Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. Dreptuś nazywa się malutki kundelek u sąsiadów. Sąsiedzi wzięli go, wraz z matką Kulką, bo ich sąsiad miał zamiar psy "zlikwidować". Najpewniej powiesić w lesie. Albo łopatą w łep. Bo Dreptuś i Kulka, mimo małych gabarytów (ważą max do 10 kg każde), potrafiły upolować dzika. A robiły to, bo sąsiad ich nie pilnował i nie karmił. Przyszła straż leśna, graniczna, policja. Więc postanowił pozbyć się kłopotu. Sąsiadom żal się zrobiło, wzięli, no i teraz mają Kulkę i Dreptusia, dwa małe, jazgotliwe brzydale :evil_lol:
  2. Czort szuka DOŚWIADCZONEGO OPIEKUNA. To jego jedyna szansa na normalną egzystencję
  3. Czortowi się pogarsza :shake: Czym pewniej się czuje, tym paskudniej zachowuje. W zeszłym tygodniu skoczył na mnie z zębami, wczepił się w kamizelkę na piersiach i szarpał. Dobrze, że byłam grubo ubrana, więc nic się nie stało, ale niestety drugi raz zaatakował, gdy dezynfekowałam mu otarcie na tylnej łapie (z tymi otarciami przyszedł już ze schroniska, były przyschnięte, ale śpi na sianie, więc rozpaprały się na nowo). Szybka jestem, ale i tak myślę, że gdyby chciał, to by mnie dziabnął w rękę. Więc to było ostrzeżenie. Gdy założyłam mu kaganiec, żeby dokończyć, co zaczęłam, wpadł w amok i próbował kąsać przez kaganiec, tłukąc mnie pyskiem w rękę. Obawiam się, że to dobrze nie rokuje :shake: Poza tym Czort w ogóle nie nawiązuje kontaktu z człowiekiem, ani na próby jego nawiązania nie odpowiada. W kojcu zachowuje się spokojnie, śpi (no chyba, że akurat ma fazę na szczekanie... i szczeka... szczeka... szczeka... z pozoru zupełnie bez powodu), ale na spacerach jest totalnie nakręcony, jego uwagi nie można zwrócić ani głosem, ani nagrodami, ani szarpnięciem smyczy. Najgorsze jest to, że nie następuje żaden pozytywny progres, a pies jest już u mnie trochę czasu :shake: Poświęcam mu - i tylko jemu - od godziny do dwóch dziennie. O szkoleniu nie ma mowy. Jestem szczęśliwa, jeśli uda mi się go nakłonić, do zauważania mojej osoby na końcu smyczy. Nie wiem co dalej...
  4. Dzisiaj poznałam trzy psy. Prawie jak bulle... Prawie robi dużą różnicę :shake: Założyłam im osobny wątek. Dwa psy i suka. Schronisko w Szczecinie. Później będą zdjęcia. Zajrzyjcie: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=40612[/URL] Oto bullowate ze szczecińskiego schroniska. Zdjęcia zrobiłam dzisiaj. Prawdopodobnie bracia: [IMG]http://i120.photobucket.com/albums/o199/Pro_Equo/tnbdsc02158ou1.jpg[/IMG] Suka: [IMG]http://i120.photobucket.com/albums/o199/Pro_Equo/tnsukadsc02166wx9.jpg[/IMG] Chłopaki tolerują inne psy, byli w boksie z dużym mieszańcem. Szpiczasty mnie obszczekał, ale tak "na zachętę", a Mały łasił się do krat. Dobrze mu z oczu patrzy. Suka, jako jedyna z pełnego boksu (kilka, może nawet kilkanaście innych suk), podeszła i nawiązała kontakt. Spokojnie merdała ogonem, polizała mi palce przez kraty. Czy można je pchnąć na inne fora? To są mieszańce, ale o wyraźnych cechach bullowatych, dlatego tutaj umieściłam.
