-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by ulvhedinn
-
Uszy są nawet spoko, choć babcia niedosłyszy. Zęby- remont generalny absolutnie niezbędny :-(. Temperatura podwyższona. Serducho- szmery, do zbadania dokładniej... Jutro/pojutrze zrobimy krew. Oczki metne, widzi bardzo słabo :-( Śpi w koszyczku, chyba odsypia schroniska. Przynajmniej się nie trzęsie i ma ciepełko i spokój. Wypiła mnóstwo wody :roll: zaraz ją wyniosę na trawnik... Masz jakiś pomysł na śliczne imię?
-
Nie wylezę! Trochę macie rację... a trochę nie łapiecie. Problemy była zanim trafiłam na dogo. I to ogromne, zresztą wcale nie zniknęły, są. A finanse... a lepiej nie mówić. Żeby się "ustawić z powrotem do pionu" musze wygrac w totka. I zwierzaki stanowią w tym wszystkim najmniejszy problem. A wręcz przeciwnie- gdyby nie one, to byłoby znacznie gorzej, albo nie byłoby wcale. Eeeech.... przecież wcale nie biore wszystkich potrzebujących zwierzaków- tylko czasem któryś tak zapada w serce... Co do kociąt- one to akurat najmniejsze zmartwienie, są powiedzmy- "łatwoadopcyjne". Najgorzej z Kongą, szczególnie, że to sprawa która wróciła z przeszłości, nie wzięłam jej ze schronu teraz, tylko została zwrócona z adopcji, po bardzo długim czasie... No i Brutus. W sumie to z nim jakoś tak wyszło siłą rzeczy, nie było nikogo chętnego do pilotowania sprawy... :roll: A jest to w tej chwili problem który nie wiem jak rozwiązać. Aksa. No dobra, może nie powinnam sie była podejmowac opieki nad nią? A ktoś pamięta, że to miała być jedna noc? I co- miałam jej nie odebrać z operacji? Uśpić? Odwieźć do schroniska kiedy nikt się nie chciał nią zaopiekowac? W którym momencie? P.S. Amber to mój prywatny kot, pers, 13 lat. W pewnym momencie wyglądało mi w życiu optymistycznie; że się coś uda, że będzie dobrze (wtedy padł pomysł bernardynki)- ale "się pier".... :shake: Nie przez zwierzaki, tylko z powodów niezaleznych. Nie pierwszy raz zresztą. O braku pomocy, to było skierowane do konkretnej osoby:diabloti: Dobra, zakończe tylko sprawy, najpilnie Brutusa, Kongi i babuleńki. A potem znikam.
-
Staruszek Misiu już w DT u Czarodziejki, uff... JUZ ZA TM
ulvhedinn replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zajrzyjcie też do naszej babulki, ma podobna sytuacje do Misia... http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=96346&page=4 -
Pojechałam do schronu zrobic fotki... i przeraziłam się :placz: Mała mimo, że była w budynku, zaziębiła się potwornie, ma gorączkę, kaszle, charczy... Nie wstała, żeby się przywitać, widać, że jest obolała i chora :placz: Co z tego, że dostała leki skoro miałaby nadal siedziec w zimnym miejscu? Umarłaby w kilka dni, albo została uśpiona :-( No i wzięłam ją do siebie... ale u mnie mioże byc kilka dni, nie więcej. Podleczy sie i co- przeciez jej nie odniose do schroniska? Błagam o tymczas, bez Waszej pomocy- maleńka umrze :-(
-
Kociaki na bank szukają domów i na szczęście sukcesywnie znajdują:evil_lol: Gorzej z Rudzią- ma mnóstwo ogłoszeń i ... :shake: Problemem jest jeszcze Konga na tymczasie u met- powrót z nieudanej adopcji po ponad roku. Ma źle sie lecząca nużycę i zero widoków na dom stały. I Brutus w hoteliku, zupełnie nie wiem co z nim zrobić... I jeszcze babuleńka ze schronu, którą pilotuje- potrzebny DT na już! I co mam powiedzieć- Brutus do schroniska, tam cie uśpią po 14 dniach, a Kongę i babcię usypiamy od razu, bo nieadopcyjne i chore? A w dodatku to wiesz jak to wygląda- na poczatku wszyscy deklarują pomoc finansową, a potem cisza, zostaje parę osób.... ...w tej chwili jestem w plecy jakieś 450-500 zł nie licząc telefonu. I muszę to oddać na dniach, a na koncie mam 30 zł. I to wszystko. Jeśli chodzi o studia- cóż staram sie o powrót od zimowego semestru, oczywiście jeśli pójdę wcześniej do szpitala. A tu największym zmartwieniem jest Aksica, bo większość ludzi boi sie podjąć opieki nad nią. Pałek, Ruda i Amber mają opiekę na ten czas. A czemu nie polazłam wcześniej? Bo np. ciocia zerwała ścięgno i siedziała w gipsie, a potem nie mogła chodzić, i nie tylko nie mogła się zajać potworami, ale sama potrzebowała pomocy. I ciagle takie coś... Aksę to nie ja rozpaskudziłam- ona tragfiła do mnie niewychowana wręcz upiornie. Chyba wszystkie możliwe błędy wychowawcze popełniono :shake: Nie umiała zostawać na 5 minut, darła pysk i demolowała wszystko jedno co. Teraz ogranicza się i nie wyje, więc jest postęp. I wraca na wołanie, umie łazić przy nodze i da się odwołać od kota na dworze:cool3: Ale jeszcze duzo pracy przed nami... A w dodatku największe zmartwienia nie wynikają z posiadania zwierząt, no poza zadłużeniem. Tylko np. auto sie sypnęło- najpierw sprzęgło (ok 500 zł), potem alternator (150 zł) w ciągu tygodnia. Albo popsuty bojler. Nie mówiąc o wszystkich kłopotach, wynikających z tego, że nie poszłam, zapomniałam, nie zdążyłam...
