenta, kładzie tą swoją biedną łapkę na kolanach, patrzy błagalnie prosto w oczy - "daj mi kanapeczkę, proszę, jestem taka biedna i kulawa" :) Bazylkowi też już odpuściła, chociaż widać, że każda jego wizyta jest dla Essuchy mocnym przeżyciem. Scenariusz zawsze ten sam - dzwonię do furtki, otwierają się drzwi, Essa wybiega z domu, wyszczekując "wróg! wróg! pogonię go!". Za nią babcia - "Essa, nie wolno!", więc najgrzeczniejsza Królewna na świecie robi w połowie schodów w tył zwrot i wraca do domu. Bazyl niczym tornado wbiega za nią, mija Esse, dopada jej miskę, wylizując niewidzialne resztki obiadu. Essa wyskakuje z posłania, babcia za nią "Essa, nie wolno!", więc dziewczynka obrażona wraca na swoje łóżeczko. Ale złość szybko przechodzi i już za chwilę wybucha wielka miłość i już się z Bazylem wylizują po pyszczydłach :loveu: Dobrze, że mojemu dzieciakowi nie wyszły jąderka, bo kto wie, co by z tego w przyszłości było :razz: I tak właśnie sobie żyjemy, postaram się pożyczyć znowu aparat i cyknąć jakieś fociaki :)
-
doc. Osiński nie stwierdził zmian zwyrodnieniowych, zaznaczył tylko, że takie się pojawią... że leczenie operacyjne jest jego zdaniem jedynym sensownym rozwiązaniem.
-
[quote name='MateuszCCS']Nie zazdroszcze. Czy pies ma jakiekolwiek zmiany zwyrodnieniowe ? (glowka kosci ? panewki ?) Czy doc. Osinski mowil cokolwiek n.t. leczenia zachowawczego ? Bo jezeli pies nie ma wyrobionych miesni to .... a zreszta - ja sie nie znam - nie jestem wetem. Skad jestes ? Jezeli z okolic Wroclawia - masz jeszcze jednego chirurga do odwiedzenia. Nasza łódzka "wetka pierwszego kontaktu" konsultuje i wysyla tam "swoje" psy. Jest to jej kolega ze studiow - podobno dobry w tym co robi. Nazwisko we Wroclawiu znane, ale ja oczywiscie nie pamietam :oops: (jak wroci Nor(a) to pewnie podpowie) Co do mojej tworczosci - wejdz w profil i przejrzyj moje posty. Jest troszke info o naszych bojach miesiac temu. O "akcji" w wieku 4mcy nie pisalismy - pies sensownie zapowiada sie wystawowo i nie chcielismy robic mu zlej reklamy.[/quote] Jestem z Wrocławia - bede wdzięczna za jakieś namiary!! Opowiedz, co myślisz o tych mięśniach? Jesteś obeznany z tematem, liczy się dla mnie każda opinia.
-
Woda w mózgu zamieniła się w morze. Flaire - pies nie kuleje, ale... jak to opisać... chodzi bardzo pokracznie i właśnie z tego powodu zrobiłam zdjęcie. Tylne nogi są bardzo słabe, normalnie chce biegać, skakać, ale bardzo szybko się męczy, chodząc zarzuca tyłkiem. Nie ukrywam, to trwa od jakiegoś czasu. Dlaczego dopiero teraz zdjęcie? Psiak od samego począku miał różne "problemy". Jak go wzięłam - był 6-tygodniową kulką, tak grubą, że praktycznie dopiero u mnie zaczynał naukę chodzenia (był jedynym szczeniakiem z miotu, który nie został uśpiony = do 6-tego tygodnia tylko leżał i jadł.. jadł.. jadł). Jak tłuszczyk zaczął schodzić - wyszła na wierzch krzywa klatka piersiowa, wnętrostwo.. jak już zaczął w miarę regularne spacery - a tym samym ja miałam możliwość dokładnie mu się przyjrzeć - zatruł się okrutnie, nie będę wchodzić w szczegóły - przez jakiś czas był bardzo słaby, zataczał się... Spacery "pełną gębą" zaczęły się mniej więcej 1,5 miesiąca temu, był wtedy chudziakiem na chudziutkich nóżkach. Z czasem przednie nogi ładnie się wyrobiły, wzmocniły się mięśnie... pozostał ten tył... Wczoraj było zdjęcie - Siembieda zrobił opis, ale sam nic nie proponował (chyba dlatego, ze wybiera się na urlop) i skierował mnie do dr Osińskiego. Byłam tam dzisiaj... no i resztę znacie. Wspominał o TPO ("można jeszcze za pomocą cięcia miednicy"), ale jak zapytałam o jego propozycję, o to, co jest dla niego (psiaka dzieciaka :) ) teraz najlepsze - wybrał zabieg, o którym pisałam. Opisał oczywiście, na czym polega, jak ten cały mechanizm ma po nim działać. Tylko że ja weterynarzem nie jestem i nie wiem, jak się owa teoria pokryje z praktyką. Mateusz - czy mógłbyś mi podać link do tematu, w którym opisywałeś Wasz przypadek? Przepraszam, ale juz mam w głowie taki bałagan, że zaraz się pogubię, próbując go namierzyć. I dziekuję za zainteresowanie! Wasze rady są bardzo cenne i na pewno będę rozważać wszystkie możliwości. W niezielę jestem umówiona z jeszcze innym wetem, ma psiaka pooglądać.
