Co tu zrobić...
hymmm dokaładnie tak jak mówią dziewczyny pojechać do schroniska, zobaczyć bokserka i już "niestety" nie dać rady wyjść bez niego.
Ja w taki sposób przywlokłam do kawalerki 40 kg bokserka, a gdy Negunia odeszła...przywlokałam do jeszcze mniejszej kawalerki Koduszkę z którą wyladowałam w domu rodzinnym razem z Omletem.
Tyle tylko że Omlet był moim towarzyszem w doli i niedoli na trasie Poznań-Opole (jak pracowałam w Poznaniu), a Koduszka na trasie Kielce - Opole (jak znalazłam męża z Kielc) - ironia losu czy takie już moje przeznaczenie...:evil_lol:
ale czasmi przechodziłam niezłe piekło - ALE NAPRAWDE WARTO BYŁO!