-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
kotek zyje ale jest bardzo slaby. Nie wiem co sie stalo, w kazdym razie chodzi. Siedzialam nad nim cala noc. Pomalu zaczal sie poruszac kolo polnocy, teraz umie przejsc kilka krokow. Kregoslup zatem nie zlamany. Ale lezy na koldrze, nie rusza sie, nie mruczy. Widac ze jest bardzo slabiutki. Pocieszeniem wielkim jest ze raz sam zlazl z lozka i poszedl do kuwety stojacej obok. Ledwo doszedl ale skoro chcial sam to juz jest nadzieja. Wykonczona zasnelam nad ranem i o 9 wywlokl mnie z lozka sasiad ze ma kogos do koszenia mojego pol hektara zarosnietego pokrzywami. Polecialam na wpol ubrana, facet rzeczywiscie ciezkim sprzetem, to kazalam kosic, a po drdze gadam z sasiadem tym wlasnie, a Morgana z Hossa ze mna (Morgane wzielam Hossa uciekla pod plotem) no i ... Hossa leci do plotu bo za plotem sasiada suka szczeka, i pedem wzdluz plotu a sasiad wrzask dziki i leci za nimi ja zglupialam nie wiem o co chodzi ale sasiad nie zdazyl, bo sie okazalo ze malowal plot, i przy plocie puszka z srebrna farba... Hoska rozwalila puszke i jest do polowy siwa od farby olejnej mam to w dupie nie myje jej zadnym rozpuszczalniekiem, chciala to ma bedzie siwa ja nie mam sily :flaming::flaming::flaming: za chwile patrze a Hoska leci do sasiada do oczka wodnego sie napic, a Morgana za nia, wolam dre sie nic, patrze Hossa pije a Morgana leci na leb do wody bo sie nie utrzymala na lapie z gipsem... w oczku 2 metry wody to stawik prawie, Morgana zamiast spowrotem to plynie do przeciwleglego brzegu, ja wrzeszcze, sasiad probuje wyciagnac Morgane i wpada do wody nogami, wyciagamy Morgane, peiczolowicie wczoraj zalozony opatrunek z pianka i antybiotykiem ocieka woda, nawet nie mam odwagi zajrzec do srodka... Zabijcie mnie moze, bede sie krocej meczyc, albo co, przeciez to paranoja..ja sie poddaje ja tu nie chce byc.:chaos: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dziekuje , jestes kochana.... a ja jestem zalamana, przerazona i zrozpaczona :-( Postawilam Morganie miske i nie zauwazylam, ze podchodzi maly kotek... uslyszalam tylko warkot wrzask miauk i zobaczylam jak Zoska pedzi jak strzala i rzuca sie na Morgane. Maly kotek podszedl do miski Morgany. Morgana przepedzila malego kotka. Zrobila mu jakas krzywde i nie wiem czy on przezyje... Tuz po tym szedl kawalek zataczajac sie, nie mogac zlapac rownowagi, potem sie wywrocil,wykupal cala zawartosc jelit , teraz lezy na brzuchu, nie mruczy, tylko postekuje ciezko czasem, oczy ma zamkniete i jak otwiera to tylko troszeczke, i ma strasznie duza trzecia powieke, i oczy takie chore i nieprzytomne, zawinelam go w swetr, nie wstaje, lezy w nim, nie moze sie ruszyc, widze ze bardzo cierpi!! CO JA MAM ZROBIC???:placz::placz::placz: kOTKU NIE UMIERAJ BLAGAM...:placz:boje sie ze to kregoslup... chociaz ogonem ruusza... albo cos wewnatrz... to takie malenstwo... Boze ratuj go...:placz: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
kotek dostaje wode. Jak mu dalam to syuche teraz nowe to nie wie ze to jest do jedzenia. Wrzucilam do tego saszetke, moze zajarzy. Mordzian boli ta lapka caly czas, nie obciazala jej, lekarz powiedzial ze to sie zdarza gdy do nastawienia jest naraz az 4 kosci, co innego jedna gora dwie. Nie da sie 100% napewno nastawic je przez skore tak by wszystkie pasowaly i dac gwarancji ze sie nie przemieszcza. Tam nic nie trzymalo pionu bo wszystkie kosteczki byly zlamane.:-( operacja to chyba 100% poniewaz srubuje sie kostke i tyle, i ona nie ma prawa sie przemiescic. Tylko Mordzian ma drobniutkie kosteczki, cieniutkie, wiec to bedzie zegarmistrzowska robota, srubowanie kosteczki cieniutkiej jak zapalka. DLatego moj lekarz postanowil zawezwac na