-
Przepraszam, że tak długo bez wieści. U Essy wszystko w porządeczku, żadnych rewelacji, żadnych sensacji, ot takie spokojne życie statecznej kobietki. W swojej Pani zakochana jest po uszy, tupta za nią po całym domu i te wpatrzone ślepia... cud miód malina. Z okazji wiosny biega po ogródku, chodzi na spacerki, brodzi po jeziorku :) Chyba już wie, że domek jej nie ucieknie, że to już tak na prawdę i na zawsze. A jaka się z niej laska zrobiła!! Mosii nie wiem, czy pamietasz? Jak Essa wyjeżdżała od Ciebie była taka jakby... rozdęta... myślę, że to był efekt ciąży i tych wszystkich przerażających przeżyć :( A teraz HOHO! Cycuchy już pięknie się zasuszyły, klatka piersiowa wysmuklała, brzusio niczym u modelki :) Aż jestem w szoku! Poprzednia psica Babci przypominała baryłeczkę. Ale u Essy było powiedziane: trzymamy linię, bo łapkom będzie ciężko. I Babcia z bólem serca, ale odmierza równiutkie porcyjki.... chociaż Essie taki układ z pewnością nie odpowiada (pannica należy do przeżuwaczy-odkurzaczy). Niestety nam się popsuł przyszywany synek Essy - u Bazyla zdjęcie wykazało obustronną dysplazję :( Straszny zonk. Chłopak ma ogólnie pecha, co chwila jakaś nowa awaria... ale co nas nie zabije, to nas wzmocni... jak już go powyciągamy z tych jego wszystkich problemów, to potem może być już tylko lepiej... a więc trzymajcie kciuki za dzieciaka! W środę operacja... :-(
-
U 5-miesięcznego psiaka (mieszaniec wyżła) stwierdzono "obustronne nadwichnięcie bioder na tle wcześnie rozwijającej się dysplazji". Jesteśmy zapisani na zabieg podcięcia mięśni i odnerwienia jednej z panewek (zdjęcie robione u dr Siembiedy, zabieg przeprowadzi dr Osiński). Mam pytanie - czy ktoś z Was ma psiaka po takich przejsciach i po dokładnie takim leczeniu? Chciałabym sie zorientować, w jakim stopniu psiak może wrócić do formy. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze długo nie pobiegamy. Ale jak długo? Czy czeka go życie na smyczy? Tego się obawiam :( Zastrzegam, że przeczytałam chyba wszystkie wątki związane z dysplazją, ale, zabijcie mnie, mam taki mętlik w głowie, że jak ktoś byłby tak miły i wyłożył mi tu przysłowiową kawę na ławę to będę niezmiernie wdzięczna :) p.s. wiem, na czym dysplazja polega, na czym polega zabieg itd itp... tylko jak w praktyce wygląda przyszłe życie zwierzaka? Jak może wyglądać?
-
Narazie krociutko, bo padam:) Essa dostarczona juz do domciu, od wejscia wtrabila wielka miche zupki i zajela sie zwiedzaniem nowego krolestwa. Jak wychodzilam, byla troche przerazona, jejciu jak to psisko sie szybko przywiazuje! Spedzilam z nia zaledwie pare chwil, a juz mnie nie chciala wypuscic od babci i ladowala sie na kolana! Jutro tam wpadne zobaczyc, jak sie miewaja:) a teraz ide odespac ten dzionek pelen wrazen. kolorowych! :)
-
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
dziuba replied to missieek's topic in Już w nowym domu
to ja chcialam tylko dodac, ze wesoly autobus z Czestochowy do Wroclawia wyrusza w godz 12-13 i zabiera wszystko, co sie rusza i chce jechac. PS jako kierowca powinnam sie chyba zaopatrzyc w okulary amerykanskiego policjanta. fachura :cool1: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
dziuba replied to missieek's topic in Już w nowym domu
kiwi - to wys. Lusi czy Polci, bo juz sie gubie??! Tez cos zalatwiam tylko musze wiedziec, jakie duze te panniska. -
Hej Wroclaw! Jest prosba!:) Mam nadzieje, ze ktos pomoze. Sprawa wyglada tak - w niedziele (5 marca) jade do Czestochowy (z Wroclawia) po zaadoptowana sunie Esse (watek o niej w "psy w potrzebie"). Przy okazji w drodze powrotnej zabieram ze soba dodatkowo 3 psiaki, wszystkie dzieki dogomaniakom znalazly nowe domki, tylko nie mialy jak do nich dojechac. Jednym z nich jest dzika sunia Lusia. Problem polega na tym, ze ona MUSI jechac w transporterku, inaczej nie poradze sobie z taka ferajna. Czy ktos moglby pozyczyc taki sprzecik?????? Sunia jest sredniej wielkosci (ok 40 cm w klebie, 50 cm dlugosci). Lusia musi dojechac do nowego domu! Obiecuje, ze transporter wroci w stanie nienaruszonym jeszcze tego samego dnia.