  5. Myślisz o szczeniaku, czy starszym psie ze schroniska? Wydaje mi się, że golden to pies bardzo aktywny, więc ja bym wybrała na jego towarzysza psa równie aktywnej rasy, aby dograły się pod względem temperamentu. Psy wspaniale nakręcają się do zabawy i biegania, ale jeżeli jeden będzie typowym śpiochem i domatorem, to nic z tego nie wyjdzie. Płeć chyba nie ma większego znaczenia, to zależy tylko od Twoich preferencji. Tylko jeżeli zdecydujesz się na suczkę, to nie przegap pierwszej cieczki, bo pies się nią zajmie :p No chyba, że wcześniej wykastrujesz psa, co jest realne, skoro będzie minimum pół roku starszy.
  6. [quote name='jaszczurka']nie wydaje mi sie, zeby to byl glos wiekszosc spoleczenstwa[/quote] A ja obawiam się, że jest.
  7. Pies jest zwierzęciem stadnym i z drugim psem zawsze będzie mu lepiej, zwłaszcza jeśli to tak młody pies (bo np. 10-cio letniego samotnika nie ma co przyzwyczajać na siłę do towarzystwa). Dobrze, aby pierwszy pies był już wstępnie podszkolony. Żeby z dwoma na raz nie zaczynać od zera. Później psy w czasie nauki nawet bardziej się starają, bo rywalizują o Twoją uwagę i o nagrody. Ja mam od 4 do 10 psów w sforze i widzę, jak dobrze to na nie wpływa. Mają swój świat, do którego my ludzie wciąż szukamy klucza, a jednocześnie wspaniale otwierają się na zewnątrz. Niemal każdemu właścicielowi jednego psa to mówię - wzięcie drugiego jest dobrym pomysłem. Byle nie na zasadzie: zajmą się sobą. Trzeba pracować, szkolić, bawić się i miziać. Podwójne szczęście :evil_lol:
  8. Dzwonią zainteresowani, ale wszyscy po kolei się zniechęcają, bo ja szczerze mówię, że Czort jest trudny i na pewno nie nadaje się do domu z dziećmi :shake: Półtoraroczny rottweiler Wulkan... piękny! potężny, imponujący! Wobec ludzi łagodny, radosny, karny. Zna podstawowe komendy. Niestety, kotecki goni...
  9. We wtorek przyjeżdżają dwie nowe klaczki: MALUTKA (Liv, w paszporcie Bianka) www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=34308 MAŁA (w paszporcie Józka) www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=35715
  10. Obecnie do adopcji: ICEK, wymarzony towarzysz dla osoby aktywnej fizycznie http://www.dogomania.pl/forum/showth...00#post2802100 CZORT, czujny stróż, tylko dla doświadczonego opiekuna http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=38283 W skrócie - dużo zwierząt, mało pieniędzy. Każdy grosz się przyda, o suchej karmie nie mówiąc. Bo groszami psów nie wyżywię, a suchą karmą owszem. Na utrzymaniu, oprócz 8 kotów, 9 koni (we wtorek będzie 11) i 2 kóz, są: - Tanga - Misiek (do ewentualnej adopcji) - Icek (do adopcji) - Freya - Chucky - Czort (do pilnej adopcji) ... wszystko to spore psy (18 - 35 kg), bardzo aktywne - typ sportowca, lub na odkarmianiu (np. wychudzony Czort). Wymagają dobrej karmy, witamin, od czasu do czasu mięsa. Nie mówiąc o odpchlaniu, odrobaczaniu, szczepieniach, ewentualnej diagnostyce i zabiegach. Jeżeli ktoś ma ochotę wspomóc, oto nr konta - 97 1030 0019 0109 8518 0228 8549
  11. [quote name='stupid-girl']A innym razem zderzenie z ON-kiem na ekspresowce przyplacilismy kasacja samochodu. Pies wybiegl z rowu na maske - przy predkosci 100 km na godzine nie ma szans na unikniecie zderzenia. Szczerze powiedziawszy wtedy najbardziej chcialam dorwac wlasciciela i kazac mu placic za szkode...[/quote] Zdrowy odruch. Psa strasznie szkoda, ale z drugiej strony NIE MA PSÓW NICZYICH. Każdy miał kiedyś właściciela. A skoro pies błąka się bezpańsko, to znaczy, że ktoś go zgubił, lub porzucił. Naprawa samochodu, blacharka, to cholernie kosztowne sprawy. Dowiedziałam się tego, po bliskim spotkaniu z dzikiem. Po wielu telefonach do gminy, nadleśnictwa i rzecznika praw konsumenta, okazało się, że mogę swoich racji dochodzić na drodzę sądowej i nawet mam szansę wygrać. Tyle, że sprawa będzie się ciągnęła miesiącami. W przypadku psa, którego właściciele znaleźć nie można - sprawa jest z góry stracona. My mamy obciążenie psychiczne (zabicie zwierzęcia) i my ponosimy koszty.