konsultacje i pomoc specjaliste chirurga. No i stad ta cena :-( -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no coz, ja tez nie wierze a jednak wrocilysmy od weterynarza zrosly sie tylko 2 z czterech zlamanych kosci. Jedna mniej druga bardziej. Dwie nie zrosly sie w ogole. Jedna z nich ma szanse sie zrosnac, bo choc zlamana jest na 3 kawalki to leza one w osi i dosc blisko siebie. Czwarta kosteczka przemiescila sie zupelnie, dwa konce zlamania stercza w dwoch przeciwnych kierunkach i nie dotykaja sie nawet. Nie ma szans aby sie to zroslo. pierwsze wyjscie- zostawic i jakos to bedzie, ale bedzie bolec i bedzie kulec. I nie wiadomo jak dlugo, moze zawsze. Drugie wyjscie- zrobic operacje nastawic i zesrubowac. Zaszyc zalozyc opatrunek i sie modlic. Koszt 600 zl. Ponadto na prawie calej lapce skora jest odparzona i czerwona, saczy sie. W dwoch miejscach odlezyny- dziury wielkosci 10gr. Dzis lapke ogolono, zdezynfekowano po rtg i posmarowano mascia z antybiotykiem. Nalozono kilometry specjalnej pianki antyodlezynowej i zalozono szyno-gips z siatki termoutwardzalnej. Opatrunek jest o wiele wiekszy z powodu tej pianki i Mordzain ledwo radzi sobie z nowa lapa- dwa razy szersza i poltora raza dluzsza niz normalnie. Zaplacilam 113 zl. LKupilam tez jedzenie specjalne dla kotka leczniczo-zdrowotne suche specjalne dla kociat 4 tygodnie do 4 miesiace, bo ma srakepermanentna caly czas. 16,70 zl. Jestem zdołowana. Bede Was prosic o zbiórke na rzecz łapki Mordzian. Tak bardzo chcialabym, by jeszcze biegała, by nie musiala skakac do końca zycia na 3 lapach... :placz: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jeszcze nie, zaraz jedziemy. A poki co chcialam Wam opowiedziec ze stala sie rzecz dziwna. Siedzialam z Morgana i Zocha i wzielam malego kotka zeby pobaraszkowal. Bo narazie trzymam koty wciaz osobno i tylko pod nadzorem sa razem i na krotko. Zocha jak zwykle bawila sie z nim "na ostro", co chwile musialam na nia pokrzykiwac. I raz jak maly zaczal piszczec Morgana rzucila sie na nich... nie wiem, chyba chciala go bronic... wtedy w Zoche wstapil diabel, rzucila sie na Morgane, zaatakowala jakby bronila dziecka! wsciekla i zjerzona rzucala sie na uciekajaca pod meblami Morgane! Morgana uciekala z piskiem,a ja nie moglam zlapac Zochy bo strasznie drapala!! Jak lwica!! Wreszcie porwalam sweter i przez sweter zlapalam ja i wywalilam za drzwi. Za dwie godziny wpuscilam.Zjezyla sie na widok Morgany i popedzila szukac malego. I teraz go juz nie gryzie! (Poki co). Siedzi obok i patrzy jak on spi. Jak Morgana sie ruszy pod krzeslem to Zocha sie jezy i mrauczy na nia. Zrozum tu babe...:shake: o co biega? -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
nasuwa mi sie nieodparcie , wybaczcie kochane cioteczki, ze w tym momencie powinni zagipsowac jej cipke...:roll: Ona nie chce isc do domu, tylko z psami na dworze:-( a w nocy zamiast ze mna, spala na dole pod drzwiami do garazu za ktorymi spia psy. czuje sie porzucona a moje uczucia odtracone :placz: figa33 koniom nie przeszkadza zapach wcierki, jakos go ignoruja , pzoa tym zazwyczaj wciera im sie to w nogi to daleko jest do glowy :-) -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dobra dobra :oops: nie wiem czy ten gips zdejmowac, hihi Mordzian usilnie podrywa Berta. Bert jest zainteresowany wylacznie gonieniem kota, wiec Mordzian posuwa sie do zaawansowanych technik zwracania na siebie jego uwagi. Teraz na przyklad wspina sie co chwile i wali go gipsem po glowie:evil_lol: co o tym myslec mnie wiem...:cool3: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
