-
Posts
21427 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
34
Everything posted by mar.gajko
-
W miarę grzecznie. Że na 100% się rzuci i go zagryzie i zakończyłam rozmowę. Natomiast dzisiaj dzwonił Pan z Lublina, umarła mu astka, kupił szczenię z hodowli (podejrzewam, że pseudo) i szczeniaczek mu umarł na parwo. Mówił, że w lecznicy był w szpitalu, że leczyli,1000 zł wydali, ale nie udało się. Pan ma 7 letnie dziecko i ... miesięczne. Jak zwykle powiedziałam, że do dzieci Albin jest niesprawdzony i, żeby, jak się zdecydują oboje z żoną, podjechał z dzieckiem do hoteliku do Murki i zobaczył jak będą na siebie reagować. Dom z ogrodem 6 a. Pies w domu był.
-
Ależ Gabi, dzisiaj też jeden Pan kazał mi przywieźć Albina do Lublina. Już. A z Lublina to już sobie weźmie. Drugi, biedak trafił na nieco surrealistyczny humor mój, i chciał Albina do pilnowania, a ja mu tłumaczyłam, że w sumie to Albina nie trzeba aż tak pilnować, żeby po to go brać. Pan z Łęcznej jest samotnym ojcem. Ma dwóch synów, 8 i chyba 10 lat. I ze względu na dzieci, prosiłam o przemyślenie i wizytę u Murki, aby sprawdzić wzajemną sympatię. Dzieci i Albina. Mieszka w bloku. Do pomocy ma "dziadków", Albin zostawał by ok. 4 godz. sam w domu. Zobaczymy.
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
mar.gajko replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
No co Ty Andzia! Absolutnie. Nic tej babie nie dawać. -
Przedłużacz kupię. 3-4 gniazdkowy.
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
mar.gajko replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
Nie ma tak prosto ;) -
To to samo w sumie jest. Lekarze to uwielbiają. Mój na pałeczkę ropy błekitnej też w pierwszym rzucie oczywiście dostał, przed wymazem. Potem Marbocyl. Na oba było niewrażliwe. Niestety, wrazliwość wyszła jedynie na aminoglikozydy, a to wali po nerkach okrutnie. I mojemu poszły nerki po dwóch tygodniach amikacyny. Trzeba było ratować.
-
Oni może nie tacy źli do końca. Tylko jakaś równoległa rzeczywistość. I roszczeniowi bardzo. I to dziecko - dziewczyna konfabuluje okrutnie. Opowiada rzeczy niestworzone. Nie chcę się zastanawiać przez następne kilka lat czy Albinek ma dobrze, a żeby jeździć tam, co dziewczę mi proponowało ;) że mogę przyjeżdżać, ale oni do hotelu nie mogą podjechać poznać psa, "bo przecież są zajęci". Powiedziałam im, że jak chcą naprawdę uratować (bo Albinka ratowali zza krat) to nich jadą do Radys. Tam jest 1500 psów umierających na stojąco.
-
Więc, pomijając dywagacje koleżanek, młodzi ludzie mieszkający osobno ale "mający się ku sobie". Ostatnio chłopak (29 lat) stracił astkę 12 letnią, dziewczyna (20 letnia) ma swoją sunię. Chłopak pracuje "na budowie". Dziewczyna pracuje w domu i będzie wychodzić z psem w czasie pracy chłopca. Takie wyglądała sytuacja początkowa. Dziewczyna w telefonach do mnie i Murki opowiadała co tam nie miała ta astka i, że wszytskie rzeczy prześle Albinkowi, jak to zajmowała się różnymi astami, była DT (rozumiałam, że w Fundacji Ast), jak opiekuje się sunią swoją, porzuconą, komórki macierzyste, wózek, etc. Sunia ma odleżyny [sic!] bo lubi leżeć na jednym boku, ale specjalistyczne legowiska, etc. Pysznie i dostatnio. Czego mi nie powiedzieli: że mieszkają w mieszkaniach socjalnych przydzielonych przez Gminę, że dziewczyna ani nie uczy się, ani nie pracuje. Chłopak pracuje sezonowo. Wg mnie (rozmowy wieczorne) nie stroni od piwa wieczorkami, że ichnia sunia była u wskazanego weterynarza 2 x, raz - zdiagnozował daleko posunięty nowotwór, drugi - do eutanazji. W Fundacji Ast o niej nie słyszeli. Rzeczy suni, te dostatnie, dosłane z Anglii przez matkę i siostrę.
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
mar.gajko replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
Czasem trudno sie dogadać ;) zwłaszcza z takimi, co "już" chcą i jadą.