Jump to content
Dogomania

kelko

Members
  • Posts

    215
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kelko

  1. Oktawia, dobra kobieto :buzi: Nooo, u cioci Oktawii to Wikusia będzie miała jak w uchu, co do tego nie mam cienia wątpliwości. Po miesiącu jej nie poznamy . Będzie miała dwóch przystojnych chłopaków do towarzystwa. A TŻżowi dobrze z oczu patrzy, nawet jak nie uwierzy to będzie udawał :evil_lol:
  2. Co z suczką? Dlaczego nic się nie dzieje?
  3. Na pierwszą stronę szybciutko! Pomoc potrzebna!
  4. To poproszę kelko@gazeta.pl
  5. Oktawio, to dzisiaj czy jutro ta konsultacja? Koniecznie opowiedz jak było.
  6. Sarenzir, a tak w ogóle to nie chodzi o kwestionowanie idei SdZ czy dążenia do jej likwidacji. Chodzi o konkretne postępowanie w konkretnej sytuacji. Nie zgubmy tematu ;) A każda organizacja/instytucja podlega kontroli i musi być przygotowana na to, że z tego czy tamtego będzie się musiała tłumaczyć. Tylko w dyktaturach są "jedynie słuszni" i "nieomylni".
  7. [COLOR=black][FONT=Verdana]Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale może się przyda. Ja próbowałam łapać płochliwą suczkę w lutym – po tygodniu (na dworze –20) bezskutecznych starań dostałam kontakt do osoby, która umie odławiać psy. Teoretycznie schronisko też powinno, ale nie liczyłabym na to.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Znajdźcie kogoś, kto odławia psy, ma klatkę łapkę czy inny sprzęt i wie, jak się do sprawy zabrać. A potem hotelik i leczenie, bo na dom tymczasowy to ona chyba za trudna no i ciężko będzie znaleźć tak na cito. Kasę dla łapacza i na hotel może się uda zebrać na dogo (obiecuję uczestniczyć).[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Oczywiście najpierw trzeba zlokalizować i zgarnąć maluchy ;) [/FONT][/COLOR]
  8. Kłania się eksperyment Zimbardo, Arko... No cóż. Tyle o samodzielności myślenia. Ale może też jest tak, że oni nie wiedzieli, że jadą psa uśpić? Może było powiedziane, że jadą do wyznaczonej lecznicy, a tam weci podejmą decyzję? Przepraszam, ale już się pogubiłam.... Może właśnie problem polega na tym, że nikt nie miał poczucia, że podejmuje ostateczną decyzję i jest za nią odpowiedzialny? Bo jeśli tak, to trzeba właśnie uświadomić wszystkim (straży, wetom, urzędnikom z „Miasta”), że owszem podjęli konkretną decyzję i konkretnie za nią odpowiadają. Popieram włączenie w to mediów. „Psi Los” dał pomoc z prywatnych pieniędzy, nie oglądając się na to, czy mu się to „opłaci”, a potem urzędasy na państwowym (=niczyim, a tak naprawdę naszym) wszystko to zmarnowały. Bezmyślnie, bezdusznie... A biedny psiak zapłacił za to najwyższą cenę :-(
  9. Dopiero teraz trafiłam na ten wątek. Normalnie nie używam brzydkich słów, a teraz jakoś tylko takie przychodzą mi do głowy :angryy: . A czemu właściwie Ognik został przekazany tej straży? Czy to jest obligatoryjne? I co, oni nie wiedzieli, że pies był wcześniej leczony, ratowany? Fakt jego odbioru powinien być jakoś udokumentowany, warto by zobaczyć jak... Czy w ogóle...