a ja mam tyle zlych doswiadczen z lekarzami ktorzy zgaduja diagnozy, lecza co innego niz czlowiek ma chore, psuja jedno zeby naprawic drugie, i generalnie myla sie bardzo czesto, ze wlasciwie ja nie znosze chodzic do lekarzy. Jedyny lekarz do ktorego chodze to pani ginekologi pan dentysta. Jak mi co innego dolega pytam mojego weta, bo mu bardziej ufam niz lekarzom. I nigdy sie nie pomylil...:cool3: A w razie potrzeby zazywam jakies konskie leki, to konska wcierka, to konski lek przeciwbolowy, dzialaja cuda :evil_lol: no i uwazam ze niezastapiona jest wiedza farmaceutów, im tez ufam i czesto sie radze. Mam taka pani w aptece znajoma ma ogromna wiedze co jak dziala i na co, i po co mi lekarz? Mam wrazenie ze ona wie wiecej. No i mamy tu ciocie fige33 ktora w razie czego bedzie mnie ratowac:razz: Tadam tadam jutro zdjecie gipsu ale jest 13 piatek i nie wiem, czy mam byc przesadna? A moze bedzie szczesliwy? -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Laluna ja mam wade wzroku minus 4 i astygmatyzm i wielkim wysilkiem ledwo przeczytalam o tym psychoanalityku :angryy: zamiast psychoanalityka ja wolalabym tydzien nad morzem :placz: bez psuf koniuf taczkuf grabiuf kosiarkuf kowaluf i obowiazkuf :placz: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
a czy to JA tu jestem modem?? hehe moze ze wzgledow marketingowych poki Mordzian nie ma sterylki zrobionej? nic smiesznego, znow piszczala w nocy, a najgorsze jest to ze co chwile chce sioo (czy suki w cieczce tak maja??) i co dwie godziny piszczy pod drzwiami jestem nieprzytomna z niewyspania...:shake: i obolala po wczorajszym kowalu i wykanczaniu skalniaka:placz: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no, generalnie rzecz biorac srednio :look3: mam wielka nadzieje ze ta milosc szybko minie :icon_roc: inaczej :flaming: -
CHOW CHOW. Zostaje w domku tymczasowym na zawsze !!!!!
Dorothy replied to maciaszek's topic in Już w nowym domu
chow chow? Ja sie zastrzele, takie psy w schronie....:shake: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
....a ona postawila nowe pastwisko, dokonczyla skalniak w sensie nawiezienia ziemi i psadzenia pieciu roslinek, wsadzila w ziemie cztery choinki a teraz idzie jazde prowadzic i chyba polegnie pod drodze bo juz na oczy nie widzi :placz: Morgana zaczepia Klusiora zapraszajac do zabawy. I wiadomo czego. Ponadto uznala ze swiezo zrobiony skalniak i siwezo posadzone choinki i ziemia wokol nich o znakomite miejsce zeby przyjsc i pokopac tam dziury :angryy::placz: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
po mamusi :oops: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
na szczescie zadna moja piesa nie lubi bobu, Jula tez nie lubi, przynajmniej jedna rzecz ktora mam TYLKO DLA SIEBIE:p bo ja uwielbiam. Dzis byl kowal od rana trzymalam cztery konie do strugania, bez sniadania i kawy, wiec ja chetnie kawe. :-) Rece mi mdleja, cholera, przez te wiezadla jakies mam o wiele slabsze dlonie i utrzymanie szarpiacych sie konskich zadnich nog zaczyna byc problemem :placz: byl moment ze musielismy zrobic przerwe bo nie umialam zgiac dloni nie mowiac o trzymaniu tych potworow. Niestety zaden z moich koni nie lubi strugania tylnych kopyt i walenia nozem i mlotkiem i wyrywaja nogi. ja sama trzymalam. Kowal strugal i robil :crazyeye: bo jeszcze mu nigdy kobieta 4 koni nie trzymala. A on ma 70 lat i trzeba mu pomagac, jest wspanialym fachowcem ale lata juz nie te i sam nie zrobi. Dzis nie leje ale ziemia juz nie przyjmuje wody, na lace normalnie stoi woda a z niej wyrasta trawa. Zaby kumkaja i zaraz chyba zaloze hodowle karpia zamiast pastwisk :p konie zrujmnowaly ten jeden kawaek na ktorym je trzymam teraz, bloto po kolana. Na wiecej laki je nie wpuszcze bo zrobia to samo. Boze zeslij slonce....:shake: Morgana wytarzala sie w blocie....:placz: w piatek zdjecie gipsu, natychmiast