-
Pozwolę sobie nie do końca zgodzić się z tym... Psy niewidome z reguły bardzo źle znoszą schronisko, wokół jest za dużo dźwięków, zapachów, to dezorientuje. a jesli chodzi o naukę otoczenia- wszystkim moim ślepaczkom zajmowało to z reguły góra dwa dni. I jeszcze pyatnie- czy on jest sam w boksie, czy z innymi psami? Bo psy niewidome dość często padaja ofiarą napaści innych- bo nadepną, bo potrącą, bo nie widza sygnałów ostrzegawczych. Nie mówię juz o dostępie do jedzenia. Oczywiście nie należy "szaleć" i robic nic na wariata, ale im szybciej Maro opusci schronisko, tym dla niego lepiej.
-
Bialo-błekitna Basia za TM,czarny okruszek takze....[*]
ulvhedinn replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie gadaj głupot :mad: ciotka!!!! Owszem, to trudne i niestety dość często przegrywamy... ale warto walczyć. Popatrz- w tym sezonie wylądowało u mnie 17 kociąt. W większości młodszych niz 4 tygodnie :shake: Straciłam Dymka, Chucka i Wampirka.... Z czego Chuck i Wampir to były duże, pozornie silne kociaki. Teraz mam 4 wypłosze, miały mniej niz 3 tygodnie jak przylazły i na razie odpukac sie trzymają;) a miałam wątpliwości, szczególnie w przypadku Dyla Sowizdrzała- mniejszy od dłoni, zakatarzony, zapyziały i obsrany... Warto walczyć, bo nawet jesli uratujesz jednego na pięć, to jest to jedno uratowane życie, które inaczej by zgasło... A te które odchodzą- odchodzą w cieple, zaopiekowane, kochane. Tyle, że to boli, wiem... :-( -
Niestety, muszę się zgodzic z niufek :-( żaden gatunek nie jest zdolny do takiego okrucieństwa, w dodatku okrucieństwa w żaden sposób nie uzasadnionego potrzebą, jak człowiek... Dodam jeszcze, że niewidomy pies to naprawdę nie jest straszny problem- zwierzaki szybko sie uczą radzić sobie i przy niewielkiej pomocy ze strony właściciela moga funkcjonować niemal równie aktywnie i sprawnie jak zdrowe. A wiem, co mówię, mam już trzeciego z kolei niewidomego psa...
-
Vitis, widzisz.... to jest o tyle złożone, ze depresja u mnie nie wynika bezpośrednio z problemów życia codziennego. Niestety- to nie sezonowy dołek, to poważna choroba- już prawie 10 lat usiłuję z nią walczyc. A doszły też inne problemy zdrowotne i bywa niefajnie :shake: Zwierzaki w sumie trzymaja mnie "na bacznośc"- gdyby nie one to pewnie bym sie dawno rozsypała. Dzięki Pałkowi żyję. A że codzienne zycie bywa okropne, jak teraz, grrr.... kłopoty nie chodzą wcale parami tylko stadem, jak bawoły. I deptają na placek... A KrA jest okropna!!!!! Wywala śmieci przy każdej okazji, kradnie, niszczy, pije z sedesu, topi książki i wcale wrzaski, a nawet klapsy nie pomagają :mad:
-
Kota można nauczyc nie tylko "fe", czy "zmykaj", ale także aportowania (o ile lubi sie bawić), a nawet "siad", "poproś" itd...:cool3: łatwe to nie jest, ale możliwe. Metody- naprowadzanie, smakołyki, słyszałam także o szkoleniu kotów klikerowo...