  10. Popieram hotelik! I postaram się pomóc finansowo w miarę możliwości.
  11. Ale fajne pisiolki :lol: Już je widziałam, ale te miny... I wiesz co - one są podobne do mistrza Yody (zwłaszcza Gryfik). Tysiącletnia mądrość w spojrzeniu ;) Trzymam kciuki za ich zdrowie
  12. [COLOR=black][FONT=Verdana]No właśnie, książka jest bardzo w porządku, tym bardziej byłam zaskoczona. Zwłaszcza, że w innym miejscu tego samego wywiadu pani Tokarczuk mówi bardzo fajne rzeczy o tym, że po polsku śmierć zwierzęcia określa się innym słowem niż śmierć człowieka, a nie we wszystkich językach tak jest :oops: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]To jest dla mnie zagadka, takie podejście u ludzi, których można podejrzewać o większą świadomość. Sama mam w otoczeniu takie osoby i szczerze mówiąc nie wiem jak do nich dotrzeć. Na przykład moja koleżanka, która lubi zwierzęta i jest wrażliwa na ich krzywdę, ostatnio przygarnęła psa ze schroniska. Pies jest bardzo kochany i spokojny, z jednym wyjątkiem – ma tendencję do ucieczek. Kiedy sugerowałam koleżance kastrację (to jest samiec), powiedziała tylko że owszem wysłucha mnie, ale i tak to ona podejmuje decyzje (czyli – gadaj zdrów). Jest to osoba z tych, co wierzą w „zgodność z naturą” (swoją drogą ciekawostka, że najmocniej wierzą w to osoby, które o tejże naturze mają pojęcie dosyć mgliste – no tak to pewnie logiczne, bo wiara zastępuje im wiedzę). I na nic argumenty, że udomowienie jakiegokolwiek zwierzęcia samo w sobie nie jest zgodne z naturą... Nie mówiąc już o tym, że w takim razie nie powinna trzymać psa w mieszkaniu (w mieście) i dawać mu jedzenia, tylko oczekiwać, że coś sobie upoluje... między samochodami :crazyeye: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]No ale niepotrzebnie się rozpisuję. Czy ktoś ma może jakieś wypróbowane sposoby w takich sytuacjach (ta nie jest jedyna). Nie mam zapędów pedagogicznych, ale wystarczająco naoglądałam się różnych psich (i innych) nieszczęść.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]W sumie to wiem, co byłoby skuteczne (tylko trudne do przeprowadzenia). Gdyby taka osoba poprzychodziła trochę do schroniska, popracowała jako wolontariusz, albo gdyby na własne oczy obejrzała, jak odbywa się likwidacja miotu szczeniaków czy kociąt na wsi za pomocą łopaty czy wiadra z wodą – może to by pomogło... Że jednak sterylizacja/kastracja to MNIEJSZE ZŁO.[/FONT][/COLOR]
  13. [COLOR=black][FONT=Verdana]Słuchajcie znalazłam coś co koniecznie muszę dopisać do tego wątku. Otóż czytałam sobie na dobranoc książkę pt. „O psach, kotach i aniołach” i trafiłam na wywiad z panią Olgą Tokarczuk. I po paru stronach wzrost adrenaliny postawił mnie do pionu i skutecznie wybił ze snu. Pani opowiada o swoich psach: pierwszej suce Pepie – której pisane było niełatwe życie, bo przytrafił jej się (tak po prostu) ciężki wypadek samochodowy... Po którym suczka „miała zapewne najlepszą opiekę lekarską w Europie Środkowej” ... „nie kulała, a niedługo po operacji urodziła dzieci”. „Niestety wkrótce potem zginęła i to w dziwnych okolicznościach. Wyjechałam w świat, na wsi zaś rozpoczął się sezon polowań.” Drugi pies – Lis, syn Pepy, „to wiejski Don Juan. Kiedy w okolicy któraś z suk ma cieczkę, nie sposób zatrzymać go w domu (...) Kiedyś próbowałam policzyć Lisie potomstwo: w okolicy żyje około setki jego dzieci.”[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Urocze, prawda? Pozostawiam bez komentarza...[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]I co się tu dziwić prostym ludziom... [/FONT][/COLOR]
  14. Ja bym nie płaciła, z uzasadnieniem pisemnym dlaczego. Szkoda pieniędzy, mogą przydać się na inne pieski ;)
  15. Ja trochę nie z tej beczki :oops: Słuchajcie, czy można kupić to niebieskie cudo, tzn. torbę ze zdjęciem szczeniaka? I jak mam zamówić (jeszcze spytam kumpelkę, może od razu dwie!). I koszulkę niebieską do kompletu :lol:
  16. Tak sobie myślę, żeby może spożytkować zmobilizowaną energię dla dobra podobnego pieska... Np. tego, o którym pisała tutaj KarOla. Żeby za chwilę nie był w takim stanie, jak Gadżecik... Żeby znowu nie było za późno... Jak myślicie? Nie chcę być posądzona o namawianie do czegoś, za co sama nie jestem w stanie wziąć odpowiedzialności, więc od razu mówię, że niestety nie dysponuję domem tymczasowym (wynajmuję mieszkanie). Mogę dokładać się na hotelik i rozpuścić wici po znajomych. Zdaję sobie sprawę, że to niewiele, ale tyle mogę zaoferować. Może wspólnie jakoś damy radę?