  12. [quote name='MateuszCCS']Jak rozumiem watek zalozylas, bo chcesz przekazac kierowcy dane sprawcy zdarzenia drogowego (czyli wlasciciela psa), zeby mogl dochodzic od niego kosztow ewentualnej naprawy pojazdu ? Bo z punktu widzenia prawa tak to wyglada - jest sprawca (wlasciciel psa) i poszkodowany (kierowca) ...[/quote] Nie, nie po to. Ale gdyby właściciele pojazdów uszkodzonych przez niedopilnowane zwierzęta domowe mogli skutecznie dochodzić odszkodować u właścicieli tychże niedopilnowanych zwierząt, to może tych drugich czegoś by to nauczyło... na przykład pilnowania swojej własności.
  13. CZORT, czyli ten mniejszy, 5-cio letni, ze schroniska SZUKA DOMU. I to szuka pilnie, bo rzuca się na koty. W ogóle na wszystko się rzuca, nie ważne - kot, koń, koza. Do psów ok. Do ludzi ok, ale gdy poczuł się pewniej, zaczął przejawiać zachowania dominacyjne. Nadaje się tylko dla doświadczonego opiekuna. Będzie dobrym stróżem - jest czujny, szczeka na obcych, może mieszkać w kojcu z budą (mimo, że jest psem krótkowłosym, przywykł do życia na dworzu). Na zdjęciu widać, że stoi na trzech łapach. Co więcej, on przez większość czasu porusza się na trzech łapach. To stara kontuzja, pies jest sprawny i nie cierpi. Po weekendzie będzie miał robione RTG i wtedy się okaże, czy to się kwalifikuje do operowania. Ewentualna operacja oraz kastracja na koszt sponsora Czorta, czyli Maćka, który go znalazł, oddał na kwarantannę do schroniska, a później przywiózł do mnie. Zaraz wstawię informacje o Czorcie kopiowane z mojej strony i - jak mi się uda - jeszcze kilka zdjęć.
  14. Tango, zrobiłaś mi nadzieję, że w Polsce mamy już cywilizację ;)
  15. [quote name='Moskva']Skoro twierdzisz, że to jest prawdopodobnie BMW, samochód jest "jasny" znaczy to, że nie jesteś pewna jak było naprawde. Po co szkalować osobe, która byc może nic nie zrobiła?[/quote] Nic... opcócz potrącenia szczeniaka i pojechania dalej. Mnie wystarczy, że dziewczyna spisała numery. W tym wypadku ani marka, ani kolor samochodu nie ma znaczenia. Wg niej to było "piaskowe" BMW, ale ja nie wiem, jaki to jest kolor "piaskowy", więc napisałam, że [I]jasne[/I]. [quote name='baltazar']Moim zdanie sprawdznie co sie dzieje z potraconym dzikiem to wystawianie siebie na niebezpieczenstwo. dzik, nawet zraniony oze miec w sobie taka siele, ktora zgniecie i samochod , i jego pasazerow. najrozsadniejszym zachowaniem byloby zadzwonienie do sluzn lesnych i poinformowanie ich o zranionym zwoerzeciu.[/quote] W przypadku sarny wysiadłam z samochodu i sama stwierdziłam, że jest martwa. Potwierdziła to policja, którą wezwaliśmy w związku z tym, że samochód był uszkodzony. Natomiast w przypadku dzika, ledwo udało się dojechać do najbliższej stacji beznzynowej (była 2 w nocy, odludzie, a my dwie dziewczyny - bałam się zostać na miejscu), bo maska zwinęła się w harmonię, wszystko zgrzytało, trzeszczało, a za samochodem została na jezdni smuga płynów. Wezwałam policję i radiowozem wróciłyśmy na miejsce zdażenia. Trzech funkcjonariuszy wysiadło z wozu i latarkami zaczęło przeczesywać zmiażdżone zarośla. Wtedy dzik na nich ruszył. Był rozjuszony i utykał na tylną nogę. Ewakuowali się ucieczką do radiowozu i szybko stamtąd odjechaliśmy. Już więcej nie sugerowali, że "pewnie potrąciłyśmy krowę, albo rowerzystę" (wysublimowany dowcip). Po odholowaniu samochodu do warszatu, okazało się, że uszkodzony jest silnik, chłodnica i miska olejowa. Do tego zniknęła przednia rejestracja i tuningowe halogeny. Wjechanie w dzika przy prędkości 50 km na godzinę, można porównać do wjechania w ścianę.
