Dziewczyny. Ani ja, ani moja mama (która nie pracuje, więc ma więcej czasu na obserwacje) nie widziałyśmy tam nigdy żadnych szczeniaków - co oczywiście nie oznacza, że ich tam nigdy nie było... Wiadomo jak niektórzy "radzą sobie" z takim problemem. Problem z rdzenną ludnością "grochowińską" jest taki, że w większości to dzieci i wnuki wieśniaków, którzy przywędrowali na okoliczne tereny w okresie międzywojennym z całym wiejskim majdanem, krowami, kurami i ...wiejską mentalnością. Czyli podejście: pies je wszystko tylko nie mięso, jest jak najbardziej prawdopodobne. Babie, może nawet nie przyjść do głowy, że robi źle.Moja mama, która wymienia z tą kobitą "dzieńdobry" spróbuje z nią pogadać na temat sczeniaków, ewentualnie możliwości sterylizacji (ze względu na wiek psów i na to, że są zamknięte, czyba lepsza by była kastracja psa, jak sądzicie?). Oczywiście jakoś tak bardzo delikatnie. I jeszcze zagadam do sąsiadki, która mieszka dosłownie vis a vis tych psów - ona powinna wiedzieć wszsystko. Jesteśmy z nią w b. dobrej komitywie, i w ogóle to b. miła babeczka, więc info będą rzetelne. No i oczywiście pieski będą częściej przeze mnie dokarmiane...Mam nadzieję, że będziecie w najbliższy wtorek na imprezie w Le Madamme. Mogłybyśmy wtedy pogadać. Mam na Grochowie "upatrzonego" psa, który, moim zdaniem, jeszcze bardziej potrzebuje pomocy, niż te zza bramy...