  17. Co za wiadomość...:placz: :placz: :placz: A ja jednak miałam nadzieję, że mu się poprawi... Czasami jedyna pomoc to pomoc w godnym odejściu. W schronie biedak pewnie umierałby w męczarniach. Dobrzy i dzielni z Was ludzie
  18. Deklarowałam pomoc finansową i podtrzymuję - czy to w formie zakupu karmy czy w gotówce, to już pozostawiam do decyzji Modliszki.
  19. Niestety jedyna pomoc, jaką mogę zaoferować, to kupno karmy leczniczej (wg wskazań weta)... Daj znać Modliszko, gdyby karma była potrzebna.
  20. Z opisu to mi wygląda na niewydolność serca - powiększone narządy, obrzęk płuc, zła tolerancja wysiłku. Dobrze byłoby gdyby dostał lek odwadniający, sam Enarenal nie wystarczy. Gdyby go dobrze ustawić na lekach to kto wie? Wszystko zależy czy ma jeszcze jakieś choróbska, tfu, tfu
  21. Mojego piesia to musiałam psychicznie rehabilitować przez co najmniej pół roku ;) Pierwszy raz w życiu widziałam szczeniaka, który w ogóle się nie bawił... Był jak dziecko autystyczne...
  22. Dobre rady zawsze w cenie, więc też dołożę swoje trzy grosze. Wprawdzie mój pies nie jest ze schroniska, tylko znaleziony w okropnym stanie przy drodze, ale niektóre objawy miał chyba podobne do psów schroniskowych. W każdym razie on ma do dziś wrażliwy przewód pokarmowy i musi jeść karmę leczniczą lekkostrawną. Na początku karmiłam go właśnie kurczakiem z ryżem i niestety były biegunki, a już po warzywkach (gotowanych) to obowiązkowo. Może więc chociaż na okres adaptacji dać mu karmę leczniczą? Fakt, te karmy tanie nie są, ale dla małego pieska to nie wychodzi jakoś strasznie. Ja się mogę do tej karmy dołożyć, bo w końcu - słowo się rzekło :razz: Trzymam kciuki za psiulka Aha, dla psów chorych na serce też są specjalne karmy
  23. AśkaW i Esperanza - [FONT=Verdana]Wielkie dzięki za wszystkie informacje i rady [FONT=Verdana]dla nosówkowych piesków z Łodzi[/FONT]:Rose: :Rose: :Rose: [/FONT] [FONT=Verdana]Czytam o tej waszej imprezie i aż mnie chętka nachodzi... Ale wybaczcie, gdzie to jest właściwie jest? :oops: I czy te koszulki i torby to można też dostać wysyłkowo?[/FONT]
  24. [FONT=Verdana]Przepraszam, że ja tak o czymś innym, ale ponieważ wiem, że mieliście u siebie nosówkę, to może uda mi się podpytać o parę spraw? [/FONT][FONT=Verdana]W Łodzi mamy nosówkę w skupisku psów (ok. 20) przygarniętych przez osobę prywatną. Próbujemy jakoś jej pomóc (wątek poniżej). Chciałabym skorzystać z waszych doświadczeń z tą chorobą, bo na razie wiem tyle, co wyczytałam z różnych publikacji. Ale chodzi mi o różne sprawy praktyczne, np. jest tam kilka psów trzymanych oddzielnie, tzn. w boksach na podwórzu. Podobno były szczepione, ale nie wiem, czy skutecznie. Na razie nie chorują, ale męczą się bo mają za mało ruchu. Dziewczyny boją się tam chodzić, żeby nie pozarażać własnych psów (ja też, zwłaszcza że mój ma wykryty nowotwór i jest szykowany do operacji). Jak uniknąć ryzyka? Poza tym wyprowadzenie ich na spacer grozi rozsianiem choroby po okolicy... Gdyby były zakażone... Co robić? Zwłaszcza ten największy briardowaty podnosi straszny raban i sąsiedzi się buntują.[/FONT] [FONT=Verdana]Czy próbowaliście zdobyć i stosować surowicę? I jak zminimalizować ryzyko przeniesienia zakażenia na te psy, które są na podwórzu? Na razie kobitka dostała rękawiczki jednorazowe, ma przed boksami szmatę ze środkiem odkażającym do wycierania nóg.[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT][URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=25628"][FONT=Times New Roman][SIZE=3][COLOR=#800080]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=25628[/COLOR][/SIZE][/FONT][/URL] A w ogóle to czytam i zielenieję z zawiści :p Super pomysły! Pozdrawiam
×
×
  • Create New...