  16. [quote name='Nor(a)']Co do świadków masz rację , człowieka biją i każdy "stara się nie widzieć". To samo z leżącym na ulicy - "jak leży to pewnie pijak".[/quote] Lub też ludzie nie reagują, będąc świadkami jakiegoś nieszczęścia - niezależnie, ludzkiego czy zwierzęcego - wychodząc z założenia: tylu innych dookoła, ktoś na pewno zatrzyma się, zadzwoni po policję / pogotownie itd. [B]Tango Blue[/B], w jakim mieście Falck jeździ do zwierząt? Co z nimi robią, gdzie odwożą? Podaj jakieś namiary, proszę. [quote name='Behemot']Greven, załóżmy, ŻE dotrzesz do faceta. Co masz zamiar zrobić? Wygłosić pogadankę pedagogiczną, postraszyć go, zmusić do skruchy, zawlec na policję?[/quote] Nic nie zrobię, bo nie mam zamiaru do niego docierać. A nie mam zamiaru do niego docierać, bo i tak nic nie zrobię. Jest jeden świadek zdażenia, a zdażenie było tak nikłej wagi - w ludzkim pojeciu - że w ogóle nie ma o czym mówić. Ale z drugiej strony nie mogę przejść koło tego obojętnie. Więc jeżeli spotkacie kiedyś kierowcę tej bmki, to zapytajcie go chociaż, czy wie, że potrącił szczeniaka. [quote name='Behemot']Ciekawi mnie, jak w tej sytuacji Twoja koleżanka zachowała się wobec właścicielki psa - głównej sprawczyni tego wypadku. Gdybym miała jechać po skrajnościach, to powiedziałabym, że to ona jest bezduszna, bo własnego psa z połamaną łapą potraktowała słowami "Ach, ty głuptasku", po za tym coś mi mówi, że taka sytuacja - niedopilnowanie psa) wydarzyła się nie po raz pierwszy.[/quote] Koleżanka po prostu oddała psa właścicielce. Nic więcej nie mogła uczynić. To nie był jej pies i gdyby właściciel się nie pojawił, to zawiozłaby go do weterynarza... Ale w sytuacji, gdy pańca wychodzi z obejścia, no cóż, nie pozostaje nic innego, jak psa oddać. Znam dobrze tę wioskę, bo przejeżdżałam przez nią dziesiątki razy. Dom, z którego wybiegł szczeniak, znajduje się tuż na wjeździe / wyjeździe. Tam samochody zawsze jadą (za)szybko. Jezdnia, wąziutki chodnik, brama. Z górki i zakręt. P.S. To nie był mały szczeniaczek wielkości kreta. To był już podrośnięty maluch, którego dziewczyna w pierwsej chwili wzięła za goldenka.