ja kapie. Nie wiem jak to bedzie wygladalo ale lapke prawa bedzie miala jak kulturysta bo na niej skacze, a lewa cieniutka z gipsu...:shake: Poza tym piszczy za Bertem, pol nocy piszczala, tak chciala do niego, ratunku!! Julia na obozie jezdzieckim w Szczyrku,dzis tam ide jazdy poprowadzic. To dopiero 3 dzien a ja tak za nia tesknie :placz:a ona za mna nie :placz: co za zycie...:-( -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no a ja jeszcze musialam stajnie sprzatac, konie po tym blocie z pastwiska sciagac, leje jak cholera caly dzien, wszedzie blocko i chlapa, woda sie za kolnierz leje, psy mokre przynosza bloto do domu... A Mordzian zaczepia niemilosiernie Berta i Klusiora, z Bertem koniecznie chce sie bawic, i w ogole zeby ja zauwazyl, a Berta mam w domu non stop z powodu egzemy na plecach, wiec mam tu zakochana Mordzian biegajaca za Bertem, ktory biega za kotka, i taki pociag paraduje po domu, demolujac co po drodze napotka. Nie wiem czy Bert "moglby" bo jest o wiele wiekszy od Morgany, ale ponoc dla chcacego nic trudnego :p daj Boze sil na najzlizsze dni. Poza tym Weszko nie wiem jak Ty ale deszcz dziala na mnie depresyjnie i przygnebiajaco o kazdej porze roku., Do dupy. -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ja tam na samce nie narzekam, natomiast u mnie znaczy, sika, leje po wszystkim maniacko suka, nie pies. W domu leje po naroznikach, meblach, scianach, drzwiach, krzeslach, butach. Na dworze procz naroznikow plotow klombow oblewa kupki siana, wiadra na pasze, lopaty, wycieraczki... Laluna to nie jest kwestia plci. Migrena nie odpuszcza. Znikam. Pozdrowienia od Mordzian. -
Pokochaj mnie, tak mocno, jak ja kocham Ciebie
Dorothy replied to LALUNA's topic in Już w nowym domu
bardzo dziwne pw? hmm wszystko tu jest w ogole bardzo dziwne. Nie mam juz nawet ochoty dodawac ze jak chcialam zabrac Morgane kolezanke Bystrej to stawalismy na glowie i przejechala 600 km w tym ja po nia jechalam 400. I jest w domu. Cala ta dziwna sprawa z ludzmi ktorzy nie moga, sa a ich nie ma (Fata Morgana??) brakie transportu na trasie 150 km i innymi rzeczami mnie slabi. Podobno chciec to moc, ktos tu chyba cos za malo chce. Czoko moja sytuacja z sunia Hossa, sunia Sunia, sunia Bunia, Bertem i Klusiorem tez nikt sie na watku Morgan nie interesuje i nie mam pretensji to nie jest watek moich psow tylko Morgan. A to nie jest watek Delicji ani Twoj tylko Bystrej nie wiem czemu ktos mialby Ci wspolczuc i dopytywac sie co slychac u Delicji. A Twoje zachowanie jest dziwne, niejasne, i jestem przeciw wydaniu Ci Bystrej. D -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
:mad::mad::mad: taaaa empatia i zrozumienie od Was bije :angryy: wolalabym zeby byla wysterylizowana na przyklad! a Bertek moj bobtail wyzarl sobie zadek ma jakas egzeme! Bylismy u weta wygolil mu pol tylka na lyso i wyszly krwawe placki :placz: a ja mam halo, ciocia figa33 pewnie wie co to znaczy... :-( prosze o modly w mojej intencji :modla: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
KOCHANI dziekuje Wam za pamiec i za zyczenia... jestescie wspaniali :calus: Natomiast Mordzian tez zrobila mi prezent mianowicie.... dostala cieczke :mdleje: ide sie powiesic, wybaczcie :grab: -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dziekuje Wam :oops::oops::oops: to bardzo, bardzo mile :calus: w zyciu nie dostalam zyczen na urodziny od tylu osob jestem szczesliwa ze jestescie. Buziaki, ide poswietowac :-) -
Dni są policzone-Goliat odchodzi-Elbląg, Gdańsk i okolice- do BOJU!
Dorothy replied to Rybc!a's topic in Już w nowym domu
w Gdansku nie ma lecznicy ktora by go przyjela na hotel i leczenie? Wtedy one moglyby jakos nad tym czuwac a Ty moglabys go tam zawiezc.