  17. Zawiadomiliście straż miejską, komunalkę, schronisko, gazetę lokalną? Ja bym też zgłosiła na policję, bo to nienormalna sytuacja. Jak będzie ludzki policjant, to rozejrzą się za psem. Biedna dziewczynka, a ja już jej szukałam domu przez swoją stronę :shake:
  18. Ale ja mogę tylko SMS wysyłać :oops:
  19. Napisałam artykuł do lokalnej gazety, w którym wyliczam zalety sterylizacji, zachęcam do niej, piszę o "nadprodukcji" kundelków itd. Następnie gazetę kupiłam w kilku egzemplarzach i rozdałam sąsiadom. Szczególnie zależało mi na przekonaniu właścicieli niespełna rocznej suki w typie owczarka niemieckiego. Nie byli zainteresowani dopuszczaniem jej i - za moją radą - zamierzali wysterylizwać po 1-szej cieczce. Ale niestety, znalazło się wielu znawców wśród ich rodziny i znajomych i sąsiedzi zostali uświadomieni, iż: - suka musi mieć conajmniej raz małe, a najlepiej kilka razy - jak znajdą kupców na szczeniaki, to jeszcze na nich zarobią ... i teraz uwaga: TRZEBA DOPUŚCIĆ SUKĘ DO PODOBNEGO PSA I POTOMSTWO BĘDZIE RASOWE Skończyły mi się argumenty. Jedyne, co osiągnęłam, to że dali suce zastrzyk hormnalny, bo ona biega luzem po okolicy, a pies u innego sąsiada nie jest wykastrowany. Właściciele uznali, że nie mogą pozwolić, by ją pokrył, bo urodzą się kundle. Ale, gdy już uzbierają chętnych na szczeniaki - pokryją ją PODOBNYM (czyli w typie owczarka), bo ich suka jest rasowa, pies będzie rasowy, a więc i szczenięta będą rasowe. Ręce opadają. Jak głową w mur...
  20. To jest Chucky: A jakim cudem dostarczę zdjęcia tego 5-cio latka, który przyjeżdża w niedzielę, nie wiem - nie będę mieć netu :shake:
  21. Ale ma łysy kulas :evil_lol: Futro jej się poprawiło i nawet z pyska wygląda, jak inny pies (nowy, lepszy, hi hi). Mój Icek dzień po operacji kręcił młynka. On się strasznie cieszy, jak człowiek do niego podchodzi, więc uwiązywałam go tak krótko, żeby tylko mógł się położyć. A on i tak kręcił młynka i robił wszystko, żeby noge uszkodzić. Tak na serio, to trzeba bardzo uważać. Czym większy, cięższy, starszy pies, tym bardziej. Ale myślę, że dużo też zależy od jakości zabiegu i zdolności regeneracyjnych zwierzęcia. No i szczęścia... Bo mój wariat naprawdę wyczyniał cuda z tą nogą i wszystko się pięknie naprawiło. A jak czytałam relacje innych właścicieli, to wystarczyło złe stąpnięcie, jeden niedopilnowany skok... i druga operacja, bo wszystko szlag trafił.
  22. Kasiu, dziękuję Ci bardzo za założenie tematu! Jak dam radę, to zaraz wstawię zdjęcia, ale przez GPRS to nic pewnego :mad: Jeden już jest u mnie od przedwczoraj. 3-letni mieszaniec o wyraźnych cechach dobermana. Ma długi ogon i niekopiowane uszy. Na razie bardzo smutny i niepewny, więc nie ma problemu z innymi psami. Za kotami też nie gania... na razie wodzi wzrokiem. Do tej pory stróżował w gospodarstwie, ale dwa inne psy się na niego zawzięły (mixy kaukaza) i już nie miał tam życia. Jest pogryziony - głowa, łapy. Właściciel zdecydował się go oddać. Chucky, bo tak się nazywa, ma imponujący wygląd i mocny szczek. W związku z tym, gdyby udało się ułożyć jego stosunki z resztą zwierząt, chciałabym żeby u mnie został. Po ostatnich najściach przez różnych takich, co chcą konia kupić, a jak się dowiadują, że nie sprzedają, to grożą, że sami sobie wezmą... cóż, po prostu pies stróżujący by się przydał. Drugi przyjeżdża jutro, w niedzielę. Znajomy znalazł go przed nowym rokiem. Pies stał na ulicy. Zatrąbił, żeby zszedł na bok, a pies... przewrócił się. Był skrajnie wycieńczony. Znajomy nie mógł zabrać go do siebie, więc zawiózł do schroniska na kwarantannę i poprosił, żebym po zakończeniu obserwacji, zabrała psa na dom tymczasowy. Wie, że w schronisku on po prostu nie ma szans znaleźć nowego opiekuna. Zniknie w tłumie. Wg opisu jest to mieszanied dobermana, ale sporo mniejszy. Ma około 5 lat. Na razie nie przejawia agresji do innych psów, a do ludzi się garnie. Są podejrzenia, że przed wyrzuceniem pilnował jakiś zakładów, czy magazynów pod Szczecinem. Jeszcze nie znam szczegółów, ale jeżeli tak faktycznie było, to będzie się nadawał na psa stróżującego. Nie wiem, jak będzie z moim dostępem do netu, ale w razie czego szczegóły będę podawać przez Kasię Kuczewską, za co serdecznie jej dziękuję ;)
  23. Behemot, ależ nie, po co szukać. Mając jego tablice, mam jego dane. Nora, unoszenie samochodów w powietrze jest niestety nierealne. Ale zupełnie realne jest zatrzymywanie się, by sprawdzić, co się stało z potrąconym zwierzęciem. Zarówno ze strony potrącającego, jak i świadków zajścia. Niestety w tym wypadku kierowcy po prostu mijali szczeniaka. Ja bardzo dużo jeżdżę, jeżdżę różnymi samochodami, z przyczepami i bez. Doskonale rozumiem, że kierowca TIRa może nie poczuć, że udeża w coś lekkiego i miękkiego, ciągnie to za sobą itd. Ale BMW to nisko zawieszona osobówka. Jest różnica między bmką a ciężarówką, między osobowym a dostawczym. Jednak temat założyłam nie to to, by rozważać, jakie są różnice między samochodami, albo napiętnować kogoś konkretnego. Chcę po prostu zwrócić uwagę na obojętność (tego, który potrącił i innych kierowców) oraz głupotę (osoby, która trzyma szczeniaka na niezabezpieczonej posesji). Przeciwko kierowcom nic nie mam ;) sama jestem kierowcą i dużo czasu spędzam za kółkiem. Wciąż jestem świadkiem ryzykownych, bądź nawet tragicznych sytuacji z udziałem zwierząt na drodze. Wielu nie da się uniknąć. Jako pasażer "potrąciłam" w ciągu kilku miesięcy dzika, a później sarnę. Oba wypadki nie były zawinione przez kierowcę, ale za każdym razem kierowca cofnął się i sprawdził, co się stało z potrąconym zwierzęciem. Bardzo często hamuję przed wybiegającymi na jezdnię psami, czy kotami, omijam je i czasem moje manewry są tyleż odruchowe, co głupie, bo narażam siebie, auto i innych użytkowników szosy. Jednak to silniejsze ode mnie. Zwierzęta domowe to bardzo rzadko zwierzęta bezpańskie. Mają swoich właścicieli, którzy świadomie wypuszczają je na spacer, na pobieganie, na reprodukcję, lub nie biorą odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo, tak jak właścicielka potrąconego szczeniaka, która zostawiła otwartą bramę.
  24. Kilka dni przed nowym rokiem, osoba współpracująca z moją fundacją, była świadkiem szokującego zajścia: W miejscowości Lisie Pole k. Chojny (woj zachodniopom.) kierowca jasnego samochodu marki prawdopodobnie [B][COLOR=red]BMW o numerach rejestracyjnych ZGR x938[/COLOR][/B] potrącił szczeniaka, który wybiegł na jezdnię przez otwartą bramę posesji. Przejechał mu łapę i nie zwalniając kontynuował podróż. Dziewczyna, która jechała za nim, od razu zatrzymała się i wyskoczyła po szczeniaka. Stał na samym środku ulicy, skowycząc przeraźliwie. Łapa wyglądała na wielokrotnie złamaną. Chciała od razu wieźć go do weterynarza, ale domu wyszła kobieta, która oznajmiła, że to jej szczeniak i odebrała go, łajając "oj ty głuptasku". Brak mi słów, by skomentować znieczulicę, którą wykazał się sprawca potrącenia. Niefrasobliwość właścicielki jest powalająca. Zanim dziewczyna zatrzymała samochód i wysiadła po szczeniaka, minęło go kilka aut jadących z naprzeciwka. Nikt nawet nie zwolnił. P.S. Znam pełen numer rejestracyjny, ale na wszelki wypadek usunęłam jedną cyfrę, bo nie wiem, czy podanie go nie jest łamaniem jakiegoś prawa.
×
×
  • Create New...